Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Dyskusje o książkach związanych z tematyką spirytystyczną i dostępnych w Polsce. Recenzje, zapowiedzi, streszczenia książek zagranicznych.

Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 23 maja 2025, 06:36

tutaj bede dodawac tlumaczenie ksiazki Chico Xaviera Misjonarze swiatla



moje uwagi i wyjasnienia sa w nawiasie
Obrazek
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 23 maja 2025, 06:40

wstep

W obliczu nowych czasów


Gdy historia opowiada o interwencji wróżek, duchach opiekuńczych, ukrytych pałacach i cudach nieznanych lasów, dzieci słuchają uważnie, z radością i zachwytem malującym się na twarzach. Jednak gdy narrator zmienia ton i kieruje słowa ku rzeczywistościom wychowawczym, dziecięcy umysł odwraca się, zamyka, nuży... Nie rozumie jeszcze obietnicy przyszłego życia z jego pracą i odpowiedzialnością. Młode serca kochają marzenia, czekają na łatwy heroizm, cenią najmniejszy wysiłek. Nie potrafią jeszcze pojąć boskiego trudu, jakim jest droga do wiecznej doskonałości — dlatego oddalają się od prawdziwego nauczania, zaskoczone i zdumione.

Życie jednak czeka na nie z niezmiennymi prawami. Bez fajerwerków i hałasu, z macierzyńską łagodnością, stopniowo odsłania im prawdę.

Strony podyktowane przez André Luiza przypominają ten obraz. Kiedy Mędrcy i Dobroczyńcy Duchowi przychodzą z niebiańską wizją i rozszerzają horyzonty ludzkich nadziei, wszyscy wcieleni słuchają ich z zachwytem i radością. To niebiańska pociecha — upragnione pocieszenie. Serce otwiera się, by przyjąć przesłania z wyższych sfer.

Ale gdy posłańcy wyższych planów zaczynają mówić o codziennym wysiłku, o pracy nad sobą, o odpowiedzialności, o koniecznym samodoskonaleniu i budującej walce — wielu słuchaczy nie ukrywa rozczarowania. Wbrew ich oczekiwaniom, nie znajdują tam nieba pełnego łatwości, krainy łask, cudownych wydarzeń ani wiecznego odpoczynku. Zamiast bliskiego raju — dostrzegają duchowy warsztat, gdzie wzrost nie przychodzi przez protekcję, lecz przez własny trud i świadomy wysiłek.

Wiek XX odsłonił przed nami szersze horyzonty. Uczy nas, że Duch żyje ponad cywilizacjami, które wojny niszczą swoją tysiącletnią, smoczą żarłocznością. W obliczu nowych czasów, w obliczu wielkiego procesu odnowy, potrzebne jest zaangażowanie wszystkich wiernych sług prawdy i dobra. Najpierw — niech żyją nową wiarą, doskonaląc się i wzrastając na drodze ku lepszemu światu, aby dzieło Chrystusa zatriumfowało nad pustką lśniących ideologii.

W realizacji tej wzniosłej misji jednoczą się wcieleni i duchy zmarłych o dobrej woli, budując most światła, przez który ludzkość przekroczy przepaść niewiedzy i śmierci.

Dlatego, drogi Czytelniku, André Luiz przychodzi do ciebie ponownie — by opowiedzieć o boskiej służbie „Misjonarzy Światła”. Pragnie ukazać, że człowiek to Wieczny Duch, który jedynie czasowo zamieszkuje świątynię ziemskiego ciała. Że perispirit nie jest mglistą powłoką, ale żywą, energetyczną organizacją, do której dopasowują się komórki ciała fizycznego. Że dusza, niezależnie od miejsca, otrzymuje to, co sama zbudowała swoją wolą i czynami. Że więzi miłości i nienawiści towarzyszą nam na każdym poziomie istnienia. Że świadomość inkarnowana realizuje zadania wykraczające poza codzienną walkę o byt. Że reinkarnacją kierują wzniosłe Duchy Przewodnie. A poza grobem — dusza nadal się uczy, pracuje, rozwija i służy Bożym planom, nieustannie zmierzając ku nieśmiertelnej chwale, do której Ojciec nas powołał.

Jeśli ta lektura cię przeraża, jeśli przesłanie Posłańca wydaje się rewolucyjne — módl się. Dziękuj Panu za tę naukę i proś Go o światło, byś nie został schwytany w sidła iluzji. Pamiętaj: objawienie prawdy dokonuje się stopniowo. Prosząc o boską pomoc, wypełniaj z oddaniem święte obowiązki, które Ziemia ci powierzyła. Wiedz, że śmierć ciała nie oznacza końca — lecz wejście na nowe pola pracy, rozwoju i błogosławionej walki, gdzie żyć będziesz głębiej, intensywniej i piękniej.


EMMANUEL
Pedro Leopoldo, 13 maja 1945.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 24 maja 2025, 20:30

Rozdział 1.Psychograf( psychograf to osoba posiadająca zdolność pisma automatycznego, w którym duchy przekazują swoje myśli i przesłania poprzez rękę medium. W tym kontekście to nie jest nikt wyjatkowy, nadzwyczajny ale lecz zaangażowany w misję przekazywania wiadomosci ze swiata duchowego w sposob naturalny i codzienny)


8.
Zakończywszy rozmowę na temat problemów z łącznością z mieszkańcami sfery cielesnej, Instruktor Alexandre, który pełni wysokie funkcje na naszym planie istnienia, zwrócił się do mnie uprzejmie:
– Rozumiem twoje pragnienie. Jeśli zechcesz, możesz mi towarzyszyć do naszego ośrodka w odpowiednim momencie.
– Tak – odpowiedziałem z entuzjazmem – zagadnienie mediumniczne jest fascynujące.
Rozmówca uśmiechnął się życzliwie i przyznał:
– Rzeczywiście, dla tego, kto bada jego moralne podstawy.
Ustalono, że moja wizyta odbędzie się wieczorem, w późniejszym terminie. Oczekiwałem na praktyczne nauki, żywiąc głęboko skrywane zainteresowanie.
Gdy tylko nadarzyła się okazja, skorzystałem z wpływów, by wejść do przestronnej, wiekowej sali, w której Alexandre sprawował funkcję kierowniczą.
Spośród dziesiątek krzeseł ustawionych w rzędach, jedynie osiemnaście było zajętych przez autentyczne osoby z Ziemi. Pozostałe służyły niewidzialnej dla fizycznych oczu masie – wielkiemu zgromadzeniu cierpiących dusz. Licznej i potrzebującej publiczności.
Zauważyłem, że świetliste nici dzieliły obecnych z regionu duchowego na różne grupy. Każda z nich wykazywała własne, charakterystyczne cechy. Wokół stref dostępu czuwały straże, a po zgiełku dochodzącym z zewnątrz zrozumiałem, że również tam wstęp dla zmarłych podlegał ścisłej kontroli.


9.
Byty potrzebujące, dopuszczone do wnętrza, zachowywały powściągliwość i milczenie.
Wszedłem ostrożnie, nie zwracając na siebie uwagi zgromadzenia, które z przejęciem słuchało hojnego i budującego słowa pracowitego instruktora tego domu.
Wielu współpracowników czuwało uważnie. A podczas gdy oddany przewodnik mówił z sercem w słowach, osiemnastu wcielonych towarzyszy pozostawało pogrążonych w surowej koncentracji myśli, wzniesionej ku celom wzniosłym i czystym.
To było piękne — czuć ich szczególną wibrację. Każdy z nich emitował promienie świetlne, bardzo różniące się od siebie intensywnością i barwą.
Promienie te zlewały się ze sobą w odległości około sześćdziesięciu centymetrów od ciał fizycznych, tworząc strumień siły znacznie odmienny od energii naszego planu istnienia.
Strumień ten nie ograniczał się tylko do aktywnego kręgu. W pewnym punkcie uwalniał elementy życiowe — niczym cudowne źródło — mające swoje źródło w sercach i mózgach zgromadzonych tam ludzi.
Energie wcielonych łączyły się z silnymi fluidami pracowników naszego planu działania, zgromadzonych w dużej liczbie, tworząc cenny magazyn dobroczynnej mocy dla nieszczęśników — tych, którzy nadal skrajnie przywiązani byli do fizjologicznych doznań.
Podobne siły mentalne nie są iluzją, jak mogłoby się wydawać ziemskiemu rozumowi, mniej świadomemu nieskończonych rezerw możliwości istniejących poza najgrubszą materią.
Zatrzymałem się, obserwując nowe wartości mojego kształcenia, gdy mój przyjaciel — zakończywszy pocieszającą przemowę — poprosił mnie o obecność przy pracach mediumnicznych.
Okazując zainteresowanie pełnym wykorzystaniem czasu, był bardzo powściągliwy w pozdrowieniach.
— Nie możemy tracić minut — poinformował.


10.
Wskazując niewielką grupę sześciu pobliskich bytów duchowych, Alexandre wyjaśnił:
– Tam czekają upoważnieni przyjaciele.
– Na komunikację? – zapytałem.
Instruktor skinął twierdząco głową i dodał:
– Nie wszystkim jednak udaje się osiągnąć ten cel w tym samym czasie. Niektórzy są zmuszeni czekać tygodniami, miesiącami, a nawet latami...
– Nie przypuszczałem, że to aż tak trudne zadanie – powiedziałem ze zdumieniem.
– Zobaczysz – odparł Alexandre uprzejmie.
Następnie, zwracając się ku młodemu mężczyźnie pogrążonemu w głębokiej koncentracji, otoczonemu pomocnikami z naszego planu istnienia, Instruktor wyjaśnił z troską:
– Mamy sześciu potencjalnych komunikujących się, lecz na obecnym spotkaniu pojawiło się tylko jedno medium zdolne do podjęcia przekazu. Już teraz jesteśmy więc zobowiązani przyjąć, że grupa uczniów i ziemskich pracowników otrzyma wyłącznie to, co dotyczy interesu zbiorowego. Nie będzie możliwości przekazania niczego nadzwyczajnego.
– Sądziłem, że medium to przede wszystkim maszyna – zauważyłem.
– Maszyna również się zużywa – odpowiedział Alexandre – a w tym przypadku mamy do czynienia z mechanizmem nad wyraz delikatnym.
Zauważywszy moje zaskoczenie, kontynuował:
– Przede wszystkim należy zrozumieć, że w pracach mediumnicznych przeważają czynniki moralne. W tej chwili medium, aby być wierne swemu wyższemu powołaniu, potrzebuje jasności i spokoju – niczym krystalicznie czyste lustro jeziora. W przeciwnym razie fale niepokoju zakłóciłyby projekcję naszej duchowości na materialną rzeczywistość – tak jak wzburzone wody nie są w stanie odbić wzniosłych obrazów nieba i otaczającej Natury.


11
Wskazując medium, przewodnik kontynuował zdecydowanym głosem:
– Ten brat nie jest zwykłym urządzeniem. Jest Duchem, który powinien być tak samo wolny jak my. Aby oddać się pożądanej łączności, musi wyrzec się samego siebie – z poświęceniem i pokorą, które stanowią podstawowe warunki dostępu do wymiany z wyższymi regionami. Musi zamilknąć, by inni mogli mówić; dawać z siebie, by inni mogli otrzymać. Krótko mówiąc – powinien służyć jako most, na którym spotykają się różne interesy. Bez świadomego zrozumienia ducha służby nie byłby w stanie wypełnić zadań budujących.
Naturalnie, to na nim spoczywa odpowiedzialność za utrzymanie wewnętrznych zasobów, takich jak: tolerancja, pokora, braterska postawa, cierpliwość i chrześcijańska miłość. Jednak musimy współpracować w podtrzymywaniu jego zewnętrznych motywacji. Jeśli bowiem towarzysz nie ma chleba ani względnego spokoju, jeśli brakuje mu wsparcia w najprostszych potrzebach, nie możemy wymagać od niego współpracy, która wiąże się z poświęceniem. Nasze odpowiedzialności są więc powiązane z najdrobniejszymi szczegółami zadania, które ma zostać wykonane.
Gdy nasunęła mi się myśl, że medium powinno z pokorą oczekiwać boskiej nagrody, Alexandre zauważył:
– Rozważmy jednak, mój przyjacielu, że wciąż uczestniczymy w pracy niedokończonej. Sprawa zapłaty przyjdzie później...
W tym momencie rozmowy zaprosił mnie do zbliżenia się do medium i, kładąc prawą dłoń na jego czole, powiedział:
– Obserwuj. Znajdujemy się przed zwykłym medium psychograficznym. Zanim jednak podejmie ono zadanie, nasi pomocnicy już wcześniej przygotowali odpowiednie warunki, by jego zdrowie fizyczne nie ucierpiało. Przekaz wiadomości nie polega po prostu na „przejęciu ręki”. To proces złożony i wieloetapowy.


12.
Wobec mojej głębokiej, naukowej ciekawości, przewodnik użyczył mi magnetycznego wsparcia swojej silnej osobowości. Dzięki temu mogłem przejść do obserwacji wielkiego laboratorium sił wibracyjnych, jakim był organizm pośrednika.
Moja zdolność postrzegania wzrokowego przewyższała promienie rentgenowskie, ukazując znacznie bardziej udoskonalone właściwości. Gruczoły młodzieńca przemieniły się w świetliste jądra, przypominające doskonałe warsztaty elektryczne. Szczególną uwagę poświęciłem jednak mózgowi. Rdzeniowe przewodniki tworzyły rozległy knot, podtrzymujący światło mentalne – niczym szczodry płomień świecy o ogromnych rozmiarach.
Ośrodki metaboliczne wzbudzały we mnie zdumienie. Mózg emitował błyski w misternych, zmiennych wzorach, a jego płaty przypominały dynamiczne strumienie energii. Komórki kory mózgowej i włókna nerwowe, ze swoimi cienkimi rozgałęzieniami, stanowiły wyjątkowo delikatne przewodniki energii – ukrytej i nieuchwytnej. W tym subtelnym koncercie, pod światłem mentalnym trudnym do opisania, szyszynka (epifiza) promieniowała intensywnym, niebieskawym blaskiem.
– Doskonała obserwacja? – zapytał Instruktor, przerywając mój zachwyt. Po chwili kontynuował: – Przekazywanie wiadomości z jednej sfery do drugiej, w służbie budowania człowieka, wymaga wysiłku, dobrej woli, współpracy i konsekwentnego celu. To naturalne, że trening i dobrowolna współpraca medium ułatwiają ten proces, jednak w żadnym wypadku nie jest to działanie automatyczne. Wymaga ono głębokiego zrozumienia, właściwego momentu i pełnej świadomości.
Byłem pełen podziwu.
– Czy sądzisz – zapytał – że pośrednik może improwizować stan recepcyjny? W żadnym razie. Jego duchowe przygotowanie musi być nieustanne. Każdy incydent może zakłócić ten wrażliwy aparat, niczym kamień zakłócający działanie zaworu odbiorczego. Co więcej, nasza współpraca magnetyczna jest fundamentalna dla powodzenia tego zadania. Obserwuj uważnie. Zauważamy teraz osobliwości ciała peryspiritualnego(Ciało peryspiritualne – w naukach spirytystycznych określenie duchowej powłoki (również: ciało duchowe), która otacza ducha i pośredniczy między nim a ciałem fizycznym. W literaturze spirytystycznej opisuje się je jako medium energetyczne reagujące na myśli, uczucia i siły duchowe. Allan Kardec określał je mianem „ciała półmaterialnego”..Możesz dostrzec, że każdy gruczołowy ośrodek stanowi potężne centrum elektryczne.)


13.
W ćwiczeniu mediumnicznym – niezależnie od jego formy – szyszynka (Szyszynka (epífise) – mały gruczoł położony w centrum mózgu, utożsamiany symbolicznie z „trzecim okiem” lub duchowym centrum kontaktu z wyższymi wymiarami. W doktrynie spirytystycznej uważany za kluczowy organ w procesach mediumnicznych.) odgrywa kluczową rolę. Dzięki jej zrównoważonej aktywności ludzki umysł zyskuje zdolność do emisji i odbioru promieni odpowiadających naszej duchowej sferze. To właśnie w niej znajduje się nowy zmysł człowieka. Jednak u zdecydowanej większości ludzi boski potencjał tam drzemiący wciąż pozostaje w stanie embrionalnym.
Zauważyłem, że szyszynka pośrednika rzeczywiście emitowała coraz intensywniejsze światło.
Skierowawszy jednak uwagę z mózgu na całe ciało fizyczne, przewodnik kontynuował:
– Przesył wiadomości wcale nie jest prostym procesem, chociaż wcieleni pracownicy często nie zdają sobie sprawy z jego wewnętrznego mechanizmu – podobnie jak dzieci, które sycąc się dostatkiem w domu, nie znają ceny życia i poświęcenia rodziców. Na długo przed rozpoczęciem zebrania, ten sługa był już przedmiotem naszej szczególnej troski, tak aby myśli o cięższych wibracjach nie zakłóciły jego wewnętrznego pola. Został przygotowany zarówno środowiskowo, jak i energetycznie, a w chwili, gdy zasiadł w wyznaczonym miejscu, kilku operatorów z naszego planu udzieliło mu wsparcia.
– Przede wszystkim komórki nerwowe otrzymały nowy współczynnik magnetyczny, by uniknąć niepożądanej utraty substancji tygrysowatej (
Substancja tygrysowata , ciałka Nissla) – struktury w neuronach odpowiedzialne za syntezę białek. Ich obecność jest niezbędna dla sprawnego działania układu nerwowego, szczególnie w procesach intelektualnych i duchowych.), niezbędnej w procesach intelektualnych. Układ współczulny – a szczególnie jego autonomiczna część związana z sercem – został intensywnie wzmocniony. Centralny układ nerwowy odpowiednio zabezpieczono, aby nie doszło do naruszenia zdrowia tego oddanego pracownika. Nerw błędny(jeden z głównych nerwów czaszkowych, kontrolujący funkcje wielu narządów wewnętrznych, m.in. serca, płuc i przewodu pokarmowego. Kluczowy dla utrzymania równowagi emocjonalnej i fizjologicznej.)został osłonięty naszą interwencją przed ewentualnymi wstrząsami ze strony układu trzewnego. Z kolei nadnerczom dostarczono zastrzyk energii, by zwiększyć produkcję adrenaliny( hormon produkowany przez nadnercza, odgrywający ważną rolę w reakcji organizmu na stres. W tym kontekście – wspiera fizyczne funkcjonowanie medium podczas intensywnych zadań energetycznych.) – potrzebnej nam w razie wzmożonego zużycia rezerw nerwowych.
W tym momencie dostrzegłem, że medium wyglądał niemal jak odcieleśniony. Jego grubo-materialne rysy zniknęły z mojego pola widzenia – tak intensywne było światło, które go otaczało, emanujące z jego ośrodków peryspiritualnych.


14 /15
Po dłuższej przerwie Aleksander kontynuował:
– Pod naszą obserwacją nie znajduje się już szkielet z wapna, pokryty węglowodanami i białkami, lecz inna, bardziej znacząca ekspresja człowieka nieśmiertelnego – syna Boga Wiecznego. Zwróć uwagę, w tej nowej anatomii, na chwałę każdej najmniejszej jednostki ciała. Każda komórka to silnik elektryczny, który potrzebuje paliwa, by działać, żyć i służyć.
Nie zważając na moje zdumienie, przewodnik zmienił ton i dodał stanowczo:
– Przerwijmy obserwację. Trzeba działać.
Dał znak jednemu z sześciu duchów gotowych do przekazu. Posłaniec podszedł uradowany.
– Calixto – powiedział Aleksander poważnym głosem – mamy sześciu przyjaciół gotowych do pośrednictwa; jednak nasze możliwości są ograniczone. Pisać będziesz tylko ty. Zajmij swoje miejsce. Przypomnij sobie swoją misję pocieszenia – i żadnych osobistych wątków. Okazja jest krótka, a musimy kierować się dobrem wszystkich.
Po krótkim pozdrowieniu Calixto zajął miejsce obok medium, które przyjęło go z wyraźną radością. Objął go lewym ramieniem, a prawą dłonią uniósł w stronę głowy młodzieńca, dotykając opuszkami jego centrum pamięci – jakby zbierał materiał wspomnień swojego towarzysza. Stopniowo zauważyłem, że światło mentalne komunikanta zaczęło mieszać się z promieniowaniem wcielonego medium. Strefa motoryczna chłopca zmieniła kolor i intensywność światła.
Aleksander zbliżył się do pracującej pary i położył prawą dłoń na płacie czołowym ludzkiego współpracownika, jakby kontrolując włókna hamujące, by – na ile to możliwe – zapobiec zakłóceniom ze strony ciała mediumicznego.
Calixto promieniał radością – oblicze sługi przepełniało błogosławieństwo pracy. W geście głębokiej wdzięczności wobec Pana rozpoczął przekaz, zawłaszczając ramię towarzysza i kreśląc pierwsze słowa:
– Pokój Jezusa niech będzie z wami!
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 25 maja 2025, 10:19

Rozdzial 2. szyszynka



16.

