Strona 1 z 2

Jak nauka spirytystyczna tłumaczy sens cierpienia?

Post: 24 sty 2009, 00:17
autor: Jul
Może to nieco trywialne i ogólne pytanie, ale wraca do mnie ta kwestia stale. Każdy z nas spotyka się co jakiś czas z przejawami cierpienia i bólu. Są ludzie, których nieszczęścia spotykają jakby ponad miarę, tak jakby sprawdzano ich wytrzymałość psychiczną.

Dlaczego tak się dzieje? Co mówi o tym spirytyzm? Jakie są Wasze przekonania tutaj?

Do napisania tego postu sprowokowała mnie taka wstrząsająca wiadomość przy przeglądaniu tabloidalnych nagłówków dzisiejszych newsów. Była modelka i finalistka miss world po nagłej infekcji bakteryjnej straciła wszystkie kończyny, które jej amputowano - http://zyciegwiazd.onet.pl/113223,0,fot ... etail.html
Nagle piękna 20 letnia dziewczyna staje się z dnia na dzień zupełną kaleką. Takich cierpień i przypadków jest wiele na świecie. Rozumiem, że cierpienie jest niezbędne w rozwoju moralno-duchowym, ale dlaczego aż takie w przypadku np. tej osoby? Jak dobrze wytłumaczyć sens takich jednostkowych, skrajnych sytuacji z Waszej perspektywy?

Re: Jak nauka spirytystyczna tłumaczy sens cierpienia?

Post: 24 sty 2009, 14:04
autor: knyp
Naszym największym cierpieniem na świecie -

Nie są trudności, ale zniechęcenie w stawianiu im czoła.

Nie są próby, którym jesteśmy poddawani, ale rozpacz wobec cierpienia.

Nie jest choroba, ale strach przed jej nadejściem.

Nie jest nieszczęście kogoś bliskiego, ale gniew na to, że zdarza się to w naszej rodzinie.

Nie jest porażka, ale upór w nieprzyznawaniu się do własnych błędów.

Nie jest niewdzięczność, ale to, że nasza miłość nie jest pozbawiona egoizmu.

Nie jest fakt, że jesteśmy tak mali, ale nasz bunt wobec wyższości innych.

Nie jest obelga, ale zraniona duma.

Nie jest pokusa, ale rozkosz w jej przyjmowaniu.

Nie jest starzenie się ciała, ale ukochanie własnego wyglądu.

Łatwo zauważyć, rozwiązując każdą trudność, że największym problemem jest brzemię zmartwień, które stwarzamy, rozwijamy i utrzymujemy szkodząc samym sobie.
(http://spirytyzm.pl/cx_cierpienie.htm)


Przyjmujcie cierpienie z pokorą i skruchą, dziękując za nie Ojcu, bo jest tak miłościwy, że zechciał was nauczyć przyjmować ból. To jest bardzo ważne w waszym ziemskim życiu. Módlcie się, a zostaniecie wysłuchani.
(http://spirytyzm.pl/p_polskie.htm)

Nie mówcie więc, gdy widzicie jak zły los spotyka jednego z waszych braci: To sprawiedliwość Boska, tak już musi być; powiedzcie raczej: Zobaczmy, jakie środki nasz miłosierny ojciec mi dał, bym mógł zmniejszyć cierpienia mojego brata.

Tak ładnie napisane, myślę że z tego wynika, że inni cierpią bo jest to ich próba, a nam daje szanse pokazać czy jesteśmy w stanie pokonać swój egoizm i pomóc innym w cierpieniach. Szkoda tylko, że musi się to przydarzyć komuś znanemu abyśmy w końcu to zobaczyli. Gdyby się rozejrzeć wokół siebie na pewno są takie osoby, które liczą na wsparcie.

Re: Jak nauka spirytystyczna tłumaczy sens cierpienia?

Post: 25 sty 2009, 00:25
autor: Jul
Knyp, ładny dobór cytatów... Cóż kwestia wydaje mi się otwarta wciąż. Człowiek nie może żyć bez poczucia sensu życia, a ponieważ my inspirujemy się spirytyzmem, próbujemy w nim znaleźć możliwe wytłumaczenia i odpowiedzi.

P.s. ta kobieta już nie żyje, jak wynika z nowych informacji.

Re: Jak nauka spirytystyczna tłumaczy sens cierpienia?

