Kiedy mówimy o jakimkolwiek zindywidualizowanym życiu po śmierci, musimy założyć, że pamięć tak czy inaczej przeżywa śmierć. Jeśli uda się wytłumaczyć, jak pamięć zdolna jest w ogóle przetrwać rozkład mózgu, wtedy i ten problem da się rozwiązać.
Pozwolę sobie dodać tu fragment dyskusji między Gustawem Geleyem, prezesem Międzynarodowego Instytutu Metapsychicznego, a Charlesem Richetem na temat możliwości trwania pamięci po śmierci:
Richet uznawał w pełni zjawiska mediumiczne, uważał je jednak nie za dowód na istnienie życia pośmiertnego, lecz traktował wyłącznie jako objawy "nadnormalnej" fizjologii, przejaw pewnej specyficznej siły ludzkiego organizmu. Można więc powiedzieć skrótowo: był zagorzałym zwolennikiem badań mediumicznych i uznawał, że zyskały dostateczne eksperymentalne potwierdzenie, natomiast nie uznawał teorii spirytystycznej jako ich interpretacji.
Richet w jednej z dyskusji stwierdził więc (podaje za książką Ludwika Szczepańskiego: Spirytyzm współczesny, Kraków 1936): "Faktem zdaje się być stwierdzonym, iz umysłowość jest funkcją mózgową, że zależną jest od sprawności narządu mózgowego, od ilości i jakości krwi irygującej mózgowie. [...] Wyrażenie "życie pośmiertne" znaczy dalsze trwanie ludzkiej świadomości, albowiem gdyby nie było naszej ludzkiej świadomości i pamięci, życie pośmiertne nie przedstawiałoby dla nas żadnego interesu. Jeśłi pamięć mego "ja'' zaginęła, obojętne jest dla mnie dalsze me życie duchowe! Otóż niezliczone przykłady świadczą, że pamięć jest funkcją zanikającą bardzo szybko pod pewnymi wpływami - jest nitrwała i szybko zanika z wiekiem. Żyć dalej nie mając swiadomości swego starego "ja", nie znaczy żyć... A potem, co ostoi się z tego JA w owym dalszym życiu? Starzec który na trzy lata przed śmiercią zdziecinniał, czy posiadać będzie "ja" właściwe tężyźnie swej intelektualnej czy też "ja" właściwe swej zgrzybiałości? A "ja" osobnika jąkającego się, czy również jąkać się będzie po tamtej stronie? Co za dzieciństwa! Richet nie trwierdzi, jakoby nie mogły istniejć siły intelektualne bez mózgu - lecz siły te hipotetyczne, nie będące w zależności od materialnego podłoża, nie miałyby już nic wspólnego z inteligencją ludzką." Tak więc Richet stał na stanowisku, że nie można wyobrazić sobie świadomości ludzkiej niezależnej od mózgu i nie można wyobrazić sobie pamięci ludzkiej inaczej, aniżeli jako pamięć mózgową.
A teraz odpowiedź Geleya, która może wyjaśni Twoje wątpliwości: "Psychizm indywidualny nie mieści się cały, jak sądzono dotąd, w psychiźmie normalnym, to jest tym, jaki w życiu umysłowym prawidłowym przedstawia myśląca indywidualność. W rzeczy samej, indywidualność myśląca jest znacznie obszerniejsza: ujawnia się nie tylko przez normalną świadomość, lecz i przez świadomość i pamięć utajoną bardzo dalece. Osobowość zwana normalnie świadomą stanowi jedynie ułamek, część najsłabszą indywidualności myślącej. Ta druga jest istnością rzeczywistą, podczas gdy pierwsza jest tylko istnością pozorną, taką jak być może, będąc przez mózg ograniczoną. Przeważna część istności rzeczywistej pozostaje podświadomą w normalnym życiu, z tym wszystkim jednak odgrywa rolę czynną, przeważającą. Otóż ta właśnie przeważająca część i podświadoma indywidualność wymyka się zupełnie spod paralelizmu psychofizjologicznego. Toż samo stosuje się do podświadomwego zwanego normalnym, ujawniającego się w inspiracji, intuicji i geniuszu, jak i do podświadomwego, zwanego nadzwyczajnym, supranormalnym, manifestujacego się w metapsychizmie (zjawiskach spirytystycznych).
Gdzie jest też paralelizm w "transie"? Gdzież znajdziemy ślad paralelizmu w wizji na odległość poprzez materialne przeszkody i poza granicami czynności zmysłów? Czy w telepatii, niezależnej od wszelkich czynników kierujących percepcjami zmysłowymi, lub jasnowidzeniu - zdołamy stwierdzić paralelizm?
Sprawy podświadomwe niezgodne są również dawną, klasyczną zasadą, iż nie ma innej pamięci, jak pamięć mózgowa, która - jak wiadomo - jest ograniczona, nieścisła, krótkotrwała, obejmuje zaledwie tylko słabą część pamięciowych wrażeń danego jestestwa. Większa część owych wspomnień, zdaje się, przepada.
Natomiast w stanach podświadomych występuje na jaw pamięć zupełnie inna, znacznie rozleglejsza, ścisła i głęboka, i widzimy wtedy, iż wszystko to, co było na psychicznym polu, pozostaje w tej pamięci całe i niezniszczone. Na próżno przeszło bardzo wiele czasu od chwili takiego lub innego nabytku psychicznego - na próżno nabytek ten zdaje się w normalnym życiu na zawsze straconym - na próżno komórki mózgowe, któe nabytek ów zarejestrowały, zmieniły się już wielokrotnie, niemniej jednak przepadłe wspomnienie może pojawić się znowu całkowicie w stanach podświadomych".
Tyle

Opinię Geleya na pewno potwierdzają różne przypadki np. malarstwa medialnego i pisma automatycznego, choćby tego które pochodzi od ducha samego medium. Bo psychika człowieka nasiąka cały czas różnymi treściami, które można porównać do wielkiej góry, której tylko wierzchołek sobie uświadamiamy i z niego świadomie korzystamy. No i wspomnijmy Zygmunta Freuda, który w niesamowity sposób wykorzystał "sferę podświadomą" człowieka do terapii - była to rzecz rewolucyjna w psychologii i psychiatrii.
Atalia pewnie coś napisze o współczesnych badaniach, ja niestety tkwię jeszcze w latach trzydziestych
