Nie pamiętam chyba nawet autorów wszystkich książek,grzebałam w necie i czytałam,czytałam,jak kończyłam jedną to już musiałam mieć następną żeby nie zostać z tą przerażającą pustką.Szukałam i szukam cały czas,zaczęłam od Moodiego,potem wszystkie książki Newtona,Monroe, Moena i Walscha,Alberta Taylora,Helsinga,Schwartza-Odważne Dusze i Danikena,Kubler-Ross,bardzo cenię sobie Eckharta Tolle,ostatnio Leona Denis no i Kardeca,było tego dużo więcej,ponakładały się na siebie,szukałam wiarygodności,dowodów,podobieńsw,wspólnego mianownika,ten ostatni zdecydowanie znalazłam.Właściwie cieszę się że Denisa i Kardeca na końcu.Przy Kardecu poczułam,hm właściwie nie wiem jak to nazwać...chyba miłość taką do Boga,ludzi,świata,życia,nie wiem jakieś głębsze zrozumienie,poznanie.W takim całkowitym otwarciu na niewidzialne chyba największą przeszkodą jest obciążenie społeczno kulturowe pomimo że zawsze stałam i patrzyłam gdzieś z boku.Zamówiłam sobie następne ksiażki Kardeca a teraz czytam Opowieści spirytystyczne,te książki są bardzo wiarygodne dla mnie tak samo jak Chico o którego istniemiu dowiedziałam dopiero jak znalazłam to forum,czuję że praca którą wykonywał nie była dla niego ciężarem i podziwiam bo tak łatwo mieć jakieś ideologie,wiarę,miłość w zaciszu własnego domu,gorzej już wśród ludzi,to ciągła walka z samym sobą...
Pozdrawiam
