Wypadek a samobójstwo/morderstwo
No właśnie... Wypadek a samobójstwo czy też morderstwo...
Jest dwójka małych dzieci...
Jedno drugiemu mówi, żeby włożyło ołówek między zęby.
To dziecko z ołówkiem zaczyna skakać po łóżku, a następnie spada na podłogę twarzą do niej...
Ołówek nieszczęśliwie (w moim przypadku było ze 2-3 cm od gardła - do dziś czuję tam tą bliznę - ah to dzieciństwo) wbija się temu dziecku w gardło i umiera ono na miejscu...
Czy jest to morderstwo idące na "konto" tego drugiego dziecka, czy też samobójstwo (w końcu skakało z ołówkiem w zębach), czy też nic się nikomu nie dzieje, jako że dzieci nie zdają sobie zbytnio sprawy co robią?
Drugim przykładem będzie dziecko chodzące na "zewnątrz" balkonu na 4 piętrze... W sensie po drugiej stronie balustrady...
(Tutaj z kolei bohaterem jest mój tata - nic mu się nie stało)
Co, jeśli spadłoby na dół i się zabiło? Czy byłoby to samobójstwo?
I ostatni przykład...
(Znowu ja w roli głównej - odratował mnie brat, który to siedział przy stole i jak zobaczył, że upadłem na podłogę to zaczął wołać mamę - zakończyło się płukaniem żołądka)
Dziecko łapie opakowanie tabletek i połyka naraz gdzieś tak połowę opakowania...
Co, jeśli by umarło?
W sumie, to czasem sobie myślę, że wiele mogło się stać w moim dzieciństwie (oprócz tego są jeszcze 2 wydarzenia, ale nie bezpośrednio zagrożenie życia) mój Duch opiekun miał bardzo dużo na głowie.
Jest dwójka małych dzieci...
Jedno drugiemu mówi, żeby włożyło ołówek między zęby.
To dziecko z ołówkiem zaczyna skakać po łóżku, a następnie spada na podłogę twarzą do niej...
Ołówek nieszczęśliwie (w moim przypadku było ze 2-3 cm od gardła - do dziś czuję tam tą bliznę - ah to dzieciństwo) wbija się temu dziecku w gardło i umiera ono na miejscu...
Czy jest to morderstwo idące na "konto" tego drugiego dziecka, czy też samobójstwo (w końcu skakało z ołówkiem w zębach), czy też nic się nikomu nie dzieje, jako że dzieci nie zdają sobie zbytnio sprawy co robią?
Drugim przykładem będzie dziecko chodzące na "zewnątrz" balkonu na 4 piętrze... W sensie po drugiej stronie balustrady...
(Tutaj z kolei bohaterem jest mój tata - nic mu się nie stało)
Co, jeśli spadłoby na dół i się zabiło? Czy byłoby to samobójstwo?
I ostatni przykład...
(Znowu ja w roli głównej - odratował mnie brat, który to siedział przy stole i jak zobaczył, że upadłem na podłogę to zaczął wołać mamę - zakończyło się płukaniem żołądka)
Dziecko łapie opakowanie tabletek i połyka naraz gdzieś tak połowę opakowania...
Co, jeśli by umarło?
W sumie, to czasem sobie myślę, że wiele mogło się stać w moim dzieciństwie (oprócz tego są jeszcze 2 wydarzenia, ale nie bezpośrednio zagrożenie życia) mój Duch opiekun miał bardzo dużo na głowie.