Mieszkałam dawniej na wsi gdzie cała historia się zaczęła. W mojej rodzinie nie było za dobrze kłótnie awantury... jak się wgłębiam w to wszystko czasem myślę, że koszmary i jakby sny na jawie to byłym udziałem moich emocji... ale, po jakimś czasie zrozumiałam, że tu chodzi o coś zupełnie innego.
Jakiś czas po śmierci mojej mamy pewnej nocy obudził mnie chłód i gdy spojrzałam przed siebie zobaczyłam ciemną postać, która stała koło mojego łóżka. Zatkało mnie z przerażenia... gdy krzyknęłam zerwał się mój ojciec i zobaczył tą samo o aż odrzuciło go do pokoju. Zawsze jak go pytam to potwierdza.
W tym domu na wsi do dziś się dzieją dziwne rzeczy. Stukania, zjawy, urządzenia się włączają i wyłączają pukania w okna... w drzwi. Nie dzieje się to cały czas.
Okresowo. Przed śmiercią mojej mamy działo się podobnie. Jak byłam mniejsza bałam się jednego z pokoi i foteli. Moja młodsza siostra też się bała tego pokoju.
Czasami śni się moja mama i śni się często wtedy jak ma się coś złego dziać. Czasami przed świętami. Raz nawet przyszła słyszałam kroki i odsuwania krzeseł i tej nocy gdy przyszła to mi się przyśniła.
Czasami mi się zdarzały świadome sny raz czy dwa razy po porodzie. Później jak trafiłam do szpitala po ciężkim wypadku i gdy jednej nocy nie mogłam zasnąć czułam że znowu popadam w ten dziwny stan. Nagle usłyszałam głos kobiety, która jakby prowadziła monolog takim tonem jakby kogoś przekonywała. Wtedy wszyscy spali. I Gdy się odwróciłam w stronę głosu tej kobiety zobaczyłam znowu jakąś wysoką postać i jakby położyła coś ciężkiego mi na klatkę piersiową jakby martwe zwierze... oby...
Krzyknęłam wtedy "mamo"... i postać znikła... gdy udało mi się w końcu zasnąć przyśniła mi się mama.
Od jakiegoś czasu mam jakiegoś strasznego pecha. Ciągle coś mi się nie udaje. Jakbym była jakąś totalną rodziawą. To klucz wpadnie do umywalki albo się przewrócę w dość dziwny sposób, to mam dziwne przygody z prądem nieoczekiwanie włączam światło i żarówki się przepalają albo spięcie często tak jest. Albo coś zgubię.
Ciągle mam dziwne wrażenie że ktoś cały czas jest obok mnie niekoniecznie to jest dobre, boję się tego czegoś i gdy o tym czymś myślę mam nieodpartą ochotę odwrócić się od Boga wtedy muszę trzy razy się przeżegnać by było mi lepiej.
Raz gdy miałam szkolenie do pracy siedziałam w sali konferencyjnej nagle znienacka poczułam jakby ktoś złapał mnie za pośladki a gdy się odwróciłam nikogo nie było tylko rabanu narobiłam i nikt nikogo nie widział. Jak tamtędy przechodzę mam uczucie jakby ktoś mnie obserwował.
Boję się naprawdę to już staje się naprawdę okropnie uciążliwe śpię z zapalonym światłem. Czuję czyjąś obecność... ktoś chodzi po pokoju moim raz słyszałam kroki jakby reklamówką zostało poruszone.
Raz gdy już zasypiałam przyśnił mi się koszmar i gdy się obudziłam coś gwałtownie złapało mnie za nogi... mało co zawału nie dostałam.
Czuję ciągle wzrok na sobie rozglądam się po pokoju i nikogo nie ma w dzień tego jest mało....
Ojciec mój mówi że tam na wsi ciągle obserwuje dziwne sytuacje. Więc opowiadam tutaj prawdziwą prawdę.
Czasami potrafię przeczuć jakieś zdarzenie. Wiem nawet kilka dni wcześniej że będę płakać i będzie coś złego się działo. Przewidziałam że właścicielce stancji zepsuje się pralka! Wiele rzeczy przewidziałam.
Nie jestem pewna czy mam pisać 'duch' więc sami to oceńcie.
Dostałam od koleżanki modlitwę i mówiłam ją przed snem. Troszkę pomogła ale potem zaczęło być gorzej...
Powiedziała mi też żebym porozmawiała z tym duchem. Mówię Wam, że okropnie się boję sama z nim rozmawiać naprawdę... próbowałam i nic... zaczęło być gorzej. Boję się naprawdę ... mam wrażenie że to nie jest jeden duch ale one są złe.. pomóżcie mi jakoś bo oszaleję

