spirytyzm nie wymaga kontaktów a wręcz pokazuje jak wysokie są wymagania by te kontakty mogły służyć ludziom, i że jeśli źle się do nich człowiek zabiera niosą szkody
Spirytyzm tonie w stereotypach głównie właśnie związanych z wywoływaniem duchów. I teraz powstają trochę dwa bieguny: osoba niezaznajomiona z tematem wyobraża sobie rozmawianie z Napoleonem o północy w oparach kadzidła przy świecach, a spirytysta się wypiera tego i jeszcze mówi, że kontakt z duchami to to nie, to troche przesada, bo to trzeba mieć wiedzę i w ogóle długie przygotowanie, nie, nie, nie. Sądzę, że najrozsądniej jest podkreślić
wielowymiarowość spirytyzmu - tak, owszem istnieje warstwa eksperymentalna, ale to tylko jeden z aspektów, o wiele ciekawsza i wartościowsza jest warstwa filozoficzna i etyczna.
Ale tak ściślej tematu. Cóż, ja już się przekonałem, że nie każdy jest gotowy na taką "szczepionkę". O wiele zdrowsza jest akceptacja i wspieranie drugiej osoby we własnych przekonaniach, o ile przyczyniają się one do szeroko rozumianego dobra. Jeśli ktoś odczuwa potrzebę medytacji zaaranżowanej w pokoju pełnym świec, indyjskich melodii i olejków zapachowych - proszę bardzo, to dla tej osoby ważne. Nie chcę jej tego burzyć wciskając na siłę doktrynę spirytystyczną - chyba, że sama będzie chciała dowiedzieć się czegoś więcej. Tyczy się to też np. osób związanych z jakimkolwiek kościołem, dla nich to jest ważne i tego potrzebują. Jeśli jest inaczej, to będą w stanie pewnego zawieszenia albo w stanie poszukiwania, wtedy ewentualna dyskusja sama się wywiąże. I czas pokaże, czy szczepionka się przyjęła.
Poza tym trzymam się tego co było wiele razy powiedzieć i na Ziemi i z zaświatów - jeśli coś ma silne podstawy i jest dobre, to przetrwa. I wierzę, że spirytyzm nie tylko przetrwa, ale dalej będzie się rozwijać, co zresztą naocznie widać. Przecież myśl spirytystyczna nigdy nie została stłamszona czy wyparta. Ok, na przykładzie chociażby naszego kraju została "zamrożona", ale nie cofnęła się - przeczekała i teraz idzie dalej.
Trzeba tez dodac , ze chrzescijanstwo niejedna ma twarz...
Słuszna uwaga. Nie tylko chodzi o odłamy. Ale w dzisiejszej zlaicyzowanej coraz bardziej Europie, religijność staje się bardzo zindywidualizowana. Zauważcie jak ogromne rzesze osób, nawet regularnie praktykujących w kościołach, nie zgadza się z odgórnymi dogmatami, czy "powszechnymi" założeniami i jak często przywódcy duchowi są krytykowani. Obserwuję w swoim szeroko rozumianym otoczeniu takie podejście: ok, należę do danej zbiorowości i wyznają te same wartości, ale mam własne zdanie na temat szczegółów i nawet najwyższy kapłan mi niczego nie narzuci. Tak sobie rozmyślam, że są aktualnie dwie drogi kierunku - albo dzisiejszy zabiegany człowiek przyjmuje rolę deisty/agnostyka bo nie ma motywacji ani czasu zastanowić się nad swoją duchowością, albo szuka i próbuje ją rozwinąć tworząc swój tak jakby indywidualny, jednostkowy odłam. Niektórzy twierdzą, że kierują się Biblią, ale "nie wykluczają reinkarnacji", niektórzy odnajdują ogromny sens w spirytyzmie. Konkluzja jest taka, że popularyzacja wiedzy spirytystycznej w obecnej formie (tak, tak, mam tu na myśli PTSS i Rivail) jest najtrafniejszym sposobem "szczepienia". Ale popularyzacja rozumiana jako
ułatwienie (a nie narzucenie czy promowanie) dostępu do bogatej i wartościowej wiedzy - jesteś zdecydowany dowiedzieć się czegoś więcej? Nic trudnego, spróbuj. Boisz się tematu, odpycha Cię on, nie jesteś zainteresowany? To kieruj się tym, co Ci podpowiada serce (w końcu ze spirytystycznego punktu widzenia i tak do nas wrócisz).
Ależ się rozfilozofowałem.