Gdy nasz towarzysz korzystał ze swojej organizacji mediunicznej (czyli duchowej struktury umożliwiającej kontakt ze światem duchowym), skupiłem się na nim, wykorzystując siły magnetyczne przekazane mi przez instruktora (czyli istotę duchową pełniącą funkcję przewodnika[).
Im dokładniej obserwowałem niezwykłości jego mózgu, tym bardziej zachwycało mnie narastające światło emitowane przez szyszynkę. Ta niewielka struktura gruczołowa przekształciła się w promieniste jądro, którego promienie układały się jak lotos o wzniosłych płatkach.
Z uwagą przyjrzałem się również pozostałym osobom wcielonym . U wszystkich szyszynka wykazywała pewne oznaki świetlistości, lecz u żadnego nie świeciła tak intensywnie jak u medium podczas pracy.
Na to świetliste jądro, teraz przypominające promienny kwiat, spływały subtelne promienie światła z Wyższych Sfer (czyli bardziej rozwiniętych duchowo poziomów istnienia). Miałem świadomość, że w grę wchodziły tu najsubtelniejsze wibracje, których nie byłem w stanie dostrzec.
Wcześniej badałem funkcje szyszynki w ramach mojej — dość ograniczonej — praktyki jako ziemski lekarz. Zgodnie z klasycznymi autorytetami, jej rola ograniczała się do kontroli seksualności w dzieciństwie. Uważano ją jedynie za strażnika instynktów, dopóki mechanizmy doświadczenia seksualnego nie mogły funkcjonować regularnie w życiu człowieka.
Później, zgodnie z tą wiedzą, szyszynka miała stopniowo tracić swoją aktywność, osłabiać się, aż niemal zanikała, ustępując miejsca gruczołom płciowym — odpowiedzialnym za aktywność biologiczną dorosłości.
Jednak moje obserwacje w tamtym miejscu wyraźnie przeczyły tym oficjalnym definicjom.
A ponieważ nieświadomość zmusza do czekania na wiedzę płynącą od innych, postanowiłem poczekać na Alexandra ), by po zakończeniu naszej aktywnej służby mógł mnie oświecić.


17.
Po kilku minutach podszedł do mnie życzliwy mentor (czyli duchowy przewodnik, bardziej rozwinięta istota pomagająca innym na ścieżce duchowej).
Nie czekał, aż sam zacznę mówić.
– Znam twoje zakłopotanie – powiedział. – Sam też kiedyś przeżyłem to zaskoczenie. Szyszynka właśnie teraz objawia ci swoje prawdziwe znaczenie.
– Zdecydowanie tak – przyznałem.
– Nie mamy tu do czynienia z martwym organem, jak dawniej sądzono – kontynuował. – To gruczoł życia mentalnego. U człowieka, w okresie dojrzewania, budzi siły twórcze, a następnie działa jako najbardziej zaawansowane laboratorium elementów psychicznych istoty ziemskiej. Zwykły neurolog nie rozumie go w pełni. Tajemnice te dopiero później odkryje psychiatra. Przeciętni psychologowie nie zwracają na niego uwagi. Freud błędnie zinterpretował jego działanie, przypisując zbyt dużą wagę „libido” w analizie wrodzonej niedyscypliny ludzkości .
W dzieciństwie – które stanowi fazę ponownego dostrojenia tego ważnego ośrodka ciała peryspirytualnego – szyszynka wydaje się hamować przejawy seksualności. Jednak w tej kwestii warto doprecyzować niektóre obserwacje.Około czternastego roku życia, po okresie względnej bezczynności w zakresie swoich głównych funkcji, szyszynka ponownie się aktywuje u wcielonego człowieka. To, co wcześniej działało jako mechanizm kontroli, staje się teraz źródłem twórczym i zaworem bezpieczeństwa. Gruczoł pinealny ponownie dostraja się do organizmu i otwiera przed człowiekiem cudowny świat emocjonalnych doznań i wrażeń.
W tym czasie istota ludzka przechodzi swoistą rekapitulację swojej seksualności – dokonuje przeglądu dawnych namiętności, które pojawiają się na nowo pod wpływem silnych impulsów.
Byłem głęboko poruszony.
Po krótkiej przerwie, którą Aleksander zrobił w swoim wywodzie, kontynuował:



18.
– Szyszynka kieruje zjawiskami nerwowymi związanymi z emocjonalnością, jako organ o wysokiej ekspresji w ciele eterycznym (czyli warstwie energetycznej przylegającej do ciała fizycznego, odpowiedzialnej za przekazywanie wrażeń między duszą a ciałem). W pewnym sensie rozwiązuje boskie więzy Natury, które łączą kolejne egzystencje w ciągłej walce o doskonalenie duszy. Umożliwia też dostrzeżenie potęgi twórczych zdolności, jakimi obdarzona jest istota ludzka.
– Mój Boże! – zawołałem. – A gdzie w tym wszystkim znajdują się gruczoły płciowe?
Instruktor uśmiechnął się i wyjaśnił:
– Są zbyt mechaniczne, by mogły przechowywać subtelne, niemal nieważkie zasady generowania życia. Znajdują się całkowicie pod kontrolą potencjału magnetycznego, którego głównym źródłem jest szyszynka. Gruczoły płciowe wydzielają hormony seksualne, ale szyszynka – jeśli można tak powiedzieć – wydziela „hormony psychiczne” lub „jednostki-siły”, które pozytywnie wpływają na energie twórcze. Chromosomy obecne w pęcherzykach nasiennych (czyli elementy genetyczne w plemnikach, będące nośnikami dziedziczności) również pozostają pod jej całkowitym, precyzyjnym wpływem.
Aleksander wykonał znaczący gest i dodał:
– Nie zajmujemy się tu jednak embriologią. Skupmy się na naszym głównym temacie i analizujmy szyszynkę jako gruczoł duchowego życia człowieka.
Zaskoczony, milczałem – chłonąc każde słowo i łaknąc dalszej wiedzy.
– Wydzielając subtelne energie psychiczne – kontynuował – szyszynka odgrywa nadrzędną rolę w całym układzie dokrewnym (czyli hormonalnym). Połączona z umysłem poprzez elektromagnetyczne zasady pola witalnego (rodzaj energii życiowej porównywalnej z „chi” lub „praną”, według duchowej tradycji), których współczesna nauka jeszcze nie potrafi zidentyfikować, zarządza siłami podświadomości pod bezpośrednią kontrolą woli.
Sieci nerwowe pełnią wobec niej funkcję swoistych przewodów telegraficznych, przekazujących natychmiastowe polecenia do wszystkich komórek. To pod jej nadzorem odbywa się dostarczanie energii psychicznych do wszystkich autonomicznych „magazynów” poszczególnych narządów.


19.
Źródło twórcze, będące początkiem najważniejszych rzeczy, pełni rozległe i fundamentalne funkcje.
Jako zwornik świata emocjonalnego, jego rola w doświadczeniu seksualnym jest zasadnicza i niezastąpiona.
Wszyscy my, obecnie lub w przeszłości, wypaczyliśmy to święte ognisko sił twórczych, przekształcając je w rozproszone pole przyciągające niższe instynkty o zwierzęcej naturze.
Ileż istnień zmarnowaliśmy, kierując nasze duchowe zdolności ku najniższym rejonom materialistycznych przyjemności?
Niestety, oddzieleni od prawa właściwego użycia(chodzi o odpowiedzialne i zgodne z duchowym prawem wykorzystanie energii seksualnej), pogrążyliśmy się w emocjonalnym rozpasaniu.
Stąd, mój drogi przyjacielu, bierze się nasza wielowiekowa degradacja energii twórczych, obciążona moralnymi zobowiązaniami wobec tych, których skrzywdziliśmy szaleństwem i nierozwagą.
Z tego godnego ubolewania lekceważenia świętego potencjału wynikają bolesne skutki dziedziczności fizjologicznej, która powinna odzwierciedlać czyste i błogosławione dziedzictwo.
Wypaczenie naszego świadomego planu myślowego – na dowolnym etapie ewolucji – prowadzi do wypaczenia naszej nieświadomości psychicznej, która odpowiada za realizację najgłębszych pragnień i impulsów w obszarze automatycznych reakcji.
Niezrównoważona wola zakłóca działanie centrum naszych twórczych zdolności.
Dlatego też istnieje konieczność przestrzegania zasad moralnych przez tych, którzy szczerze pragną wiecznych osiągnięć w domenie Ducha.
Wyrzeczenie, ofiarność, wstrzemięźliwość seksualna i dyscyplina emocjonalna nie są wyłącznie nakazami religijnymi – są to środki o charakterze naukowym, prowadzące do autentycznego wzbogacenia osobowości.
Nie da się uciec przed prawem, którego zasady – ustanowione przez Najwyższego Prawodawcę – obejmują cały Wszechświat.
Natury nie da się oszukać.
Rozregulowane ośrodki witalne zmuszają duszę do trwania w stanie wewnętrznej nierównowagi.
Śmierć fizyczna niczego nie rozwiązuje, jeśli człowiek nie zadbał o własne doskonalenie, ograniczając się jedynie do konwencjonalnych gestów i pustych słów.


20.
Sprawiedliwość, która rządzi Życiem Wiecznym, nigdy nie została uchylona.
To prawda, że głębokie uczucia towarzyszące ostatnim chwilom wcielonego ducha mają decydujące znaczenie w procesach regeneracji po drugiej stronie życia, lecz nie stanowią one jego pełnego urzeczywistnienia.
Instruktor przemawiał w sposób wzniosły – przynajmniej dla mnie, gdyż po raz pierwszy słyszałem komentarze na temat sumienia, cnoty i uświęcenia, ujęte w kategoriach czysto logicznych i naukowych, zrozumiałych dla rozumu.
Rozważania te stawały się dla mnie coraz jaśniejsze i bardziej przejrzyste.
Otrzymanie ciała w ramach daru reinkarnacji nie oznacza tylko zdobycia łodzi na nową przygodę rzuconą na fale przypadkowych okoliczności, lecz niesie ze sobą jasno określoną odpowiedzialność – służbę na rzecz wiedzy, wzniosłości lub naprawy – w wysiłkach o charakterze ewolucyjnym lub odkupieńczym ,związanym z naprawą wcześniejszych błędów.
– Czy teraz rozumiesz funkcję szyszynki w rozwoju umysłowym człowieka i w ubogacaniu wartości duszy? – zapytał mnie przewodnik.
– Tak… – odpowiedziałem, wciąż pod silnym wrażeniem.
– Wydzielając „jednostki-siły” (subtelne cząstki energii psychiczno-duchowej zużywane przez człowieka poprzez myśli, emocje i działania), można ją porównać do potężnej elektrowni, która powinna być wykorzystywana i kontrolowana w służbie oświecenia, uszlachetnienia i dobra osobowości – a nie rozpraszana przez nadmierne zużycie zasobów psychicznych w emocjach niskiego rzędu.
Pogrążanie się w bagnie niższych doznań, na sposób świń, oznacza zanurzenie się w toksycznych prądach szaleństw zwierzęcej natury.
W wyniku nadmiernego wydatku subtelnych energii duchowych, człowiekowi bardzo trudno jest się wydźwignąć z tego przerażającego zanurzenia w ciemność – która trwa również po śmierci fizycznej.
Z tego względu niezbędna jest świadoma troska o gospodarowanie siłami we wszystkich uczciwych wysiłkach na rzecz rozwoju wyższych zdolności.
Materialiści czystego rozumu (osoby kierujące się wyłącznie intelektem, bez uznania duchowości), choć dysponujący rozległymi zasobami intelektualnymi, dostrzegli z oddali zbliżone prawdy.
W trosce o zachowanie młodości, harmonii ciała i eugeniki (tu: dbania o zdrowe potomstwo, nie w ideologicznym sensie), promowali uprawianie sportu we wszystkich jego formach.


21.
Przeciwko możliwym niebezpieczeństwom wynikającym z nadmiernego nagromadzenia sił nerwowych (czyli energii psychicznych, określanych jako elektryczne wydzieliny szyszynki), zalecano młodzieży ze wszystkich krajów aktywność fizyczną: wiosłowanie, grę w piłkę, skoki, ćwiczenia na drążku, bieganie.
W ten sposób utrzymywano wartości organiczne (czyli związane ze zdrowiem fizycznym i równowagą ciała) w stanie prawdziwym i naturalnym, niezbędnym dla funkcji dziedziczenia.
Choć taki środek był częściowo skuteczny, pozostawał jednak niepełny i ułomny. Owszem, kontrolowane ćwiczenia gimnastyczne i ruchowe są wartościowymi czynnikami zdrowia; uczciwa rywalizacja sportowa stanowi cenną podstawę uspołecznienia. Jednak te działania mogą ograniczać się jedynie do korzyści dla układu kostnego, a niekiedy ulegają wypaczeniu, służąc zaspokajaniu niskich namiętności .
Na Ziemi wciąż bardzo rzadko spotyka się ludzi, którzy rozpoznają konieczność zachowania energii psychicznych (czyli wewnętrznych sił duchowych) dla wzniosłości wiecznego Ducha.
Człowiek żyje w zapomnieniu, że Jezus nauczał cnoty (czyli moralnych postaw) jako sportu duszy (czyli duchowej dyscypliny wymagającej wysiłku), i nie zawsze pamięta, że celem doskonalenia wewnętrznego nie jest poprawa cienia substancji (czyli tylko ciała fizycznego), ale samej substancji (czyli duchowej esencji).
Słuchałem tych pouczeń, poruszony i zdumiony.
– Czy teraz rozumiesz, jak ważna jest rezygnacja? Czy dostrzegasz wielkość prawa wznoszenia się poprzez ofiarę ?
Upuszczanie krwi stymuluje produkcję życiodajnych komórek w szpiku kostnym; przycinanie nadaje drzewom piękno, świeżość i obfitość.
Człowiek, który naprawdę czyni dobro, żyje w otoczeniu wibracji konstruktywnych i uświęcających : wdzięczności, szczęścia i radości.
To nie teoria oparta na nadziei, lecz zasada naukowa. Bez jej stosowania w codziennym życiu dusza nie uwolni się – pozostanie rozproszona przez nałogi w niższych rejonach Natury .
A ponieważ Aleksander zauważył, że jego nauki zabierają zbyt wiele czasu, zakończył swoje wywody.


22.

– Zgodnie z naszymi obserwacjami, funkcja szyszynki w życiu psychicznym człowieka jest bardzo istotna.
– Tak – przyznałem – teraz rozumiem konkretność jej wpływu na sferę seksualną. Pojmuję też bolesną i długotrwałą tragedię seksualną ludzkości.
Dostrzegam wyraźnie przyczyny dramatów, które zdarzają się bez ustanku, cierpień, które wydają się nie mieć końca, niepokojów prowadzących do zbrodni, oraz gęstej sieci bólu oplatającej domy i serca ludzi.
– A człowiek – kontynuował Alexander uroczyście – zawsze skłonny jest zniekształcać święte ośrodki własnej osobowości. Zawsze gotów zaciągać nowe długi, ale rzadko zdecydowany, by je naprawić lub spłacić.
– Rozumiem, rozumiem… – szepnąłem.
Jednak w głębi serca, wciąż nosząc pewne wątpliwości, zawołałem:
– Czy nie byłoby zatem rozsądniej...
Przewodnik przerwał mi w pół zdania i wyjaśnił:
– Wiem, o co chcesz zapytać.
Uśmiechając się, dodał:
– Pytasz, czy nie byłoby lepiej zakończyć wszelkie doświadczenia seksualne, zrezygnować z możliwości ponownego wcielenia się w ciało fizyczne.
Ale takie pytanie nie ma sensu.
Nikt nie powinien występować przeciwko prawu.
Godne korzystanie ze skarbów życia, uszlachetniający związek, szlachetna bliskość – oto program wzniosłości.
Dlatego konieczne jest rozróżnienie między harmonią a zaburzeniem, aby nie wpaść w przepaść zagubienia.
Po tych słowach Aleksander zamilkł – jak przystało na roztropnego przewodnika, który daje uczniowi czas, by przyswoił sobie nową lekcję.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 26 maja 2025, 20:01

Rozdzial 3 . rozwoj mediumiczny

23.
– Nie powinno cię to dziwić – powiedział uprzejmie asystent. – Wiesz przecież, że wcielona istota ludzka jest generatorem sił elektromagnetycznych, a serce rejestruje jedną wibrację na sekundę. Czy nie jest ci również wiadome, że wszystkie żywe substancje na Ziemi emitują energię w zakresie ultrafioletu?
Jeśli chodzi o naszych przyjaciół – wszyscy znajdują się na średnim poziomie rozwoju. Dusze i ciała tych osób pozostają w pożądanym stanie wibracji dzięki szczerej służbie dobru i umiejętności tłumienia osobistych pragnień.
Dzięki temu potrafią emitować niemal oczyszczone promienie duchowe, które umożliwiają mediom harmonizację z wyższymi częstotliwościami, wzbogacając jednocześnie własne promieniowanie witalne.
– Promienie witalne? – zapytał mój towarzysz, wyraźnie spragniony dalszych wyjaśnień.
– Tak. Aby określić je bardziej precyzyjnie, nazywamy je promieniami ektoplazmatycznymi. Termin ten pozwala nam dostosować nasze odkrycia do słownictwa współczesnych spirytystów.
Wszystkie żywe istoty emitują te promienie. Gąsienica przeprowadza z ich pomocą skomplikowaną metamorfozę, a każdy proces materializacji mediumicznej również odbywa się dzięki nim – zwłaszcza że wcielone media są w stanie łatwiej je wytwarzać.
Każda istota nosi w sobie te energie i emituje je w różnych zakresach wibracyjnych, zależnie od swojej duchowej misji i życiowego planu.
Po chwili dodał, jeszcze uprzejmiej:
– Badanie mediumizmu prowadzi nas do głębi świadomości, z jej ogromnym zakresem promieniowania. Analiza tych promieni wkrótce przyniesie przełom w nauce tego świata. Poczekajmy cierpliwie na to, co przyniesie przyszłość.
Áulus poprosił nas, abyśmy podeszli bliżej, by mógł dokładniej obserwować. Z radością spełniliśmy jego prośbę.



24.

Zobaczymy dzisiaj – zawołał pan o gęstych wąsach – czy mamy szczęście.
– Nie przychodziłem regularnie na spotkania – powiedział młody mężczyzna – bo straciłem motywację... Ile to już czasu trzymam ołówek w ręku, nie osiągając żadnego rezultatu?
– Szkoda! – odpowiedział inny mężczyzna. – Trudności naprawdę zniechęcają.
– Wydaje mi się, że nie zasługujemy na żadne wsparcie ze strony niewidzialnych dobroczyńców! – dodała starsza kobieta. – Od miesięcy staram się rozwijać i nic. Czasami czuję przy sobie intensywne wibracje duchowe, ale nie potrafię wyjść poza początkowe objawy.
Rozmowa była interesująca i barwna. Po kilku minutach, wraz z przybyciem innych małych grup eksperymentatorów, którzy przyszli pełni entuzjazmu, rozpoczęła się sesja rozwoju.
Przewodniczący wygłosił wzruszającą modlitwę, do której wszyscy obecni dołączyli.
Osiemnaście osób oczekiwało w skupieniu.
– Niektórzy – wyjaśnił Aleksander – pragną rozwijać psychografię, inni próbują mediumnicznego wcielenia. Niestety, prawie wszyscy mylą moce psychiczne z funkcjami fizjologicznymi. Wierzą w mechaniczny przebieg procesu i liczą na przypadkowy, niepewny postęp, zapominając, że każda budowa duszy wymaga dyscypliny, edukacji, wysiłku i wytrwałości.
Mediumniczność budująca jest językiem ognia Ducha Świętego, boskim światłem, do którego trzeba zachować knot chrześcijańskiej miłości i oliwę czystej dobrej woli.
Bez odpowiedniego przygotowania wyprawa tych, którzy próbują wkroczyć w niewidzialne królestwo, jest niemal zawsze podróżą przez kręgi cienia.
Osiągają wielkie doznania i napotykają bolesne wątpliwości.

25.
Faza zaskakujących odkryć przeminęła – teraz byliśmy pogrążeni w niekończących się niepokojach i wątpliwościach. Nikt nie może bezkarnie łamać praw natury, a żaden duch nie wzniesie się bez własnego wysiłku i wewnętrznego doskonalenia...
Zwracając się w sposób szczególny do zebranych, nauczyciel zalecił:
– Obserwujmy.
Zatrzymał się obok młodego mężczyzny, który czekał w milczeniu, z ołówkiem w dłoni.
Aleksander zaoferował mi swoje potężne wsparcie magnetyczne, a ja z uwagą przyglądałem się scenie. Gruczoły wydzielały blade promieniowanie. Szczególnie szyszynka przypominała niewielkie, lekko świecące ziarenko.
– Zwróć uwagę na układ rozrodczy – polecił mi nauczyciel poważnym tonem.
Byłem zdumiony. Gruczoły płciowe emitowały bardzo słabe światło, jakby przytłumione przez strumienie czarnych drobinek, poruszających się z niezwykłą ruchliwością. Ich aktywność zaczynała się pod pęcherzem moczowym, wibrowała wzdłuż całego powrózka nasiennego, tworząc zwarte kolonie w pęcherzykach nasiennych, prostacie oraz w śluzowych masach cewki moczowej. Wnikały w kanaliki nasienne i atakowały komórki płciowe, unicestwiając je.
Najsilniejsze z tych mikroskopijnych bytów znajdowały się w najądrzu. Wygłodniałe, pochłaniały delikatne zarodki życia organicznego.
Byłem oszołomiony. Co oznaczało to skupisko ciemnych, ruchliwych istot? Wydawały się magnetycznie przyciągnięte do siebie nawzajem, połączone wspólnym aktem destrukcji. Czyżby to były nieznane dotąd formy kiły?
Gdy tylko to pytanie zrodziło się w moim umyśle, Aleksander odpowiedział, nie czekając, aż wypowiem je na głos:
– Nie, André. To, co widzisz, to nie krętek Schaudinna ani żadna nowa forma możliwa do zidentyfikowania przez ziemskich bakteriologów. To psychiczne bakterie seksualnych tortur, powstałe z gorączkowego pragnienia niskich przyjemności.


