Hmmm, trzy w jednym, bo i Zielona i góra i Cieszyn, a mimo to jakże mało radości... Zadumałam się dlaczego? Może w istocie jest tak, że nie chodzi tu o przywołanie demona, a raczej odwrotnie, o uwolnienie się od niego... wreszcie. Kiedy bowiem uzależnimy nasze szczęście, całe życie od tego, co inni pomyślą, powiedzą, jak zareagują, jaką etykietkę nam przylepią, czy polubią czy nie polubią, to nie wydaje mi się, byśmy szczęścia doświadczyli kiedykolwiek.
Tak to mniej więcej wygląda z mojego punktu widzenia, z którym można się zgodzić albo i nie, nie ważne. Warto jednak i taką opcję wziąć pod uwagę. Oby pomogło.
Pozdrawiam serdecznie!:)
m.