Post: 25 sty 2009, 00:41
autor: knyp
Właśnie w tym sens życia żeby umieć żyć. Każdy na pewno ma swój, czy go odnajdzie to też sprawa indywidualna ale od czego jesteśmy my jak nie od pomocy w wszelkich aspektach życia :). Oczywiście, że to sprawa otwarta przecież mówię w swoim imieniu (niekoniecznie swoimi słowami) i nie czuje się upoważniony do reprezentowania kogokolwiek. Też czekam na wypowiedzi reszty, kto wie czy nie zmienię podejścia.

Cierpienie może też być taką przyśpieszoną lekcją życia. Tyle słyszymy o cierpieniu ale do serca bierzemy( nie wszyscy ale ogół) to sobie dopiero gdy dotknie nas osobiście.

Re: Jak nauka spirytystyczna tłumaczy sens cierpienia?

Post: 25 sty 2009, 13:29
autor: konrad
Właśnie w jednej z książek przeczytałem historię, która może rzuci troszkę światła na temat cierpienia. To historia Jeana-Dominique'a Bauby, francuskiego dziennikarza współpracującego niegdyś z "Elle". Na skutek wylewu do mózgu zapadł w śpiączkę, z której wybudził się całkowicie sparaliżowany i niemal głuchy. Był w stanie mrugać jedynie lewą powieką, lekko poruszać głową i chrząkać.

Jean-Dominique postanowił jednak się nie poddać i zaczął rozmyślać nad tym, w jaki sposób mógłby przekazać innym ludziom całą wiedzę, którą zdobył w wyniku wypadku i w czasie długich dni spędzonych bez możliwości poruszania się i komunikowania się ze światem. Wpadł wówczas na pomysł, by napisać książkę. Jak jednak mógłby napisać książkę ktoś, kto nie jest w stanie trzymać w ręku pióra, ani praktycznie porozumiewać się ze światem. Do tego, by zrealizować swój cel, opracował wraz z kobietą z wydawnictwa, która miała mu pomóc w wydaniu książki, specjalny system. Kobieta recytowała litery w kolejności od najczęstszych do najrzadszych, a Jean-Dominique mrugał wtedy, gdy decydował się wybrać tę właśnie wymówioną. Tym sposobem sparaliżowany dziennikarz napisał książkę składającą się ze 137 stron. By to zrobić, musiał mrugnąć ponad 200 tysięcy razy. Książka ta ukazała się również w Polsce i ma tytuł "Motyl i skafander". Niestety dziesięć dni po ukazaniu się książki Bauby zmarł.

W samej książce pisze on o rzeczach, których nigdy nie zrobił, a o których zawsze marzył, takich jak wjazd na alpejskie szczyty razem z kolarzami Tour de France, rajd na torze Formuły I, czy też rozkoszowanie się kiełbaską w czasie słonecznego dnia. Wyrażał jednocześnie ból, że nie może już spędzać czasu z dziećmi, czy też być taką osobą, jaką zawsze chciałby być.

Nie czytałem niestety tej książki, myślę jednak, że nie jest to w całej historii najważniejsze. Historia Bauby'ego obrazuje jednak bardzo dobrze moje spojrzenie na cierpienie, dlatego też ją tutaj przytoczyłem. W perspektywie nieskończoności te miesiące, które Bauby spędził w śpiączce, były jedynie ulotną chwilą. Dzięki nim jednak był w stanie on zrobić wielki krok naprzód w swoim rozwoju, jak sądzę. Pokazał, że naszym celem jest dążenie do realizacji naszych planów i marzeń nawet wtedy, gdy nie jest to łatwe i gdy praktycznie nikt w nas nie wierzy. Cierpienie jest katalizatorem, który wydobywa z nas ukryte energie. To ono właśnie doprowadziło do rozwoju medycyny, techniki. Weźmy chociaż przykład pana Janusza Liberkowskiego, który ostatnio dość często pokazuje się w TVN-ie. Po tym, jak w wypadku samochodowym stracił dziecko, całą swoją energię poświęcił na stworzenie prototypu fotelika dziecięcego, który uratuje na pewno w przyszłości miliony maluchów. Dzięki temu wynalazkowi wygrał amerykański program "American Inventor", a sam fotelik, dzięki środkom pozyskanym po wygranej, wkrótce pojawi się w sprzedaży.

