Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Nasze opowieści, o tym jak Spirytyzm zmienił nasze spojrzenie na życie...

Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Postautor: allithea » 02 lut 2020, 13:01

Niedawno się obudziłam po długiej, ale (tak odczuwam i tak też pamiętam) owocnej, udanej podróży, w której chyba komuś pomogłam. Poczułam olbrzymia potrzebę, żeby się tym z kimś, z Wami, podzielić. Rzadko kiedy mam tak, że budzę się z historii, która ma konkretne zakończenie, że czuję jakbym wypełniła swoje zadanie w pełni, widziałam pozytywny skutek tego, co uczyniłam, do czego zmierzałam.

W tych snach wchodzę zawsze w cudze role i mierzę się z cudzymi problemami, które ktoś mi przedstawia a ja je podejmuję, jako swoje. Nigdy nie odczuwam wówczas strachu właściwego mi w życiu codziennym. Jeżeli się czegoś boję, to tego, że zaskoczy mnie cudze zło, które odczuję. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale właśnie w tych podróżach nie istnieje śmierć, ale za to istnieje tajemnica (w snach oczywiście wydaje mi się bardziej logiczny sens jej istnienia niż po przebudzeniu) i pojawia się coś na wzór strachu, nieprzyjemne, głębokie i wewnętrzne uczucie obcowania z innymi, którzy przekazują jakby (brakuje mi odpowiednich słów, by dobrze opisać te uczucia, bo jest to szereg różnych, piętrzących się emocji i myśli, które rozdzielam jako swoje i cudze w tych snach).

Dużo jest w tych snach śmierci, która przypomina przejście przez kolejne drzwi. Duże zaskoczenie wywołuje we mnie fakt, że w snach raz kogoś widzę w ciele, potem ta osoba w jakiś sposób ciała tego pozbywa się, umiera, i potem znowu ją spotykam, ale jedynie doświadczam i w snach, co niezwykłe, w ogóle nie robi mi to różnicy. Dziś śniłam (między innymi, bo sny te rozciągają się szeroko i poznaję w nich wiele osób, wiele rzeczy robię) o pewnym mężczyźnie, którego poznałam w powłoce cielesnej i poznałam jego doświadczenia. Był dość smutny, taki jakby niski w emocjach i woli życia, szukał kogoś, kogo w tym śnie ja też znalazłam. Nie wierzył, że się uda wszystko (to zabrzmi absurdalnie, bo nie pamiętam dokładnie o co chodziło, ale mieliśmy sporo rzeczy do zrobienia, by tę drugą osobę odnaleźć i potem przeciwstawić się pewnym wpływom, które były zwodnicze i prowadziły do moralnego upadku). A ja, choć zawsze miałam w sobie taką niepewność, że się nie uda, że nie wiem jak nasza podróż i wykonanie zadania się uda, to tym razem byłam przekonana, że nam się uda. I się udało.

On stracił cielesną powłokę, wypełniło się jego materialne życie, ale wcale nam to nie przeszkadzało w tym, żeby dokończyć zadanie. Znalazłam tę dziewczynę (taką miała powłokę materialną, później była energią, którą rozpoznałam), potem - z dziewczyny zrobiła się jakby cała gromada osób, które były po prostu zagubione. Teraz piszę i coś podpowiada mi, że chodziło właśnie o pewne przejście, pojawia mi się w głowie myśl "przeprowadzka". I kiedy przeprowadzaka się rozpoczęła, a ja chwyciłam za miecz (miecz, który nie służy do przemocy ani bólu, bo nasze powłoki cielesne byłym odrzucone) i wtedy odebrałam przekaz tych, którzy stali w miejscu i iść nigdzie nie chcieli. To jedyny element snu, kiedy przeważa strach, ale właśnie nie taki strach, że się kogoś boję, że coś mi się stanie, to strach przed tym, co poczuję, jakiego bólu doświadczę biorąc go od innych. to też jedyny moment w śnie, kiedy czuję ciało. kiedy nawiązuję intymną relację duchową, scalam się z cudzym doświadczeniem, jak radio. odczuwam wtedy dreszcze na całej skórze, ale szczególnie mrówienie w nogach i rękach, a zaraz potem się zaczyna. zalewają mnie uczucia i cudze myśli, dramaty, doświadczenia a przede wszystkim ta niechęć. niechęć by pozostać w miejscu, by zanużyć się w nicości i beznadziei. moje zadanie polega na tym, żeby to udźwignąć, żeby to rozgonić, żeby przekazać inną energię.