26.

Słownik medyczny świata ich nie zna, a wobec braku odpowiedniej terminologii w granicach ludzkiej wiedzy, nazwijmy je po prostu larwami. Zostały wyhodowane przez tego towarzysza nie tylko wskutek jego niepowściągliwości emocjonalnej i licznych doświadczeń seksualnych, lecz także przez kontakt z prymitywnymi istotami, które harmonizują z jego upodobaniami – istotami, które odwiedzają go często niczym niewidzialne wampiry.
Biedak wciąż nie zrozumiał, że ciało fizyczne to jedynie słabe odbicie ciała perispirytualnego. Nie pojął jeszcze, że roztropność w sprawach seksualnych stanowi fundament równowagi życiowej. Kiedy słyszy nasze przestrogi o umiarkowaniu, interpretuje je jako dawne nauki o rzekomo dogmatycznym i zamkniętym charakterze wiary religijnej.
Pod pozorem oddania się czystemu rozumowi i logicznym zasadom, zakłada, że seks nie ma nic wspólnego z duchowością – jakby ta nie była samą istotą istnienia. Zapomina, że wszystko jest duchem, boską manifestacją i wieczną energią.
Błąd naszego przyjaciela to ten sam, który popełniają liczni religijni myśliciele – wierząc, że dusza jest całkowicie oddzielona od ciała fizycznego. Tymczasem wszelkie przejawy życia psychofizycznego są w istocie efektem oddziaływań duchowych.
Nowe światy myśli zaczęły rozjaśniać się w moim wnętrzu. Zacząłem dostrzegać jaśniejsze definicje kwestii, które dotąd jawiły mi się jako przerażające zagadki ogólnej patogenezy.
Nie zdążyłem jeszcze otrząsnąć się z mojego niewysłowionego zdumienia, gdy nauczyciel skierował moją uwagę na dojrzałego mężczyznę, który próbował pisać pod wpływem psychografii.
– Obserwuj tego przyjaciela – powiedział z autorytetem. – Czy nie wyczuwasz charakterystycznego zapachu?
Rzeczywiście, wokół jego bladej twarzy unosiła się nieprzyjemna aura.
Jego ciało przypominało beczkę o dziwacznych proporcjach, z której wnętrza nieustannie unosiły się lekkie, niemal niewidzialne opary. Można było zauważyć, jak bardzo zmaga się z utrzymaniem myśli w stanie względnego spokoju.

27.

Nie miałem żadnych wątpliwości – musiał on spożywać alkohol w dużych ilościach.
Skorzystałem z okazji, by przyjrzeć się jego osobliwym zmianom organicznym.
Układ żołądkowo-jelitowy wydawał się całkowicie przesiąknięty alkoholem. Substancja ta przenikała wszystkie zakamarki żołądka i, oddziałując na ściany przełyku, przejawiała swoją obecność aż w masach kałowych.
Zdumienie wzbudziła we mnie jego ogromna wątroba. Małe, przerażające istoty ustawiały się wzdłuż żyły wrotnej, walcząc desperacko z młodymi elementami krwi. Cała struktura organu była zmieniona – przerażające przekrwienie, cylindryczne płaciki wątrobowe zdeformowane, zawierające chore i osłabione komórki. Śledziona wykazywała dziwne anomalie.
– Alkohol – wyjaśnił Aleksander poważnym tonem – niszczy go stopniowo. Obserwujesz jedynie drobniejsze nieprawidłowości. Ten towarzysz jest całkowicie rozregulowany w swoich centrach równowagi życiowej. Cały jego układ hormonalny został uszkodzony przez toksyczne działanie alkoholu.
Szpik kostny daremnie pracuje, by poprawić jakość krwi. Bezskutecznie ośrodki płciowe próbują regulować swoje funkcje, ponieważ nadmiar alkoholu powoduje destrukcyjne zmiany nawet na poziomie chromatyny. Na próżno nerki starają się wydalać szkodliwe substancje – ich działanie jest codziennie osłabiane przez niszczycielski wpływ alkoholu, co prowadzi do utraty wielu nefronów.
Trzustka, zatruta przez nawyk, nie jest w stanie precyzyjnie spełniać swojej funkcji w procesie rozkładu pożywienia. Niszczycielskie larwy pożerają komórki wątrobowe. Głębokie zmiany zachodzą w jego autonomicznym układzie nerwowym. Gdyby nie funkcjonowanie gruczołów potowych, dalsza egzystencja w ciele fizycznym mogłaby stać się niemożliwa.
Nie potrafiłem ukryć swojego podziwu. Aleksander wskazywał chore obszary i tłumaczył zagadnienia z taką mądrością i prostotą, że nie mogłem powstrzymać się od zdumienia, które mnie ogarnęło.


28.

Nauczyciel następnie poprowadził mnie w stronę sympatycznej starszej damy. Po uważnym przyjrzeniu się jej dodał:
– Zwróć uwagę na tę naszą siostrę. Jest kandydatką do rozwoju mediumizmu inkorporacyjnego.
Z jej umysłu emanowało jedynie słabe światło, a od pierwszej chwili dostrzegłem fizyczne deformacje.
Jej żołądek był przerażająco rozdęty, a jelita wykazywały dziwne nieprawidłowości. Wątroba, znacznie powiększona, zdradzała nieokreślony niepokój.
Od dwunastnicy aż po esicę widoczne były poważne anomalie.
Miałem wrażenie, że nie obserwuję pracy typowego układu trawiennego, lecz raczej wielkiej destylarni – wypełnionej masą mięsną i tłustymi wywarami, pachnącymi ostrym octem przyprawowym.
W dużej części brzucha, przepełnionego jedzeniem, zauważyłem liczne znane pasożyty. Oprócz nich dostrzegałem jednak także inne formy – przypominające ogromne, żarłoczne ślimaki – które gromadziły się w wielkich koloniach, rozciągających się od mięśni i włókien żołądka aż po zastawkę krętniczo-kątniczą.
Pasożyty te atakowały substancje odżywcze z przerażającą siłą destrukcji.
Widząc moje zdziwienie, przewodnik przyszedł mi z pomocą:
– Mamy tu biedną przyjaciółkę, która zatraciła się w nadmiernym jedzeniu.
Wszystkie jej gruczoły i ośrodki nerwowe pracują obecnie wyłącznie po to, by sprostać wymaganiom układu trawiennego.
Zaniedbując samą siebie, popadła w skrajną żarłoczność, stając się ofiarą istot niskiej kondycji duchowej.
A gdy wciąż trwałem w milczeniu, niezdolny do dyskusji wobec tak nowatorskich nauk, nauczyciel dodał:


29.
– W obliczu tych obrazów możesz ocenić skalę potrzeb edukacyjnych na obszarze Powłoki Ziemskiej. Umysł wcielonego człowieka przyozdobił się wartościami intelektualnymi i oddał się kulcie czystego rozumu, zapominając, że rozum ludzki potrzebuje boskiego światła.
Zwykły człowiek bardzo mało dostrzega i jeszcze mniej odczuwa.
W obliczu pojawienia się nowych dziedzin wiedzy oraz w świetle fali duchowego odrodzenia, która ogarnia najbardziej rozwinięte narody Ziemi – udręczone przez długotrwałe zbiorowe cierpienia – musimy uruchomić najlepsze możliwości współpracy, aby nasi ziemscy bracia potrafili docenić swoje błogosławione możliwości służby i odkupienia.
Zrozumiałem, że Aleksander odnosił się w sposób pośredni do wielkiego ruchu spirytystycznego – zważywszy, że przebywaliśmy w domu doktrynalnym – i nie myliłem się, gdyż dobrotliwy przewodnik mówił dalej z powagą:
– Spirytyzm chrześcijański to odrodzenie Ewangelii Naszego Pana, Jezusa Chrystusa, a mediumizm stanowi jeden z jego żywych fundamentów.
Mediumizm jednak nie jest wyłączną cechą tak zwanych „mediów”. Wszystkie istoty go posiadają – oznacza on bowiem duchową percepcję, którą należy w sobie rozwijać.
Nie wystarczy jednak jedynie postrzegać. Konieczne jest uświęcenie tej zdolności, przekształcenie jej w czynne posłannictwo dobra.
Większość kandydatów do rozwoju tej natury nie jest jednak skłonna podjąć wstępnych prac związanych z oczyszczeniem własnego „naczynia odbiorczego”.
Nieuchronnie oddzielają materię od ducha, lokalizując je na przeciwległych biegunach – podczas gdy my, poszukiwacze Prawdy, wciąż nie potrafimy precyzyjnie wskazać granicy pomiędzy jednym a drugim, utwierdzeni w przekonaniu, że cała organizacja wszechświata opiera się na czystych wibracjach.
– Niewątpliwie, mój przyjacielu – uśmiechnął się łagodnie – nie chcemy zamienić świata w cmentarz smutku i rozpaczy.
Spełnianie uświęconej misji płci w jej godnym i właściwym wymiarze, spożycie symbolicznego aperitifu czy dobrego posiłku – nie oznacza jeszcze duchowego wykolejenia.
Niemniej jednak nadmiar w każdej formie stanowi godne ubolewania marnotrawstwo sił, które zatrzymuje duszę w niższych kręgach.


30,31
Otóż, dla tych, którzy zamykają się w więzieniach cienia, nie jest łatwo rozwinąć zaawansowane zdolności postrzegania. Nie sposób mówić o konstruktywnej mediumiczności bez konstruktywnej równowagi uczniów w tej wzniosłej nauce dobrego życia.
– Och! – zawołałem. – A dlaczego nie powiedzieć tego wszystkiego naszym braciom zgromadzonym tutaj? Czemu ich nie ostrzec stanowczo?
Aleksander uśmiechnął się życzliwie i odparł:
– Nie, Andre. Zachowajmy spokój. Jesteśmy w służbie ewolucji i kształcenia. Nasi przyjaciele nie są buntownikami ani złymi ludźmi w sensie świadomej woli. Są duchowo zagubieni i chorzy. Nie mogą się zmienić z dnia na dzień. Naszym zadaniem jest towarzyszyć im w procesie edukacyjnym.
Przewodnik przestał się uśmiechać i dodał z powagą:
– To prawda, że marzą o budowaniu wspaniałych zamków bez fundamentów; pragną dokonywać wielkich odkryć na zewnątrz, nie badając samych siebie. Ale stopniowo zrozumieją, że wzniosła mediumiczność czy budujące postrzeganie nie są mechanicznymi czynnościami osobowości, lecz zdobyczami ducha, do których nie da się dojść bez bolesnych inicjacji, koniecznych prac oraz systematycznej i wytrwałej autoedukacji.
Z wyjątkiem tych dziecięcych iluzji, są to jednak dobrzy towarzysze walki, których darzymy serdeczną sympatią – nie tylko jako naszych młodszych braci, ale również dlatego, że są godni wdzięczności za współpracę, jakiej nam udzielają, nieraz nawet nieświadomie.
Delikatne zarodki roślinne dziś staną się mocnymi drzewami jutra. Nieświadome plemiona wczoraj – to dzisiejsza ludzkość. Dlatego właśnie każde nasze spotkanie ma wartość. I nawet jeśli ich kroki na ścieżce są jeszcze chwiejne, zrobimy wszystko, by chronić ich przed niebezpiecznymi sieciami wampiryzmu.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 27 maja 2025, 19:13

Rozdzial 4. Wampiryzm


32.
Sesja rozwoju mediumicznego, jak wywnioskowałem z rozmów między wcielonymi przyjaciółmi, okazała się dla nich raczej uboga w rezultaty. Nie można było jednak tego samego powiedzieć o naszym otoczeniu – na wszystkich twarzach malowało się głębokie zadowolenie, począwszy od Aleksandra, który wręcz promieniał radością.
Prace trwały ponad dwie godziny i – choć pozostawałem w cieniu, minuta po minucie analizując każde pouczenie tej nocy – dostrzegłem intensywny wysiłek służb naszej sfery. Wielu naszych braci nie tylko wspierało ziemskich towarzyszy, ale także zajmowało się długimi szeregami cierpiących istot pochodzących z naszej płaszczyzny egzystencji.
Aleksander, nasz oddany nauczyciel, poruszał się energicznie, wykonując rozmaite działania. Kiedy zbliżył się do mnie, dotykając tematu, który najmocniej mnie poruszył w tym wyjątkowym kręgu obserwacji i służby, z wyraźnym zadowoleniem zaznaczył:
– Dzięki Panu mieliśmy dziś szczęśliwą noc. Wiele pracy związanej ze zwalczaniem wampiryzmu.
Ach! Właśnie wampiryzm był tą kwestią, która od samego początku najbardziej mnie niepokoiła. Widziałem bowiem najdziwniejsze formy pasożytniczych bytów o psychicznej naturze – istoty całkowicie nieznane nawet najbardziej zaawansowanej ziemskiej mikrobiologii. Nie przypominały one kulistych ziarenkowców ani pałeczkowatych bakterii. A jednak, podobnie jak drobnoustroje, tworzyły gęste i przerażające kolonie.
Z łatwością rozpoznałem ich atak na podstawowe struktury ciała fizycznego – działały z ogromnym potencjałem destrukcyjnym, atakując w pierwszej kolejności najbardziej delikatne komórki.



33.
Co oznaczał ten nowy świat?
Kim byli ci agenci, obdarzeni nieokreśloną, a zarazem szkodliwą mocą? Czy wszyscy ludzie byli poddani ich wpływowi?
Nie mogłem się powstrzymać. Otworzyłem się przed przewodnikiem, szczerze wyrażając moje wątpliwości i obawy.
Aleksander uśmiechnął się i odrzekł:
– Bardzo dobrze! Bardzo dobrze! Przybyłeś tu, aby obserwować pracę mediumiczną, a tymczasem szukasz swojego miejsca jako lekarz. To naturalne. Gdybyś specjalizował się w innej profesji, dostrzegłbyś inne aspekty analizowanego tematu.
Następnie, zachęcając mnie w braterski sposób, dodał:
– Wykazujesz dobre przygotowanie do medycyny duchowej, która czeka na twoje studia.
Po dłuższej pauzie kontynuował wyjaśnienia:
– Nie wspominając już o krwiopijnych nietoperzach – „wampir” wśród ludzi to duch zmarłego, który nocą opuszcza swój grób, aby pożywiać się krwią żywych. Nie wiem, kto jest autorem tej definicji, ale w istocie nie jest ona błędna. Należy jedynie uwzględnić, że w naszym rozumieniu wampirem jest każda istota bezczynna, która bezprawnie korzysta z cudzych zasobów.
A jeśli chodzi o wampiry nawiedzające ludzi wcielonych, trzeba zauważyć, że działają one zgodnie ze swoimi ponurymi zamiarami o każdej porze dnia i nocy – pod warunkiem, że znajdą schronienie w ciele swoich ofiar.
Aleksander na chwilę przerwał rozmowę, dając do zrozumienia, że dopiero wprowadził mnie w temat poważniejszych wyjaśnień, po czym mówił dalej:
– Doskonale wiesz, że w kręgu ziemskich chorób każdy rodzaj drobnoustroju ma swoje preferowane środowisko. Pneumokok zwykle osiedla się w płucach; pałeczka duru brzusznego (Ebertha) lokuje się w jelitach, wywołując tyfus; natomiast bakteria Klebsa-Löfflera rozwija się w błonach śluzowych, powodując błonicę.


34.
W szczególnych warunkach organizmu mnożą się prątki Hansena lub Kocha. Czy sądzisz, że te mikroskopijne formy ograniczają się jedynie do przemijającej materii cielesnej? Czy nie zdajesz sobie sprawy, że makrokosmos pełen jest niespodzianek w swoich różnorodnych przejawach? W świecie mikroelementów odkrycia również podlegają tej samej zadziwiającej logice
André, mój przyjacielu, choroby psychiczne są znacznie bardziej godne pożałowania. Patogeneza duszy dzieli się na bolesne kategorie: gniew, niepowściągliwość, seksualne rozpasanie, nałogi w różnych odcieniach – wszystkie te czynniki tworzą niższe formacje, które głęboko wpływają na życie wewnętrzne. Niemal zawsze chory organizm wskazuje na zaburzoną psychikę.
Struktura fizjologiczna, jaką znamy w ramach ziemskich rozważań, nie wychodzi poza gliniane naczynie ukształtowane według istniejącego wcześniej wzorca ciała duchowego. Gdy ten wzorzec zostaje naruszony przez ciosy niskich wibracji, naczynie natychmiast to odzwierciedla.
Zrozumiałem, do czego zmierzał mój przewodnik. Niemniej jednak jego rozważania dotyczące nowych form mikrobów skłoniły mnie do dalszych pytań. Jak podejść do problemu ich początkowego formowania się? Czy choroby psychiczne można zaliczyć do tego samego zespołu objawów, który dotychczas odnosiłem do ogólnych schorzeń organizmu? Czy istniało coś takiego jak zakaźność chorób duszy?
I czy byłoby to logiczne w sferze, gdzie patologiczne zjawiska cielesne nie powinny już istnieć? Virchow stwierdził, że ludzkie ciało to „państwo komórkowe, w którym każda komórka jest obywatelem, a choroba to konflikt między obywatelami, wywołany przez inwazję zewnętrznych elementów”. Rzeczywiście, człowiek od kołyski musi zmagać się z różnorodnymi zagrożeniami klimatycznymi, toksynami i bakteriami różnego pochodzenia. Jak zatem wyjaśnić nową rzeczywistość, która wykraczała poza moją ograniczoną wiedzę?


35.

Co oznaczał ten nowy świat?
Kim byli ci agenci, obdarzeni nieokreśloną, a zarazem szkodliwą mocą? Czy wszyscy ludzie byli poddani ich wpływowi?
Nie mogłem się powstrzymać. Otworzyłem się przed przewodnikiem, szczerze wyrażając moje wątpliwości i obawy.
Aleksander uśmiechnął się i odrzekł:
– Bardzo dobrze! Bardzo dobrze! Przybyłeś tu, aby obserwować pracę mediumiczną, a tymczasem szukasz swojego miejsca jako lekarz. To naturalne. Gdybyś specjalizował się w innej profesji, dostrzegłbyś inne aspekty analizowanego tematu.
Następnie, zachęcając mnie w braterski sposób, dodał:
– Wykazujesz dobre przygotowanie do medycyny duchowej, która czeka na twoje studia.
Po dłuższej pauzie kontynuował wyjaśnienia:
– Nie wspominając już o krwiopijnych nietoperzach – „wampir” wśród ludzi to duch zmarłego, który nocą opuszcza swój grób, aby pożywiać się krwią żywych. Nie wiem, kto jest autorem tej definicji, ale w istocie nie jest ona błędna. Należy jedynie uwzględnić, że w naszym rozumieniu wampirem jest każda istota bezczynna, która bezprawnie korzysta z cudzych zasobów.
A jeśli chodzi o wampiry nawiedzające ludzi wcielonych, trzeba zauważyć, że działają one zgodnie ze swoimi ponurymi zamiarami o każdej porze dnia i nocy – pod warunkiem, że znajdą schronienie w ciele swoich ofiar.
Aleksander na chwilę przerwał rozmowę, dając do zrozumienia, że dopiero wprowadził mnie w temat poważniejszych wyjaśnień, po czym mówił dalej:
– Doskonale wiesz, że w kręgu ziemskich chorób każdy rodzaj drobnoustroju ma swoje preferowane środowisko. Pneumokok zwykle osiedla się w płucach; pałeczka duru brzusznego (Ebertha) lokuje się w jelitach, wywołując tyfus; natomiast bakteria Klebsa-Löfflera rozwija się w błonach śluzowych, powodując błonicę.


