Całe moje życie to niesamowite " zbiegi okoliczności" rzekłby ateista, a ja twierdzę, że to Opatrzność. Pewne sprawy toczyły się zupełnie inaczej niż bym tego chciała, zdawały się być porażką, a teraz gdy oglądam się za siebie wszystko pasuje jak puzle i okazało się najtrafniejszą rzeczą jaka mogłaby mieć miejsce. Moja świadomość na przestrzeni ostatnich 10 lat zmieniła się dość znacznie, na skutek głębokich wręcz traumatycznych przeżyć. Kiedy spotkałam mojego męża, on już miał za sobą doświadczenia niestety z Duchami niższymi, sam nie miał wątpliwości co do istnienia świata duchów ale miał wądpliwości co do istnienia Boga. Nieraz mówił " módl się, abym i ja uwierzył, bo jeżeli tam coś jest to żle ze mną". Jestem głęboko wierzącą katoliczką więc zaczęłam się modlić. Mąż nagle znalazł się w szpitalu gdyż nie mógł oddychać. Lekarz powiedział całe płuca męża są wypchane zakrzepami, krew płynie przez płuca do serca. Wystarczy jeden mały zakrzep w sercu a on umrze (zaawansowana zatorowość płucna) " ja nie daję mu żadnej nadzei" powiedział lekarz a gdy zobaczył moją twarz i furię rozpaczy, dodał "ale jej też nie odbieram". Czy wierzycie, że modlitwa może zmienić bieg wydarzeń? że Bóg może wszystko zmienić? Jeśli wierzycie to macie rację bo ja to wiem na pewno!!! Jak tylko wyszłam z pokoju ordynatora i doszłam do siebie, zaczęłam się modlić. Modliłam się głównie do Miłosierdza Bożego, św. Judy Tadeusza nieprzerwanie. tzn. gdy wchodziłam na intensywną terapię gdzie leżał mój mąż wykrzywiałam twarz w uśmiechu. Wychodziłam i modliłam się cały czas jadąc autobusem, zidąc do domu, zasypiałam w klęczkach modląc się , a obudzona w nocy kontynuaowałam. Praktycznie nic nie jadłam. Po tygodniu byłam cieniem samej siebie, ale cieszyłam się, że mąż nadal żyje. W końcu powiedziałam, Boże zabierz w zamian to co mam najcenniejsze - macierzyństwo- a wróć mi go. Zabierz też karierę która nic nie znaczy. Następnego dnia rano pojechałam do szpitala. W okół mojego męża wielkie zamieszanie (z 5 lekarzy), podłączają jakieś urządzenia, biegają wdarłam sie tam i zobaczyłam, że żyje. Niczego nie rozumiejąc złapałam lekarkę za rękaw"proszę powiedzieć co się dzieje z moim mężem" Odpowiedziała "nie możemy znaleść zakrzepów, one się zorganizowały". Po tygodniu wypisano męża ze szpitala. Jego lekarz specjalista powiedział mu kiedyś "medycyna nie zna odpowiedzi, dlaczego pan żyje". On jednak nadal nie dowierzał, że to musiał być cud i dalej powątpiewał w istnienie Boga. Za miesiąc awans, aha czyli Bóg nie przyjął mojej ofiary. Zaczęliśmy zbieać na in vitro bo dość długo nie mogliśmy mieć dziecka. Podczas mojej kolejnej operacji usunięcia mięśniaków histopat wykazał raka na wyciętych mięśniakach. (opisałam to wcześniej w ramach innego forum). Orzeczono radykalną operację usunięcia narządów rodnych. Czyli ofiara została przyjęta? ale ja chciałam żyć !!! Zaczęła się walka o to. Myślałam to nie jest mój scenariusz to nie jest scenariusz mojego życia. Przyjaciółka poleciła mi módl się do św. Rity ona jest św. od spraw beznadziejnych i umarła w dniu w którym ty masz operację dokładnie 22 maja 450 lat wcześniej. Powiedzaiłam o tym mężowi. W poczekalni mąż mimo modlitw nie czuł ulgi. Głowę rozsadzał mu ból po nieprzespanej nocy, a serce chciało wyskoczyć z nerwów. Wtedy coś go natchnęło i powiedział" św. Rito dzisiaj jest dzień Twojej śmierci i dzisiaj jest operowana moja żona, pomóż jej, wstaw się za nią i daj mi to odczuć". Niemal natychmiast spłynęła na niego nieopisana błogość, nie czuł już bólu ujżał postać kobiety ok. 3o paru lat rozwiane włosy. Siedział a równocześnie stał za nią i kiedy próbował mówić "ojcze..." w głowie usłuszał "nie przeszkadzaj teraz moja kolej". Zaraz na przeciwko pojawiło się światło a za światłem Postać. Mąż jest pewny, że to był Jezus. Ucieszył się widząc św. Ritę tak, jakby : "to znowu Ty, jak miło Cię widzieć" mąż zrozumiał, że przychodzi tak do Niego w setkach ludzkich spraw. Dalej sie zgadzali. Wszystko znikło, a błogostan trwał jeszcze do zaśnięcia. Mąż już się nie bał. Po wycięciu w badaniu hist.pat. zapisano że nie znaleziono komórek nowotworowych. Mąż już nie ma najmniejszej wątpliwości, że Bóg istnieje. Jesteśmy w kolejce adopcyjnej, chcemy dziewczynkę, jak myślicie jak będzie mieć na imię... To zainspirowało mnie do poszukiwań i odpowiedzi. Mąż z piwnicy przyniósł zakurzoną książeczkę Spirytyzm, było tam odniesienie do Księgi Duchów. No i jak kupiłam ją (z winoroślą) znalazłam odpowiedzi, które chciałam uzyskać. Na pytanie jak rozpoznać czy ktoś nie jest fałszywym prorokiem Jezus odpowiedział "Poznacie ich po ich owocach" Poznałam tę naukę po jej owocach, nauce miłości, miłośierdzia i praktykowaniu dobra czyli to czego uczył Jezus. Przepraszam za częściowe powtarzanie tematu

Pozdrawiam