Od kilku dni chodziłam z zamiarem rozpoczęcia pisma automatycznego. Jak mi radziliście na tym i innym poście, odczytałam mój sen jako zachętę i w końcu się odważyłam. Ponieważ nie wzbogaciłam się jeszcze w Księgę Mediów, poszłam raczej na ślepo w ten temat, choć wiem, że nie powinnam tak robić. Powinnam najpierw poznać metody i niebezpieczeństwa, jakie z tym wiązać się mogą. Ponieważ robiłam to sama, dla asekuracji "obstawiłam się" moim opiekunem. Najpierw skontaktowałam się z nim, przywołując do siebie (już zdążyłam to opanować

), później powiedziałam mu, że chciałabym rozpocząć pismo, że jestem na to gotowa i proszę go o ochronę przed złymi duchami oraz o dopuszczenie do mnie dobrych duchów, które mogłyby poprowadzić moją rękę. Trwało to dość długo. W którymś momencie zdrętwiały mi ręce od łokci po końce palców i nogi od kolan w dół, dokładnie tak, jak we śnie, o którym już pisałam i po przebudzeniu. Najpierw poczułam jakby ktoś ścisnął mojego prawego kciuka i próbował za niego ciągnąć, później poczułam czyjeś dłonie, które jakby objęły moją twarz i trzymały. Opiekun kazał mi iść na górę, do pokoju, gdzie we śnie pisałam. Usiadłam więc przy biurku, wzięłam kredkę (nie wiedzieć dlaczego nie chciałam długopisu, tylko coś drewnianego, trafiła się w szufladzie zielona kredka) i kartkę. Siedziałam przez jakieś 5 min. czując jednocześnie jak drętwieją mi dłonie ręce jeszcze bardziej, dotyk na twarzy był cały czas tak samo intensywny, bardzo ciepły, aż lekko mnie piekła skóra. Zamknęłam więc oczy i powiedziałam do ducha, który się pojawił, że jestem gotowa, że może posłużyć się mną i przekazać co chce. Cały czas jednocześnie prosiłam Opiekuna, by stał przy mnie i pilnował przed złymi zamiarami duchów. Prośbę do niego kierowałam wielokrotnie w ciągu całej akcji. Po dłuższym czasie zachęcania przeze mnie ducha w końcu ręka zaczęła pisać. Nie robiła tego jednak w nadgarstku ale jakby ktoś popychał mnie całą delikatnymi ruchami do przodu, później odciągał do tyłu, a że ręka była usztywniona podążała za ciałem. Uczucie niesamowite, wprost nie do opisania

Ręka nie napisała nic konkretnego. Można powiedzieć, ze bardziej nabazgrała jakieś zygzaki idące w różnym kierunku. Pierwsze ruchy były bardzo bardzo powolne, później stawały się coraz szybsze. W którymś momencie ustało. Powiedziałam więc: jeśli to już koniec puść kredkę. Chwilę czekałam i kredka upadł. Przypatrując się obrazkowi, poczułam że znów ręka chce pisać. Wzięłam kredkę, odwróciłam kartkę na drugą stronę. Najpierw znów pisały się zygzaki bardzo powoli później charakter ruchów diametralnie się zmienił, jakby inny duch poruszał ręką. Linia była ciągła, zawijała w różne strony, ręka unosiła się przemieszczała dalej opadała i pisała. W końcu ustało. Powiedziałam: na dziś koniec, jutro znów przyjdźcie i spróbujemy jeszcze raz. Po czym podziękowałam im i swojemu opiekunowi. A że siedziałam naprzeciwko otwartego laptopa, spojrzałam na własne odbicie i najpierw zobaczyłam, że ktoś za mną stoi. Jego głowa co chwilę jakby wyglądała zza mojej. Zapytałam więc kim jest ten duch. Po chwili widziałam jak moje odbicie w ekranie laptopa otrzymuje zupełnie inne rysy. To była męska twarz o dość ostrych rysach z wąsami. Ponieważ mrugałam oczami twarz się stawała mglista, by za chwilę znów się wyostrzyć. Po chwili męska jakby zmieniała się w kobiecą o dużych oczach. Obie te postaci były łagodne, miłe, bardzo spokojne. Chcąc zakończyć wszystko (choć niechętnie) pożegnałam się z nimi i zaprosiłam na jutro. Na koniec jeszcze raz bardzo podziękowałam Opiekunowi i nie wiem dlaczego powiedziałam mu, że go kocham za to, że mi umożliwił kontakt i mnie chronił. Na całym ciele poczułam ogromne ciepło jakby całą mnie mocno przytulił. Szczęście moje przy tym było tak ogromne, ze nie macie pojęcia. To nie takie uczucie miłości i czułości jakie otrzymuje się nawet od najbardziej kochającego człowieka na Ziemi. To coś miliony razy mocniejszego, intensywniejszego. Miałam wrażenie jakby moja dusza chciała wyskoczyć z ciała. Aż same łzy spłynęły mi po policzkach. Teraz czuję się jakby ktoś zrobił mi porządny odprężający masaż. Nawet ból karku minął. Jestem przeszczęśliwa. Każdemu życzę takich doznań z całego serca. Rysuneczki zachowałam, opisując datą i godziną. Jeżeli chodzi o treść i sposób pisania, odnoszę wrażenie, jakby te duchy (chyba były dwa) dopiero uczyły się posługiwać moim ciałem, jakby trenowały i próbowały opanować. Z każdą chwilą szło im coraz lepiej, choć drugiemu duchowi zdecydowanie precyzyjniej niż pierwszemu. Być może to ja muszę nauczyć się jeszcze lepiej poddawać im swoje ciało. O dziwo ręka mnie nie boli. Ruchy były bowiem bardzo delikatne. Myślałam, że w tym czasie moja jaźń wyłączy się, ale tak się nie stało. Cały czas świadoma byłam tego co się dzieje, tylko jakbym wyłączyła na chwile władanie ciałem. Siedziałam w bezruchu i patrzyłam na obrót sprawy. Mimo, że nic konkretnego nie zostało napisane, całość uznaję za sukces. Nie miałam pojęcia, że to tak łatwe. Myślałam, że potrzeba miesięcy treningu, by coś drgnęło, a tu proszę. Teraz wystarczy trenować dalej, a może doczekam się konkretnych słów i zdań. Jeśli się uda, na pewno Wam je pokażę. Zeskanuję i wkleję, byście sami mogli ocenić.
Pozdrawiam wszystkich cieplutko. Ależ ja jestem szczęśliwa!!