36.
Zachowując najwyższą rozwagę przy analizie faktów i ostrzegając mnie przed pochopnym osądzaniem Dzieła Bożego, dodał:
– Wiem, że twoje zdumienie jest ogromne. Nie możesz jednak zapominać o naszej kondycji – ludzi, którzy wielokrotnie nadużywali prawa.
Od chwili, gdy w ludzkim umyśle zrodziła się świadomość, idea Boga wprowadziła zasady religijne, wskazując reguły dobrego życia.
Mimo to, w miarę jak wiedza intelektualna staje się coraz bardziej wyrafinowana, człowiek zdaje się coraz mniej szanować boskie dary.
Ziemscy rodzice, poza nielicznymi wyjątkami, są często pierwszymi strażnikami, którzy ulegają własnym nałogom i działają na szkodę swoich dzieci.
Często już w wieku dwudziestu lat – wskutek zaniedbań w domu rodzinnym – młoda kobieta staje się lalką, a młody mężczyzna manekinem pełnym chorych iluzji, znacznie bardziej zainteresowanym usługami krawców niż nauką przekazywaną przez nauczycieli.
Kiedy dochodzi do momentu zawarcia małżeństwa, są często osobami zagubionymi lub całkowicie nieświadomymi. Trzeba przyznać, że my sami – w ciągu wielu ziemskich wcieleń – często byliśmy mistrzami w zatwardziałości serca i w okrucieństwie wobec własnego życia.
Od nadmiernego seksu po nieumiarkowanie w jedzeniu – od wczesnych lat jedynie pogłębialiśmy swoje niższe skłonności, utrwalając szkodliwe nawyki. Czy wobec tego może dziwić tak powszechne występowanie chorób ciała i wynaturzeń psychicznych?
Plan Wyższy nigdy nie odmawia pomocy potrzebującym i – wykorzystując każdą możliwą okazję – wspiera ludzi w odbudowie ich duchowego dziedzictwa, czy to poprzez współpracę z Naturą, czy poprzez inspirowanie odkryć leków i metod regeneracji.
Z naszej strony, gdy pozbywamy się najcięższych fluidów poprzez śmierć fizyczną, i gdy wzrastamy w zrozumieniu oraz kompetencji, stajemy się bezpośrednimi pomocnikami istot ludzkich.
Mimo to jednak gąszcz ignorancji wciąż pozostaje niezwykle gęsty.



37.
Z naszej strony, gdy pozbywamy się najbardziej prymitywnych fluidów poprzez śmierć fizyczną, w miarę jak wzrastamy w zrozumieniu i kompetencji, stajemy się bezpośrednimi pomocnikami innych istot. Mimo to gąszcz ignorancji pozostaje niezwykle gęsty. Wampiryzm nadal odgrywa istotną rolę, ponieważ jeśli Ojciec jest nieskończenie miłosierny, to jest również nieskończenie sprawiedliwy. Nikt nie zdoła zakłócić Jego zamiarów, a śmierć ciała niemal zawsze zaskakuje duszę w przerażającym stanie pasożytniczym.
W ten sposób na powierzchni Ziemi istnieje głęboka więź między wcielonymi, którzy pozostają obojętni wobec Boskiego Prawa, a tymi, którzy po śmierci również je lekceważyli. Zupełnie nieprzygotowane i przeżywszy życie w świecie zmysłowych doznań, a nie czystych uczuć i myśli, istoty ludzkie po przekroczeniu progu śmierci w wielu przypadkach wciąż pozostają przywiązane do środowisk domowych, które karmiły ich pole emocjonalne. Bolesna ignorancja wiąże ich serca, wypełnione egoizmem, uwięzione w magnetyzmie ziemskim, oszukujące same siebie i podsycające dawne iluzje.
Dla nieszczęśników, którzy popadli w taki stan pasożytnictwa, larwy, które zauważyłeś, służą jako codzienny pokarm.
– Boże mój! – wykrzyknąłem z wielkim zdumieniem.
Ale Aleksander dodał:
– Podobne larwy niosą w sobie potężny magnetyzm zwierzęcy.
Widząc zapewne, że w moim umyśle ściera się wiele dręczących pytań, nauczyciel kontynuował:
– Oczywiście, badana mikrobiologiczna fauna nie będzie podawana na talerzach. Wystarczy, że zmarły przywrze do towarzyszy swojej ignorancji, jeszcze wcielonych, niczym pasożytnicza roślina do gałęzi drzewa, i zacznie wysysać z nich substancję życiową.
Nie mogłem ukryć zdumienia, które mnie ogarnęło.


38.
– Dlaczego takie zdziwienie? – zapytał uważny przewodnik. – A my sami, gdy przebywaliśmy jeszcze w sferach cielesnych? Czyż nasze stoły nie były utrzymywane kosztem wnętrzności byków i ptactwa? Pod pretekstem pozyskiwania zasobów białkowych zabijaliśmy niezliczone ilości kurcząt, owiec, prosiąt i koźląt. Wysysaliśmy ich tkanki mięśniowe, ogryzaliśmy kości. Nie zadowalając się samym zabijaniem tych biednych istot, które prosiły nas o wskazówki postępu i wartości wychowawcze, by mogły lepiej służyć Dziełu Ojca, posuwaliśmy się jeszcze dalej w naszej wielowiekowej eksploatacji.
Wiele z nich poddawaliśmy chorobom, aby służyły naszemu podniebieniu w jak najbardziej wyrafinowany sposób. Zwykłą świnię umieszczaliśmy w systemie intensywnego tuczu, a biedne zwierzę, karmione często odpadkami, musiało magazynować zapasy tłuszczu na nasze potrzeby, aż w końcu całkowicie upadało pod ciężarem chorej i obfitej tkanki tłuszczowej. Gęsi zamykaliśmy w klatkach do przymusowego karmienia, aby ich wątroby hipertrofowały, byśmy mogli wytwarzać wykwintne pasztety, które zyskały sławę – nie bacząc na popełnione przewinienia, mające rzekomo wzbogacać kulinarne doznania.
Nie wzruszał nas w najmniejszym stopniu widok matek-krów, prowadzonych na rzeź, by nasze garnki mogły przyjemnie parować. Z całą powagą nauki podkreślaliśmy konieczność spożywania białek i tłuszczów, lecz zapominaliśmy, że nasza inteligencja – tak płodna w odkrywaniu wygód i komfortu – mogłaby znaleźć nowe źródła i sposoby dostarczania organizmowi białka, bez uciekania się do przemysłu śmierci.
Nie pamiętaliśmy, że wzrost produkcji nabiału, dla wzbogacenia diety, stanowi wzniosłe zadanie, ponieważ nadejdą czasy, w których obora – podobnie jak dom rodzinny – stanie się miejscem świętym.
– Mimo to, mój przyjacielu – odważyłem się zauważyć – myśl, że tak wielu ludzi na Ziemi żyje na łasce niewidzialnych wampirów, jest naprawdę niepokojąca i nieprzyjemna. A co z ochroną ze sfer wyższych?


39.
– A co z opieką istot anielskich, z pełną miłości obroną ze strony naszych przełożonych?
– André, mój drogi – odezwał się Aleksander łagodnym tonem – powinniśmy mówić prawdę, nawet jeśli miałaby ona obrócić się przeciwko nam. We wszystkich sektorach Stworzenia Bóg, nasz Ojciec, ustanowił zarówno istoty wyższe, jak i niższe, aby poprzez współpracę i miłość, zarządzanie i posłuszeństwo, wspólnie pracowały na rzecz ewolucji.
Czy ośmielilibyśmy się stwierdzić, że byliśmy dobrzy dla istot, które od nas zależały? Czyż nie niszczyliśmy ich życia, jawiąc się im jako diaboliczne postacie na ich drodze? Oczywiście, nie zamierzamy propagować błędnego pojęcia ochrony istot nierozumnych, które – podobnie jak my – są zobowiązane do współpracy, wykorzystując swoje siły i możliwości dla rozwoju i harmonii życia. Nie sugerujemy też niebezpiecznej ochrony gatunków uznanych za szkodliwe.
Jednak musimy otwarcie przyznać, że w kwestii obojętności wobec losu zwierząt – w której wszyscy braliśmy udział w ramach ludzkiej działalności – żaden z nas nie mógłby, w dobrej wierze, rzucić pierwszy kamień. Istoty niższe i potrzebujące na tej planecie nie postrzegają nas jako wielkodusznych i inteligentnych przewodników, lecz jako okrutnych oprawców. Ufałyby raczej niszczycielskiej burzy, która wstrząsa siłami natury, niż człowiekowi – niezależnie od jego pozycji – przed którego zbliżeniem uciekają w panice.
Wyjątek stanowią jedynie zwierzęta domowe, które – zawierzając naszym słowom i gestom – akceptują rzeźnicki nóż w ubojni niemal zawsze ze łzami trwogi, niezdolne w swym embrionalnym rozumowaniu do rozróżnienia, gdzie zaczyna się nasza bezduszność, a gdzie kończy nasze współczucie.
Jeśli nie chronimy ani nie edukujemy tych, których Ojciec powierzył naszej trosce jako kruche zaczątki racjonalności, tkwiące jeszcze w ciężkich formach instynktu, jeśli notorycznie nadużywamy ich bezbronności i braku zdolności do samoobrony – to jakże możemy domagać się opieki od wyższych, pełnych miłosierdzia i mądrości istot, których najprostsze pouczenia są dla nas trudne do przyjęcia ze względu na nasz opłakany stan jako łamiących prawo wzajemnej pomocy?
Jako lekarz przecież wiesz, że embriolog, przyglądając się ludzkiemu płodowi w jego pierwszych dniach, patrząc z dystansu na jego naturalny rozwój, nie byłby w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy ma przed sobą zalążek człowieka, czy konia.


40.

Lekarz medycyny sądowej napotyka trudności w ustaleniu, czy znaleziona plama krwi pochodzi od człowieka, psa czy małpy. Zwierzę również posiada własny system hormonalny, swoje rezerwy biologiczne, a także charakterystyczne dla danego gatunku procesy rozrodcze. Dlatego właśnie było wiernym i cennym sprzymierzeńcem Nauki w odkrywaniu najskuteczniejszych metod leczenia chorób ludzkich, aktywnie współpracując w obronie Cywilizacji.
Tymczasem...
Instruktor przerwał, a rozważając powagę tematu, zapytałem z przejęciem:
– Jak rozwiązać tak bolesne problemy?
– To nasze problemy – wyjaśnił spokojnie szlachetny przyjaciel. – Nie mamy prawa nikogo potępiać. Opuszczając mroki własnego prymitywizmu, musimy obudzić nasze sumienie do odpowiedzialności zbiorowej.
Misją istoty wyższej jest wspieranie i kształcenie istoty niższej. A nasze nadużycia wobec Natury są zakorzenione od wielu stuleci we wszystkich krajach. Nie jesteśmy w stanie z dnia na dzień zrewolucjonizować systemów ekonomicznych narodów ani nagle zastąpić głęboko utrwalonych i błędnych nawyków związanych z nieprawidłowym odżywianiem – one również są odbiciem naszych wielowiekowych błędów.
Jednak jako dzieci, które mają dług wobec Boga i Natury, powinniśmy kontynuować dzieło edukacji – budząc naszych wcielonych towarzyszy, tych bardziej doświadczonych i oświeconych, do nowej ery. Ery, w której człowiek będzie uprawiał ziemię z miłością, a korzystał ze zwierząt w duchu szacunku, troski i wzajemnego zrozumienia.
Po krótkiej chwili milczenia instruktor dodał:



41 i 42
Takie działanie ma fundamentalne znaczenie w ludzkim życiu. Bez miłości wobec istot, które nam podlegają, nie możemy oczekiwać opieki od tych, którzy nas przewyższają. Bez szacunku dla innych nie powinniśmy liczyć na szacunek ze strony otoczenia.
Jeśli w naszym postępowaniu byliśmy nienasyconymi wampirami wobec słabszych istot, otaczających nas w ziemskich formach – nadużywając racjonalnego umysłu wobec ich skromniejszej inteligencji – nie powinno nas dziwić, że ich zachowana natura zwierzęca prowadzi do chorobliwych stanów. W ten sposób stają się ofiarami wampiryzmu ze strony im podobnych istot, lecz działających już w sferze niewidzialnej.
Słowa Aleksandra – wypowiadane bez cienia wyższości czy osądu – głęboko mnie poruszyły. Budziło się we mnie coś nowego: duch czci wobec wszelkiego stworzenia, prawdziwe uznanie dla Ojcowskiej Potęgi Pana Wszechświata.
W tej chwili mojej wewnętrznej adoracji Ojca, delikatny przewodnik przerwał ciszę i powiedział z naciskiem:
– Jak widzisz, prawdziwy rozwój zdolności mediumnicznych zależy od duchowego wzniesienia się tych, którzy pragną doświadczyć wyższych percepcji.
Ale, André, nie ma znaczenia, że nasi przyjaciele, spragnieni wyższych wartości duchowych, przybyli tu bez odpowiedniego przygotowania. Choć ich wiedza w tym zakresie jest jeszcze skromna, zyskali bardzo wiele – przede wszystkim pomoc w walce z niszczącym i trującym wampiryzmem.
Zdziwiło cię widmo larw, które wysysały ich duchowe siły; teraz jednak zobaczysz istoty żerujące, które czekają na nich na zewnątrz, by ich przechwycić po zakończeniu spotkania.
– Na zewnątrz? – zapytałem zaniepokojony.
– Tak – potwierdził Aleksander. – Gdyby nasi bracia potrafili rzeczywiście nałożyć na siebie jarzmo duchowej dyscypliny, mogliby odnieść znaczące zwycięstwo w walce z wpływami nieszczęśników, którzy ich śledzą.
Niestety, tylko nieliczni utrzymują konieczną determinację, by zastosować w praktyce światło, które tutaj otrzymują. Większość z nich – gdy tylko opuszcza nasz ochronny krąg magnetyczny, tworzony podczas każdej sesji – zapomina o otrzymanych błogosławieństwach i na nowo zanurza się w te same opłakane warunki co wcześniej, stając się ponownie ofiarami uporczywych, bezlitosnych wampirów.
– Och! Jakże mocne to lekcje! – zawołałem poruszony.
Gdy zobaczyliśmy, że nasi wcieleni przyjaciele przygotowują się do wyjścia, Aleksander zwrócił się do mnie z zaproszeniem:
– Chodź ze mną na ulicę. Zobacz wszystko na własne oczy.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 28 maja 2025, 17:57

ROZDZIAŁ 5 Oddziaływanie

43
Zauważyłem teraz różnicę w otoczeniu. Dla nas, istot bezcielesnych, wnętrze było przesiąknięte balsamicznymi, regenerującymi elementami. Na zewnątrz jednak powietrze ciężało. Moja nadwrażliwość wyostrzyła się znacznie w obliczu prymitywnych emanacji ulicy.
Elektryczne lampy wydawały się drobnymi kulami o bardzo słabym świetle, osamotnionymi w gęstej ciemności.
Wdychając nowe prądy powietrza, odczuwałem trudną do określenia różnicę. Tlen zdawał się być nasycony mniej przyjemnym magnetyzmem. Zrozumiałem ponownie wzniosłość modlitwy i działania Wyższej Duchowości w głębi istot. Modlitwa, wzniesiona medytacja, budująca myśl — oczyszczają atmosferę, przekształcając ją.
Mój nauczyciel przerwał moje wewnętrzne rozważania, wykrzykując:
– Zmiana, oczywiście, jest niewyrażona.
Między harmonijnymi wibracjami wnętrza, rozjaśnionego modlitwą, a ulicą wypełnioną niskimi emanacjami, istnieje wyjątkowa różnica.
Wzniosła myśl uświęca atmosferę wokół i niesie właściwości elektryczne, których zwykły człowiek nie potrafi sobie wyobrazić. Tymczasem ulica jest wiekowym składowiskiem przeciwstawnych wibracji, wypełniona mrocznymi materiałami psychicznymi i niebezpiecznymi bakteriami różnego pochodzenia, ponieważ większość przechodniów nieustannie wprowadza do przestrzeni nie tylko ogromne kolonie mikrobów, lecz także złe myśli wszelkiego rodzaju.


44.
Rozważając usłyszane nauki, dostrzegłem liczne grupy nieszczęśliwych i niespokojnych istot zgromadzonych w pobliżu. Ich rozmowy, choć pełne barwnych i ciekawych treści, były pozbawione sensu, a ich wyraz w najmniejszym stopniu nieodpowiedni.
Aleksander wskazał mi niewielką grupę duchów, które sprawiały wrażenie pogrążonych w głębokiej nierównowadze, i rzekł:
– Ci przyjaciele stanowią niemal stały orszak naszych wcielonych towarzyszy, którzy właśnie wracają do swoich domowych gniazd.
– Co takiego? – zapytałem odruchowo.
– Tak – odpowiedział ostrożnie przewodnik – ci nieszczęśnicy nie mają pozwolenia na uczestnictwo w dzisiejszej, specjalnej sesji. Mogą pojawiać się na zebraniach poświęconych ogólnej pomocy, ale dziś musieliśmy skoncentrować się na udzieleniu wsparcia przyjaciołom, by osłabić skutki wampiryzmu, którego padli ofiarą.
Byłem pod wielkim wrażeniem doskonałości tego działania. Wszystko odbywało się w ustalonym porządku, każda czynność była zaplanowana, przewidziana i przemyślana.
– A teraz – kontynuował Aleksander, w dobrym nastroju – zwróć uwagę na wyjście naszych ziemskich współpracowników. Zobacz, jak instynktownie powracają w objęcia nieświadomych istot, które ich wykorzystują.
Uważnie obserwowałem. Wszyscy spokojnie opuszczali pomieszczenie. Tuż przy drzwiach, obok nas, rozpoczęły się pożegnania:
– Bogu niech będą dzięki! – wykrzyknęła dama o delikatnych manierach. – Zmówiliśmy nasze modlitwy w pokoju i z wielkim pożytkiem.
– Czuję się znacznie lepiej! – dodała jedna ze starszych kobiet. – Sesja była prawdziwą ulgą. Przyszłam tu z przygniecionym sercem, lecz teraz jestem pokrzepiona i szczęśliwa. Wierzę, że z mojego ducha usunięto ciężkie chmury. Słuchając modlitw i uczestnicząc w służbie bliźniemu, otrzymujemy ogromne wsparcie! Ach, jakże Jezus jest hojny...
Słysząc moje słowa uznania, Aleksander uśmiechnął się i zauważył:
– Nie daj się zwieść. Problemem nie jest entuzjazm, lecz wytrwały wysiłek. Nie możemy pomijać powolnych, lecz koniecznych rozwiązań.


45.
– Czuję się o wiele lepiej! – skomentowała jedna ze starszych kobiet. – Sesja była prawdziwą ulgą. Przyszłam tu z przygnębieniem w sercu, a teraz czuję się pokrzepiona i szczęśliwa. Wierzę, że ciężkie chmury zostały usunięte z mojego wnętrza. Słuchając modlitw i uczestnicząc w wysiłkach na rzecz bliźniego, otrzymujemy wielkie wsparcie! Ach, jakże Jezus jest hojny.
Mężczyzna o dystyngowanym wyglądzie wystąpił naprzód i zauważył:
– Spirytyzm jest naszym pocieszeniem. Zobowiązania, jakie mamy wobec prawdy, są ogromne. I nie bez powodu Pan oddał w nasze ręce wzniosłą pochodnię wiary.
Wokół naszych kroków płaczą cierpiący, a ignoranci schodzą na manowce zła.
Z niebios przychodzą do nas narzędzia pracy. Należy służyć nieustannie, stając się wiernymi współpracownikami Nowego Objawienia!
– Dokładnie tak! – zgodziła się jedna z rozmówczyń, wzruszona tą wypowiedzią. – Mamy wielkie zobowiązania, nie możemy tracić czasu. Pocieszająca doktryna duchów jest naszym skarbem światła i ukojenia. Och, moi przyjaciele, jak bardzo musimy pracować! Jezus wzywa nas do służby – musimy odpowiedzieć.
Rozpoznając cechy wdzięczności i uwielbienia w tej rozmowie, wyraziłem szczery podziw, chwaląc wierność współpracowników tego miejsca. Byli gorliwi w wierze, pewni przyszłości i zaangażowani w szerzenie boskich błogosławieństw, świadomi cierpień i potrzeb bliźnich.
Widząc moje pochwały, Aleksander uśmiechnął się i zauważył:
– Nie daj się zwieść. Problemem nie jest entuzjazm, lecz wytrwały wysiłek. Nie możemy pomijać powolnych rozwiązań.
Rzadko który przyjaciel potrafi zachować jednolitość emocji i idealizmu w duchowej budowie.


46.
Od dziewięciu lat, z pewnymi przerwami, biorę czynny udział w pracy tego domu i co miesiąc obserwuję, jak przewijają się tutaj nowe obietnice i śluby służby. Przy pierwszym starciu z rzeczywistymi wymaganiami pracy, jedynie nieliczni towarzysze pozostają wierni własnemu sumieniu. W spokojnych chwilach padają wielkie pochwały, w trudnych momentach – następują ciche dezercje, często pod pretekstem cudzej nieufności.
Muszę przyznać, że w większości przypadków nasi bracia są uczynni i pełni miłosierdzia wobec bliźnich, gdy chodzi o potrzeby materialne. Jednak niemal zawsze są mniej łagodni wobec samych siebie, zapominając o stosowaniu światła Ewangelii w codziennym życiu. Zbyt wiele obiecują słowami, lecz niewiele czynią w sferze uczuć. Z nielicznymi wyjątkami, irytują się przy pierwszym zetknięciu z trudniejszą próbą, mimo że wcześniej ponawiali najszlachetniejsze postanowienia duchowej odnowy. Zazwyczaj co tydzień wracają do ośrodka modlitwy, pozostając w tych samych warunkach, niezmiennie prosząc o pocieszenie i pomoc z zewnątrz.
Niełatwo im dotrzymać obietnicy współpracy z Chrystusem w sobie samych – a to jest właśnie fundament prawdziwego oświecenia.
Ponieważ Aleksander zamilkł, uważnie przyjrzałem się zgromadzonym. Wszyscy ci wcieleni wciąż promieniowali radością i pokojem, czerpanymi z krótkiego kontaktu z niewidzialnymi dobroczyńcami. Z ich czoła emanowały promienie zaskakującej duchowości.
W znaczącym geście nauczyciel wyjaśnił:
– Wciąż znajdują się pod wpływem promieni kąpieli światła, której doświadczyli poprzez duchową służbę i modlitwę. Gdyby potrafili utrzymać ten stan umysłu, stosując w praktyce zasady doskonałości, których się uczą, o których rozmawiają i które głoszą, łatwo osiągnęliby wyższy poziom życia. Jednak, André – tak jak my, którzy w przeszłości byliśmy niedoświadczeni i słabi – oni również wciąż jeszcze tacy są.


