Przeczucie śmierci.
Mam do Was - jako znawców - może trochę dziwne pytanie.
Jak wiecie pracuje w hospicjum, wiec niemal na codzień spotykam się z to zagadkową Damą / czyli śmiercią / Mam doczynienia z dziećmi, bo to głównie dzieci, choć niektóre mają po 20 lat ale to zawsze dzieci które umierają. Nie chcę sie rozpisywać - bo nie o to chodzi.
Chodzi o to, że od jakiegoś czasu / by nie napisać od kilku śmierci / Jakoś podświadomie czuje że Ją. Przychodzę jak codzień do osoby, jak codzień dokładnie wszystko jest takie same, pielęgnacja, rozmowy, płacz. A jednak czasem czuje , ogarnia mnie niepokój, ręce mi się trzęsą i wogóle jakoś dziwnie. Wypowiadając słówa do zobaczenia wiem że tego nie będzie, i czekam na telefon.. kilka dni. To nie tak że wiem że dana osoba umrze jutro - nie tylko wiem że umrze.
Ale jest też odwrotnie, mimo że lekarze mówią że już wkrótce, że trzeba przygotować rodzine - ja wiem że jeszcze to potrwa.
Wczorej zadzwoniła do mnie siostra - jej dziadek wylądował w szpitalu z podejrzeniem nowotwora płuc / jest w fazie diagnozowania / prosiła mnie bym do niego poszla. A ja wiem że on niebawem umrze. I od wczoraj znowu mam ten niepokój .
Myślicie że to coś w rodzaju wyuczonej obserwacji? . Nie mówie o osobach umierających już - bo te symptomy każdy umie rozpoznać. To jest coś na czas przed tym.
Oczywiście rozmawialam z psychologiem u nas. Powiedział że czasem śmierc inaczej pachnie, że to sie wyczuwa w powietrzu, że zwierzęta to czują. No ok.... ale jak ja tej osoby nie widzialam.
Tak samo bylo jak chorowała matka mojego przyjaciela - z Gdańska - wiedziałam że nie zdąże pojechac.
Mam nadzieje, że coś mi wytłumaczycie.
Jak wiecie pracuje w hospicjum, wiec niemal na codzień spotykam się z to zagadkową Damą / czyli śmiercią / Mam doczynienia z dziećmi, bo to głównie dzieci, choć niektóre mają po 20 lat ale to zawsze dzieci które umierają. Nie chcę sie rozpisywać - bo nie o to chodzi.
Chodzi o to, że od jakiegoś czasu / by nie napisać od kilku śmierci / Jakoś podświadomie czuje że Ją. Przychodzę jak codzień do osoby, jak codzień dokładnie wszystko jest takie same, pielęgnacja, rozmowy, płacz. A jednak czasem czuje , ogarnia mnie niepokój, ręce mi się trzęsą i wogóle jakoś dziwnie. Wypowiadając słówa do zobaczenia wiem że tego nie będzie, i czekam na telefon.. kilka dni. To nie tak że wiem że dana osoba umrze jutro - nie tylko wiem że umrze.
Ale jest też odwrotnie, mimo że lekarze mówią że już wkrótce, że trzeba przygotować rodzine - ja wiem że jeszcze to potrwa.
Wczorej zadzwoniła do mnie siostra - jej dziadek wylądował w szpitalu z podejrzeniem nowotwora płuc / jest w fazie diagnozowania / prosiła mnie bym do niego poszla. A ja wiem że on niebawem umrze. I od wczoraj znowu mam ten niepokój .
Myślicie że to coś w rodzaju wyuczonej obserwacji? . Nie mówie o osobach umierających już - bo te symptomy każdy umie rozpoznać. To jest coś na czas przed tym.
Oczywiście rozmawialam z psychologiem u nas. Powiedział że czasem śmierc inaczej pachnie, że to sie wyczuwa w powietrzu, że zwierzęta to czują. No ok.... ale jak ja tej osoby nie widzialam.
Tak samo bylo jak chorowała matka mojego przyjaciela - z Gdańska - wiedziałam że nie zdąże pojechac.
Mam nadzieje, że coś mi wytłumaczycie.