dziś się udało i nawet nie było ciężko. jak pisałam wcześniej, nie czułam swojego strachu a jedynie własną siłę, więc wiedziałam, że dziś dam radę i wszystko ułoży się dobrze. i ułożyło. ten niecielesny chłopak od razu sobie poszedł zadowolony. a kobieta, wraz z szeregiem, zmaterializowała się. szli pochodem z uśmiechem na ustach, przeszli przez bramę w atmosferze radości.

a ja się obudziłam zadowolona. i od razu to wszystko napisałam, bo pierwszym miejscem, o którym pomyślałam było właśnie to forum.

czy też śnicie?

pozdrawiam!
Awatar użytkownika
allithea
 
Posty: 16
Rejestracja: 17 sty 2020, 14:55

Re: Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Postautor: danut » 02 lut 2020, 16:34

Świetne dotknięcie tajemnicy swojego życia. :) Będę analizować to po kolei, ale to potrwa.
1. Swoje a cudze - rozdzielasz swoje życie doczesne od swojego życia w innej rzeczywistości czasu i przestrzeni.
2. przeprowadzka :) no "latasz sobie po różnych rzeczywistościach" i poznajesz koleje losów, których nie przerywa śmierć.
3. Strach, ból doświadczeń, miecz - To całość tego co Cię tworzy, dlatego napisałam pierwsze zdanie o dotknięciu tajemnicy. Było ciężko, były dramaty, była miłość aż wreszcie wstajesz i przez te wszystkie doświadczenia i nie tylko te rozgrywające się tu i teraz się kształtujesz. No niestety, ja też uważam, ze nie wolno jest się poddawać temu wszelkiemu złu, które nas atakuje, bo wtedy dusza nie "wstaje" ale się gubi.
danut
 
Posty: 6132
Rejestracja: 27 paź 2015, 10:27

Re: Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Postautor: allithea » 08 lut 2020, 15:38

bardzo dziękuję, za tę próbę interpretacji. Czuję, że sporo w niej racji.

Od dwóch dni, co mocno mnie zaskoczyło, śni mi się intensywnie mój ukochany zmarły dziadek. Przedwczorajszy sens mogłabym określić jako częściowy koszmar. Znów wędrowałam odwiedzając różne miejsca, aż dotarłam do swojego rodzinnego domu. W części gospodarstwa odkryłam, że w starej skrzyni, gdzie ugniatało się gorące ziemniaki dla kur, znajdują się martwe ptaki. Ktoś zwabił je do skrzyni do resztek ziemniaków i rozrzucił w środku ziarno. Głodne ptaki usiadły na skrzyni i do niej poprzymarzzały. Umierały długo i boleśnie. Czułam w sobie strach tych zwierząt choć natrafiłam już tylko na zwłoki. Wyłam w środku, że tak nie można. Nie można zwabiać i odbierać życie istocie, która nam zaufała.

Później w śnie trafiłam na dziadka. Był bardzo milczący, jak we wszystkich snach, w których go spotykałam. Miałam takie wrażenie, jakby go coś trapiło, zachowywał się w tym śnie jak nie on. Tak jakby nie mógł mi powiedzieć, o co chodzi. Spotkałam go w domu rodzinnym, ale części, którą zamieszkiwali inni domownicy. Z dala od jego pokoju, który sobie ukochał, w którym dobrze się czuł za życia i często o tym mówił. W tym śnie nie mógł wrócić tam, gdzie chciał i kiedy pytałam o co chodzi, milcząco odchodził w inną przestrzeń (nie umiem tego opisać). Był otoczony członkami rodziny, którzy go nie szanowali, których nie obchodził, ale oni trzymali go przy sobie i jakby nie chcieli puścić.

