autor: blackbitch » 03 lis 2015, 19:29
Witam wszystkich serdecznie. Niedawno bo w styczniu tego roku zmarł mój tata, towarzyszyłam mu przez chorobę jego cierpienie . Widziałam go dzień przed śmiercią wtedy powiedziął mi , że był gdzieś daleko gdzie spotkął wszystkich było tam pięknie i nie chciał wracać , że wszystko się ułoży i tu już się nie da żyć , dziś wiem że było to pożegnanie ze mną , bardzo go kocham , nie mam rodzeństwa byłam jego nierozłącznym towarzyszem , przeżyłam bardzo jego śmierć jak następnego dnia zadzwonił telefon , że tata zmarł nie umiałam się z tym pogodzić . Zadawałam sobie w duszy ciągłe pytania gdzie jesteś , dlaczego tak się stało, obwiniałam wszystko i wszystkich za tą śmierć. Położyłam się spać i usłyszałam głos we śnie jestem w szpitalu, nie miewam snów które pamiętam , raczej wszystko odbywa się w mojej duszy nie widzę tego a słyszę , wiele razy noc daje mi wskazówki , wstaję i już wiem jak mam postąpić . Był to drugi raz kiedy przytrafiło mi się coś takiego , w 2009 r. zmarł mój wujek też byłam z nim dość mocno związana, i w chwili jego śmierci jak później się dowiedziałm , obudził mnie jego głos wołający moje imię kilka godzin później zadzwonił mój tata że wujek zmarł, są to pojedyncze incydenty ale związane z ważnymi dla mnie ludźmi. Wiem że istnieje świat duchowy , wierzę w to . Ostatnio postanowiłam wywołać z mężem tatę , przygotowaliśmy tablicę wszystkie rekwizyty , bardzo przeżywałam ten dzień od rana go starannie planowałam , zasiedliśmy przy stole zaczęliśmy seans , modliliśmy się , paliły się świeczki , nie wydarzyło się nic szczególnego w sensie ruchy talerzyka , stukania. Ale stało sie coś innego , zamknęłam oczy , zagłębiłam się w medytacji starałam ze wszystkich sił przywołać tatę i w polu mojego widzenia pojawił się pomarańczowy dość mocno świecący punkt który wolno przemieszczał się w górę , modliłam się dalej , poczułam wewnątrz siebie taką radość , szczęście, ale też duży chłód . Punkt powoli unosił się do góry , był przy zamkniętych i otwartych oczach , aż wkońcu znikł . Po zakończeniu seansu nie wiedziałam co myśleć o tym , i nie powiedziałam nic . Następnego dnia siadłam z mężem i zaczeliśy dyskutować o wczorajszym seansie , milczałam nadal a mąż opowiedział mi że widział taki sam punkt pomarańczowy wolno poruszający się . Szukam kogoś kto mi odpowie na pytanie co oznaczał ten punkt ? Potrzebuję bardzo tego kontaktu , ale wiem że dla duszy jest to bolesne wracać tu , dlatego zanim podejmę drugi raz takie wyzwanie chciałabym się poradzić kogoś , mądrzejszego co mam robić . Jestem osobą upartą i dążę do celu jak sobie go obiorę, chcę tylko wiedzieć czy jest mu tam dobrze , czy jest blisko mnie , bo stale czuje jakby jego obecność, słyszę w głowie rady jakby wypowiadane jego głosem , wiem że tata był bardzo związany ze mną i może chce mi coś powiedzieć . Proszę pomóżcie mi znaleźć te odpowiedzi bardzo tego potrzebuję żeby uspokoic swoje sumienie.
Narodzić się, umrzeć, odrodzić ponownie i wciąż się rozwijać – takie jest prawo...