O mojej właściwej ''przygodzie ze spirytyzmem'', jeśli tak można nazwać historię...właściwie historię mojego życia, pisałam już w ''Na zakręcie''...w sumie to właśnie dlatego znalazłam się na tym forum.
Zresztą, spirytyzm mi towarzyszył od zawsze- odkąd pamiętam, fascynował mnie świat nadprzyrodzony, metafizyka. W wieku 8 lat zaczytywałam się magazynem ''UFO'', co prawda tylko dla dreszczyku i sensacji, a jakoś dwa lata później, dorwałam ''Nieznany świat'' i wtedy moje zainteresowania zjawiskami ''niewytłumaczalnymi'' trochę się rozszerzyły. Odkąd pamiętam, towarzyszy mi jakieś przeświadczenie, czy przeczucie, że świat to jeszcze nie wszystko, że musi być jakieś ''więcej'' niż to, co dostrzegamy. Ciągnęło mnie do opuszczonych ruin, lubiłam zakurzone i zdezelowane antyki, które nie wiadomo do kogo należały...zawsze dotykając tych miejsc i rzeczy, doznawałam dziwnych impulsów, jakby były one nośnikiem informacji, do której może nie do końca miałam dostęp, ale czułam rzeczy, których nie da się opisać słowami, czasami byłam w stanie sensualnie się czegoś dowiedzieć...może nie tyle posiąść konkretne informacje, ale odczucia. Pamiętam, że lubiłam chodzić do pewnego, sypiącego się domu z wieżyczką. Choćbym była tam sama, doznawałam wtedy jakichś dziwnych stanów...zawsze tam szłam, gdy czułam się samotna, moje myśli płynęły też inaczej.
Lubiłam też cmentarze, zawsze gdy miałam zły dzień, lubiłam tam uciekać. Nekropolie mnie uspokajają. Ludzie dziwnie na to czasem patrzą, kiedyś nawet wyciągnęłam pewnego kolesia na randkę, na XIX wieczny cmentarz, o zmroku...On myślał, że jestem jakąś fanką filmów w stylu ''Blair Witch Project'' i będę piszczeć z podniecenia, tymczasem ja stanęłam między nagrobkami ''zobacz, jak tu pięknie...jaki spokój, jaka cisza...''...Więcej nie chciał się ze mną spotykać.
Ludzie bardzo boją się śmierci...a mnie śmierć nie przeraża. Nie dlatego, żebym jej pragnęła. Ona mnie nie przeraża, jest dla mnie czymś naturalnym, może nie pięknym, ale jakimś wyznacznikiem, wedle którego powinniśmy żyć. Żyjemy po to, aby w końcu umrzeć, a śmierć ma nam przypominać o tym, abyśmy tutaj na Ziemi, starali się wykorzystać jak najlepiej dany nam czas, żebyśmy nie odkładali prawa do szczęścia dla siebie i innych na później, na jutro, na lepsze czasy, bo w każdej chwili wszystko może się skończyć, a po tamtej stronie wszystko już będzie wyglądać inaczej. Cały czas żyję w przekonaniu, że jest owe ''coś więcej'', namacalnie to wyczuwam. Teraz dzięki temu forum zaczynam jakiś nowy etap w życiu, teraz chciałabym się rozwijać, poszerzać swoją wiedzę, żeby nie zaprzepaścić szansy na kontakt z tym światem, gdzie tkwi owe ''więcej''...