Dalej znowu wędrowałam nosząc w sobie ból po zmarłym ptactwie i nie zrozumienie dla tego, co się dzieje z dziadkiem. Byłam rozgoryczona, trafiłam do innego świata, w którym ludzie żyli na wodzie, gdzie występowały piękne wodne zwierzęta. Wyskakiwały z tafli wody, rozdziabiały swoje paszcze, łapiąc przy tym haust powietrza. Długo tam chodziłam, zaglądałam w różne miejsca, różne osoby spotykałam.

Dziś znów trafiłam do rodzinnego domu, do samego budynku. Złych członków rodziny już nie było, był dziadek, ale wciąż markotny, nic nie mówiący. Czułam, że jest czymś strapiony i zmęczony, jakby stał na krawędzi życia i śmierci, choć dobrze wiedziałam, że nie żyje. Znowu nie odpowiedział na żadne moje pytanie, ale udało mi się do niego dotrzeć na tyle blisko, że czułam jego energię. Wiem, że na coś czekał, a ja czekałam razem z nich czując to czekanie. Nie dowiedziałam się jednak niczego, co mogłoby rozjaśnić sytuację, a potem znowu znalazłam się w innym świecie, już bez niego.

I tak się zastanawiam, czy była to wyłącznie kreacja mojej wyobraźni, czy rzeczywiście dzieje się coś, o czym nie wiem, ale co wyczuwam. Najbardziej zastanawiające jest dla mnie to, że on nie zdarzyło się do tej pory, abym spotkała go we śnie dzień za dniem. I żeby okoliczności snu były takie same. Aż do dzisiaj.

Co sądzicie, drodzy Przyjaciele?
Awatar użytkownika
allithea
 
Posty: 16
Rejestracja: 17 sty 2020, 14:55

Re: Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Postautor: allithea » 08 lut 2020, 15:44

siadam do kartki. do wczoraj ta myśl do mnie powraca, powróciła właśnie teraz.

Znowu muszę Was pozdrowić.
Awatar użytkownika
allithea
 
Posty: 16
Rejestracja: 17 sty 2020, 14:55

Re: Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Postautor: allithea » 08 lut 2020, 15:55

nie wiem czy to ja, ale to powtarza się na kartce (oprócz nieczytelnych bazgroł) to Waleria i Mama. tak mi się wydaje. zdrętwiało mi przedramię. chciałam, żeby przyszedł dziadek, ale to nie był on. na pewno nie on.
Awatar użytkownika
allithea
 
Posty: 16
Rejestracja: 17 sty 2020, 14:55

Re: Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Postautor: allithea » 08 lut 2020, 16:01

Pozwolę sobie wrzucić zdjęcie kartki, oto ono:
Załączniki
automat.jpg
automat.jpg (171.67 KiB) Przeglądany 322 razy
Awatar użytkownika
allithea
 
Posty: 16
Rejestracja: 17 sty 2020, 14:55

Re: Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Postautor: danut » 08 lut 2020, 16:55

To ptactwo, czy chodzi o domowe? Wyłania się tu taki ogląd sytuacji. Dziadek, jakby głowa dużej rodziny, opiekun próbujący naprawić, scalić i utrzymać w dobrych stosunkach ze sobą resztę rodziny. Coś w niej jednak dzieje się nie tak. "Mama i Waleria" - co z nimi? Istnieją grupy bratnich dusz. Cały czas o to trwa walka, by żyli ze sobą zgodnie, by odszukiwali się w innych swoich żywotach, by tworzyli w miłości i poszanowaniu zgodny Układ, by nie siali zła, lub między nimi nie znalazł się nikt taki kto owo zło tam wprowadza, bo to ono będzie psuło całą tę materię. Ważne zdanie napisałaś "Nie można zwabiać i odbierać życie istocie, która nam zaufała". - Nie można. Dziadek jakby zwracał się do Ciebie z tym problemem i prosi Cię o pomoc w naprawie tego co tu dzieje się złego w tej rodzinie.

