Mój Spirytyzm...

Nasze opowieści, o tym jak Spirytyzm zmienił nasze spojrzenie na życie...

Re: Mój Spirytyzm...

Postautor: konrad » 01 sie 2008, 21:08

sooleyman pisze:No to czas na kogoś, kto jest spirytystą, ale mysli troszkę inaczej... otóż jestem katolikiem i katolicka wizja rzeczywistości nie przeszkadza mi wierzyć w duchy (Duchy), a nawet mi w tym pomaga


Chyba najpiękniejszą cechą Spirytyzmu jest jego otwartość. Owszem wielu Spirytystów na całym świecie ma nieco inne spojrzenie, ale dalekie jest ono od tego, o czym mówił Kardec, czyli przede wszystkim, by nie przyjmować niczego, zanim nie zaakceptuje tego nasz rozum. Bardzo mądre słowa Kardeca dotyczą też tego, że zasady spirytystyczne mogą się zmienić, o ile ludzie odkryją, że jest zupełnie inaczej, niż uczą nas Duchy, które przecież nie są wszystkowiedzące.

Zresztą jedna rzecz chyba nigdy się nie zmieni... Duchy uczą nas przede wszystkim o tym, że najważniejszą zasadą jest zasada miłości. :)
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: Mój Spirytyzm...

Postautor: cthulhu87 » 03 sie 2008, 09:54

Witam serdecznie,
jestem już od jakiegoś czasu zarejestrowany na tym forum, ale wolę raczej czytać posty niż je pisać:). Spirytyzmem interesuję się od roku. Zaczęło się, gdy w jednym z warszawskich antykwariatów natknąłem się na przedwojenne (1924) wydanie książki Leona Denisa z piękną, wzruszającą dedykacją "z epoki". Poczułem się z tym dziwnie, bo w książce traktującej o życiu pozagrobowym znalazłem tak namacalny ślad po nieznanym człowieku, który prawdopodobonie nie żyje od kilkudziesięciu lat. Tak więc przygodę ze spirytyzmem zacząłem w takiej niejako romantycznej otoczce, potem przyszła oczywiście lektura "Księgi Duchów", a następnie "Księgi Mediów". Miałem szczęście, że trafiłem na wydanie KOS. Spirytyzm interesuje mnie raczej tak, jak zjawisko społeczne może interesować osobę o zainteresowaniach historycznych. Toteż nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek wybiegł w tym temacie poza kwestie czysto teoretyczne, choć cenię sobie dość spójną część filozoficzną spirytyzmu. Pozdrawiam serdecznie.

Aha, przepraszam za offtop, ale szalenie mnie interesuje jedna kwestia: czy Leon Denis to prawdziwe nazwisko? Nie miałbym takich wątpliwości, ale przecież Allan Kardec naprawdę nazywał się "Hippolyte Leon-Denizard Rivail". Może to to przydomek na jego cześć?:) A może zwykły przypadek:)
"Widziałem słynne grody starożytności, spoczywające pod całunem piasku lub kamienia, jak Kartagina, miasta greckie na Sycylii, równinę Rzymu z rozwartymi grobami i śpiące pod popiołem Wezuwiusza snem wieków dwudziestu cmentarze." L. Denis
http://www.ksiazki-spirytystyczne.pl
Awatar użytkownika
cthulhu87
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 4282
Rejestracja: 19 lip 2008, 12:44

Re: Mój Spirytyzm...

Postautor: konrad » 04 sie 2008, 19:15

konrad pisze:czy Leon Denis to prawdziwe nazwisko? Nie miałbym takich wątpliwości, ale przecież Allan Kardec naprawdę nazywał się "Hippolyte Leon-Denizard Rivail". Może to to przydomek na jego cześć?:) A może zwykły przypadek:)


Mam wrażenie, że to przypadek... O ile w ogóle można mówić o tym, że coś takiego jak przypadek istnieje ;)
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: Mój Spirytyzm...

