Strona 1 z 2

Kraina Miłości

Post: 13 sty 2015, 10:25
autor: Mirek
KRAINA MIŁOŚCI
Gdybyśmy tak naprawdę odrzucili iluzje, wraz z tym co nam dają lub czego nas pozbawiają, bylibyśmy czujni. Konsekwencje niepodjęcia takiego działania są przerażające i nie do uniknięcia. Tracimy zdolność przeżywania miłości. Jeśli chcesz kochać, musisz na nowo nauczyć się patrzeć, a jeśli chcesz wiedzieć, musisz rzucić swój nałóg. Tylko tyle.
Wyzwól się ze swej zależności. Rozerwij siec, jaka omotało cie społeczeństwo dławiąc twe jestestwo. Musisz się uwolnić. Na zewnątrz wszystko będzie szło jak dawniej, ale pomimo iż nadal będziesz w święcie, nie będziesz już z tego świata. W głębi serca staniesz się wolny, w końcu całkowicie samotny. Twoja zależność od narkotyku całkowicie obumrze. Nie musisz iść na pustynie, jesteś pośród ludzi, ciesz się ich obecnością. Nie maja już jednak władzy nad
tobą, która pozwala im uszczęśliwiać lub unieszczęśliwiać ciebie. To właśnie oznacza samotność. W takim odosobnieniu twoja zależność obumiera. Rodzi się zdolność do miłości.
Nie spoglądaj już na innych jak na środek narkotycznego zaspokajania. Tylko ten, kto już tego próbował, zna okropności tego procesu. Jest jak zaproszenie do śmierci. Jest jak zabranie biednemu narkomanowi jedynej radości życia, jaka znal. Czy da się zastąpić ja smakiem chleba i owoców, czystym tchnieniem porannego powietrza, słodyczą wody z górskiego potoku? Walcząc z objawami głodu i pustka w sobie, których doświadcza teraz, gdy nie
dostaje narkotyku, niczym tej pustki nie jest w stanie zapełnić. Czy moglibyście wyobrazić sobie życie, w którym wyrzekacie się przyjemności czerpanej z jednego choćby słowa uznania lub oparcia głowy na czyimś ramieniu, dodającego trochę otuchy? Pomyślcie o życiu, w którym nie jesteście emocjonalnie od nikogo zależni; tak, że nikt nie ma już mocy uszczęśliwiania lub unieszczęśliwiania was. Nie zgadzacie się na to, by potrzebować jakiejś konkretnej osoby, aby być kimś szczególnym dla kogoś, ani na to, by zwać kogoś „swoim”.
Ptaki maja swe gniazda, lisy swe nory, ale ty nie będziesz miał gdzie schronić głowy w swej podróży przez życie. Jeśli kiedykolwiek dotrzesz do tego stanu, dowiesz się w końcu, co to znaczy widzieć w sposób jasny, nie zamglony lekiem ani pragnieniem. Każde słowo ma wówczas swoja wagę. Widzieć w sposób jasny i nie przyćmiony przez lek i pragnienia.
Poznasz wówczas, co to znaczy kochać. Aby jednak dojść do krainy miłości, trzeba przejść przez ból śmierci, gdyż kochać ludzi oznacza nie potrzebować ich, umrzeć dla tej potrzeby i być całkowicie samotnym.
Jak można tam się dostać? Dzięki nieustannej świadomości, poprzez nieskończoną cierpliwość i współczucie, jakie miałbyś dla narkomana. Przez rozwijanie w sobie chęci kosztowania tego, co w życiu dobre, jako przeciwwagi wobec narkotyku. Co zaś jest w życiu dobre? Umiłowanie pracy, która lubisz wykonywać dla niej samej, umiłowanie śmiechu i bliskości z ludźmi, do których się nie przywiązujesz, nie uzależniasz emocjonalnie, choć ich towarzystwo przynosi ci radość. Dobrze jest oddać się takiemu działaniu, w które możesz zaangażować się całym sobą; działaniu, które samo w sobie przynosi ci tyle radości, że sukces, uznanie czy aprobata po prostu nie maja żadnego znaczenia. Pomocny może też okazać się powrót do natury. Porzuć tłum, idź w góry i w ciszy obcuj z drzewami, kwiatami, zwierzętami, ptakami, z morzem, chmurami, niebem i gwiazdami.
Mówiłem już wam o tym, jakim ćwiczeniem duchowym jest przypatrywanie się przedmiotom, uświadamianie sobie ich obecności wokół siebie. Trzeba mieć nadzieje, że słowa znikną, pojęcia rozpłyną się, a ty zobaczysz i wejdziesz w kontakt z rzeczywistością.
Jest to lekarstwo na samotność. Zazwyczaj usiłujemy leczyć swa samotność poprzez emocjonalne uzależnianie się od innych ludzi, poprzez liczne towarzystwo i hałas. To nic nie daje. Wróć do przedmiotów, wróć do przyrody, idź w góry. Wówczas poznasz, że serce przywiodło cie na rozległa pustynie osamotnienia, że nie ma tam nikogo, kto by cie pocieszył, absolutnie nikogo.