Ps. Pismo automatyczne nie na tym polega. To nie są mimowolne ruchy ręką. Nikt nie stoi obok i nią nam nie porusza. Tak samo jest z obcym głosem wydobywającym się z gardła medium. Ja doświadczyłam obu tych zjawisk i nie zgodzę się z poglądem spirytystów na ten temat. Pismo automatyczne jest dokładnie bardzo szybkim bez udziału naszej świadomości zapisywaniem tekstu, u mnie tak obszernego, że zapisałam cały zeszyt A4 w przeciągu...nie wiem nawet ile to trwało, ale powiedzmy 2, 3 godziny. Trudno jest rozpoznać czyj to charakter pisma, mój czy nie mój. Pisząc tak szybko tekst wygląda inaczej przy porównaniu go z normalnym spokojnym moim zapisem. Nie było żadnego oporu mojej ręki ani nikt nie wymuszał na ręce tego co ma ona zapisać, to płynęło z wejścia innej świadomości, podłączenia się do mojej, która operowała całym moim ciałem, moja świadomość nie starała się nawet rozumieć tego co ten ktoś przeze mnie pisze, była jakby obok i tylko obserwowała to co się dzieje. Słyszałam głos i dyktowanie zdań i jednocześnie pojawiały się one na kartce. Głos tak samo, wydobył się ze mnie, ale ja także go słyszałam i mnie także bardzo zdziwił, tym bardziej, że sama bym nie wymyśliła tego co on powiedział, a był to głos męski i rozpoznałam czyj ze zmarłych. Tak to działa. ;)
danut
 
Posty: 6132
Rejestracja: 27 paź 2015, 10:27

Re: Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Postautor: bernadeta1963 » 08 lut 2020, 19:17

Nie zawsze slychać glos ,który ci dyktuje co pisać ,dlatego pozwole sobie nie zgodzić sie z toba ,ze tylko w ten sposób to dziala.
Media różnie odbieraja kontakt .Tak samo jest z pismem automatycznym.
Ten temat byl tutaj poruszany jako osobny.
Ja zdaje sobie sprawę z tego co piszę .Pismo jest niewyrażne i na pewno nie przypominające mojego charakteru pisma .
W przypadku dlugiego tekstu nie pamietala bym treści gdyby nie zostal zapisany .W wielu przypadkach pamietam ogólnie o co chodzi ,nie pamiętając poszczególnych zdań .
Nieraz nie mając kartki muszę pisać palcem po stole i pamietać mniej więcej treśc .

Zawsze w takich przypadkach odbieram przekaz ''pisz''.Tak jakby ruchy ręka byly sprzężone z przekazem i tylko tak moglabym w tym momencie odebrac .
Jak widzisz u mnie dziala troche inaczej :)
bernadeta1963
 
Posty: 529
Rejestracja: 30 gru 2014, 19:31
Lokalizacja: Łódź

Re: Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Postautor: danut » 08 lut 2020, 19:22

"Zawsze w takich przypadkach odbieram przekaz ''pisz''.Tak jakby ruchy ręka były sprzężone z przekazem i tylko tak mogłabym w tym momencie odebrać." - No proszę a z czym co napisałam wyżej się to kłóci? Z tym, że nikt nie porusza twoją ręką, nie kładziesz jej na kartce i nie oczekujesz na to? To jest taka sama różnica jak mam kontakt, a bawię się talerzykiem do wywoływania duchów, a jest to dla mnie ogromna różnica. I efekt jest niewspółmierny!
danut
 
Posty: 6132
Rejestracja: 27 paź 2015, 10:27

Re: Podróże senne - mogość doświadczeń i postaci

Postautor: bernadeta1963 » 08 lut 2020, 19:27

Chodzilo mi o to ,że nie zawsze kazdy slyszy glos ,który mu dyktuje ,tak jak ty to opisalas mówiąc ,że tak to dziala .
Ja np polecenie odbieram telepatycznie .Nie slyszę glosu zmarlych dyktujących tekt.
A jak rozumiem tak jest w twoim przypadku.
Napisalas ,że slyszałas męśki glos i rozpoznalas go jako glos kogos z rodziny.
bernadeta1963
 
Posty: 529
Rejestracja: 30 gru 2014, 19:31
Lokalizacja: Łódź

Następna

Wróć do Nasz Spirytyzm

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość