historie z duchami - na jesienny wieczór, będę je numerować - nr zdarzenia nie ma znaczenia
przypadek 1
pensjonat
to było poza sezonem , wybrałam się z dwójką znajomych na grilla nad stawy w górskiej miejscowosci w Pol-Zach części PL . Wyszedł do nas właściciel pan G.wraz ze swoją przyjaciółką B, , która przyjechała do niego kilka dni wcześniej. Mieszkali sami w niewielkim domu przerobionym na pensjonat. Pan G. był męzczyzną wysokim, postawnym, w wieku ok 45 lat, jego dziewczyna B., pielęgniarka roześmiana może 35 latka. Siedzieliśmy tak sobie na dworze , gdy spytałam właściciela czy mogę skorzystać z łazienki. Łazienka był na parterze, trafiłam bez problemu

Gdy z niej wyszłam poprawiając koszulkę, stanęłam jak zamurowana. Przede mną po lewej stronie przy schodach stał starszy siwy mężczyzna jakby we flanelowej koszuli, średniego wzrostu, i opierał się prawym łokciem o barierkę . Patrzył wprost na mnie ze sporym zaciekawieniem. Tak, to był duch. I tu pytanie jak go widziałam na jakiej zasadzie? To jest tak jakby człowiek nagle spojrzał przez narzędzie np. lornetkę, mikroskop, lub jakby ktoś nałożył Ci na oczy jakąś kliszę -przykładasz kliszę widzisz, odkładasz nie widzisz; inaczej nie potrafię nawet tego wyjaśnić
męzczyzna zniknął z pola mojego widzenia i wyszłam a właściwie wybiegłam bo tez takie rzeczy nie należą do najmilszych jak biorą cie z zaskoczenia
wykorzystałam chwilę i powiedziałam moim dwóm znajomym o spotkaniu przy schodach, oczywiście usłyszałam ich jęki, że akurat musiałam go widzieć teraz gdy im się chce skorzystać z łazienki- heh poszli we dwóch. poprosiłam by nic nie mówili panu G. ani B. nie lubię zbędnych sensacji
gdy usiedliśmy znów wszyscy przy stole , jeden z moich znajomych oczywiście nie mógł wysiedzieć i zaczął prowokacyjnie mówić o nawiedzonych domach. Wtedy pan G. pamiętam to dobrze, zaczął być wyraźnie zmieszany, szykował się by coś powiedzieć, ale ze względu na własne dobre imię głos mu milkł gdy już ruszał z miejsca. W końcu jego dziewczyna coś mu szepnęła i ten zaczął swoją opowieść. Wyglądała ona mniej więcej tak:
- to było jakieś 2 tygodnie temu, wiem, możecie się śmiać, ale mi wesoło nie jest kiedy wam to mówię.
byłem sam w domu na 1 pietrze jest moja sypialnia. nie wiem która był godzina, moze 22:00 może nieco później. połozyłem sie do łózka i włączyłem tv. Byłem sam w całym domu. Nad moim pokojem jest zamknięty strych.Od niego w dół biegną te nasze drewniane schody . Usłyszałem kroki, powolne ale ciężkie i pewne. Te kroki ruszyły przez cały strych i nagle... ten ktoś przeszedł przez zamknięte na kłódkę drzwi i zaczął powoli schodzić po schodach. Wyciszyłem tv i czekałem na to jak ten ktoś podejdzie do mojej sypialni. I tak też się stało. Kroki zaczęły zbliżać sie do moich drzwi , wtedy otworzyłem okno i chciałem wyskoczyć ale wiedziałem ze jak w tej ciemnicy skoczę połamie sobie nogi. Pomysłalem jednak ze jak ten ktoś otworzy moje drzwi sypialni to jednak wyskoczę. Kroki na chwilę ucichły tuż przed sypialnią. Ten ktoś zawrócił i powoli ocięzale krok za krokiem stopien za stopniem wrocił na górę, przeszedł przez zamknięte drzwi i ucichł. Pan G. tak jak stał zbiegł na dwór, zostawił otwarty dom i musiał po omacku bez latarki przedrzeć się przez polną drogę do najbliższego domu sąsiada. Do przejscia miał ok. 300 metrów. Heh pokonał ten dystans sprintem.
Ten duży silny mężczyzna gdy to opowiadał był naprawdę wstrząśniety. Jego dziewczyna wzięła urlop by pobyć z nim właśnie z tego powodu, a przyjechała z innej częsci Polski.
Musiałam mu powiedzieć kogo widziałam na schodach. Pan G. i B. błagali bym coś zrobiła. Weszłam z B. do budynku na 1 pietro. Musiałam go przywołać na głos i wyjasniłam co się dzieje gdy on sie tak manifestuje i inne rzeczy o kt, nie chcę pisać. Nagle spytałam B. czy czuje chłód. Ona powiedziała , że tak , spytałam po której stronie , powiedziała, że dziwne zimno ma na lewej rece. wtedy obróciłam się i pokazałam jej moją całą rękę- była zimna i na całej ręce az po górę miałam tzw, gęsią skórkę. To dla B. był za duży szok. Dziewczyna zaczęła krzyczeć na cały dom i .. płakać , jej reakcja mnie naprawdę wystraszyła, zbiegła po schodach i zostawiła mnie samą w domu. Dokonczyłam rozmowę z panem ze schodów.
Powiedziałam G. że powinien mieć teraz spokój, że będą musieli się jakoś we dwóch pomieścic, a duch ten nie jest groźny, ale samotny.
Miałam kontakt z nimi rok później - wszystko było super.
p.s. starszy pan ze schodów został zidentyfikowany, to był przedwojenny niemiecki właściciel domu- pan G. dotarł do starszego pokolenia mieszkańców, opis pasował łącznie z koszulą w której chodził