http://motoryzacja.interia.pl/wiadomosc ... 006383,324
Lektura jest zastanawiająca w kontekście naszych wolnych wyborów.
I tak: patrząc na statystyki widzimy, że każdego roku, mimo pewnych wahań są one do siebie zbliżone. Podobnie z proporcjami (ile ginie rowerzystów, ile pieszych, ile kierowców itd).
Z drugiej strony spirytyzm uczy, że podejmujemy wolne decyzje o sobie. My decydujemy czy tego i tego dnia wsiądziemy do samochodu, czy będziemy skupiać się na drodze (znam osobę, która jechała samochodem i pisała smsa hehe). A z drugiej strony co roku ktoś z nas ginie. W wymiarze jednostkowym to może być rezultat naszej nieuwagi, braku koncentracji, popełnionych błędów (np. wypicie alkoholu przed jazdą), błędu ze strony innego kierowcy... ale z drugiej strony przychodzi na myśl wrażenie, że niezależnie od tego część z nas musi "wypełnić" tabele statystyczne. Statystyki co roku są podobne, zmieniają się oczywiście (w dłuższych okresach widzimy tendencję spadkową albo wzrostową), ale jednak musi co roku zginąć przynajmnniej taka i taka liczba ludzi... czy nie mamy zatem do czynienia z determinizmem, rodzajem przeznaczenia zależnego od uwarunkowań takich jak liczba samochodów, jakość dróg, wielkość populacji itd.?
Nieco podobna sytuacja jest z samobójstwami. Co roku nieubłagane prawo "statystyki" musi znaleźć bardzo zbliżoną liczbę ludzi, którzy mają popełnić samobójstwo. Co roku musi zachować się też proporcja samobójstw (niezmiennie dominują powieszenia) - a z drugiej strony niby każdy z nas decyduje o sobie. A więc giniemy bo i tak mamy zginąć?
Przykładowa tabelka (dot. proporcji płci samobójców w Kanadzie)





