autor: Mirek » 13 lis 2016, 18:17
Poniżej przytaczam fragment "Rozmów z Bogiem" N.D. Walscha, który idealnie pasuje do tego tematu:
"(...)Zgadza się. Lecz kiedy was tworzyłem, nie powołałem was do jednorazowego istnienia, ułamka czasu w skali wszechświata, nie skazałem was na nieuchronne błądzenie i liczenie na jakiś cud na koniec. Próbowałem wyobrazić sobie taki układ, ale nadal nie umiem powiedzieć, jaki miałbym w tym cel.
Wy również nie potraficie tego odgadnąć. Dlatego powtarzacie: “Niezbadane są drogi Pana", i tym podobne sentencje. Ale Ja nie działam po kryjomu. Wszystko, co czynie, ma swój powód i jest kryształowo jasne. Tłumaczyłem, po co was stworzyłem i jaki jest cel waszego istnienia, wiele razy w trakcie tego dialogu.
Reinkarnacja doskonale przystaje do tego celu, którym jest Moje tworzenie i doświadczenie, Kim Jestem za pośrednictwem was, w kolejnych waszych żywotach, oraz za pośrednictwem innych istot obdarzonych świadomością, jakie umieściłem we wszechświecie.
Więc ISTNIEJE życie na innych -
Oczywiście, że tak. Naprawdę uważasz, że jesteście zupełnie sami w tym olbrzymim wszechświecie? Ale ten temat poruszymy później...
...Obiecujesz?
Obiecuje.
Zatem twoim celem jako duszy jest doświadczenie siebie jako Całości. My wszyscy ewoluujemy. Stajemy się.
Czym? Nie wiemy! I nie dowiemy się, dopóki tam nie dotrzemy! Ale sama podróż sprawia Nam radość. I jak tylko “tam dotrzemy", jak urzeczywistnimy kolejna najwyższa idee samych siebie, wymyślimy jeszcze wspanialsza, jeszcze szczytniejsza, i radość nie będzie miała końca.
Nadążasz?
Tak. Mógłbym już to niemal przytoczyć słowo w słowo.
To dobrze.
Wiec... w życiu chodzi o zdecydowanie, Kim Jesteś W Istocie, i bycie tym. Robisz to codziennie. Każdym swym czynem, myślią, słowem. Tak przedstawia się prawda.
W takiej mierze, w jakiej jesteś zadowolony ze swego – Kim Jesteś w obecnym doświadczeniu – będziesz się go trzymał, dokonując jedynie drobnych poprawek tu i ówdzie w drodze do doskonałości.
Paramahansa Yogananda stanowi przykład osoby bliskiej osiągnięcia “ideału" pod względem uzewnętrznienia swojego o sobie mniemania. Miał bardzo jasny pogląd na to, kim jest i jaka wieź łączy go ze Mną, i starał się to wyrazić swoim życiem. Pragnął doświadczyć swej idei samego siebie w rzeczywistości, poznać ja doświadczalnie.
Tak samo postąpił Babę Ruth. Miał bardzo jasny pogląd na to, kim jest i jaka wieź łączy go ze Mną, i starał się to wyrazić swoim życiem. Pragnął doświadczyć swej idei samego siebie w rzeczywistości, poznać ją doświadczalnie.
Niewielu ludzi sięga tego poziomu. Ma się rozumieć, Mistrz i Babę różnili się całkowicie w swych zapatrywaniach na siebie mimo to obaj znakomicie je przedstawili w życiu.
Zupełnie inaczej wyobrażali też sobie Mnie, to pewne, wychodzili z odmiennych założeń na Mój temat i stosunku, jaki łączy ich ze Mną. I te różnice znalazły odbicie w ich myślach, słowach i czynach.
Jeden emanował spokojem i pogodę ducha i zsyłał pokój i pogodę ducha na innych. Drugim targały rozterki, niepokój i czasami złość (zwłaszcza gdy nie mógł postawić na swoim) i przenosił niepokój na innych.
Obaj byli dobroduszni – łagodniejszego niż Babę ze świecą by szukać – a różnica miedzy nimi polegała na tym, że jeden nie posiadał właściwie żadnych dóbr materialnych, lecz nigdy nie pragnął niczego ponad to, co dostał, zaś drugi “miał wszystko", lecz nigdy nie dostał tego, czego naprawdę pragnął.