Z początku będzie się to wydawać nie do zniesienia, ale tylko dlatego iż nie jesteś nawykły do samotności. Jeśli zdołasz wytrwać przez jakiś czas, pustynia nagle zakwitnie miłością. Twoje serce wybuchnie śpiewem. Będzie tam panowała wieczna wiosna, porzucisz narkotyk i staniesz się wolny. Pojmiesz wówczas, czym jest wolność, czym jest miłość i szczęście; czym jest rzeczywistość, prawda, czym jest Bóg. Będziesz wiedział, wiedza twa wkroczy poza pojęcia i uwarunkowania, nałogi i przywiązania. Czy pojmujesz sens tego, co mówię? Pozwól, bym zakończył ten wywód uroczym opowiadaniem.
Był sobie człowiek, który wynalazł sztukę rozpalania ognia. Wziął wiec swoje narzędzia i powędrował do pewnego plemienia żyjącego na północy, gdzie było bardzo zimno, dotkliwie zimno. Nauczył tamtejszych ludzi, jak rozpalać ogień. Ludzie byli bardzo tym zainteresowani. Pokazał im, jak można wykorzystać ogień - do gotowania, ogrzewania
itp. Byli tak wdzięczni, że nauczyli się sztuki krzesania ognia. Nim jednak zdołali swa wdzięczność wyrazić, mężczyzna zniknął. Nie zależało mu ani na wdzięczności, ani na uznaniu. Zależało mu na tym, by im się lepiej wiodło. Następnie powędrował do innego szczepu, gdzie znowu zademonstrował wartość swego wynalazku. Tu także ludzie wykazali spore zainteresowanie, trochę zbyt duże, by mogło ujść uwadze kapłanów, którzy spostrzegli,
że człowiek ten przyciąga wielkie tłumy, a oni tracą na popularności. Postanowili wiec pozbyć się przybysza. Otruli go, ukrzyżowali - możecie ująć to, jak chcecie. Obawiali się jednak, że ludzie mogliby zwrócić się przeciwko nim, byli wiec bardzo rozważni, a nawet podstępni. Wiecie, co zrobili? Umieścili portret tego człowieka na głównym ołtarzu świątyni.
Narzędzia do krzesania ognia położono obok, a ludziom nakazano oddawać cześć portretowi i narzędziom do krzesania ognia, zaś oni czynili tak przez wieki. Trwał kult, ale nie było ognia.
Gdzie jest ogień? Gdzie jest narkotyk wykorzeniony z ciebie? Gdzie jest wolność? Tego właśnie dotyczy duchowość. Jest czymś tragicznym, że tracimy te sprawy z pola widzenia. Ich właśnie dotyczą słowa Jezusa Chrystusa. Ale my poświeciliśmy nadto uwagi słowom: „Panie, Panie” - prawda? Gdzie jest ogień? A jeśli kult nie daje ognia, jeśli adoracja nie prowadzi do miłości, jeżeli liturgia nie prowadzi do jasnej percepcji rzeczywistości i Bóg nie wiedzie do życia, to czemu służy religia? Poza tym że tworzy jeszcze więcej podziałów, konfliktów i fanatyzmu? To nie z powodu braku religii - w zwykłym tego słowa znaczeniu - cierpi świat, ale z braku miłości, braku świadomości. A miłość rodzi się poprzez świadomość.
Nie ma innej drogi. Nie ma. Pojmij, jakie zapory budujesz na drodze miłości, wolności i szczęścia, a wówczas one znikną. Zapal światło świadomości, a ciemności się rozproszą.
Szczęście nie jest czymś, co możesz nabyć, miłość nie jest czymś, co możesz wyprodukować, miłość nie jest czymś, co możesz posiadać. Miłość jest czymś, co może cie posiąść. Nie możesz wejść w posiadanie wiatru, gwiazd lub deszczu. Nie posiadasz ich, poddajesz im się.
Oddanie im może nastąpić jedynie wówczas, gdy świadom będziesz swoich iluzji, swoich nałogów, pragnień i leków. Jak już mówiłem poprzednio, w pierwszej kolejności wielce pomocny może tu się okazać psychologiczny wgląd, ale nie analiza - analiza paraliżuje.
Wgląd nie musi być analiza. Dobrze to ujął jeden z amerykańskich terapeutów: „Liczy się jedynie okrzyk: aha”. Samo analizowanie nic nie daje, dostarcza tylko informacji. Jeśli natomiast prowadzi do okrzyku „aha”, staje się wglądem. Oznacza zmianę. Po drugie, ważne jest zrozumienie swego uzależnienia. Potrzebujesz na to czasu. Niestety, ogromna ilość czasu poświęconego na przykład obrzędom lub śpiewaniu hymnów i pieśni, mogłaby być owocnie
wykorzystana dla zrozumienia siebie. Wspólne obrzędy liturgiczne nie tworzą wspólnoty. W głębi serca wiecie o tym, tak jak i ja, że obrzędy te służą jedynie zamazywaniu różnic.
Wspólnota tworzy się poprzez zrozumienie przeszkód, jakie stawiamy na jej drodze, poprzez zrozumienie konfliktów zrodzonych przez nasze leki i pragnienia. W tym momencie powstaje wspólnota. Musimy zawsze mieć się na baczności, aby nie uczynić z obrzędów po prostu dodatkowej odskoczni od ważnych spraw życia. A życie nie oznacza pracy w rządzie ani bycia ważnym biznesmenem, ani zajmowania się dobroczynnością. To nie jest życie. Życie to odrzucanie wszelkich przeszkód i zanurzanie się w chwili obecnej z cała świeżością. „Ptaki (...) nie sieja i nie żną, i nie zbierają do spichlerzy”... to jest życie. Przypatrzcie się kwiatom polnym, nie pracują i nie przędą.


