Ja w sumie mogę zacytować fragment z "After the Storm" Divaldo Franco i Joanny de Angelis:
After the Storm pisze:Zawsze wspominajcie z radością swoich ukochanych, którzy umarli, nawet, jeśli wydaje się to wam paradoksalną prośbą.
Śmierć nie odwiedza tylko waszego domu. Puka ona do drzwi każdego.
Jeśli kochasz tak, jak mówisz, pokaż to przez szlachetne zachowanie a nie przez bezsensowne reakcje.
Wspomnienia, które prowadzą do desperacji nie są ani użyteczne ani szlachetne.
Tylko szczera miłość prowadzi do pogody ducha, zaufania, szczęścia i nadziei.
Postawcie się w miejscu zmarłego i pomyślcie jak byście się czuli, gdybyście byli powodem smutku osoby, która twierdziła, że was kochała, a teraz, przez waszą śmierć rozważa zemstę w postaci samobójstwa ….
Jest to tłumaczenie bez żadnej korekty, ale myślę, że oddaje sens...
A jeśli chodzi o moje zdanie...
Jeśli ktoś wierzy w życie po życiu, to opłakiwanie "zmarłych" nie ma większego sensu...
Przecież dobrze wiemy, że oni nie odeszli i że są przy nas, jedyne co się zmieniło, to to, że nie mają materialnego ciała.
A co więcej, prawdę powiedziawszy opłakiwanie ich może świadczyć tylko o jednym - wątpliwościach co do istnienia życia po życiu.
Spotkałem się kiedyś z pewną opinią, która ma (przynajmniej dla mnie) sens...
Otóż mówi ona, że opłakiwanie tych, którzy odeszli jest... Samolubne.
Dlaczego?
Nawet jeśli ktoś nie wierzy w życie po życiu... To jakby nie patrzeć, śmierć oznacza koniec bólu, cierpienia i wszystkiego co złe, czyż nie? I my, opłakując zmarłych pokazujemy, że CHCIELIBYŚMY, żeby oni nadal byli z nami, żeby cierpieli, a nie doświadczyli wiecznego spokoju, snu czy innej nicości.
Oczywiście, wiadomo, że gdy ktoś ukochany umiera, pojawiają się poważne wątpliwości...
Lecz trzeba je przezwyciężyć... Przecież ŚMIERĆ NIE ISTNIEJE.
A ci, którzy z pozoru umarli, są przy nas. I zwykle są dużo szczęśliwsi niż tu, na Ziemi.
W końcu pozbyli się ograniczeń w postaci ciała i problemów z nim związanych...
Więc cieszmy się razem z nimi!
A idąc za tym, co przekazała nam Joanna - nie chciałbym, żeby moi rodzicie czy przyjaciele byli smutni przeze mnie.
Tak jak nie chce się tego w materialnym życiu, tak się tego nie chce w życiu duchowym.
Więc, podsumowując i odpowiadając na pytanie - według mnie opłakiwanie (przynajmniej nadmierne) szkodzi Duchom. Ponieważ widzą, że ich ukochani są przez nich smutni. A przez to sami są smutni.