Gdyby Babe'a Rutha czekał taki koniec, przypuszczam, że byłoby nam smutno z tego powodu, lecz dusza, która wcieliła się jako Babę Ruth, jest jeszcze daleko od kresu wędrówki zwanej ewolucją. Miała sposobność dokonania przeglądu doświadczeń, jakie zgotowała sobie oraz innym, i stanęła przed wyborem, czego doświadczyć następnie w swym dążeniu do stwarzania i odtwarzania siebie w coraz doskonalszym wydaniu.
Przerwiemy na tym naszą opowieść o tych dwóch duszach, gdyż obie dokonały już następnego wyboru – i doświadczają już jego skutków.
To znaczy, że wcieliły się w nowe ciała?
Błędem byłoby sądzić, że reinkarnacja – przybranie koleinęj fizycznej postaci – stanowiła jedyną dostępną dla nich możliwość.
Jakie są te inne możliwości?
Takie, jakich sobie zażyczą.
Wyjaśniałem już, co dzieje się po tak zwanej “śmierci".
Niektóre dusze czują, że wiele jeszcze chciałyby się dowiedzieć, więc trafiają do “szkoły", zaś inne dusze – “stare", jak je określacie – je uczą. Czego je uczą? Że nie ma nic, co musiałyby poznawać. Że nigdy nie musiały niczego się uczyć. Że wystarczy tylko sobie przypomnieć. Pamiętać, Kim i Czym Są W Istocie.
“Dowiadują się", że doświadczyć Swej Prawdziwej Istoty można przez bycie Nią. Przypomina im się o tym w sposób łagodny, obrazowo.
Pozostałe dusze już o tym pamiętają, gdy docierają na “druga stronę". (Posługuje się znajomymi wam określeniami, aby same słowa nie stały na przeszkodzie rozumieniu.) Dusze te mogę od razu przejść do radosnego spełnienia swych życzeń odnośnie tego, czym pragną “być". Mogą wybrać spośród miliona, zyliona Moich przejawów i doświadczyć tego natychmiast. Może to się wiązać z przybraniem fizycznej postaci.
Dowolnej? Dowolnej.
Więc to prawda, że dusze mogą wcielać się w zwierzęta – że Bóg może być krową? A krowy są naprawdę święte?
(Ah-mh) Przepraszam.
Miałeś całe życie na odgrywanie komika estradowego. I, nawiasem mówiąc, patrząc na twoje życie, można powiedzieć, że udało ci się zmienić je w komedie.
Brrram! Ale mi dołożyłeś. Orkiestra tusz!
Dzięki, dzięki.
Ale żarty na bok, panowie... Odpowiedź brzmi – tak, dusze mogą wracać pod postacią zwierząt. Pytanie, czy chcą? Raczej nie.
Czy zwierzęta mają dusze?
Jeśli choć raz zaglądałeś zwierzęciu w oczy, znasz już odpowiedź na to pytanie.
Więc skąd mogę wiedzieć, że to nie moja babcia, wcielona w mojego kota?
Proces, o którym tu mowa, jest ewolucja. Samo--tworzeniem i ewolucja. A ewolucja zmierza tylko w jedna stronę. Wzwyż. Zawsze wzwyż.
Największym pragnieniem duszy jest doświadczać wciąż wyższych aspektów siebie. Dlatego pnie się do góry, nie w dół, po ewolucyjnej skali, aż osiągnie nirwanę – całkowity Jedność ze Wszystkim. Czyli ze Mną.
Lecz skoro dusza pragnie doświadczać siebie w coraz wyższym wydaniu, po co zadawałaby sobie trud przybierania ponownie ludzkiej postaci? To z pewnością nie przybliża jej do celu.
Jeśli dusza po raz kolejny się wciela, to po to, aby dalej doświadczać i dalej ewoluować. Wiele poziomów ewolucji można zaobserwować u ludzi. Można wcielać się wiele razy – setki – i piać się wciąż wzwyż.
Lecz nie da się tego pogodzić z powrotem do niższych form życia. Stad powrót taki nie następuje. Nie przed osiągnięciem przez dusze ostatecznego zjednoczenia ze Wszystkim Co Jest.
Z tego wynika, że muszą powstawać “nowe dusze", wcielające się w niższe formy życia.
Nie. Każda istniejąca dusza została stworzona Jednocześnie. Jesteśmy tu wszyscy Teraz. Ale jak już tłumaczyłem, kiedy dusza (cząstka Mnie) osiąga ostateczne spełnienie, ma możliwość “rozpoczęcia od nowa", “zapomnienia", aby mogła stworzyć siebie od podstaw jeszcze raz. W ten sposób Bóg nieustannie na nowo doświadcza siebie.
Dusza może wybrać “wtórny obieg" po niższych formach życia, ilekroć zechce.
Bez reinkarnacji – bez możliwości powrotu do postaci fizycznej – dusza musiałaby osiągnąć wszystko, do czego dąży, w ramach jednego życia, a to o wiele krócej niż jedno mgnienie na kosmicznym zegarze.
Zatem tak, reinkarnacja jest faktem. Jest prawdziwa, celowa i doskonała.
Dobrze, ale jedna rzecz nie daje mi spokoju. Powiedziałeś, że czas nie istnieje, że wszystko dzieje się naraz, teraz. Zgadza się?
Zgadza się.
Następnie dałeś do zrozumienia, że wszyscy istnieje my “cały czas" na różnych poziomach, czy też w różnych punktach, w kontinuum czasoprzestrzennym.
Tak jest naprawdę.
W porządku, lecz od tego właśnie wszystko się gmatwa. Jeśli moje jedno “ja" w kontinuum czasoprzestrzennym “umiera", a potem powraca tutaj jako inna osoba... to... to kim ja właściwie jestem? Musiałbym w takim razie istnieć w dwóch osobach jednocześnie. A jeśli to powtarza się przez całą wieczność, jak twierdzisz, wówczas jestem setką ludzi naraz! Tysiącem. Milionem. Milionem wersji miliona osób w milionie punktów w czasoprzestrzennym kontinuum.
Tak.
Nie mogę tego pojąć. Mój umysł nie jest w stanie tego ogarnąć.
Właściwie, poradziłeś sobie z tym bardzo dobrze. To niesłychanie zawiłe zagadnienie, a ty się z nim całkiem nieźle uporałeś.
Ale... ale... jeśli to prawda, wówczas “ja" – ta cząstka “mnie", która jest nieśmiertelna – muszę ewoluować na miliard różnych sposobów pod miliardem postaci w miliardzie punktów na Kosmicznym Kole w wiecznej chwili teraźniejszości.
I znów masz racje. To właśnie robię. Nie, nie. Powiedziałem, że to ja muszę robić. Racja. To właśnie powiedziałem.
Nie, nie, moje słowa -
Wiem, jakie były twoje słowa. Całe zamieszanie wynika stad, że ty ciągłe upierasz się przy rozgraniczaniu siebie i Mnie.
A jest tylko jeden z Nas?
Nigdy nie było nas więcej, nigdy. Dopiero teraz to spostrzegłeś?
Chcesz powiedzieć, że cały ten czas rozmawiałem sam ze sobą?
Coś w tym rodzaju. To znaczy, że nie jesteś Bogiem?
Tego nie powiedziałem. Czyli jesteś Bogiem?
Owszem.
Lecz jeśli Ty jesteś Bogiem, i Ty jesteś mną a ja Tobą – wtedy... wtedy... ja jestem Bogiem!
Jesteś Bogiem. Zgadza się. Nazwałeś rzecz po imieniu.
Lecz nie tylko jestem Bogiem – jestem też wszystkimi innymi ludźmi.
Tak.
Czy to oznacza, że nikt i nic nie istnieje oprócz mnie?
Czyż nie rzekłem: Ja i Mój Ojciec jesteśmy Jednym?
Owszem, ale...
/ czy nie rzekłem też: Wszyscy jesteśmy Jednym?
Tak. Ale nie wiedziałem, że należy to rozumieć dosłownie. Myślałem, że mówisz w przenośni. Sądziłem, że to bardziej formuła filozoficzna niż stwierdzenie faktu.
To jest stwierdzenie faktu. Wszyscy stanowimy Jedno. To właśnie kryje się pod słowami: “Cokolwiek uczyniliście najmniejszemu spośród mych braci... mnieście uczynili". (...)"
„Osądzanie, obrazy i jakakolwiek wewnętrzna agresja wobec siebie jest ukrytym życzeniem sobie śmireci."