47.
Każdy mniej szlachetny nawyk, nabyty przez duszę w nieustannym biegu wieków, działa niczym żywa istota w wszechświecie uczuć każdego z nas – zmuszając nas do podróży w rejony zaburzeń i tworząc więzi z nieszczęśnikami znajdującymi się na niższym poziomie. Przyjrzyj się naszym wcielonym przyjaciołom uważnie.
Spojrzałem na nich z zainteresowaniem. Wymieniali uprzejme pożegnania, okazując promienną radość.
– Podążmy za grupą, w której znajduje się nasz brat najbardziej nękany przez niepokoje związane z seksualnością – zawołał przewodnik, zapowiadając mi cenne doświadczenie.
Młody mężczyzna, w towarzystwie starszej kobiety i młodej dziewczyny – których od razu rozpoznałem jako jego matkę i siostrę – wracał do domu.
Ruszaliśmy, śledząc ich z bliska. Kilka metrów od miejsca spotkania atmosfera ulicy stawała się coraz cięższa.
Trzy ponure istoty, całkowicie ślepe na naszą obecność z powodu niskiego poziomu wibracyjnego ich percepcji, zbliżyły się do obserwowanego przez nas tria.
Jedna z nich podeszła do starszej kobiety – i natychmiast zauważyłem, że jej czoło przygasło, stając się dziwnie mroczne. Jej twarz się zmieniła: zniknęła promienna radość, ustępując miejsca wyrazowi głębokiego niepokoju. Całkowicie się przeobraziła.
– Och, moje dzieci – zawołała matka, dotąd łagodna i cierpliwa – dlaczego jesteśmy tacy inni w trakcie pracy duchowej? Chciałabym zachować ten sam dobry nastrój i wewnętrzny pokój po opuszczeniu naszych wspólnych modlitw. Ale tak się nie dzieje. Gdy wracam do codziennej walki, czuję, że esencja ewangelicznych nauk wciąż jest we mnie, lecz jakby zamglona, bez tej jasności, którą miała w pierwszych minutach. Szczerze staram się utrzymać ten sam stan duszy, lecz czegoś mi brakuje... czegoś, czego nie potrafię dokładnie określić.


48.

W tym momencie dwie pozostałe istoty, które dotąd trzymały się w oddali, wygodnie uchwyciły ramiona młodego mężczyzny, który na moich oczach doświadczył tego samego zjawiska. Jego jasność umysłu przygasła, a na twarzy pojawiły się dwie zmarszczki niepokoju i zniechęcenia. Zniknął blask radosnej i pewnej siebie aureoli. Wtedy odezwał się powolnym i smutnym głosem:
– To prawda, mamo. Nasze niedoskonałości są ogromne. Proszę mi wierzyć, że moja sytuacja jest jeszcze gorsza. Pani odczuwa niepokój, gorycz, melancholię... To niewiele w porównaniu do tego, że ja czuję się ofiarą złych myśli. Ożeniłem się niespełna osiem miesięcy temu i, mimo oddania mojej żony, moje serce bywa czasem przepełnione nieuzasadnionymi pokusami. Zadaję sobie pytanie o przyczynę tych dziwnych myśli i, szczerze mówiąc, nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Niezwyciężone przyciąganie do złych środowisk wprawia mnie w zamęt, choć czuję, że skłaniam się ku dobru i uczciwości w postępowaniu.
– Kto wie, bracie, może jesteś pod wpływem mniej rozwiniętych istot? – zauważyła młoda dziewczyna z uprzejmością.
– Tak – westchnął młody mężczyzna – dlatego właśnie staram się rozwijać swoją mediumniczość, aby znaleźć przyczynę tej sytuacji.
W tym momencie przewodnik szepnął troskliwie:
– Pomóżmy temu przyjacielowi poprzez rozmowę.
Bez zwłoki położył prawą dłoń na czole dziewczyny, utrzymując ją pod silnym wpływem magnetycznym i przekazując jej swoje szlachetne myśli. Zauważyłem, że ta opiekuńcza dłoń, dotykając jej kręconych włosów, wydzielała świetliste iskry, widoczne jedynie dla mojego wzroku.


49.
Dziewczyna, z kolei, wydała się bardziej szlachetna i godna w swojej niemal dziecięcej ekspresji i odpowiedziała stanowczo:
– W takim przypadku zgadzam się, że rozwój mediumniczy powinien być ostatecznością, ponieważ zanim stawimy czoła wrogom, będącym dziećmi ignorancji, powinniśmy uzbroić serce w światło miłości i mądrości. Gdybyś odkrył niewidzialnych prześladowców wokół swoich działań, jak mógłbyś ich dobroczynnie wspierać, nie mając odpowiedniego przygotowania duchowego? Edukacyjna reakcja przeciwko złu jest zawsze naszym obowiązkiem, ale zanim rozważymy rozwój psychiczy, co być może byłoby przedwczesne, powinniśmy dążyć do wzniosłości naszych myśli i uczuć. Nie moglibyśmy liczyć na dobrą mediumniczość bez umocnienia naszych dobrych postanowień; a by być użytecznymi w królestwach Ducha, musimy najpierw nauczyć się żyć duchowo, choć nadal jesteśmy ciałem.
Odpowiedź, która była dla mnie cenną niespodzianką, nie wzbudziła większego zainteresowania u obojga rozmówców, którzy byli niemal zneutralizowani przez działanie zwykłych wampirów.
Matka i syn dawali do zrozumienia głębokie niezadowolenie w obliczu usłyszanych definicji. Słowa dziewczyny, pełne prawdziwego światła, zdumiewały ich.
– Nie masz wystarczająco lat, córko – zawołała, zgnębiona, starsza matka – nie możesz więc wypowiadać się na ten temat.
I jako dobra hodowczyni starych cierpień, dodała:
– Kiedy przejdziesz ścieżki, którymi ja już kroczyłam, kiedy przyjdą rozczarowania bez nadziei, wtedy zobaczysz, jak trudno jest zachować pokój i światło w sercu!


50.
– A jeśli kiedykolwiek – powiedział młody mężczyzna melancholijnie – doświadczysz walk, które już znam, zobaczysz, że mam powody do narzekań na los i że nie mam innych środków, jak tylko pozostać w kręgu niezdecydowań, które mnie atakują. Robię, co mogę, aby uwolnić się od mrocznych myśli i żyję, walcząc z niespodziewanymi pokusami; jednak czuję się daleki od koniecznej duchowej wolności. Nie brakuje mi woli, ale...
Aleksander, który zdjął prawą dłoń z czoła dziewczyny, wyjaśnił, odpowiadając na moje zdumienie:
– Przyjaciel, który zbliżył się do naszej siostry, był jej ziemskim mężem – mężczyzną, który nie rozwinął duchowych możliwości i żył w strasznym egoizmie domowym. Jeśli chodzi o dwóch nieszczęśników, którzy tak mocno przywiązali się do chłopca, są to dwaj towarzysze – niewyedukowani i zaburzeni – których poznał w kontaktach z prostytucją.
Na moje zaskoczenie instruktor kontynuował, wyjaśniając:
– Były mąż nie pojmował małżeństwa inaczej jak tylko jako związek cielesny, mający na celu spełnienie pospolitych potrzeb ludzkiego doświadczenia. Biorąc pod uwagę, że minął czas nauki ziemskiej bez szlachetnych ideałów, zainteresowany jedynie korzystaniem z przyjemności zmysłów, nie ma dość siły, by opuścić krąg domowy, gdzie jego towarzyszka, z kolei, dopiero teraz – po jego śmierci – zaczyna martwić się o problemy związane z życiem duchowym.
Co do chłopca – z lekkomyślności do lekkomyślności – stworzył silne więzi z pewnymi istotami, które wciąż tkwią w bagnie wrażeń z prostytucji. Spośród nich wyróżniają się dwie istoty, najbardziej wytrwałe, które teraz go trzymają, prawie całkowicie zsynchronizowane z jego polem osobistego magnetyzmu. Biedaczek nie dostrzegł niebezpieczeństw, które go spotykały, i stał się nieświadomą ofiarą swoich niewidzialnych, kochających go istot – tak słabych i uzależnionych, jak on sam.

51.
– A czy nie ma sposobu, by ich uwolnić? – zapytałem poruszony.
Instruktor uśmiechnął się ojcowsko i powiedział:
– Ale kto powinien zerwać kajdany, jeśli nie oni sami? Nigdy nie brakowało im zewnętrznej pomocy naszej stałej przyjaźni; jednak oni sami żywią się nawzajem w sferze subtelnych wrażeń, które są całkowicie nieuchwytne dla tych, którzy nie potrafią zgłębić ich wewnętrznego mechanizmu. Niezaprzeczalnie szukają teraz elementów wyzwolenia. Zbliżają się do źródła wyższego oświecenia, czują się zmęczeni obecną sytuacją i rzeczywiście doświadczają pragnienia nowego życia; jednakże to pragnienie jest bardziej słowami niż uczuciem – stanowi bardzo niejasne, niemal zerowe pragnienie. Gdyby rzeczywiście pielęgnowali pozytywne postanowienie, przemieniliby swoje siły osobiste, czyniąc je decydującymi w dziedzinie działania regeneracyjnego. Czekają jednak na niemożliwe cuda i rezygnują z własnych energii, które są jedynymi dźwigniami realizacji.
– Ale czy nie moglibyśmy spowodować usunięcia nieświadomych wampirów? – zapytałem.
– Zainteresowani – wyjaśnił Alexandre, uśmiechając się – zmusiliby ich wówczas do powrotu. Już podjęto próbę, o której wspominasz, w celu pomocy im. Pośrednio, ale nasza siostra wyraziła zbyt silne tęsknoty za swoim towarzyszem, a nasz przyjaciel stwierdził, że wewnętrznie czuje się mniej mężczyzną, uznając pokorę za tchórzostwo i traktując oderwanie od niższych impulsów jako destrukcyjną nudę. Tak bardzo wysyłali umysłowe skargi, że ich wewnętrzne działania stały się prawdziwymi wezwaniami i – biorąc pod uwagę silny magnetyzm pragnienia, które nieustannie podtrzymywali – znowu przyłączyli się do nich nieszczęśliwi towarzysze.
– Ale czy żyją tak, wzajemnie przyciągając się, wszędzie? – zapytałem.


52.
- Prawie zawsze. Zadowalają się wzajemnie nieustanną wymianą najbardziej intymnych emocji i wrażeń.
Zmartwiony, starając się zrobić coś dobrego, rozważałem:
– Kto wie, może moglibyśmy doprowadzić te istoty do odpowiedniego wzmocnienia? Czyż nie byłoby rozsądne nauczać ich, zachęcając do równowagi i szacunku do samego siebie?
– Takie rozwiązanie – powiedział Alexandre z wyrozumiałością – nie zostało zapomniane. Ta opieka jest realizowana z wytrwałością i precyzyjną metodą. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z przypadkiem, w którym istoty ludzkie stały się potężnymi magnesami przyciągania, miara ta wymaga czasu i braterskiej tolerancji. Mamy liczną grupę pracowników, poświęconych temu zadaniu na naszym planie, i czekamy, aż zasiane nauki przyniosą owoce. W każdym razie bądź pewny, że wszelka pomoc została udzielona naszym przyjaciołom pod naszą obserwacją. Jeśli jeszcze nie poczynili postępów w dziedzinie wyższej duchowości, wynika to jedynie z ich słabości i ignorancji, w której dobrowolnie pozostają zniewoleni. Zbierają to, co zasiali.
W tej chwili ponownie skupiliśmy uwagę na rozmowie, która się toczyła:
– Robię, co mogę – powtarzał młodzieniec, w rozpaczy – jednak nie udaje mi się osiągnąć wewnętrznego spokoju.
– Dzieje się ze mną to samo – zauważyła matka smutnym tonem. – Moje jedyne poprawy następują podczas naszych wspólnych modlitw. Potem znowu najgorsze emocje atakują mój umysł. Żyję bez pokoju, bez wsparcia. Och! Moje dzieci, to okrutne toczyć się przez świat, jak rozbitek bez kierunku!
– Rozumiem cię, mamo – odpowiedział syn, jakby zadowolony z karmienia złych wrażeń, które zajmowały jego umysł – rozumiem cię, bo pokusy zamieniają moje życie w gąszcz gęstych cieni. Nie wiem już, co robić, aby oprzeć się gorzkim myślom.


53.
Ach, cóż by się z nami stało, gdyby Spirytyzm nie dotarł do naszych losów jako święte źródło wzniosłych pociech!
W tym momencie Aleksander ponownie położył prawą dłoń na czole młodej dziewczyny, która wyraziła jego myśl tonem pełnym szacunku i czułości:
– Zgadzam się, że Spirytyzm jest naszym źródłem pocieszenia, ale nie mogę zapomnieć, że zawiera w sobie błogosławioną szkołę przygotowania. Jeśli pozostaniemy zakorzenieni w wymaganiach wygody, możemy zapomnieć o obowiązkach pracy. Wierzę, że instruktorzy duchowej prawdy pragną przede wszystkim naszej wewnętrznej odnowy – dla życia wyższego. Jeśli będziemy szukać jedynie pociechy, nie zdobywając przy tym siły, pozostaniemy duchowymi dziećmi. Jeśli będziemy szukać towarzystwa życzliwych przewodników tylko dla osobistych korzyści, gdzież wtedy znajdzie się miejsce na naukę? Czyż nie pozostajemy tu, na Ziemi, aby się uczyć? Czy otrzymaliśmy ciało, odradzając się, jedynie po to, by odpoczywać? To niewiarygodne, by nasi przyjaciele z wyższych sfer pozbawiali nas możliwości chodzenia o własnych siłach, używania własnych nóg. Naturalnie, nasi dobroczyńcy z Zaświatów nie chcą, byśmy byli wiecznymi potrzebującymi w domu Boga, lecz byśmy stali się towarzyszami chwalebnych dzieł dobra – hojni, silni, mądrzy i szczęśliwi, jak oni już są.
I zmieniając ton głosu, pragnąc okazać synowską czułość, która drgała w jej duszy, dodała:
– Mama wie, jak bardzo ją kocham, ale coś w głębi sumienia nie pozwala mi mówić o naszych potrzebach inaczej, jak tylko w zgodzie ze wzniosłymi naukami, które Doktryna wyryła w naszych sercach. Nie potrafię pojąć chrześcijaństwa bez naszego praktycznego zaangażowania w przykłady Chrystusa.
Ponieważ instruktor przerwał zabieg magnetyczny, a ja byłem zaskoczony łatwością, z jaką dziewczyna odbierała jego myśli – podczas gdy u innych obserwowałem taką złożoność w przekazach psychograficznych – zwróciłem się do przyjaciela-przewodnika z pytaniami, które nurtowały mój umysł.


54.
Bez wahania Alexandre wyjaśnił:
– Tutaj, André, widzisz prostą pracę transmisji mentalnej i nie możesz zapominać, że wymiana myśli jest swobodnym ruchem we Wszechświecie. Zmarli i żyjący, w różnych obszarach działalności ziemskiej, uczestniczą w najszerszej wymianie idei. Każdy umysł jest prawdziwym światem emisji i odbioru – każdy przyciąga tych, którzy są do niego podobni. Smutni przyciągają smutnych, ignoranci jednoczą się, przestępcy przebywają razem w tej samej sferze, a ludzie dobrzy nawiązują wzajemne więzi współpracy i realizacji.
Tutaj mamy do czynienia z fenomenem intuicyjnym, który – w większym lub mniejszym stopniu – jest wspólny dla wszystkich istot, nie tylko w planie konstruktywnym, ale także w kręgu mniej wzniosłych przejawów. Przed nami znajduje się starsza siostra i jej dorosły syn, całkowicie zaangażowani w niższe badania nad przyjaciółmi zmarłymi – ofiarami ignorancji i choroby – prowadzącymi swoistą wymianę niższych wibracji. Mówią pod bezpośrednim wpływem nieszczęśliwych wampirów, które stały się rzeczywistymi gośćmi w przestrzeni ich fizyczno-psychicznych możliwości.
Pod naszą analizą znajduje się również młoda dziewczyna, która obecnie ma szesnaście lat nowego ziemskiego życia. Jej skłonności są jednak całkowicie odmienne. Potrafi odbierać nasze myśli i przekładać je na budującą mowę. Nie uczestniczy jeszcze w technicznej pracy mediumicznej, lecz zaangażowana jest w błogosławioną pracę duchową.
I wskazując na dziewczynę, otoczoną cudownym halo światła, dodał:
– Nadal zachowuje swoje organiczne naczynie w tej samej czystości, w jakiej otrzymała je od dobroczyńców, którzy przygotowali jej obecne reinkarnacyjne życie. Nie została jeszcze wprowadzona na poziom silniejszych emocji, a jej możliwości odbioru – w zakresie intuicyjnym – pozostają jasne i elastyczne.




55.

Jej komórki nadal są całkowicie wolne od toksycznych wpływów; jej narządy mowy, jak dotąd, nie zostały zdeprawowane przez złośliwość, bunt ani hipokryzję; jej centra wrażliwości nie doznały jeszcze zaburzeń; jej układ nerwowy cieszy się harmonią godną pozazdroszczenia, a serce, otoczone dobrymi uczuciami, współuczestniczy w pięknie wiecznych prawd poprzez szczere i pocieszające wierzenia. Ponadto, nie mając poważnych długów z przeszłości – co chroni ją przed kontaktem z negatywnymi bytami poruszającymi się w cieniu – może dokładnie odzwierciedlać nasze najgłębsze myśli. Żyjąc obecnie bardziej duchem niż ciałem, w warunkach, w jakich się znajduje, wystarczy jedynie wymiana magnetyczna, by mogła przekazać nam najistotniejsze idee.
– To oznacza – zapytałem – że ta młoda kobieta jest dość czysta i że zachowa te same zdolności przez całe życie?
Aleksander uśmiechnął się i odpowiedział:
– Nie do końca. Ona nadal zachowuje korzyści, które przyniosła ze świata duchowego, a karty szczęścia wciąż pozostają w jej rękach – to od niej zależy, czy zdoła z nich skorzystać jak najlepiej. Ale to od niej zależeć będzie, czy wygra, czy przegra w przyszłości. Świadomość jest wolna.
– A więc – kontynuowałem – czy nie byłoby trudne przygotować wszystkie istoty do przyjęcia wyższych wpływów?
– Wcale nie – wyjaśnił – wszystkie dusze prawe, żyjące w duchu służby i równowagi, mogą doskonale łączyć się z boskimi posłańcami i przyjmować ich plany pracy oraz oświecenia, niezależnie od techniki mediumizmu, która obecnie rozwija się na świecie. Nie ma uprzywilejowanych w Stworzeniu. Istnieją natomiast wierni pracownicy, sprawiedliwie wynagradzani, gdziekolwiek się znajdują.

56.
Głęboko poruszony usłyszanymi uwagami, poczułem, jak moje myśli giną w oceanie nowych i błogosławionych wniosków
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 30 maja 2025, 16:19


Rozdzial 6. Modlitwa


57.
Po rozstaniu z matką i siostrą, młodzieniec postanowił obrać drogę do swojego własnego mieszkania.
Podążaliśmy za nim z bliska. Ból ogarnął mnie, gdy dostrzegłem jego pozycję ofiary, otoczonej przez dwie ciemne postacie.
Obserwacje dotyczące mikrobiologii psychicznej wywarły na mnie silne wrażenie.
Znałem z bliska zmiany krążeniowe, prowadzące do zatorów, zawałów serca i zgorzeli. W przeszłości zajmowałem się licznymi przypadkami infekcji, przez zapalenie stawów i mięśni, wrzody żołądka oraz ropnie miliarowe. Uważnie badałem, w ramach mojej praktyki lekarskiej, manifestacje raka i guzów złośliwych w skomplikowanych procesach patologicznych. Widziałem liczne mikroorganizmy przy leczeniu trądu, syfilisu, gruźlicy. Wielokrotnie, pełniąc rolę obrońcy życia, spędzałem długie dni w starciu ze śmiercią, czując bezsilność mojej zawodowej techniki w walce z obcymi wirusami, które przyspieszały destrukcję organizmu, kpiąc ze wszystkich moich starań.
Jako lekarz jednak, w większości przypadków, kiedy mogłem jeszcze liczyć na cudowną interwencję Natury, zachowałem przekonanie, że znam różne metody walki, stosowane w wielu kierunkach. Przy rozpoznaniu błonicy, nie wahałem się w aplikowaniu surowicy Roux( Jest to surowica stosowana w leczeniu błonicy, wprowadzona przez francuskiego lekarza Édouarda Roux. Surowica ta zawiera przeciwciała, które pomagają w walce z bakteriami wywołującymi tę chorobe) i znałem wartość operacji tracheotomii (Tracheotomia, czyli zabieg chirurgiczny polegający na nacięciu tchawicy, jest jednym z możliwych sposobów leczenia w ciężkich przypadkach.)w przypadku zadeklarowanego krupu.(est to ostra choroba zapalna, najczęściej dotykająca dzieci, która prowadzi do obrzęku krtani i trudności w oddychaniu).
W przypadku zatorów nie zapomniałbym zwiększyć cyrkulację. W przypadku egzemy(Jest to choroba skóry charakteryzująca się stanem zapalnym, swędzeniem i zaczerwienieniem skóry. Leczenie często obejmuje maści i kąpiele mające na celu złagodzenie objawów) z pewnością przypomniałbym sobie kąpiele w skrobi, maści na bazie bizmutu oraz leczenie arsenowe i siarkowe.
Przy obrzękach, po dokładnej analizie objawów, pamiętałbym o weratrynie, kalomelanie, kofeinie i teobrominie ( To substancje chemiczne stosowane w leczeniu różnych dolegliwości. Weratryna jest alkaloidem stosowanym w medycynie do obniżania ciśnienia, kalomelan to związek zawierający rtęć, kofeina to popularny stymulant, a teobromina jest alkaloidem znajdującym się w kakao, używanym jako stymulant i lek.)


