Hahaha

Marcin, powtarzaj więc "Jest mi źle!" i po sprawie!
To akurat znane jest chyba dość powszechnie w psychologii, dla przykładu, w autohipnozie nie możemy powtarzać sobie "Głowa mnie nie boli", bo od razu wyraz "boli" kojarzony jest z bólem i nas boli. Nie jest tu pominięte, więc coś w tym jest.
Hasesis, co masz na mysli, mówiąc, że nie wierzysz w miłość?
Ja nie używam słowa "miłość" co do związków. Miłość (lepiej pasuje słowo miłosierdzie, a jakże!), to dla mnie uczucie jednej istoty do drugiej. Nie umiem zdefiniować tego w jeden sposób, ale spróbuje na tyle, ile potrafie:
Miłość dla mnie jest wtedy, kiedy chcemy dawać. Związki często oparte są na braniu jedynie, albo wymienianiu się. Miłość natomiast jest dla mnie potrzebą dawania szczęścia drugiej osobie, bez myślenia typu "ja mu dam coś, on mi da coś". Miłość jest dla mnie wtedy, kiedy chcemy, żeby druga osoba po prostu była szczęśliwa, i nie mówię tu mysląc tylko o naszej drugiej połówce. Po prostu, drugi człowiek.
Miłością dla mnie jest to, kiedy pójdę odwiedzić chorego dziadka i pomóc babci. Kiedy pomogę kumplowi w jego problemie. Kiedy widzę, że pomogłem komukolwiek z czymś, z czym nie mógł sobie poradzić. Kiedy nawet tylko wysłucham kogoś, bo czasem ludzie tylko tego potrzebują. Nawet zwykły uśmiech do obcej osoby. Jest wtedy kiedy widzę ulgę, szczęście na twarzy. Miłość jest dla mnie wszędzie i nie musi przyjmować formę arcywielkich czynów, żeby była nazwana miłością.
... a raczej ten cel by być szczęśliwym.
aby to osiągnąć pomagam innym i sprawiam im przyjemność?
.czysty biznes.
Jeśli Ci to pomoże, pomagaj innym, ale próbuj być nieszczęśliwy, żeby tylko nie było, że to czysty biznes!
Para kochających się ludzi to miłość? W dzisiejszych czasach długo ze sobą nie pobędą.
Czyli rozumiem, w tych czasach dokładnie wszyscy się rozstaną niedługo? Nie ma już kochających się naprawdę ludzi w ogóle? To dziwne, wydaje mi się, że znam takich mnóstwo, no ale.. może mi się przywidziało?
Nie ma pokoju na świecie, wszędzie są wojny.
Patrze przez okno, i czołgi nie jadą. Chyba że są zamaskowane jakoś.
Przypomina mi to ten obrazek, kiedy Jezus zstąpił na Ziemie. Człowiek pyta go z wyrzutem "Czemu są wojny na świecie?" etc, na co Jezus odpowiada "Właśnie chciałem Cię o to samo zapytać."
Rodzice krzyczą na swoje dzieci, a te nienawidzą swoich rodziców, lub też ok, kocham cię mamy czy tato, ale ileż mogę z tobą być...
Naprawdę nie rozumiem, jak możesz tak generalizować. To chyba normalne u rodziców, że czasami krzyczą, i ja ich rozumiem, nikt nie jest idealny, i mało kto potrafi się opanować przez cały czas. Ja tam kocham swoich rodziców, nie wiem jak reszta.
To że jest dużo zła na świecie, nie oznacza, że jest samo zło. Jest mnóstwo, mnóstwo ludzi którzy robią bardzo dużo dobra, ale tego się tak nie zauważa. Włączysz TV i Ci tam nadają cały czas, dzień i noc, co to złego się na świecie narobiło. Nadają tyle programów o ludzkich nieszczęściach, robiąc z tego w większości, za przeproszeniem, tylko taki szit pod przykrywką że ważne. Nadają cały czas takie coś tylko dlatego, że ludzie tego słuchają, bo to jest dla ludzi ciekawe i wzbudza to w nich (niestety negatywne w większości) emocje. Tematy związane z dobrem nie są tak pokazywane i chyba nie ma na nie takiego popytu w TV.
Jeśli cały czas będziesz się karmić takimi negatywnymi myślami, to i tak będziesz postrzegał świat. Nie da się ukryć, że jest dużo zła na świecie, ale to zależy od nas, ludzi. Każde zło jakie spotykamy jest dla nas możliwością do zrobienia dobra. Mozemy wiec myśleć jak jest źle i tylko to widzieć, albo zastanowić się jak naprawić chociaż część tego zła i się ruszyć, żeby to robić.