Znalazłem ciekawą wypowiedź na ten temat, autorstwa Leszka Kołakowskiego:
"Chrześcijańska kultura, rzeczywiście, podkreślała, że możemy czy powinniśmy mieć taki stosunek do cierpienia, aby z niego coś dobrego wydobyć.
Takie nastawienie całkowicie zanikło. Nikt, rzecz jasna, nie protestuje przeciwko temu, że medycyna wynalazła liczne środki pozwalające uśmierzać ból. Ale są pewne uboczne skutki kulturalne niewiary w wartość cierpienia, na które warto zwracać uwagę, a które dotyczą dziedziny więzi międzyludzkich. Im mniej jesteśmy zdolni znosić cierpienie własne, tym łatwiej znosimy cudze. Z odrzucanych, bo grożących cierpieniem wartości, ze współżycia osiągniętego bez wysiłku i bez konfliktów, rodzi się wspólnota ludzka pozorna, gotowa do rozpadu przy najmniejszej próbie. Maskowanie przed sobą źródeł cierpienia nie pozwala ich ani usunąć, ani się z nimi zmierzyć". (Czas ciekawy. czas niespokojny, cz. II, Kraków 2008, s. 84-85)