58.
W przypadku nowotworu przeprowadziłbym interwencję chirurgiczną, gdyby promieniowanie rentgenowskie nie wykazało wystarczającej skuteczności. Dla wszystkich objawów potrafiłbym zastosować odpowiednie diety, różnorodne aplikacje, izolację i interwencje, ale tutaj?
Przed nami szedł inny pacjent. Jego diagnoza była odmienna – wymykała się mojej wiedzy na temat objawów oraz dotychczasowym metodom leczenia. Niemniej jednak był to pacjent w bardzo ciężkim stanie. Widać było ciemne pasożyty, które go dręczyły. Obserwowałem jego wewnętrzną desperację, wystawiającą go na nieustanny napór. Czy nie było dla niego lekarstwa? Czy był porzucony i nieszczęśliwszy niż chorzy na świecie? Co można było zrobić, by złagodzić jego straszliwe cierpienia, które przejawiały się w postaci nieustających i dręczących niepokojów?
Już wcześniej opiekowałem się istotami zakłóconymi i cierpiącymi, łagodząc ich okrutne męki. Nie ignorowałem wysiłków naszej duchowej kolonii, która starała się zmniejszać cierpienia zmarłych, należących do niższego porządku. Jednak tutaj – dzięki magnetycznemu wkładowi Aleksandra, wielkiego i hojnego mistrza, który mi towarzyszył – widziałem człowieka w ciele, będącego ofiarą szczególnych uzależnień. Jakie czynniki mogłyby dostarczyć niezbędnej pomocy?
Nowe refleksje pojawiały się natychmiast. Czy podobne wyrażenia mikrobiologiczne mogłyby towarzyszyć także zmarłym? Czy zaatakowałyby duszę poza ciałem? Gdy walczyłem z niewypowiedzianymi cierpieniami w niższych strefach, byłem pewien, że sam również byłem ofiarą tych samych okrutnych wpływów.
Jednak gdzie jest uzdrawiająca terapia?
Gdzie ulga dla tak wielkich niepokojów?
Aleksander – okazując ojcowską troskę – przyszedł mi z pomocą, wyjaśniając:
– Te wewnętrzne pytania, André, niosą wielkie dobro dla twojego serca. Zacznij obserwować manifestacje wampiryzmu, które nie ograniczają się do świata żywych. Prawie całe cierpienie w niższych strefach ma swój bolesny początek właśnie tam.


59.
- Stworzenia, które zboczyły z drogi prawdy i dobra na długich ścieżkach ewolucji, gromadzą się wokół siebie, by kontynuować wymiany magnetyczne niskiej klasy. Przestępcy wszelkiego rodzaju, słabi woli, kalecy charakteru, dobrowolnie chorzy, pełni uporu i oporu w każdej sytuacji i o każdej porze, tworzą wspólnoty cierpiących i pokutujących tego samego poziomu, wlokąc się ciężko w regionach niewidzialnych dla ludzkiego oka. Wszyscy oni segregują odrażające siły i tworzą przerażające formy, ponieważ każda materia mentalna jest otoczona siłą kształtującą i wyrażającą się na zewnątrz.
– Ale – zaprotestowałem – czuję, że pole medyczne jest o wiele szersze po śmierci ciała.
– Bez wątpienia – odpowiedział mój rozmówca spokojnie – kiedy zrozumiemy zakres moralnych wzniesień we wszystkich wydarzeniach życia.
– Niemniej jednak – zauważyłem – przerażają mnie nowe odkrycia w regionie mikrobiologicznym. Co robić w przypadku wampiryzmu? Jak walczyć z degradującymi siłami mentalnymi? Na świecie mamy specjalistyczne kliniki, techniki chirurgiczne, antidota różnych systemów leczenia. Ale tutaj?
Alexandre uśmiechnął się zamyślony i powiedział po dłuższej przerwie:
– Jak widzimy, André, leczenie z daleka w świątyniach, wzrost wiary w procesy medyczne w minionych wiekach oraz przekonanie, że diabły powodują najbardziej dziwaczne choroby u ludzi, nie są całkowicie pozbawione racji. Niewątpliwie wśród duchów wcielonych wyrażenia mentalne zależą od równowagi ciała, tak jak dobra i doskonała muzyka zależy od wiernego instrumentu. Jednak medycyna osiągnie wzniosłe szczyty, gdy dostrzeże w ciele przejściowym cień wiecznej duszy.

60.
Każda fizyczna komórka jest nośnikiem określonej wibracji mentalnej. Wszyscy jesteśmy dziedzicami Ojca, który tworzy, zachowuje, doskonali, przekształca lub niszczy. Codziennie — jako nasz potencjał wytwarzający ukrytą energię — tworzymy, odnawiamy, doskonalimy lub niszczymy coś. Uzasadniam Twoje zaskoczenie wobec nowego obrazu, który rozpościera się przed Twoimi oczami. Walka o doskonalenie jest ogromna.
Jeśli chodzi o systematyczną walkę z wampiryzmem i różnymi chorobami duszy, także tutaj — w ramach naszych działań — nie brakuje procesów uzdrawiających i sanacyjnych o charakterze zewnętrznym. Niemniej jednak, badając ten temat w jego istocie, jesteśmy zmuszeni przyznać, że każde dziecko Boże musi być lekarzem samego siebie. Dopóki nie zaakceptuje w pełni tej prawdy i nie zastosuje jej zasad, istota będzie narażona na nieustanne zaburzenia równowagi.
Rozumiejąc moje zdziwienie, Alexandre wskazał na młodzieńca, który szykował się do wejścia do swojego domu po krótkiej pieszej drodze, i powiedział:
– Istnieje wiele procesów medycyny duchowej przeciwko wampiryzmowi, które możemy rozwijać w różnych kierunkach. Aby jednak dać ci praktyczny przykład, odwiedźmy dom naszego przyjaciela. Poznasz najpotężniejsze antidotum.
Z ciekawością zauważyłem, że nieszczęśliwe istoty, które podążały za nim, wyglądały teraz na straszliwie zniekształcone. Coś uniemożliwiało im wejście do środka.
– Naturalnie – podkreślił mój hojny towarzysz – wiesz już, że modlitwa wyznacza granice wibracyjne.
Tak, miałem już okazję obserwować tego rodzaju doświadczenia.
– Tutaj – kontynuował – mieszka siostra, która ma szczęście praktykować gorliwą i szczerą modlitwę.


61.
Weszliśmy do środka.
Gdy nasz ziemski przyjaciel szykował się już do snu, Aleksander wyjaśnił mi, skąd bierze się ta niezwykła cisza, jaka panowała w skromnym mieszkaniu.
– Dom – powiedział – to nie tylko schronienie dla ciała, ale przede wszystkim siedziba dusz. Gdy w domowym zaciszu mieszkają ludzie oddani modlitwie i żyjący szlachetnymi uczuciami, wtedy staje się on miejscem duchowego rozkwitu i obfitych plonów.
Nasz przyjaciel nie odzyskał jeszcze pełnej równowagi – po licznych wahaniach i lekkomyślnych doświadczeniach młodości wciąż nie stanął pewnie na nogach. Jednak jego żona – młoda, wierząca kobieta – zapewnia mu dom pełen spokoju. Jej obecność emanuje stałą, oczyszczającą i świetlistą energią, którą jego dusza się karmi.
Byłem głęboko poruszony. Rzeczywiście, wewnętrzny spokój tego miejsca był niemal namacalny – budujący i kojący. W każdym kącie, w każdym przedmiocie wyczuwało się trwałą atmosferę pokoju. Młody mężczyzna właśnie wchodził do swojego skromnego pokoju, gotowy do nocnego wypoczynku.
Aleksander ujął mnie za rękę w ojcowski sposób, podszedł do drzwi, które cicho się zamknęły, i zapukał delikatnie – jakbyśmy stali przed świątynią, do której nie wypada wejść bez należytego szacunku.
Drzwi otworzyła bardzo młoda kobieta – od razu poznałem w niej żonę naszego towarzysza. Była oddzielona od swojego fizycznego ciała, pogrążona we śnie. Przywitała instruktora serdecznie. Po tym, jak Aleksander mnie przedstawił, uśmiechnęła się do mnie i powiedziała radośnie:
– Dziękuję Bogu, że możemy się razem modlić.
Proszę, wejdźcie. Chcę, by nasz dom stał się żywą świątynią Pana.

62.

Weszliśmy do zacisznej sypialni, a ja z trudem powstrzymywałem się przed okazaniem zdumienia tą sytuacją. W tym samym momencie młody mężczyzna kładł się do łóżka, wyraźnie starając się nie obudzić śpiącej żony.
Zapatrzyłem się w ten piękny i uświęcony obraz. Całe łoże otaczała intensywna poświata. Zauważyłem najsubtelniejsze nici energii magnetycznej, łączące duszę naszej szlachetnej przyjaciółki z jej fizycznym ciałem, które spoczywało spokojnie.
– Wybaczcie mi – powiedziała łagodnie, kierując wzrok ku instruktorowi – muszę teraz zająć się swoimi bezpośrednimi obowiązkami.
– Czuj się swobodnie, Cecilio! – odpowiedział przewodnik z ojcowską czułością. – Przyszliśmy tylko złożyć ci wizytę.
Cecília ucałowała jego dłonie i poprosiła:
– Nie zapomnij zostawić nam swoich błogosławieństw.
Aleksander uśmiechnął się w milczeniu i na kilka minut pogrążył się w głębokiej medytacji.
A podczas gdy trwał w tym wewnętrznym skupieniu, ja obserwowałem tę subtelną scenę: żona, oddzielona od ciała, usiadła przy wezgłowiu łóżka, i w tej samej chwili mąż, jakby poprawiając poduszki, oparł głowę na jej duchowym łonie.
Cecília, głaszcząc jego włosy dłonią, unosiła wzrok ku Górze, oddając się gorliwej modlitwie. Cała otoczona była świetlistym blaskiem, a ja potrafiłem zestroić się z jej najgłębszymi emocjami, słysząc jej błagania o oświecenie męża, którego – jak się zdawało – kochała nieskończenie.
Wzruszony pięknem jej modlitwy, ze zdumieniem zauważyłem, że jej serce przemieniło się w żarliwe ognisko światła, z którego wypływały niezliczone, lśniące cząsteczki, spływające na ciało i duszę męża niczym drobne promienie.
Te świetliste cząstki przenikały jego organizm ze wszystkich stron, a szczególnie intensywnie skupiały się w okolicy narządów płciowych, gdzie wcześniej rozpoznałem poważne zaburzenia natury psychicznej. Tam właśnie gromadziły się najliczniej, niszcząc małe, ciemne i przerażające formy pasożytniczego wampiryzmu duchowego.


63.
Elementy śmiercionośne jednak nie pozostawały bierne – walczyły desperacko z siłami światła. Młody mężczyzna, jakby dotarł do oazy, stopniowo tracił wyraz głębokiego zmęczenia. Z jego twarzy znikały oznaki udręczenia. Z każdą chwilą stawał się coraz spokojniejszy, silniejszy i szczęśliwszy.
Odzyskawszy siły witalne, objął delikatnie swoją czułą żonę, która trwała u jego boku z matczyną troskliwością, i zasnął w poczuciu radości.
Scena, którą miałem przed oczami, była cudownie piękna. Już zamierzałem poprosić o wyjaśnienia, gdy instruktor delikatnie mnie zawołał i wyprowadził na zewnątrz.
Poza pokojem odezwał się do mnie z ojcowską serdecznością:
– Widziałeś już wszystko, co powinieneś. Teraz możesz sam wyciągnąć wnioski.
– Tak – odpowiedziałem – jestem zdumiony tym, co zobaczyłem, ale mimo to bardzo chciałbym usłyszeć jakieś dodatkowe objaśnienia.
– Nie miej wątpliwości – kontynuował przewodnik – modlitwa to najskuteczniejsze antidotum przeciwko wampiryzmowi duchowemu. Modlitwa nie jest mechanicznym ruchem warg ani łatwą do powtarzania płytą w umyśle. To wibracja, energia, moc. Istota, która się modli, mobilizując własne siły, wykonuje pracę o niewyobrażalnym znaczeniu. Taki stan psychiczny otwiera dostęp do nieznanych mocy, objawia nasze boskie pochodzenie i łączy nas z wyższymi źródłami. W takim akcie duch może – niezależnie od swojej formy – emitować promienie o zdumiewającej sile.
Po krótkiej przerwie Aleksander dodał z większym naciskiem:
– Nie możesz przecież zapominać, że nawet najniższe formy życia na Ziemi żywią się niemal wyłącznie energią promieni. Na czoło człowieka spadają co minutę miliardy promieni kosmicznych, pochodzących z odległych gwiazd i planet – nie wspominając już o promieniach słonecznych, cieplnych i świetlnych, które ziemska nauka dopiero zaczyna poznawać.

64 i 65.

Promienie gamma, pochodzące z pierwiastka radu, który nieustannie ulega rozpadowi w glebie, a także te o różnych właściwościach, emitowane przez wodę i metale, docierają do mieszkańców Ziemi przez stopy, wywołując znaczące oddziaływania.
W kierunku poziomym człowiek doświadcza z kolei wpływu promieni magnetycznych, emitowanych przez rośliny, zwierzęta oraz innych ludzi.
Zachwyt odebrał mi mowę, lecz przewodnik kontynuował po krótkiej pauzie:
– A co z psychicznymi emanacjami, które otaczają całą ludzkość, pochodzącymi z kolonii duchów zmarłych, przebywających wokół Ziemi? W każdej sekundzie, Andrzeju, każdy z nas otrzymuje biliony promieni różnego rodzaju i jednocześnie wysyła siły, które są dla nas charakterystyczne, a które oddziałują na płaszczyźnie życia – nieraz w miejscach bardzo odległych od nas.
W tym nieustannym kręgu wymiany promienie boskie, wysyłane przez uświęconą modlitwę, stają się zaawansowanymi czynnikami skutecznej i trwałej współpracy w leczeniu ciała, odnowie duszy i oświeceniu świadomości.
Każda wzniosła modlitwa jest źródłem magnetyzmu twórczego i ożywczego, a każda istota, która kultywuje modlitwę jako właściwą formę równowagi uczuciowej, stopniowo przemienia się w promieniujące ognisko boskich energii.
Wyjaśnienia instruktora głęboko zapadły mi w serce.
Chcąc jednak upewnić się co do innego szczegółu tej wzniosłej sceny, zapytałem:
– Czy jednak samo działanie żony wystarczy, by nasz chory odzyskał równowagę psychiczną?
Aleksander uśmiechnął się i odparł:
– Pomoc Cecílii jest dla niego bardzo cenna, ale potencjał boskiego promieniowania należy do niej – jako nieprzekupny owoc jej własnych wysiłków. Oznacza dla niego „dodatek miłosierdzia”, który powinien zostać włączony na stałe do skarbca jego osobowości poprzez jego własną pracę.
Otrzymać pomoc dobra nie znaczy jeszcze, że obdarowany jest dobry. Nasz przyjaciel musi z oddaniem i gorliwością wykorzystać błogosławieństwa, które otrzymuje, gdyż – co nie budzi wątpliwości – każda zewnętrzna pomoc może zostać przerwana, a każdy syn Boga jest dziedzicem wzniosłych możliwości i powinien być czujnym lekarzem samego siebie
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 11 cze 2025, 21:15

Rozdział 7 – Pomoc duchowa.


66
– Musisz wracać wcześniej do obowiązków? – zapytał Aleksander, gdy znów znaleźliśmy się na ulicy.
– Mam jeszcze trochę czasu do dyspozycji – odpowiedziałem. Moje zainteresowanie dalszym ciągiem nauk było ogromne. Aleksander posiadał rozległą wiedzę medyczną, a moje własne osiągnięcia w tej dziedzinie, w porównaniu z jego doświadczeniem, wydawały się zaledwie blade.
– Mam dziś jeszcze zgromadzenie, podczas którego udzielam wskazówek wcielonym braciom – kontynuował przewodnik – i jeśli możesz się pojawić, będzie nam bardzo miło.
– Oczywiście! Uczę się i nie powinienem przegapić takiej okazji.
Wyszliśmy.
Zaburzone duchy stały nadal przy drzwiach, sprawiając wrażenie, jakby czekały tylko na okazję, by dostać się do środka.
Ponieważ Aleksander kontynuował swoją budującą przemowę, szliśmy niemal krok w krok, podobnie jak na powierzchni ziemi.
Były to pierwsze minuty po północy. Niezliczona liczba duchów przechadzała się po ulicach. Większość z nich, niższej natury, nosiła ciemne ubrania. Jednak co jakiś czas mijaliśmy jasne, świetliste grupy, które przemykały szybko, zajęte w misjach, których doniosłość łatwo było sobie wyobrazić.
– Zawsze jest mnóstwo pilnych zadań związanych z niesieniem pomocy naszym braciom żyjącym na powierzchni Ziemi – zauważył przewodnik z łagodnością i uprzejmością – a bardzo często nasza pomoc jest skuteczniejsza właśnie nocą, gdy bezpośrednie promienie słoneczne nie rozpraszają niektórych środków, którymi dysponujemy w naszej pracy…

67.

Nie zdążył jeszcze dokończyć, gdy nagle zbliżyła się do nas sympatyczna staruszka.
– Justino, moja siostro, niech Pan cię błogosławi! – pozdrowił ją uprzejmie przewodnik.
Przyjazna istota, która zdradzała wielki niepokój w spojrzeniu, odpowiedziała z pełnym szacunku uczuciem i zaczęła wyjaśniać:
– Aleksandrze, pilnie potrzebuję twojej pomocy i przyszłam cię odszukać. Wybacz mi.
Zanim jednak przewodnik zdążył zapytać o przyczynę zmartwienia, rozmówczyni kontynuowała:
– Mój syn Antônio znajduje się w stanie krytycznym...
Tym razem to Aleksander przerwał jej z wyrazem zrozumienia:
– Domyślam się, co się dzieje. Kiedy odwiedziłem go w zeszłym miesiącu, zauważyłem u niego zaburzenia krążeniowe.
– Tak, tak – ciągnęła zrozpaczona matka. – Antônio żyje w kręgu bardzo nieskładnych, niespokojnych myśli, mimo że ma dobre serce. A dziś zabrał do łóżka odpoczynku tyle nieuporządkowanych zmartwień, tyle niepotrzebnego niepokoju, że jego twory mentalne zamieniły się w prawdziwe tortury. Na próżno starałam się mu pomóc moimi skromnymi środkami; niestety, jego wewnętrzna nierównowaga jest tak poważna, że cała moja pomoc okazała się bezskuteczna, a jego mózg wciąż jest zagrożony śmiertelnym wylewem.
Czując powagę chwili, dodała smutno:
– Och, Aleksandrze, dobrze wiem, że musimy podporządkować nasze pragnienia woli Boga. Niemniej jednak mój syn potrzebuje jeszcze kilku dni na Ziemi. Wierzę, że w ciągu dwóch miesięcy zdołam pośrednio skłonić go do rozwiązania wszystkich problemów, które zakłócają spokój jego rodziny. Twój autorytet może nam pomóc! Twoje serce, ugruntowane w Chrystusie, wciąż jest w stanie uczynić nam to dobro...


68.

