agnieszkag pisze:A dlaczego chcialabys miec smierc juz za soba?
Bo popełniłam w swoim życiu błędy, których nie da się odkręcić i za nie przeprosić, jak tylko na tamtym świecie. A poza tym mam często wrażenie, że ja tu po prostu nie pasuję. Tak jakbym ciągle usiłowała poskładać puzzle mojego życia, a co chwilę któryś kawałek nigdzie nie pasuje. Ja ciągle muszę uczyć się świata, bo co chwilę go nie rozumiem.
soldado pisze:Miałem bardzo dużo jako dziecko traumatycznych przeżyć...
Nie wiem jak Xsenia, bo się trochę wtrąciłem, ale jakoś mam myśli, że ona też miała podobnie...
I dlatego tak pisze.
HA strzał w dziesiątkę. Też miałam trochę przeżyć. W dzieciństwie też. A zaczęłam od dnia narodzin i pępowiny okręconej wokół szyi. Najwidoczniej już wtedy wiedziałam, że nie powinnam się urodzić. Ale stało się i już tego nie odwrócę. Trzeba odwalać robotę dopóki Bóg sie nade mną nie zlituje i mnie nie uwolni. Życie za bardzo mnie boli.
Konrado73 pisze:Najgorsze jest to , że jak wydaje mi się że robię krok do przodu , to później robię dwa kroki do tyłu ...
Rozumiem cię doskonale. Dokładnie tak mam przez całe życie. Wydaje się, że sie wszystko układa, a potem obuchem w głowę i budzę sie w nowej rzeczywistości. Choćby niedawno (dokładnie 29 kwietnia, 10 dni po moich urodzinach i przed wyjazdowym długim weekendem), straciłam pracę w której przepracowałam ponad 5 lat. I znowu zbieranie i budowanie własnego poczucia wartości od nowa. Najwidoczniej Bóg doszedł do wniosku, że za dobrze mi było i znowu muszę powypruwać sobie flaki w nowej robocie. A wierzcie mi mam co w nowej firmie robić.... Na razie tylko załamuję sie nad ogromem pracy, która mnie czeka, ale jak to mówią, co nas nie zabije......
agnieszkag pisze:Dlaczego nie bales sie smierci?
Przeciez smierc wszystkich przeraza?
E tam wszystkich.... Jeśli na śmierć patrzy sie nie na jako ostateczność, a jedynie na przystanek w drodze, to ona nie przeraża, a jedynie ciekawi, co jest dalej. Ja wiem, że coś jest dalej i jestem w stanie poczekać by sie o tym przekonać na własnej "skórze"

Ta świadomość, że w następnym "życiu" będzie łatwiej i lepiej, daje mi siłę by przetrwać to życie. Bo mam świadomość, że to życie kiedyś się skończy.
To jak z bólem po operacji, wiesz że się zagoi i już nei będzie bolało, i jesteś w stanie to wytrzymać. Nadzieja to jednak silna moc

soldado pisze:Napiszę Ci to, bo Cię lubię, tak samo jak Konrada i nie dbam o to, że piszę to na forum publicznym...
Nie miałam aż tak ciężko jak ty, ale mnie mama musiała utemperować. Bez mała rozwaliła i zbudowała moją psychikę od nowa. Zbudowała ją, według mnie, bardzo dobrze i jestem jej ogromnie za to wdzięczna. Jednak cały czas czuję, że to nie cała ja. Nie moja bajka. Moja dusza byłaby zdolna do większych okropności. Wiem o tym, ale tą część duszy trzymam na smyczy, którą dała mi w wychowaniu matka. I tylko czasem, we własnych myślach, pozwalałam jej trochę poszaleć. Dlatego, jak nieraz czytam, że powinniśmy utrzymywać higienę myśli, tak samo jak dbamy o higienę osobistą, to mnie szlag trafia, bo ja tego nie potrafię. Muszę czasem spuścić mojej czarności parę, bo inaczej bym wybuchła i znowu mogłabym uczynić coś, czego będę znowu żałować do końca życia. Za wiele już mam na sumieniu by dowalać sobie jeszcze....