Postautor: rzeznik » 17 sie 2008, 20:20

Nie wiem czy to w tym dziale, ale witam

Mam na imie Damian, pochodze z pomorza, poszukuje ludzi do wspólnych spotkań ( woj. pomorskie), sprawę traktuję poważnie, za wszelki kontakt bedzie wdzięczny.
Troche o sobie, mam okultystyczno- satanistyczną przeszłość, zajmuję się szeroko pojętą czarną magia od 16r.ż., w dzieciństwie zostałem obłozony klątwą przez miejscową wiedźmę z tąd też i moje przygody, otarłem sie dosłownie o śmierć kilkukrotnie, widywałem wiele różnych dziwnych rzeczy, ogólnie nie jestem rozmowny a tym bardziej mając świadomość, że cokolwiek napiszę i tak wyjdę na wiekszego laika niż jestem w rzeczywistości. No nic, w skrócie szukam kilka osób na trochę wyższym poziomie do spotkań, w obrebie woj. dojadę wszedzie, zalezy mi głównie na rozwiązaniu swoich problemów ale chętnie przy okazji służe swoją osobą.
rzeznik
 
Posty: 1
Rejestracja: 16 lip 2008, 20:09

Re: Mój Spirytyzm...

Postautor: Setticemia » 17 sie 2008, 21:29

rzeznik pisze:w dzieciństwie zostałem obłozony klątwą przez miejscową wiedźmę z tąd też i moje przygody, otarłem sie dosłownie o śmierć kilkukrotnie, widywałem wiele różnych dziwnych rzeczy(...)

Jeśli chodzi o klątwę może powinieneś skontaktować się z egzorcystą, oni zajmują się takimi przypadkami. Podejrzewasz, kto mógł ją rzucić, więc to już coś. To, że ktoś Cię skrzywdził nie oznacza, iż musisz brnąć w okultyzm, satanizm, bo to błędne koło. Chyba, że wyznajesz zasadę klin klinem...
"Żadne serce nie cierpiało nigdy sięgając po swoje marzenia, bo każda chwila poszukiwań jest chwilą spotkania z Bogiem i Wiecznością."
Paulo Coelho
Awatar użytkownika
Setticemia
 
Posty: 37
Rejestracja: 17 lip 2008, 09:06
Lokalizacja: Rzeszów

Re: Mój Spirytyzm...

Postautor: konrad » 17 sie 2008, 21:57

Klątwy z punktu widzenia Spirytyzmu mają o tyle sens, że mogą być rozumiane jako zachęcenie Duchów Niższych do "zaopiekowania się" daną osobą. Z całą pewnością środowisko satanistyczne, czy okultystyczne jest wodą na młyn takich istot. Ich działanie może się jedynie wzmocnić w tego typu środowisku...

Co do egzorcystów, raczej nie kierowałbym się w tę stronę. W wielu przypadkach egzorcyści to księżą, którym wydaje się, że za pomocą wody święconej i cytatów z Biblii są w stanie przepędzić demona, czy Szatana. Z założenia w świetle Spirytyzmu jest to błędne, gdyż jak wiemy coś takiego jak demony nie istnieje. Owszem egzorcyzmy okazują się skuteczne w części przypadków, gdy Duch po prostu wieży, że rzeczywiście może mu pod wpływem wody święconej stać się coś złego. Czyli trochę na zasadzie sugestii. Wielokrotnie jednak po egzorcyzmach nie można spodziewać się pozytywnych efektów, zwłaszcza gdy Duch Niższy jest nieco bardziej inteligentny i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje.

Jedyną metodą uwolnienia się spod wpływów Duchów Niższych jest wezwanie na pomoc Duchów Wyższych, przed którymi te pierwsze czują instynktownie respekt. Często, trochę może nieświadomie, czynią to egzorcyści wzywają na pomoc świętych, którzy nie są nikim innym jak odpowiednikami Duchów Wyższych. Jedynym skutecznym rozwiązaniem jest więc modlitwa i prośba o wsparcie naszych przyjaciół z zaświatów. O ile egzorcysta to właśnie czyni, jego działanie będzie skuteczne. Jeżeli skupia się jednak na czymś innym, raczej nie odniesie sukcesu. O ile pamięć mnie nie myli, tematyce egzorcyzmów poświęcony jest nawet fragment Księgi Duchów.

Jedyna rada dla osób, które czują się opętane przez złe siły, to szczera modlitwa do Duchowych przyjaciół. Na pewno zadziała :) Pozdrawiam
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: Mój Spirytyzm...