Oczywiście często nie jesteśmy w stanie dostrzec sensu cierpienia, gdyż jego przyczyny tkwią w poprzednich życiach, których nie pamiętamy. Zawsze jednak za każdym cierpieniem tkwi lekcja, którą musimy przejść. Zapewne moglibyśmy uniknąć cierpienia, gdybyśmy nie tkwili w naszych błędach...

Re: Jak nauka spirytystyczna tłumaczy sens cierpienia?

Post: 25 sty 2009, 14:12
autor: knyp

Re: Jak nauka spirytystyczna tłumaczy sens cierpienia?

Post: 25 sty 2009, 16:06
autor: Jul
Dziękuję Wam za odpowiedzi, przypadek Jeana bardzo budujący. Fakt, że sparaliżowany autor zmarł krótko tuż po ukończeniu książki też dowodziłby, że był w tym jakiś zamysł Opatrzności.

W ogólności takie przypadki ciężkich okaleczeń (paraliż, utrata kończyn czy twarzy) zawsze budzą we mnie pytania o sens takich cierpień, ale najwyraźniej w świetle nauki spirytystycznej sens ten jak narbardziej istnieje, tak jak to przedstawiliście.
Łatwiej to co prawda pisać z pozycji obserwatora niż właśnie takiej cierpiącej osoby, ale jak napisał Knyp "Cierpienie może też być taką przyśpieszoną lekcją życia." Z perspektywy wieczności może to jest wręcz dar, a nie przekleństwo - ale to już trochę kontrowersyjna teza.

Re: Jak nauka spirytystyczna tłumaczy sens cierpienia?

Post: 25 sty 2009, 19:54
autor: lilo
konrad pisze:Zawsze jednak za każdym cierpieniem tkwi lekcja, którą musimy przejść. Zapewne moglibyśmy uniknąć cierpienia, gdybyśmy nie tkwili w naszych błędach.....


W tym co piszesz sama kiedyś odnalazłam prawdę. Nie mogliśmy mieć dziecka przez dłuższy czas, a ja gdy myślałam o adopcji nie potrafiłam realnie się na nią zdecydować, nie mówiąc już o mężu, który w ogóle nie chciał o tym myśleć. Abyśmy do tego dojrzeli potrzebny był rak, radykalna operacja. Już przed operacją powiedzieliśmy jednym głosem adoptujemy jeśli tylko będę żyła. Dla podjęcia tego kroku potrzebny był tak drastyczny cios. To wydarzenie zmieniło tak wiele w naszej mentalności....miało tyle dodatkowych wymiarów, tyle płaszczyzn ingerencji w naszą świadomość, tak bardzo zmieniło nas duchowo, cały czas znajduję w tym dodatkowy sens. A wtedy była tylko rozdzierająca rozpacz. Była też modlitwa, prawdziwa modlitwa... A teraz coraz bardziej zbliżam się do powiedzenia "Boże dziękuję za to co się stało".

Re: Jak nauka spirytystyczna tłumaczy sens cierpienia?

Post: 25 sty 2009, 20:30
autor: cthulhu87
Myślę, że cierpienie ma sens, na pewno duchowo rozwija, oczyszcza. Nie chcę wybiegać daleko w teorie i filozofie. Wystarczy mi tu świadectwo Lilo, która miała nieszczęście znaleźć się w sytuacjach, w których bardzo wielu by się poddało. Jeśli wtedy potrafiłaś to przetrwać, a dziś możesz jeszcze mówić z nadzieją o rzeczach, które wówczas musiały przywodzić na myśl czarną rozpacz, mnie to jak najbardziej przekonuje i pozostaję pod wrażeniem siły, z którą to zniosłaś. Skądś ta siła musiała się wziąć!

Re: Jak nauka spirytystyczna tłumaczy sens cierpienia?

Post: 25 sty 2009, 23:39
autor: Luperci Faviani
Wiedząc jak filozofia spirytystyczna tłumaczy sens i powód cierpienia staram się bez większego marudzenia akceptować ból, który dotyka mnie, lecz niezmiernie ciężko przychodzi mi akceptowanie bólu i niedoli innych ludzi. Często muszę sobie powtarzać, że mam typowo przyziemny, materialny sposób postrzegania spraw... Spoglądając z ufnością w przyszłość pomagajmy tym, których próba jest cięższa od naszej.