1Prawda1 pisze:Powinniśmy więc zastanowić się dlaczego nie pamiętamy naszej celowości, aniżeli jej wcieleń/etapów. Przecież, gdy coś zaczniesz to w połowie robienia tego nie zadasz pytania po co to robisz, lecz zadasz pytanie ''po co zacząłem to robić?'' - będąc w połowie, czy nawiązując do wcieleń: w którymś z kolei wcieleniu. Czyż nie tak jest? Nie zapominaj również, skoro zadajesz tak wspaniałe pytania - że Twoje jestestwo to nie jest żadna książka, żadna różnorodna mądrość innych osób, doktryn, poglądów - Twoje jestestwo, niemal wszyscy o tym zapominają - to Ty sam i Twoja prawdziwa pamięć o Twoim istnieniu. Szukaj jej w sobie, a nie gdzie indziej.
Energia dla Cb. Ostoję w tej nadziei o niej.
Ale nie pamiętając swoich poprzednich wcieleń nie mamy szans wyrwania się ze swej karmiczności tu na Ziemi gdyż raz krzywdząc kogoś takiego samego jak my (o takiej samej gęstości) który jest pamiętliwy i mściwy - wracamy by odkręcać cośmy uczynili a to odkręcenie przeszłości bez pamięci naszego konfliktu z tym wcielonym kończy się jeszcze większym "poturbowaniem natręta" który wykazuje niezrozumianą dla nas w tym momencie zajadłość wściekłego psa. I "wojna" trwa.
Dam ci przykład choć zdaję sobie sprawę jak takie moje przykłady są traktowane - nie wierzycie bo nie rozumiecie a nie rozumiecie bo jestem osamotniony w tym a jestem osamotniony bo inni tacy jak ja wolą milczeć gdyż na szali jest ich kariera i spokój.
Otóż ostatnio to połączyłem i nie przeczę, że pomógł mi inny wcielony zatrybić - usiekłem kiedyś w średniowieczu matkę mego obecnego i dziewiętnastowiecznego również szwagra

Widziałem w jego oczach 4 latka jak mnie koduje w pamięć, widziałem oczy dorosłego człowieka w ciele małego dziecka i czułem swą niemoc (to była wojna i okres religijnej zawieruchy). Ściga mnie od tamtego czasu karnując się blisko mnie ale nie pamiętając tego oddawałem mu zawsze z nawiązką - zawsze wygrywałem! I zawsze miałem z tego powodu ostateczną satysfakcję - otóż widziałem się w roli ofiary która w ostatecznym rozrachunku z pomocą "boga" sprawiedliwie zatriumfowała - a byłem tyle lat w błędzie przez brak pamięci.
A dlaczego mi się to otworzyło? Bo potraktowałem słowa Boga z ewangelii dosłownie i ani przez sekundę nie zwątpiłem w Jego możliwość pomocy (to była prywata i walka o własne szczęście i inna sprawa nic nie mająca wspólnego z pamięcią wcieleń ani z podróżami na które mnie później z ciała zabrano), przez 3 miesiące ani na sekundę nie przerwałem swej modlitwy! Nauczyłem się modlić w trakcie pracy, codziennych obowiązków i snu. (zasypiałem z modlitwą na ustach, śniłem że się modlę i budziłem się modląc!).
Wtedy zaczęli do mnie przychodzić postacie obleczone w złoto i tak jakoś po ich nauce się u mnie "otworzyło".