Anthony de Mello

Re: Kraina Miłości

Post: 13 sty 2015, 13:43
autor: Krzysztoff
Przekaz jest dosyć kontrowersyjny albo może źle przetłumaczony .

Przede wszystkim razi mnie w wypowiedziach de Mello , że w jakiś sposób obwinia społeczeństwo za to jacy jesteśmy za stan umysłu a właśnie społeczeństwo - to grupa ludzi i jego działania są wypadkową tego jacy jesteśmy - to nie jest żadna złowroga siła.
Czy społeczeństwo nas programuje ? Na pewno tych co chcą być zaprogramowani, ci co nie chcą znajdą sobie odpowiedni system wartości.

Co do relacji z 2-gim człowiekiem , to oczywista zgoda że uzależnienie wynika z oczekiwań wobec 2-giego człowieka. Czym mniej oczekiwań tym mniejsze uzależnienie - natomiast myślę że tutaj też potrzebny jest pewien umiar, do wypełniania naszych obowiązków ziemskich i naszych lekcji jest potrzebne zaangażowanie i czasami też ból.

Myślę że człowiek obawiający się obsesyjnie bólu i zaangażowania , czy stworzenia związku opartego też na oczekiwaniach - nie jest w stanie dobrze funkcjonować w społeczeństwie , grupie, wspólnocie , co za tym idzie nie osiągnie tego szczęścia o którym mówi de Mello .

Myślę że wielu myślicieli gubi się , gdy mówimy o relacjach wiele do wielu, czyli rozpatrujemy człowieka , nie jako jednostkę w pustce ale jednostkę żyjącą wśród wielu jednostek które na siebie oddziałują wolną wolą; .

Nie jestem przekonany czy szczęście daje "uwolnienie się od uzależnienia od innych ludzi" - nie wydaje mi się , jesteśmy naturalnie uzależnieni od siebie - to jest normalne i potrzebne (matka-dziecko, mąż- żona) , ból po stracie też jest naturalny i normalny , potrzebny, głęboko ludzki , nie ma się co przeciw temu buntować.

