Ciężko jest, ale jakoś sobie radzę. Latem przydarzyła się nam niezwykła sytuacja. Siedzieliśmy na obudowanym z dwóch stron tarasie u mojego brata i przeglądaliśmy bardzo stare papiery dotyczące kupna rodzinnego domu i gospodarstwa. Nagle podjechał samochód i starszy pan z wnuczkami przedstawił się nam jako wnuk byłych sąsiadów( po ich domu nie ma tam ani śladu). Przez sentyment do tego miejsca po tak wielu latach i po powrocie z Ameryki chciał je tylko zobaczyć, pokazać wnukom, pomimo że nic tam już do jego rodziny nie należało, bo zostało sprzedane dawno temu innemu sąsiadowi. Ja pamiętam tych jego dziadków starszych państwa, bo bardzo jako dziecko ich lubiłam. Oczywiście zgodziliśmy się, aby pobyli tam trochę, porobili zdjęcia itp. Wracając do samochodu jedna z tych osób wręczyła nam ów najstarszy papier, a było tam nawet na nim nazwisko tego ich dziadka i dotyczyło chyba zamiany jakiejś działki.. zbaraniałam, byłam pewna że zamknęłam cała teczkę i położyłam ją na schodach na górę w domu brata, a nawet jeśli miałby porwać ją wiatr to jest niemożliwe, aby ta kartka przefrunęła przez ścianę w tarasie. A ważny dokument poleciał za tymi gośćmi w kierunku ich byłej posiadłości i zawiesił się na drzewku. Naprawdę to było za dużo na zbieg okoliczności

. A pan pamiętał mnie jako malutką niesforną dziewczynkę, podczas gdy on był już wtedy kawalerem. Rozmawialiśmy o moim ojcu i o jego śmierci, złożył nam kondolencje i jak sam wspominał bardzo szanował mojego ojca. Czy ten akurat papier, bo było ich przecież wiele to znak od zmarłego taty? - Uważam, że tak.