Zapamiętałem dokładnie, że nie było żadnych szczegółów, żadnych migających światełek, okienek, poświaty, idealnie wyraźna bryła, trochę wydłużone jajo z obydwiema idealnie zaokrąglonymi końcami.
W stronę tego złotego leciały z dachów domów czarne mgły, chmury ale nie widać było żeby się tym przejmował, złoty dla odmiany był idealna kulą, przyglądałem mu się z godzinę, ale było zimno, wiatr i w końcu poszedłem do domu.