Myślę że szczęście daje - poczucie celu w życiu , podążania za wyższymi wartościami , rozwój , czynienie dobra BEZ OCZEKIWAŃ , ale też (jak mówi de Mello ) - zrozumienie że szczęście nie zależy od warunków zewnętrznych - tylko jest stanem naszego umysłu, stosowanie do wszystkiego UMIARU

Re: Kraina Miłości

Post: 13 sty 2015, 14:19
autor: cthulhu87
Krzysztoff pisze:Przede wszystkim razi mnie w wypowiedziach de Mello , że w jakiś sposób obwinia społeczeństwo za to jacy jesteśmy za stan umysłu a właśnie społeczeństwo - to grupa ludzi i jego działania są wypadkową tego jacy jesteśmy - to nie jest żadna złowroga siła.


W których wypowiedziach de Mello sugerował, że społeczeństwo jest jakąś "złowrogą siłą", nową jakością, niezależną od jednostek, które wchodzą jego skład? de Mello mówił po prostu o wpływie ludzi na ludzi - czasami w kontekście wpływu ludzi dorosłych, wcześniej ukształtowanych na dzieci, które w toku socjalizacji przyjmują idee dorosłych, a dorastając uzależniają od tego swoje szczęście.

Krzysztoff pisze:Myślę że człowiek obawiający się obsesyjnie bólu i zaangażowania , czy stworzenia związku opartego też na oczekiwaniach - nie jest w stanie dobrze funkcjonować w społeczeństwie , grupie, wspólnocie , co za tym idzie nie osiągnie tego szczęścia o którym mówi de Mello .


Człowiek obsesyjnie obawiający się bólu i zaangażowania według myśli de Mello jest właśnie człowiekiem zaprogramowanym.

Nie jestem przekonany czy szczęście daje "uwolnienie się od uzależnienia od innych ludzi" - nie wydaje mi się , jesteśmy naturalnie uzależnieni od siebie - to jest normalne i potrzebne (matka-dziecko, mąż- żona) , ból po stracie też jest naturalny i normalny , potrzebny, głęboko ludzki , nie ma się co przeciw temu buntować.


Jesteśmy uzależnieni od innych ludzi i de Mello nigdzie tego nie neguje w swoich wypowiedziach.
Tylko że obok tego, że jesteśmy uzależnieni od ludzi w sposób naturalny, bo żyjemy wśród nich, jesteśmy też uzależnieni w sposób nienaturalny - uzależniając swoje szczęście od ich opinii, albo będąc niewolnikami ich idei czy ideologii, często narzucanych nam w wieku, kiedy nie myślelilśmy krytycznie, a nasiąkaliśmy jak gąbka tym, co robią i co myślą nasi rodzice, nauczyciele itd.

Krzysztoff pisze:Czy społeczeństwo nas programuje ?


Oczywiście, że tak. To dlatego uczy się małe dzieci hymnu narodowego, pacierza i wpływa mniej lub bardziej subtelnymi środkami, aby przyjęły podstawowe wartości kierujące dorosłymi. Treści te są internalizowane i w wieku dorosłym większość ludzi widzi świat oczami swoich rodziców, dziadków, a co więcej - większość wychowuje dzieci, które widzą świat ich oczami.
Kwestia oceny moralnej tego "programowania" to inna rzecz, ale nie można tego zanegować jeśli z refleksją patrzymy na nasze funkcjonowanie w społeczeństwie.

Czy społeczeństwo nas programuje ? Na pewno tych co chcą być zaprogramowani


Absurd. Zapraszam do szkół na lekcje historii, religii, języka polskiego... Zachęcam, aby popatrzeć na nasze dzieci, poobserwować trochę - skąd biorą się ich wypowiedzi i opinie na różne tematy, bo zapewniam, że z kosmosu się nie biorą

Re: Kraina Miłości

Post: 13 sty 2015, 14:43
autor: Mirek
Czy w ogóle czytałeś "Przebudzenie" Krzysztofie?
Czy wiesz ile duchowości ten katolicki kapłan wniósł?
Warto się nim zainteresować, nie tylko literaturą spirytystyczną ;)
Marcinie dokładnie to tak rozumię jak Ty :)