Postautor: cthulhu87 » 18 sie 2008, 16:13

Kiedy czyta się teksty wyrażające opinię Kościoła na temat spirytyzmu, bardzo często łączy się go z okultyzmem - myślę, że to niesprawiedliwe, ale między innymi przez to często duchami interesują się ludzie odrzucający w całości naukę Kościoła, "spragnieni" wiedzy tajemnej i zjawisk nadprzyrodzonych, a przecież - jak często zaznacza się to w literaturze spirytystycznej - są to zjawiska naturalne i zgodne z prawami przyrody, choć niedostatecznie poznane. Ze swojej strony witam nowego zainteresowanego i mam nadzieję, ze spojrzy on na spirytyzm wlaśnie z tej dobrej, tj. naukowej i filozoficznej, strony:)
"Widziałem słynne grody starożytności, spoczywające pod całunem piasku lub kamienia, jak Kartagina, miasta greckie na Sycylii, równinę Rzymu z rozwartymi grobami i śpiące pod popiołem Wezuwiusza snem wieków dwudziestu cmentarze." L. Denis
http://www.ksiazki-spirytystyczne.pl
Awatar użytkownika
cthulhu87
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 4282
Rejestracja: 19 lip 2008, 12:44

Re: Mój Spirytyzm...

Postautor: Luperci Faviani » 18 sie 2008, 16:29

Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich w Warszawie
(Przy Krakowskim Przedmieściu)
tel.: 022 828 54 83

To dla osób, którym wydaje się, że mogły zostać opętane.
Luperci Faviani - życie jest niczym, wieczność jest wszystkim.
La certitude est une autre dimension de la croyance.
Awatar użytkownika
Luperci Faviani
 
Posty: 2412
Rejestracja: 22 lip 2008, 16:23
Lokalizacja: Polska

Re: Mój Spirytyzm...

Postautor: konrad » 19 sie 2008, 09:53

Mam nadzieję, że już za jakiś czas to właśnie polscy spirytyści, tak jak to dzieje się w innych krajach, będą mogli skutecznie pomagać w przypadkach opętania. Niestety jest to temat, który wymaga dużego doświadczenia w kontaktach z Duchami i sporej wiedzy, której chyba na razie nam brak. Oczywiście na razie ;)
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: Mój Spirytyzm...

