autor: Casandra » 18 paź 2015, 11:01
Wietrze ludzie w większości kochają materializm. Uważają, że tylko to da im szczęście. Uważam, że trzeba takim ludziom współczuć, bo to wynika z ich niewiedzy jak NAPRAWDĘ wygląda szczęście i czym jest, a co tak pięknie opisuje między innymi spirytyzm. Poza tym zobaczcie: mieszkamy na padole łez (ta nazwa nie wzięła się znikąd),
dla wielu ludzi jest tu wręcz okropnie, bo trzeba pracować, cierpieć, potykać się, popełniać okropne błędy i potem patrzeć na ich konsekwencje. No i nad czym wielu ubolewa - nie da się tu cofnąć czasu:-). Padół ten jest pełen niskich dusz, co sami widzimy, sami czujemy. Niskie dusze siedzące po uszy w g...przepraszam, w materializmie, zemście, złości, smutku, wypracowały swego rodzaju...nie wiem...atmosferę? niskie wibracje? które czasem, mam wrażenie są jak trujący gaz, który chcąc nie chcąc wdychamy wraz z powietrzem. Albo jak wirus. Można uznać, że taki niższy duch, jest chory - ma wirusa zła. Jako, że wirusy są strasznie zaraźliwe - łatwo się zarazić pesymizmem, chęcią dokopania komuś, kto nam zrobił źle, plotkowaniem, zazdrością, brakiem współczucia i zrozumienia. Ludzie, którzy wierzą w Boga i idą za Jego drogowskazami są odporniejsi, widzą więcej, czują więcej, widzą w 3D:-). I teraz do czego zmierzam - łatwo być "chorym", bo wydaje się, że tacy są wszyscy wokoło. Aby być dobrym, w dzisiejszych czasach trzeba mieć ODWAGĘ! Człowiek dobry jest niejednokrotnie wyśmiewany, jako ta gorsza, naiwna kategoria. Kategoria, która zdaniem "chorych" do niczego w życiu nie dojdzie. I oni mają rację, bo my nie chcemy dojść do czegoś w tym życiu (nie licząc swego postępu, rozwijania się). Nas interesuje rozwój DUCHOWY. To co będzie PO TYM ŻYCIU. Zdaniem "chorych" (co często też ma namacalne dowody) aby być kimś i coś mieć, trzeba być skończonym wyrachowanym draniem, który idzie po trupach. Wiecie ile razy podobne stwierdzenia słyszę na co dzień? Wiecie ilu ludzi mi powiedziało, że bycie dobrym i pomocnym się NIE OPŁACA? Setki. Większość mówiła to z żalem i smutkiem w głosie. Ale co najgorsze - oni tak łatwo pogodzili się ze swoim losem i uwierzyli, że tak musi być. Uwierzyli, że na tą "chorobę" nie ma leku. Wszędzie jest tyle zła, że bardzo łatwo tym przesiąknąć, dać się w to wciągnąć.
Tak jak pisałam - aby być dobrym, trzeba mieć odwagę. Wietrze gdybyś wtedy posiadał tą wiedzę, co masz teraz, to założę się, że nie tylko bez wahania pomagał byś słabszym, ale też umiałbyś być z tego dumny. A swoim oprawcom i wyśmiewającym prześladowcom umiałbyś współczuć, bo wiedziałbyś, że kara ich nie ominie, swoim zachowaniem sami fundują sobie wiele bolesnych wcieleń. Wielu ludzi próbuje być sędziami tu na ziemi. Myślę, że nie od tego jesteśmy.
Współczuję tym, którzy mieli kiedykolwiek do czynienia ( w szkole bądź poza) z grupą "chorych" ludzi, ślepo podążających za pseudo przywódcą, którzy jak te małpki w cyrku robili to, co treser im każe. Raniąc swoim zachowaniem wiele wrażliwych dusz, sprawiając im masę cierpienia.
Zawsze z niechęcią odnosiłam się do stwierdzenia, że prawdziwy chrześcijanin powinien nadstawiać drugi policzek. Bo czy to oznacza, że niezbędne dla mojego zbawienia jest, gdy na przykład, ktoś mnie kopnie w brzuch - nadstawić mu jeszcze plecy do kopania? Bo tak będzie dobrze dla mojej duszy? Moim zdaniem nie. Uważam, że jeśli ktoś podnosi na mnie rękę, a ja za tą rękę złapię i ją przytrzymam, aby nie dopuścić do ciosu, to postępuję lepiej, niż gdy dam się skatować. Jeśli znajdę w sobie siłę, aby oprawcy dodatkowo przemówić do rozumu - to tym bardziej będę z siebie dumna. Sądzę, że to my sami wybieramy postawę, jaką przyjmujemy w walce ze złem. Ja swoją siłę i odwagę w tym temacie czerpię w modlitwie. I to działa:-) Byłam wrakiem człowieka, któremu życie tak obiło gębę, że na oczy nie widziałam. W dość krótkim czasie nie tylko zaczęłam stawać na nogi, ale też są dni, w których to ja mam chęć wziąć życie za twarz:-) POLECAM GORĄCO KAŻDEMU, KTO CIERPI NA DEPRESJĘ!
Stworzyłeś Panie tyle krętych dróg, pozwól mi proszę dostrzegać też Twe drogowskazy.