Re: Kraina Miłości

Post: 13 sty 2015, 15:10
autor: Krzysztoff
Mirku i Marcinie nie czytałem "przebudzenia" , zamieściłeś fragment wypowiedzi więc się do tego fragmentu odnoszę

Trzeba go było zamieścić bez OCZEKIWANIA , że wszyscy będą się z tym zgadzać :lol:
Myślę że dyskutowanie bez oczekiwań - to jest nauka dnia :lol: (np. dla mnie)

Co do pytania odnośnie społeczeństwa, podaję fragment :

"Rozerwij siec, jaka omotało cie społeczeństwo dławiąc twe jestestwo. Musisz się uwolnić. Na zewnątrz wszystko będzie szło jak dawniej, ale pomimo iż nadal będziesz w święcie, nie będziesz już z tego świata."

Co do autorytetu de Mello - jaki on by nie był , to mam świadomość że to ja odpowiadam za swoje myśli , z takiego punktu widzenia autorytet nie ma znaczenia, każdy przekaz , zalecenia czy nauki powinny być analizowany, przemyślane i akceptowane albo odrzucane - to jest właśnie ta czujność o której pisze de Mello :)
pozdrawiam i życzę mniej oczekiwań :D a więcej luzu

Re: Kraina Miłości

Post: 13 sty 2015, 15:16
autor: Nikita
De Mello byl juz jedna noga w innym wymiarze dlateog dla nas jest to nietrozumiale co pisze...ale jak sie czlowiek w to wczuje to zrozumie....ja kiedys czytalam Przebudzenie chyba z 10 razy....Mysle, ze De Mello byl bliski oswiecienia....a to jeszcze nie dla nas....My musimy sie jeszcze powcielac iles tam razy....

Re: Kraina Miłości

Post: 13 sty 2015, 15:21
autor: cthulhu87
Krzysztoff pisze:Mirku i Marcinie nie czytałem "przebudzenia" , zamieściłeś fragment wypowiedzi więc się do tego fragmentu odnoszę

Trzeba go było zamieścić bez OCZEKIWANIA , że wszyscy będą się z tym zgadzać :lol:
Myślę że dyskutowanie bez oczekiwań - to jest nauka dnia :lol: (np. dla mnie)


Nie mam takich oczekiwań. W kilku sprawach od początku się nie zgadzamy (np. dot. roli podświadomości w mediumizmie), a świetnie się dogadujemy :)
Byłbym zresztą małostkowy, gdybym domagał się, aby każdy się ze mną zgadzał i nie widzę powodu, dla którego tak miałoby być.
Akurat poruszyłem tu kilka spraw, bo nie chciałem, aby poglądy de Mello były przedstawione niezgodnie z rzeczywistością.

Re: Kraina Miłości

Post: 13 sty 2015, 16:47
autor: Krzysztoff
cthulhu87 pisze:Akurat poruszyłem tu kilka spraw, bo nie chciałem, aby poglądy de Mello były przedstawione niezgodnie z rzeczywistością.


:) Marcinie , uznaję że przerobiłeś dzieła de Mello i wiesz na ten temat dużo , jak interpretujesz ten fragment ? :

"Musisz się uwolnić. Na zewnątrz wszystko będzie szło jak dawniej, ale pomimo iż nadal będziesz w święcie, nie będziesz już z tego świata. W głębi serca staniesz się wolny, w końcu całkowicie samotny. Twoja zależność od narkotyku całkowicie obumrze. ... "

w kontekście relacji Rodzic - dziecko, jak powinna wyglądać taka relacja ? jak wygląda taka samotność , co to znaczy "nie będziesz już z tego świata"

Re: Kraina Miłości

Post: 13 sty 2015, 17:04
autor: Mirek
W dużym uproszczeniu oznacza to, że będziesz uwolniony od przywiązania od rzeczy materialnych i wszelakich związków emocjonalnych. Niczego się nie wyrzekasz i do niczego się nie przywiązujesz.

Re: Kraina Miłości

Post: 13 sty 2015, 17:11
autor: cthulhu87
Krzysztoff pisze: Marcinie , uznaję że przerobiłeś dzieła de Mello i wiesz na ten temat dużo


Nie wiem czy dużo wiem na ten temat... raczej średnio, ale zamierzam poszerzyć swoją wiedzę, bo jeśli jest coś, co czasami pozwala mi ciepło myśleć o katolicyzmie i jezuitach (autor, o którym mówimy był jezuitą), to właśnie są to dzieła A. de Mello. I to mnie - przyznaję - intryguję. Póki co przeczytałem Przebudzenie, Śpiew Ptaka, Modlitwę Żaby i Wezwanie do miłości - więcej jego dzieł nie znam. Posiadam "Szukaj Boga we wszystkim", ale jeszcze tam nie zaglądałem :)

Jeśli idzie o Przebudzenie i Śpiew Ptaka, mam te książki w domu i mogę Ci je wysłać jeśli chcesz się zapoznać. Fajne do poczytania przed snem, gdy następnego dnia musisz pójść do pracy i spotykać się z ludźmi, z ich dziwnymi zachowaniami, ciągłym udowadnianiem sobie, że jedni są lepsi od drugich, aby inaczej na nich spoglądano... myślę, że po lekturze tych książek stajemy się chyba trochę pobłażliwi dla ludzi.

Krzysztoff pisze:"Musisz się uwolnić. Na zewnątrz wszystko będzie szło jak dawniej, ale pomimo iż nadal będziesz w święcie, nie będziesz już z tego świata. W głębi serca staniesz się wolny, w końcu całkowicie samotny. Twoja zależność od narkotyku całkowicie obumrze. ... "


Myślę, że wystarczy przeczytać ze zrozumieniem całą treść, która jest wokół tego wyrwanego z kontekstu fragmentu:

Nie spoglądaj już na innych jak na środek narkotycznego zaspokajania. Tylko ten, kto już tego próbował, zna okropności tego procesu.
[...]
i kiedykolwiek dotrzesz do tego stanu, dowiesz się w końcu, co to znaczy widzieć w sposób jasny, nie zamglony lękiem ani pragnieniem. Każde słowo ma wówczas swoją wagę. Widzieć w sposób jasny i nie przyćmiony przez lęk i pragnienia. Poznasz wówczas, co to znaczy kochać. Aby jednak dojść do krainy miłości, trzeba przejść przez ból śmierci, gdyż kochać ludzi oznacza nie potrzebować ich, umrzeć dla tej potrzeby i być całkowicie samotnym.

Jak można tam się dostać? Dzięki nieustannej świadomości, poprzez nieskończoną cierpliwość i współczucie, jakie miałbyś dla narkomana. Przez rozwijanie w sobie chęci kosztowania tego, co w życiu dobre, jako przeciwwagi wobec narkotyku. Co zaś jest w życiu dobre? Umiłowanie pracy, którą lubisz wykonywać dla niej samej, umiłowanie śmiechu i bliskości z ludźmi, do których się nie przywiązujesz, nie uzależniasz emocjonalnie, choć ich towarzystwo przynosi ci radość. Dobrze jest oddać się takiemu działaniu, w które możesz zaangażować się całym sobą; działaniu, które samo w sobie przynosi ci tyle radości, że sukces, uznanie czy aprobata po prostu nie mają żadnego znaczenia. Pomocny może też okazać się powrót do natury. Porzuć tłum, idź w góry i w ciszy obcuj z drzewami, kwiatami, zwierzętami, ptakami, z morzem, chmurami, niebem i gwiazdami.


Krzysztoff pisze:w kontekście relacji Rodzic - dziecko


de Mello kierował swoje słowa do dorosłych słuchaczy.

W ogóle wydaje mi się, że jedni ludzie mają w życiu szczęście - coś powoduje (może ich doświadczenia reinkarnacyjne), że potrafią krytycznie patrzeć na świat i uświadomić sobie prostą rzecz, że nie wszystko, co mówią nam rodzice, co mówi nam ksiądz, co mówi nam szkoła itd. jest absolutną, nienaruszalną prawdą. Pozostali (a jest ich większość) swoje poglądy otrzymują... w spadku - po rodzicach, dziadkach, pradziadkach.

Powiedz mi Krzysztofie, czy lęk (proszę zwrócić uwagę na to słowo, nie chodzi tu o strach, ale właśnie o lęk) osób niebędących katolikami, którzy - dla przykładu - nie chcą ochrzcić swoich dzieci a którzy robią to ze względu na opinie rodziny, księdza, kogokolwiek - czy oni mimowolnie nie potwierdzają, że de mello miał rację?