lukasz2 pisze:Juniperus,
Skąd wiesz, że rzeczy o których się dowiedziałaś odnośnie twej poprzedniej inkarnacji są prawdziwe? Może to była przeszłość twojego opiekuna duchowego lub jakiegoś ducha potrzebującego pomocy? Jeżeli jakiś duch chce wymusić wobec ciebie uległość - np. w poprzednim wcieleniu zabiłaś kogoś z zazdrości, więc teraz masz cierpieć i być na zawołanie osoby która poniosła śmierć z twojej ręki, to nie zgadzaj się na tego typu "gierki". Prawo przyczyny i skutku z pewnością tak nie funkcjonuje. Poświęcasz swe siły i swój czas na kontakt z tamtą stroną, więc masz prawo do wyznaczenia granic zarówno swojemu opiekunowi duchowemu jak i jakiemukolwiek innemu duchowi, nawet gdyby to był sam Jezus. Pozdrawiam.
Poprzez pismo automatyczne rozmawiałam z jakimś duchem i w ten sposób dowiedziałam się częściowo kim byłam. Nie miałam żadnej wizji, po prostu ja pytałam duch pisząc odpowiadał. Nie mam oczywiście żadnej pewności, że to nie kłamstwo. Duch zaczął od tego, że jestem winna jego kalectwa, kiedy był w wcieleniu. W toku rozmowy wyszło, że byłam narodowości niemieckiej, on polskiej. Byliśmy oboje wcieleni w tym samym czasie - w okresie II wojny światowej. Zapytany o to czy krzywdziłam też innych ludzi, napisał "tak". Chciałam mu jakoś to zadośćuczynić, więc zapytałam jak mogę to zrobić. Stwierdził, że "bólem". Nie wiem, co dokładnie miał na myśli, czy cierpienia, które za tego wcielenia znoszę, czy co... To wszystko zgadzałoby się, ponieważ stale towarzyszy mi przeświadczenie, że żyłam tu na Ziemi w czasie II wojny. Miałam czasem wizje z tamtego okresu, tylko nie potrafiłam sprecyzować kim byłam. Chciałam wyciągnąć od niego moje nazwisko, ale odpisał "kalectwo", jakby przypominał mi po co przyszedł i jaki żal ma do mnie. Pomyślałam, że może duch wymaga pomocy. Odrzuciłam więc swoją ciekawość odnośnie szczegółów mojego wcielenia i zapytałam o to czy wie, co się z nim dzieje. Wiedział, że nie żyje, ale nie wiedział z kolei gdzie jest. Zapytałam, kogo widzi obok siebie, odpowiedział, że mamę. Zapytałam też o światło, czy widzi i czy może iść do niego, czy go coś jeszcze trzyma na Ziemi. Odpowiedział, że je widzi i może do niego iść. Więc poradziłam, by poszedł i pismo ustało. Tak skończył się nasz kontakt.
Jeśli chodzi o ducha z poprzedniego seansu, tego, który pisał, że mnie nie lubi, miałam okazję zobaczyć go następnego dnia rano. Był bardzo rozmazany. Czułam jego obecność i wiedziałam, że to on. Skąd wiedziałam, że to akurat on - nie mam zielonego pojęcia. Chodził za mną po domu, jakby czegoś potrzebował. Może zabrzmi to śmiesznie, ale postanowiłam go troszkę "naprostować". Opowiedziałam o konieczności rozwoju, jego sposobach i obiecałam, że będę się za niego modlić. Każdego dnia znajduję chwilkę, by poprosić Boga o przychylność dla tego ducha, szansę na odpokutowanie win, a wysokie duchy o wsparcie dla tego niskiego. Duch zniknął. Nie pisze, nie pokazuje się. Chyba podziałało. Kurczę, piszę jakby to było jakieś lekarstwo albo zaklęcie

Tego typu pomoc sprawia mi ogromną radość i przynosi prawdziwe szczęście. To ciekawe, że kontakty z duchami i pomoc, nawet, a może przede wszystkim tym niskim, powoduje, że patrzę łaskawszym okiem na duchy wcielone, czyli ludzi, którzy wokół mnie żyją. Przestały dla mnie się liczyć przesłanki materialne. Jestem jeszcze bardziej tolerancyjna dla ludzkich słabości. Nie jesteśmy przecież idealni, choć nie znaczy to, że pochwalam zło, ponieważ jestem w dalszym ciągu mu przeciwna. Staram się jednak dostrzegać człowieka w każdym, nawet tym najgorszym. Gdybym miała określić zmianę u siebie powiedziałabym, że złagodniałam. Więcej uśmiecham się do ludzi, lepiej ich rozumiem, choć nigdy od nich nie stroniłam. Rozjaśniło mi się wiele sytuacji, nawet tych, które kiedyś były dla mnie niezrozumiałe. Spirytyzm, kontakty z duchami i Wy moi Kochanie dajecie mi tak wiele, że nie macie nawet pojęcia. Czasem mam wrażenie, że wyrządzane mi zło jakby się o mnie odbijało. I co najciekawsze moi prześladowcy trzymają się ode mnie z daleka i dziwnie się zachowują, jakby bali się mnie ruszyć, choć ani im nie groziłam (to nie w moim stylu), właściwie nie rozmawialiśmy ze sobą. Kilka razy się do nich tylko uśmiechnęłam.
Czasami to wszystko tak mnie zaskakuje, że przystaję, analizuję i mówię "Boże, to się dzieje naprawdę".

tzw "zdrowy rozsądek" uległ całkowicie odczuciom duszy i nie pyta, czy to możliwe? Dzisiejsze przesłanie dla Was Kochani:
Patrząc duszą zobaczycie więcej, niż najbardziej otwartymi oczami i rozwiniętym umysłem. Być może już to ktoś kiedyś napisał. Teraz tak przyszło mi to do głowy
