Ja jeszcze niedawno byłem podłym hedonistą i samolubem
Zainteresowałem się medytacją transcendentalną (tzw. wglądu) tylko ze względu na to, że podobno daje takie 'przyjemne' rezultaty

Okazało się że to ona była takim moim 'początkiem'

Powiedzmy 2x 30 minut dziennie (początkowo to było 1x 10 minut) u mnie zupełnie wystarczy. Bardzo mnie to uspokajało i relaksowało, dlatego kontynuowałem ten zwyczaj aż do dziś. Po miesiącu zauważyłem u siebie zmianę np. na prawdę zacząłem wierzyć w boga. Czułem go, a wcześniej śmiałem się z każdego teisty i deisty... Zacząłem szanować wszystko co żyje i tak jakby czuć z tym życiem przyjaźń. Np. mucha która chodzi po moim jedzeniu - 'niech se je'

Na pewno zmniejszyła się moja pycha, a zwiększyła pokora. Zacząłem mówić nietypowe dla mnie rzeczy... np. "Ludzie! Przebaczajcie sobie!"
Ostatecznie na spirytyzm naprowadził mnie taki jakby poltergeist, czyli stukający i chlapiący wodą duszek. Ale gdyby nie medytacja, wyśmiałbym cały spirytyzm od A do Z... Mam wrażenie że to ona rozwinęła mnie duchowo na tyle żeby zrozumieć spirytyzm.