Rozpoznając pilność sprawy, przewodnik zawołał:
– W drogę! Nie mamy ani sekundy do stracenia!
Kilka chwil później weszliśmy do przytulnego domu. Zaniepokojona staruszka zaprowadziła nas do przestronnej alkowy, gdzie jej syn – głowa rodziny – spoczywał w śnieżnobiałej pościeli, wywołując we mnie typowe wrażenie osoby konającej.
Antônio wyglądał na blisko siedemdziesiąt lat i wykazywał wszystkie oznaki zaawansowanej miażdżycy.
Obraz ten był dla mnie głęboko pouczający – znajdowałem się bowiem w kręgu niezwykle cennych nowych obserwacji.
Bez trudu rozpoznawałem stan przedagonalny, ujawniający się we wszystkich jego przejawach – zarówno fizycznych, jak i duchowych. Dusza, zdezorientowana i nieprzytomna, poruszała się z trudem, niemal całkowicie oddzielona od ciała, które leżało nieruchome i oddychało z wysiłkiem.
Podczas gdy Aleksander pochylał się nad nim z ojcowską troską, zauważyłem, że mamy do czynienia z niezwykle niebezpieczną zakrzepicą, zlokalizowaną w jednej z tętnic zaopatrujących korę ruchową mózgu. Udar nastąpił błyskawicznie. Jeszcze tylko kilka chwil – a ofiara opuściłaby ciało.
Aleksander, całkowicie skupiony na chorym, dotknął jego duchowego mózgu (peryspirytualnego) i przemówił spokojnie, lecz z autorytetem:
– Antônio, pozostań czujny! Nasza pomoc wymaga twojej współpracy!
Umierający, częściowo odłączony od ciała, otworzył oczy już poza fizyczną powłoką, dając do zrozumienia, że odzyskuje minimalny przebłysk świadomości. Przewodnik kontynuował:
– Zostałeś dotknięty przez własne, pełne nieuzasadnionych konfliktów myśli. Twoje nadmierne zmartwienia doprowadziły do dezorganizacji w mózgu. Wzmocnij pragnienie powrotu do komórek ciała fizycznego – my tymczasem przygotowujemy się, by ci pomóc.
Ten moment jest decydujący dla twoich potrzeb.


69.

Osoba, do której zwrócono się, nie odpowiedziała, ale zauważyłem, że Antônio zrozumiał napomnienie w głębi swojej świadomości, stając się gotowym do współpracy w celu pomocy sobie samemu.
Następnie przewodnik rozpoczął skomplikowane operacje magnetyczne na nieruchomym ciele, dostarczając nową energię do kręgosłupa. Po kilku chwilach położył prawą rękę na wątrobie, a potem, zatrzymując ją na mózgu fizycznym, dokładnie w obszarze strefy motorycznej, zawołał mnie i powiedział:
– André, zachowaj postawę modlitwy, współpracując z nami. Zawołam kilku naszych braci, którzy będą pomagać tej nocy.
Po kilku sekundach medytacji dodał:
– Grupa brata Francisco nie może być daleko.
Po tych słowach Alexandre przyjął postawę głębokiej koncentracji myśli.
Nie minęła minuta, gdy mała ekspedycja ośmiu duchowych istot – czterech towarzyszy i czterech sióstr – weszła do domu w religijnym milczeniu.
Wszyscy przywitaliśmy się delikatnie, a przewodnik zwrócił się uważnie do istoty pełniącej rolę lidera:
– Francisco, potrzebujemy tutaj emanacji od jednego z naszych braci, którego materialny pojazd znajduje się teraz w równoważonym odpoczynku.
Gdy nowy brat uważnie obserwował sytuację, Alexandre dodał:
– Jak widzisz, mamy do czynienia z przypadkiem bardzo poważnym. Konieczna jest duża rozwaga przy wyborze dawcy fluidów.


70.

Kierownik grupy ratunkowej zamyślił się na chwilę i odpowiedział:
– Mamy towarzysza, który będzie w stanie pomóc. To Afonso. Podczas gdy pójdę po niego, nasza grupa wesprze jego leczenie, emitując energie magnetyczne przez modlitwę.
Francisco natychmiast się oddalił.
W tym momencie starsza pani podeszła do instruktora i powiedziała z szacunkiem:
– Jeśli potrzebne są fluidy od żyjących, może moglibyśmy skorzystać z pomocy moich wnuczek, które odpoczywają w pobliskich pokojach?
– Nie – odpowiedział Alexandre delikatnie – nie spełniłyby one wymagań. Potrzebujemy kogoś, kto jest wystarczająco zrównoważony psychicznie.
Zmartwiona matka oddaliła się, wycierając oczy.
Na znak instruktora podszedłem bliżej, obserwując chorego z bliska, pozostając wciąż w modlitewnej postawie.
– Antônio jest wdowcem od dwudziestu lat – wyjaśnił Alexandre – i znajduje się na progu przejścia do świata duchowego. Jednak nasz przyjaciel potrzebuje jeszcze kilku dni na Ziemi, aby rozwiązać poważne problemy, które musi załatwić. Pan pozwoli nam pomóc w tymczasowym odzyskaniu jego sił.
I choć zatrzymałem się, by obserwować grupę duchów modlących się w milczeniu, lub może dlatego, że chciałem skorzystać z nowych nauk, Alexandre dodał:
– Mamy tutaj grupę brata Francisco. To jedna z niezliczonych grup, które współpracują z nami w takich działaniach. Wielu naszych towarzyszy poświęca się pracy tego typu, szczególnie nocą, kiedy nasza pomoc może być bardziej intensywna.


71.

Prawdziwy świat pytań nasuwał się w moim umyśle, próbując rozwiązać zagadnienia chwili; jednak, rozumiejąc powagę sytuacji, w związku z zadaniem, do którego zostaliśmy wezwani, postanowiłem milczeć.
Nie minęło dużo czasu, a Francisco wrócił, idąc za kimś. Był to wspomniany przez Alexandre’a żyjący towarzysz.
Nie było czasu na powitania. Instruktor, chwytając go za prawą rękę, natychmiast poprowadził go do łóżka umierającego, mówiąc z serdeczną, lecz stanowczą władzą:
– Afonso, nie mamy sekundy do stracenia. Połóż obie ręce na czole chorego i zachowuj się w modlitwie.
Osoba ta nie zawahała się. Zrobiła na mnie wrażenie weterana w takich usługach pomocy, wydając się zupełnie nie przejmować obecnością nas wszystkich, koncentrując się wyłącznie na obowiązku, który miała do wypełnienia.
Wtedy zobaczyłem, jak Alexandre działał jak prawdziwy magnetyzer. Przypomniałem sobie swoje wcześniejsze doświadczenia medyczne w ekstremalnych przypadkach transfuzji krwi i doskonale widziałem wysiłek, jaki wkładał w przekazywanie potężnych fluidów od Afonso do organizmu Antônia, który już był na granicy śmierci.
Jako uczeń, wzmocniony moimi zdolnościami analitycznymi i cennymi lekcjami, zauważyłem, jak twarz chorego stopniowo się zmieniała. W miarę jak instruktor poruszał rękami nad mózgiem Antônia, ten wykazywał coraz wyraźniejsze oznaki poprawy. Z wielkim zdumieniem dostrzegałem, jak jego forma perispiritualna powoli zbliżała się do ciała fizycznego, integrując się z nim harmonijnie, jakby na nowo przechodziły proces dostosowywania, komórka po komórce.


72.
Po kwadransie, według moich obliczeń, zakończyła się mozolna interwencja magnetyczna, a Alexandre, wołając staruszkę, powiedział:
– Justina, skrzep właśnie został wchłonięty, a my udało się wesprzeć tętnicę naszymi zasobami, ale Antônio będzie miał maksymalnie jeszcze pięć miesięcy pobytu na Ziemi. Jeśli zwróciłaś się o pomoc teraz, by pomóc mu rozwiązać pilne sprawy, nie zmarnuj tej szansy, ponieważ naprawy, które przeprowadziliśmy, nie utrzymają się dłużej niż sto pięćdziesiąt dni. I nie zapomnij ostrzec go, za pomocą intuicyjnych metod, o konieczności dbania o siebie, szczególnie jeśli chodzi o nadmierne zmartwienia, zwłaszcza nocą, kiedy dochodzi do najpoważniejszych problemów z krążeniem, spowodowanych brakiem czujności wielu ludzi, którzy wykorzystują święte godziny snu fizycznego do tworzenia okrutnych fantazji w żywym polu myśli. Jeśli nasz przyjaciel zlekceważy konieczność autokorekty, może opuścić ten świat wcześniej niż za pięć miesięcy. Każda ostrożność jest niezbędna.
Matka, poruszona, dziękowała ze łzami radości.
Alexandre polecił „pomagającemu” w ciele fizycznym, aby zdjął ręce z czoła chorego, a wtedy zobaczyłem coś nieoczekiwanego. Chory, przywrócony do funkcji organicznych, w miarę możliwej harmonii, otworzył oczy fizyczne, jakby był głęboko pijany, i zaczął głośno krzyczeć:
– Pomocy! Pomocy!… Ratujcie mnie, na miłość Boską! Umieram, umieram!
Kilka młodych kobiet pobiegło, zszokowane i drżące, w białych ubraniach. Z łatwością można było dostrzec, że to troskliwe, wrażliwe córki przybyły, by pomóc swojemu zaniepokojonemu ojcu.
– Tato! Tato! – wołały, płacząc. – Co się stało?


73
73.
– Umieram! – wołał chory, głosem pełnym rozpaczy – wezwijcie lekarza... Szybko!
– Co pan czuje, tato? – zapytała jedna z córek, płacząc szlochliwie.
– Czuję, że umieram, mam zawroty głowy, nie potrafię myśleć...
Wielki zamęt panował wokół nas, ludzie pędzili w pośpiechu, potrącając się nawzajem, nie zwracając najmniejszej uwagi na naszą obecność.
Alexandre poprosił brata Francisco, aby przekazał instrukcje Afonso, by ten wrócił do domu. Po wykonaniu tej czynności, postanowił się wycofać i, widząc moją zdumioną reakcję na alarmującą postawę dziewcząt, uśmiechnął się i powiedział:
– Zwykle, kiedy nasi przyjaciele z ciała wołają o pomoc, już wykonaliśmy naszą pracę. Chodźmy.
Chory, półprzytomny, wciąż niepokoił się, a telefon dzwonił, wzywając natychmiastową wizytę lekarza.
Staruszka pożegnała nas wzruszająco, zostając przy chorym, czuwała przy nim, oddana i pokorna.
Na ulicy poprosiłem instruktora, by umożliwił mi bliższy kontakt z bratem Francisco, który nam towarzyszył, uprzedzając moją prośbę.
Alexandre, uprzedzając moją prośbę, odpowiedział serdecznie:
– Nasza mała wyprawa – wyjaśnił lider grupy, po wymianie uprzejmości – to jedna z niezliczonych drużyn ratunkowych, które współpracują w kręgach na Ziemi. Jesteśmy tysiącami sług, pracujących w takich warunkach, powiązanych z różnymi, wyższymi duchowo regionami.
– Wasza grupa – zapytałem – pochodzi z naszej kolonii?


74.
– Tak. Nasze działania są ściśle związane z zadaniami wielu instruktorów z Naszego Domu.
– A czy są specjalne zadania przypisane do każdej z tych grup?
– Oczywiście – odpowiedział Francisco, uprzejmie – nasza grupa, na przykład, zajmuje się pocieszaniem ciężko chorych i umierających. Ogólnie rzecz biorąc, warunki dla chorych są trudniejsze nocą. Promienie słoneczne, w ciągu dnia, niszczą dużą część niższych mentalnych twórczości chorych, będących w delikatnym stanie, czego nie dzieje się nocą, kiedy magnetyzm księżycowy sprzyja twórczości wszelkiego rodzaju, dobrej lub złej. Z tego powodu nasz wysiłek musi być czujny. Prawie nikt wśród naszych braci z ciała nie zna zakresu naszych działań ratunkowych. Pozostają oni w polu wibracji, które znacznie różnią się od naszych, i nie są w stanie dostrzec lub rozróżnić naszej pomocy. Niemniej jednak to nie ma znaczenia. Inni dobroczyńcy, znacznie wyżsi od tych, o których mamy bezpośrednią wiedzę, czuwają nad nami i inspirują nas, oddanie, w zakresie wspólnych obowiązków, bez tego, byśmy widzieli ich formy wyrazu w pracach związanych z boskimi zamierzeniami.
A może dlatego, że uśmiechałem się, podziwiając jego spokój i świętą rezygnację, rozmówca również się uśmiechnął i dodał:
– Tak, mój przyjacielu, domagać się zrozumienia i rezultatów od istot i sytuacji, które jeszcze nie są w stanie nam ich dać, to żądanie bardziej okrutne niż domaganie się natychmiastowej nagrody.
To była prawda przekonująca. Brat Francisco utrzymywał się w najwyższej logice. Ci, którzy pomagają innym, oczekując uznania lub wynagrodzenia, niemal zawsze pozostają ślepi na Boską i niewidzialną współpracę, którą otrzymują z Wyższych Planów. Żądają, by inni dostrzegli ich rolę dobroczyńców, ale nigdy nie pamiętają, że mądrzy i troskliwi przyjaciele oferują im najlepszą pomoc z wyższych planów, nie oczekując od nich najmniejszej osobistej wdzięczności.


75.
– Jest wielu braci, którzy po śmierci ciała łączą się w zadaniach braterskiego wsparcia, gdy już osiągnęli pierwsze stopnie oczyszczenia – kontynuował mój rozmówca, przerywając moje wewnętrzne rozmyślania. – Z tego, co mogę ocenić, takie prace są jednymi z najskuteczniejszych i najgodniejszych w służbie ludziom. Rzadko kiedy wcieleni towarzysze, będąc w doskonałym stanie fizycznym, są w stanie zrozumieć cierpienia chorych w rozpaczliwych sytuacjach lub umierających, którzy mają wkrótce odejść. My jednak, w obszarze silniejszych rzeczywistości, wiemy, że często możliwe jest dokonanie naprawdę wzniosłych duchowych osiągnięć w ciągu kilku dni w takich okolicznościach, po długich latach działań, które okazały się bezowocne. Na łożu śmierci istoty stają się bardziej ludzkie i bardziej uległe. Można by powiedzieć, że nieustępliwa choroba osłabia najniższe instynkty, łagodzi gorące płomienie niższych namiętności, odzwierzęca duszę, otwierając wokół niej błogosławione szczeliny, przez które przenika nieskończone światło. A ból zaczyna burzyć ciężkie mury obojętności, skostniałego egoizmu i nadmiernej miłości własnej. Wtedy możliwe staje się wielkie zrozumienie. Wzniosłe lekcje obdarowują istotę, która, choć blada, dostrzega wielkość boskiego dziedzictwa. Jej heroizm nabiera wyrazu, a w jej sercu na zawsze zostają wyryte żywe wiadomości o miłości i mądrości. W ciemności agonii zaczyna świecić świt wiecznego życia. A w blasku tego świtu nasze zasady są łatwo przyjmowane, wrażliwość wykazuje wzniosłe cechy, a nieśmiertelne światło wlewa źródła nieskończonej mocy w głębiny ducha.
Rozmówca zrobił długą pauzę i dodał:


76.

– W ten sposób udaje nam się świadczyć skuteczną pomoc, wprowadzając nowe wartości w obszarze braterstwa i prawdziwego dobra. Nigdy nie zauważyłeś nieoczekiwanej cierpliwości ciężko chorych, spokoju niektórych nieuleczalnie chorych i najwyższej akceptacji większości umierających? Często takie postawy, niezrozumiałe dla wcielonych, którzy ich otaczają, stanowią owoc wysiłków naszych wędrujących grup ratunkowych.
Francisco wyraził wzniosłe prawdy. Rzeczywiście, spokój chorych w rozpaczliwej sytuacji i niezrozumiała rezygnacja umierających, całkowicie oddzielonych od religijnej wiary, nie mogły mieć innego źródła. Boska dobroć jest nieskończona i wszędzie, w każdym miejscu, zawsze obecne są hojne przejawy Ojcowskiej Opatrzności Bożej – pocieszające smutnych, uspokajające zrozpaczonych, wspierające niewiedzących i błogosławiące nieszczęśliwych.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 16 cze 2025, 20:02

Rozdział 8 .Na planie snów


77.
Po kilku minutach pełnej czaru rozmowy brat Francisco podszedł do nauczyciela, pytając o cele spotkania tej nocy.
– Tak – wyjaśnił Alexandre przyjaznym tonem – będziemy mieli pracę polegającą na ogólnym wyjaśnianiu kwestii związanych z mediumnistością i psychizmem naszym przyjaciołom, bez szczegółowych omówień.
– Jeśli pan pozwoli – odpowiedział rozmówca – chciałbym zabrać kilku współpracowników, którzy regularnie pomagają nam w takich sprawach. Byłaby to dla nas wielka satysfakcja, gdyby mogli skorzystać z chwil snu fizycznego.
– Oczywiście. Dzisiejsza praca ma na celu przygotowanie naszych współpracowników, którzy nadal są wcieleni na Ziemi. Będziemy do dyspozycji i z radością przyjmiemy pańskich pomocników.
Francisco, poruszony, podziękował i zapytał:
– Czy możemy to przygotować?
– Natychmiast – wyjaśnił nauczyciel bez wahania – prowadź swoich przyjaciół do miejsca, które znasz.
Grupa ratowników oddaliła się, pozostawiając mnie z nowymi myślami. Zgodnie z wcześniejszymi informacjami, Alexandre miał tego wieczoru poprowadzić małe zebranie uczniów, a gdy zostaliśmy sami, wyjaśnił mi uprzedzająco:
– Nasza grupa uczniów ziemskich ma już pewną liczebność, jednak brakuje jej określonych cech niezbędnych do pełnego wykorzystania jej potencjału. W związku z tym musimy wyposażyć naszych towarzyszy w bardziej konstruktywną wiedzę.

78.
A ponieważ uznał, że warto podać mi informacje osobiste, które mogłyby posłużyć mojemu wyjaśnieniu, dodał uprzejmie:
– A co z braćmi, którzy biorą udział w takich spotkaniach – zapytałem, ciekawy – czy zachowują pełną pamięć o wspólnych usługach, odbytych naukach i wysłuchanych uwagach?
Alexandre zamyślił się na chwilę i odpowiedział:
– Później doświadczenie pokaże ci, jak ograniczona jest zdolność sensoryczna. Wieczny człowiek zachowuje pełną pamięć i przechowuje wszystkie nauki, wzmacniając je i nadając im większą wartość, w zależności od własnego stanu ewolucyjnego. Człowiek fizyczny, będący jednak niewolnikiem koniecznych ograniczeń, nie może sięgnąć tak daleko. Mózg ciała, wskutek wymogów walki, do której Duch został powołany do życia, jest narzędziem o ograniczonym potencjale, zależnym w dużej mierze od oświecenia jego właściciela, jeśli chodzi o zapamiętywanie określonych boskich błogosławieństw. W związku z tym, André, archiwum podobnych wspomnień, zapisane w tym tymczasowym „dzienniku” komórek mózgowych, jest bardzo różne wśród uczniów, zmieniając się z duszy do duszy. Niemniej jednak muszę dodać, że w pamięci wszystkich braci o dobrej woli pozostanie na pewno dobro, nawet jeśli oni, podczas okresu czuwania, nie będą w stanie pozytywnie zidentyfikować jego pochodzenia. Lekcje, takie jak ta, w której będziesz dzisiaj uczestniczył, są nosicielami niezliczonych praktycznych korzyści. Po obudzeniu się na Ziemi, po takich lekcjach, uczniowie doświadczają ulgi, odpoczynku i nadziei, a także nabywają nowych wartości edukacyjnych. Oczywiście nie będą w stanie odtworzyć szczegółów, ale zachowają esencję, czując się w jakiś sposób odnowieni – nie tylko, by powrócić do codziennej walki w ciele fizycznym, ale także by pomagać innym i skutecznie walczyć ze swoimi własnymi niedoskonałościami. Ich myśli stają się jaśniejsze, uczucia szlachetniejsze, a modlitwy bardziej szacunkowe i produktywne, wzbogacając ich obserwacje i pracę każdego dnia.


79.

– To smutne – powiedziałem po dłuższej pauzie – że wszyscy członkowie grupy nie mogą w pełni uczestniczyć w takich naukach. Byłoby to wyjątkowe, gdyby ponad trzysta osób zebrało się w tych samych świętych celach, otrzymując wspólnie wzniosłe błogosławieństwa oświecenia.
– Zgadza się – odpowiedział przewodnik, zawsze pełen optymizmu. – Niemniej jednak nie możemy nikogo zmuszać. Każde duchowe uniesienie to wspinaczka, a każda wspinaczka wymaga wysiłku. Jeśli nasi przyjaciele nie wykorzystują siły, którą posiadają, jeśli lekceważą własne boskie prawa, zapominają o nich, a czasem wręcz nienawidzą świętych obowiązków, które powierzył im Ojciec, jak możemy działać w ich imieniu, skoro zasadą życia jest boska i wieczna realizacja, przeznaczona dla każdego z nas?
Uwaga była głęboka i niepodważalna.
W tym czasie napotkaliśmy ogromny budynek, który – choć skromny w formie – robił wrażenie, promieniując światłem.
– A teraz przejdźmy do pracy! – wezwał Alexandre, zdecydowany.
– Ależ – zaprotestowałem – zajęcia nie odbędą się w siedzibie grupy, w miejscu, gdzie zwykle prowadzone są prace?
– Jeśli praca byłaby całkowicie poświęcona istotom wolnym od ciała materialnego, moglibyśmy z powodzeniem działać właśnie tam, ale w tym przypadku musimy zająć się braćmi, którzy są jeszcze wcieleni i przychodzą do nas w szczególnych okolicznościach. Dlatego potrzebujemy również skorzystać z magnetycznych zasobów przyjaciół, którzy nadal walczą na Ziemi.



80.


– Mamy tutaj szlachetną instytucję spirytyzmu, służącą potrzebującym, smutnym i cierpiącym. Święty duch ewangelicznej rodziny pozostaje żywy w tym domu chrześcijańskiej miłości, który spirytyzm wzniosł przez pośrednictwo czcigodnej misji Chrystusa. Nasza praca będzie się tutaj rozwijać z większą efektywnością, odnosząc się do celów, którym ma służyć.
– Jak to interesujące – podkreśliłem – że potrzebujemy domowych przestrzeni, aby prowadzić nauki dla naszych towarzyszy wcielonych!
– Tak – skomentował Alexandre z wielką mądrością – nie możesz zapomnieć, że wielkie nauki samego Mistrza były przekazywane w obrębie rodziny. Pierwsza widzialna instytucja chrześcijaństwa to ubogi dom Szymona Piotra w Kafarnaum. Jednym z pierwszych objawień Naszego Pana przed ludem było pomnożenie radości rodzinnych podczas wesela w ciepłej atmosferze domu. Wiele razy Jezus odwiedzał domy grzeszników, zapalając nowe światła w sercach. Ostatnie spotkanie z uczniami miało miejsce w domowym Wieczerniku. Pierwsze chrześcijańskie ognisko służby w Jerozolimie to również prosta rezydencja Piotra, który stał się niezłomną twierdzą nowej wiary. Niewątpliwie każda kamienna świątynia, odpowiednio nadzorowana, działa jak latarnia w ciemnościach, wskazując prostą drogę wędrowcom świata, ale nie możemy zapominać, że żywotny ruch idei i realizacji opiera się na żyjącym kościele ducha, w sercu ludu Bożego. Bez przynależności do uczucia ludu, w sferze wiary przeżywanej w głębi każdego z nas, każda religijna manifestacja sprowadza się do zwykłego kultu zewnętrznego. Dlatego, André, w przyszłości ludzkości materialne świątynie chrześcijaństwa zostaną przekształcone w kościoły-szkoły, kościoły-domy dziecka, kościoły-szpitale, gdzie nie tylko kapłan będzie głosił słowo interpretacji, ale gdzie dziecko znajdzie wsparcie i wyjaśnienie, młody człowiek przygotowanie do godnych realizacji charakteru i uczucia, chory – lek uzdrawiający, ignorant – światło, a starszy człowiek – pomoc i nadzieję.

81.

Spirytyzm ewangeliczny jest również wielkim restaurowatorem dawnych apostolskich kościołów, pełnych miłości i pracowitych. Jego wierni interpretatorzy będą cennymi pomocnikami w transformacji teologicznych parlamentów w akademie duchowości, z katedr kamiennych na gościnne domy Jezusa.
Dałbym wszystko, co było w mojej mocy, aby kontynuować słuchanie tych fascynujących wyjaśnień od naszego przewodnika, ale w tym momencie przekroczyliśmy próg.
Zauważyłem, że brakowało tylko pięciu minut do drugiej w nocy.
Dzięki ogromnej liczbie istot, które spieszyły ku naszemu spotkaniu, zdałem sobie sprawę, że wokół wykładu tej nocy panowało ogromne zainteresowanie. Obecni byli nie tylko uczniowie związani bezpośrednio z wysiłkami Alexandre’a, ale także inni przyjaciele, przyprowadzeni tam przez afektywnych towarzyszy z planu duchowego.
Dołączyła do nas, z większą bliskością, mała grupka towarzyszy, z których jeden wyróżniał się rozmową z Alexandre’em w sposób bardziej znaczący.
– Jeszcze nie wszyscy przyszli? – zapytał przewodnik, z wyraźnym zainteresowaniem, po wymianie pierwszych uwag.
Zrozumiałem wyraźnie, że odnosił się do braci wcielonych, którzy powinni byli przybyć na spotkanie, będąc częścią grupy, której był jednym z duchowych dyrektorów.

82.

– Brakuje nam tylko dwóch towarzyszy – wyjaśnił, zapytany [dodano przecinek dla poprawy składni]. – Do tej pory Vieira i Marcondes jeszcze nie dotarli.
– Musimy rozpocząć pracę – zawołał Alexandre, bez zbędnych emocji – powinniśmy skończyć zadanie najpóźniej o czwartej.
I, okazując szczególne zainteresowanie jako przyjaciel, dodał:
– Kto wie, może padli ofiarą jakiegoś wypadku? Warto zachować spokój i pewność w swoim duchu, charakterystyczną dla ciebie [usunąłem przecinek przed „– polecił” dla płynności], – polecił swojemu pomocnikowi, który przekazywał mu informacje.
– Sertório, podczas gdy ja dokończę przygotowania do dzisiejszych instrukcji, obserwuj, co się dzieje.
Z szacunkiem podwładny zapytał:
– Co jeśli nasi bracia będą pod wpływem negatywnych duchów? Jak powinienem postępować?
– Wtedy zostawisz ich tam, gdzie są – odpowiedział instruktor, stanowczo [„instrukt” zmieniono na „instruktor” – pełniejsza forma], – moment nie sprzyja rozmowom z tymi, którzy świadomie przywiązują się do niższego planu. Po zakończeniu pracy sam zajmiesz się wszystkimi potrzebnymi środkami [usunąłem przecinek dla poprawy rytmu].
Posłaniec miał już odejść, kiedy przewodnik, dostrzegając moje gorące zainteresowanie, dodał:
– Jeśli chcesz, André, możesz podążać za mną i współpracować z posłańcem, który jest w służbie; Sertório będzie cieszył się twoim towarzystwem.
Podziękowałem, bardzo zadowolony, i przytuliłem pomocnika Alexandre’a, który uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.
Wyszliśmy.
Było konieczne, aby szybko wykonać polecenie; jednak zaspokajając swoją ciekawość, Sertório wyjaśnił mi hojnie [„hojnie” zamiast „szczodrze” – bardziej naturalne]:
– Kiedy byliśmy wcieleni na Ziemi, nie mieliśmy pełnej świadomości tego, co robiliśmy podczas snu fizycznego; jednak te prace są niewypowiedziane i ogromne [„niewypowiedziane i ogromne” zamiast „nieopisane i wielkie” – bardziej obrazowe].
Gdyby wszyscy ludzie naprawdę cenili wartość przygotowania duchowego, z jaką wiąże się tego rodzaju zadanie, na pewno osiągnęliby najbardziej błyskotliwe osiągnięcia w dziedzinie psychicznych zdolności, nawet gdyby nadal byli związani z niższymi powłokami.


83.

Niestety, większość ludzi nieświadomie wykorzystuje nocny odpoczynek, aby udać się na polowanie po emocje błahych lub mniej godnych. Rozluźniają się ich własne obrony, a pewne impulsy, długo tłumione podczas czuwania, wybuchają we wszystkich kierunkach z powodu braku prawdziwego i głęboko odczuwanego wychowania duchowego.
Zainteresowany pełnymi wyjaśnieniami, zapytałem:
– Czy jednak to zdarza się uczniom zaawansowanych kursów duchowości? Czy mogą paść ofiarą takich złudzeń uczniowie instruktora tego formatu jak Alexandre?
– Jakżeż nie? – odpowiedział Sertório, bratersko. – Co do tej możliwości, nie miej żadnych wątpliwości. Ilu jest tych, którzy głoszą Prawdę, nie przyjmując jej wewnętrznie? Ilu powtarza formuły nadziei i pokoju, podczas gdy w głębi serca rozpaczają i prześladują? Zawsze jest wielu „wezwanych” w różnych sektorach budowy i doskonalenia świata! Jednak „wybrani” są zawsze nieliczni.
Kończąc myśl, aby oczyścić ją z wszelkich fałszywych wyobrażeń o szczególnych przywilejach w boskiej pracy, Sertório dodał:
– Musimy dostosować nasze definicje „wybranych”. Towarzysze, którzy są w ten sposób klasyfikowani, nie są w żaden sposób szczególnie uprzywilejowani przez łaskę Bożą, która jest zawsze tym samym źródłem błogosławieństw dla wszystkich. Wiemy, że „wybór”, w każdej pracy budowlanej, nie wyklucza „jakości”, a jeśli człowiek nie oferuje wyższej jakości w służbie boskiej, to w żadnym przypadku nie może spodziewać się wyróżnienia tego wyboru. Zatem należy stwierdzić, że Bóg wzywa wszystkie swoje dzieci do współpracy w swojej wspaniałej pracy, ale tylko ci, którzy są oddani, wytrwali, pracowici i wierni, budują wieczne cechy, które czynią ich godnymi wielkich zadań.

84.
A zatem, uznając, że cechy są owocem naszych własnych dokonań, nigdy nie możemy zapominać, że boski wybór zaczyna się od indywidualnego wysiłku każdego z nas.
Teza towarzysza była wyjątkowo interesująca i pouczająca, jednak właśnie dotarliśmy do niewielkiego budynku, przed którym Sertório zatrzymał się i powiedział:
– To rezydencja Vieiry. Zobaczmy, co się dzieje.
Podążyłem za nim w milczeniu.
Chwilę później znaleźliśmy się w przytulnej sypialni, w której spał starszy mężczyzna, wydając z siebie dziwne dźwięki. Jego ciało perispiryczne było doskonale widoczne, połączone z ciałem fizycznym, choć częściowo od niego oddzielone. Obok niego stała niezwykła postać ubrana w całkowicie czarne szaty. Zauważyłem, że śpiący towarzysz pozostawał pod wpływem intensywnego lęku. Ostrożne krzyki wydobywały się z jego gardła. Dusił się, przepełniony niepokojem, podczas gdy ciemna postać wykonywała gesty, których nie potrafiłem zrozumieć.
Sertório zbliżył się do mnie i zauważył:
– Vieira przeżywa okrutny koszmar.
Wskazując na dziwną istotę, dodał:
– Myślę, że przyciągnął do siebie tego gościa, który go przeraża.
Rzeczywiście, bardzo delikatnie, mój rozmówca zaczął rozmawiać z tą smutną postacią:
– Czy jesteś krewnym towarzysza, który śpi?
– Nie, nie. Jesteśmy starymi znajomymi.
I, bardzo niecierpliwie, dodał:


85.
Dziś wieczorem Vieira przywołał mnie swoimi powtarzającymi się wspomnieniami i oskarżył o winy, których nie popełniłem, lekkomyślnie rozmawiając o mnie z rodziną. To, co naturalne, zasmuciło mnie. Czy to nie wystarczy, że już tyle wycierpiałem po śmierci? Czy muszę jeszcze słuchać fałszywych świadectw od złośliwych przyjaciół? Nie spodziewałem się takiego zachowania z jego strony, biorąc pod uwagę więzi, które łączyły nasze rodziny przez kilka lat. Vieira zawsze był osobą, której ufałem. Zaskoczony, postanowiłem poczekać na niego w czasie snu, by udzielić mu niezbędnych wyjaśnień.
Dziwny gość. Niemniej jednak zrobił pauzę, uśmiechnął się ironicznie i kontynuował:
– Gdy tylko zacząłem wyjaśniać mu sytuację z przeszłości, przedstawiając prawdziwe motywy moich działań i decyzji w życiu ziemskim – po to, by nie rozpowszechniał dalej nieprawdziwych informacji na mój temat, nawet jeśli nie czynił tego ze złej woli – Vieira przybrał ten wyraz przerażenia, który widzicie, i wygląda na to, że nie chciał wysłuchać mojej wersji prawdy.
Zainteresowany nową lekcją, zbliżyłem się do przyjaciela, którego ciało leżało w pozycji poziomej, i poczułem zimny pot przesiąkający kołdry. Nie wykazywał zrozumienia dla pomocy, którą mu przynosiłem – patrzył na nas z niepokojem i niezrozumieniem, co tylko spotęgowało głośne jęki, które wydobywały się z jego ust.
Czując milczącą dezaprobatę Sertória, mieszkaniec niższych sfer zwrócił się do niego w szczególny sposób:
– Czy pan uważa, że powinniśmy obojętnie znosić plotki i pomówienia? Czy niewierny przyjaciel, który po śmierci drugiego wykorzystuje jego milczenie, by go oczerniać i poniżać, nie zasługuje na potępienie i karę? Skoro Vieira uznał, że ma prawo mnie oskarżać, nie znając wszystkich szczegółów mojego życia, to czy nie jest sprawiedliwe, abym mógł wyjaśnić mu wszystko do końca?

86.
- Czy on nie wie, że zmarli nadal żyją? Czy nie wie, być może, że pamięć każdego towarzysza powinna być święta? No cóż! Sam już słyszałem, w mojej nowej roli ducha, długie przemowy na temat szacunku, jaki powinniśmy sobie wzajemnie okazywać... Czyż nie mam zatem uzasadnionych powodów, aby domagać się prawdziwego zrozumienia?
Zapytany wykonał gest pobłażania i zauważył:
– Może masz rację, mój drogi. Niemniej jednak sądzę, że powinieneś wybaczyć swojemu przyjacielowi! Jak można wymagać od innych postawy całkowicie poprawnej, skoro sami nie jesteśmy bez skazy? Miej spokój, bądźmy dla siebie nawzajem życzliwi!...
A podczas gdy byt medytował nad usłyszanymi słowami, Sertório zwrócił się do mnie dyskretnym tonem:
– Vieira nie będzie mógł wziąć dziś udziału w pracach.
Nie mogłem powstrzymać złego wrażenia, jakie wywołała ta scena. Być może spojrzałem błagalnie, broniąc sprawy biednego brata, niemal umierającego ze strachu, ponieważ pomocnik Aleksandra kontynuował:
– Usunięcie gwałtownie wizyty, której obecność on sam spowodował, nie jest zadaniem, które mógłbym wykonać w tej chwili. Ale możemy mu pomóc, budząc go.
I bez wahania potrząsnął śpiącym energicznie, wołając jego imię głośno. Vieira obudził się zdezorientowany, drżący, wyczerpany, i usłyszałem, jak wykrzyknął, bladnąc:
– Dzięki Bogu, obudziłem się! Co za straszny koszmar!... Czy możliwe, że walczyłem z duchem starego Barbosy? Nie! Nie mogę w to uwierzyć!...


87.
Nie widział nas ani nie rozpoznał obecności ducha w żałobie, który tam pozostał, aż nie wiem, jak długo. Gdy się oddaliliśmy, zauważyłem, że nadal zadawał sobie wewnętrzne pytania, zastanawiając się, co mógł zjeść na kolację, próbując usprawiedliwić swój okrutny strach fizjologicznymi wymówkami. Zamiast wsłuchać się w własne sumienie, które odnosiło się do złośliwości i lekkomyślności, starał się przenieść lekcję na poziom swojego żołądka, próbując uciec od rzeczywistości.
Sertório jednak nie dał mi czasu na dalsze refleksje. Przywołał mnie do natychmiastowego działania:
– Odwiedźmy Marcondesa. Nie mamy czasu do stracenia.
Za dwie minuty weszliśmy do kolejnego prywatnego mieszkania. Tym razem obraz był o wiele smutniejszy i bardziej przytłaczający. Marcondes rzeczywiście znajdował się tam, częściowo oddzielony od ciała fizycznego, które odpoczywało pod koronkowymi kołdrami, prezentując się ładnie. Nie odczuwał jednak lęku, jak poprzedni odwiedzany; zamiast tego przyjmował postawę relaksu, typową dla osób uzależnionych od opium. Obok niego stały trzy kobiece byty o kpiącym wyrazie twarzy, utrzymujące postawę mało budującą.
Gdy nas zobaczył, gospodarz mieszkania zaskoczył się w sposób wyraźny, szczególnie patrząc na Sertório, swojego najstarszego znajomego. Podniósł się zawstydzony i z trudem próbował wyjaśnić:
– Mój przyjacielu – zaczął mówić, zwracając się do pomocnika Aleksandra – wiem już, że przyszedłeś mnie odwiedzić... Nie wiem, jak wyjaśnić to, co się dzieje...
Nie był jednak w stanie kontynuować i schował głowę w dłoniach, jakby chciał się ukryć przed samym sobą.


88.
W tym momencie tej krępującej sceny upewniłem się bez cienia wątpliwości, że istoty, które nas odwiedzały, należały do najgorszego rodzaju spośród tych, które znałem z obszarów cieni( Przypisy kontekstowe:
W literaturze spirytystycznej, szczególnie inspirowanej doktryną Allana Kardeca oraz dziełami psychografowanymi przez Chico Xaviera, "obszary cieni" to metaforyczne określenie niższych sfer duchowych, zamieszkałych przez dusze, które po śmierci fizycznej nie przeszły jeszcze procesu moralnego oczyszczenia. Są to miejsca często związane z cierpieniem, nienawiścią i przywiązaniem do ziemskich namiętności)
Rozdrażnione być może wycofaniem się towarzysza, który okazywał się smutny i upokorzony, wybuchły głośną wrzawą, zbliżając się do nas z większą intensywnością, bez najmniejszego szacunku.
– Niemożliwe, żeby odebrali nam Marcondesa! – powiedziała jedna z nich z naciskiem. – W końcu przybyłam z bardzo daleka, żeby tak po prostu stracić czas!
– To on sam nas wezwał na dzisiejszą noc – zawołała druga, bezczelnie – i w żaden sposób się nie oddali.
Sertório słuchał spokojnie, okazując głębokie współczucie.
Trzecia istota, która zdawała się mieć bardziej rozwinięte niższe instynkty, podeszła do nas z przerażającym, sarkastycznym uśmiechem i powiedziała, dając mi do zrozumienia, że to nie był pierwszy raz, gdy Sertório odwiedzał to miejsce w podobnym celu i okolicznościach:
– Panowie, jesteście tylko intruzami. Marcondes jest słaby i pozwala się zdominować przez waszą obecność. My jednak podejmiemy kontratak. Nie uda się wam wyrwać nam naszego ulubieńca.
I śmiejąc się ironicznie, dodała:
– My również mamy własny kurs przyjemności². Marcondes się nie oddali.
Mimo moich impulsów, Sertório nie okazywał najmniejszego zainteresowania. Słowa i zachowanie tej istoty jednak bardzo mnie irytowały.
Obok mnie pomocnik Alexandre’a³ zachowywał się z ogromną życzliwością. Sama ofiara pozostawała pokorna i smutna.
Dlaczego więc takie obelgi?

89.
Miałem już coś powiedzieć, aby wyjaśnić sprawę w precyzyjnych kategoriach, gdy Sertório mnie powstrzymał:
– André, opanuj się! Jedna minuta uważnej rozmowy z prowokującymi pokusami niższego planu może sprawić, że stracimy całe stulecie.
Następnie, z godnym pozazdroszczenia spokojem, zwrócił się do zainteresowanego, pytając bez cienia nagany:
– Marcondesie, co mam dziś o tobie powiedzieć, mój przyjacielu?
Wezwany odpowiedział ze łzami w oczach i upokorzony:
– Och, Sertório, jak trudno jest utrzymać serce na ścieżkach prawości! Wybacz mi... Nie wiem, jak to się stało... Nie potrafię się wytłumaczyć!
Ale Sertório wydawał się mało skłonny do pielęgnowania użalania się nad sobą i, wykazując duże zainteresowanie wykorzystaniem czasu, przerwał mu:
– Tak, Marcondesie. Każdy wybiera towarzystwo, które mu odpowiada. W przyszłości zrozumiesz, że jesteśmy twoimi wiernymi przyjaciółmi i życzymy ci wszystkiego, co najlepsze.
Kobiety zareagowały kolejną serią szyderczych uwag. Marcondes znów zaczął się użalać, ale wysłannik Aleksandra, bez wahania, ujął moją prawą dłoń i wróciliśmy na publiczną drogę.
– Wróćmy natychmiast – powiedział stanowczo.
– I co teraz? – zapytałem – Nie zamierzasz go obudzić?
– Nie. Nie możemy tu działać w ten sam sposób. Marcondes powinien pozostać w tej sytuacji, aby jutro nieprzyjemne wspomnienie było trwalsze, wzmacniając w nim wstręt do zła.
– Więc co powinniśmy zrobić? – zapytałem zdumiony.

90.

– Poinformujemy naszego przewodnika o tym, co się dzieje – odparł Sertório spokojnie – to właśnie należy do nas doprowadzić do skutku.
I, streszczając długie rozważania, które mógłby wygłosić na ten temat, podkreślił:
– Na razie, André, wzywa nas wyższy obowiązek na polu naszej drogi ku Bogu. Jednak gdy zakończą się nocne instrukcje, wrócę, by zobaczyć, co da się zrobić na korzyść naszych biednych przyjaciół. W tej chwili nie powinniśmy tracić minut. Wykłady Aleksandra nie służą jedynie do przygotowania naszych braci, którzy wciąż są związani cielesnymi powłokami na powierzchni Skorupy; są również cenne dla nas, którzy musimy wzbogacić nasze możliwości, by skutecznie wspierać towarzyszy wcielonych.
– Tak, zgadzam się – odpowiedziałem. – Niemniej jednak sytuacja Vieiry i Marcondesa głęboko mnie porusza.
Sertório jednak przerwał mi, kończąc z pewnością siebie:
– Zachowaj to uczucie, które jest święte; nie narażaj się jednak na chorobliwy sentymentalizm. Bądź spokojny, jeśli chodzi o pomoc, która nie zabraknie im w odpowiednim momencie. Nie zapominaj jednak, że skoro sami zakuli swoje serca w takie kajdany, naturalne jest, że zdobędą pewne pożyteczne doświadczenie za cenę własnego rozczarowania.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Następna

Wróć do Literatura spirytystyczna

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość