Już jako dziecko zaczęłam podejrzliwie patrzyć na mięso. Nie było ono dla mnie takim samym produktem żywnościowym jak inne. Nie mogę powiedzieć, że mi nie smakowało, bo smakowało, nawet surowe, a parówki to i do dziś potrafią się mi przyśnić. Jednak z wiekiem rosło we mnie przekonanie, że to jest złe postępowanie. Że nie wolno zabijać. Patrzyłam na kotleta i widziałam krowę. A ja naprawdę kocham zwierzęta, rośliny zresztą też, mam mocny kontakt z przyrodą. Nie zabijam jeśli nie jestem do tego zmuszona, czyli pająki i złotooki wynoszę na zewnątrz. Komary zabijam w ramach samoobrony i gdyby zaatakował mnie pies i musiałabym go zabić, to pewnie bym to zrobiła. W ogródku też stosuję środki przeciw szkodnikom jak opuchlaki czy mszyce. Wykopane larwy turkucia podjadka rzucam kawkom na pożarcie. Także jak widać żyjemy w świecie mocno niedoskonałym, życie nie jest czarno-białe, chodzi o to, by podejmować jak najlepsze decyzje.
Chcę jeszcze poruszyć kwestię czucia się lepszym od innych. Zastanawia mnie dlaczego widzicie to jako coś złego? Jestem z siebie dumna, że wraz z rozwojem duchowym weszłam na etap, gdy zdaję sobie sprawę ze zła, jakie niesie ze sobą jedzenie mięsa i kierując się własnymi uczuciami, i zapewne podszeptami dobrych duchów, zdecydowałam się wejść na ścieżkę wegetarianizmu. Jeśli ktoś kończy klasę świadectwem z czerwonym paskiem, to dlaczego nie może się czuć lepszy od tych, którzy mają tróje? Ma udawać, że ten czerwony pasek nic nie znaczy? Uważam, że pod względem diety wegetarianie stoją na wyższym poziomie rozwoju niż mięsożercy. Źródła spirytystyczne wypowiadają się na ten temat jednoznacznie. Ponoć w przyszłości wszyscy Ziemianie mają nie jeść mięsa.
Chciałbym, abyście dobrze zrozumieli, co mam na myśli. Bo generalnie WCALE nie czuję się lepsza od innych. Mam takie silne wewnętrzne przekonanie, że wszyscy ludzie są równi, ba! że wszystkie istoty są sobie równe! To przekonanie kazało mi przestać jeść mięso. Dlaczego mam być lepsza od krowy, która jest tym samym co ja, tylko na niższym stopniu rozwoju duchowego? Jakie mam prawo, by żyć kosztem jej życia?
Z drugiej strony wychodzę z założenia, że dieta jest osobistym wyborem. Jeśli ktoś wybiera czynić zło, i do tego to jest prawnie legalne, to nie mogę mu tego zabronić. To tak, jak z paleniem papierosów - każdy wie, że to jest złe, ale jest legalne. Możesz palaczowi mówić, że nie powinien, że to jest szkodliwe i w ogóle, ale w gruncie rzeczy to jego wybór. Czy w związku z tym osoba niepaląca nie ma prawa czuć się lepsza od kogoś, kto pali? Przecież postępuje właściwie w przeciwieństwie do palacza. Tak samo jest z dietą wegetariańską i postawą wegetarian.
Dla równowagi to działa też w drugą stronę. Odbieram Brutala jako osobę będącą na wyższym poziomie rozwoju pod względem diety niż ja. W porównaniu z nim to ja mam tróje, a on świadectwo z czerwonym paskiem... Nie wiem czy w tym życiu dam radę, ale kiedyś chciałabym przejść na weganizm i w ogóle na witarianizm. Na razie jakoś się mi to nie udaje.
Na koniec proszę, abyście nie rozbierali na części pierwsze moich porównań do świadectw i palenia papierosów, bo chciałam tylko dać przykład.