Postautor: lilo » 05 lis 2008, 13:50

Całe moje życie to niesamowite " zbiegi okoliczności" rzekłby ateista, a ja twierdzę, że to Opatrzność. Pewne sprawy toczyły się zupełnie inaczej niż bym tego chciała, zdawały się być porażką, a teraz gdy oglądam się za siebie wszystko pasuje jak puzle i okazało się najtrafniejszą rzeczą jaka mogłaby mieć miejsce. Moja świadomość na przestrzeni ostatnich 10 lat zmieniła się dość znacznie, na skutek głębokich wręcz traumatycznych przeżyć. Kiedy spotkałam mojego męża, on już miał za sobą doświadczenia niestety z Duchami niższymi, sam nie miał wątpliwości co do istnienia świata duchów ale miał wądpliwości co do istnienia Boga. Nieraz mówił " módl się, abym i ja uwierzył, bo jeżeli tam coś jest to żle ze mną". Jestem głęboko wierzącą katoliczką więc zaczęłam się modlić. Mąż nagle znalazł się w szpitalu gdyż nie mógł oddychać. Lekarz powiedział całe płuca męża są wypchane zakrzepami, krew płynie przez płuca do serca. Wystarczy jeden mały zakrzep w sercu a on umrze (zaawansowana zatorowość płucna) " ja nie daję mu żadnej nadzei" powiedział lekarz a gdy zobaczył moją twarz i furię rozpaczy, dodał "ale jej też nie odbieram". Czy wierzycie, że modlitwa może zmienić bieg wydarzeń? że Bóg może wszystko zmienić? Jeśli wierzycie to macie rację bo ja to wiem na pewno!!! Jak tylko wyszłam z pokoju ordynatora i doszłam do siebie, zaczęłam się modlić. Modliłam się głównie do Miłosierdza Bożego, św. Judy Tadeusza nieprzerwanie. tzn. gdy wchodziłam na intensywną terapię gdzie leżał mój mąż wykrzywiałam twarz w uśmiechu. Wychodziłam i modliłam się cały czas jadąc autobusem, zidąc do domu, zasypiałam w klęczkach modląc się , a obudzona w nocy kontynuaowałam. Praktycznie nic nie jadłam. Po tygodniu byłam cieniem samej siebie, ale cieszyłam się, że mąż nadal żyje. W końcu powiedziałam, Boże zabierz w zamian to co mam najcenniejsze - macierzyństwo- a wróć mi go. Zabierz też karierę która nic nie znaczy. Następnego dnia rano pojechałam do szpitala. W okół mojego męża wielkie zamieszanie (z 5 lekarzy), podłączają jakieś urządzenia, biegają wdarłam sie tam i zobaczyłam, że żyje. Niczego nie rozumiejąc złapałam lekarkę za rękaw"proszę powiedzieć co się dzieje z moim mężem" Odpowiedziała "nie możemy znaleść zakrzepów, one się zorganizowały". Po tygodniu wypisano męża ze szpitala. Jego lekarz specjalista powiedział mu kiedyś "medycyna nie zna odpowiedzi, dlaczego pan żyje". On jednak nadal nie dowierzał, że to musiał być cud i dalej powątpiewał w istnienie Boga. Za miesiąc awans, aha czyli Bóg nie przyjął mojej ofiary. Zaczęliśmy zbieać na in vitro bo dość długo nie mogliśmy mieć dziecka. Podczas mojej kolejnej operacji usunięcia mięśniaków histopat wykazał raka na wyciętych mięśniakach. (opisałam to wcześniej w ramach innego forum). Orzeczono radykalną operację usunięcia narządów rodnych. Czyli ofiara została przyjęta? ale ja chciałam żyć !!! Zaczęła się walka o to. Myślałam to nie jest mój scenariusz to nie jest scenariusz mojego życia. Przyjaciółka poleciła mi módl się do św. Rity ona jest św. od spraw beznadziejnych i umarła w dniu w którym ty masz operację dokładnie 22 maja 450 lat wcześniej. Powiedzaiłam o tym mężowi. W poczekalni mąż mimo modlitw nie czuł ulgi. Głowę rozsadzał mu ból po nieprzespanej nocy, a serce chciało wyskoczyć z nerwów. Wtedy coś go natchnęło i powiedział" św. Rito dzisiaj jest dzień Twojej śmierci i dzisiaj jest operowana moja żona, pomóż jej, wstaw się za nią i daj mi to odczuć". Niemal natychmiast spłynęła na niego nieopisana błogość, nie czuł już bólu ujżał postać kobiety ok. 3o paru lat rozwiane włosy. Siedział a równocześnie stał za nią i kiedy próbował mówić "ojcze..." w głowie usłuszał "nie przeszkadzaj teraz moja kolej". Zaraz na przeciwko pojawiło się światło a za światłem Postać. Mąż jest pewny, że to był Jezus. Ucieszył się widząc św. Ritę tak, jakby : "to znowu Ty, jak miło Cię widzieć" mąż zrozumiał, że przychodzi tak do Niego w setkach ludzkich spraw. Dalej sie zgadzali. Wszystko znikło, a błogostan trwał jeszcze do zaśnięcia. Mąż już się nie bał. Po wycięciu w badaniu hist.pat. zapisano że nie znaleziono komórek nowotworowych. Mąż już nie ma najmniejszej wątpliwości, że Bóg istnieje. Jesteśmy w kolejce adopcyjnej, chcemy dziewczynkę, jak myślicie jak będzie mieć na imię... To zainspirowało mnie do poszukiwań i odpowiedzi. Mąż z piwnicy przyniósł zakurzoną książeczkę Spirytyzm, było tam odniesienie do Księgi Duchów. No i jak kupiłam ją (z winoroślą) znalazłam odpowiedzi, które chciałam uzyskać. Na pytanie jak rozpoznać czy ktoś nie jest fałszywym prorokiem Jezus odpowiedział "Poznacie ich po ich owocach" Poznałam tę naukę po jej owocach, nauce miłości, miłośierdzia i praktykowaniu dobra czyli to czego uczył Jezus. Przepraszam za częściowe powtarzanie tematu ;) Pozdrawiam
"Na poczatku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.(...)
W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła."
Awatar użytkownika
lilo
 
Posty: 181
Rejestracja: 19 paź 2008, 18:32

PoprzedniaNastępna

Wróć do Nasz Spirytyzm

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość