Błagam o pomoc!!!
Witam serdecznie. Na wstępie zaznaczę, że jestem na tym forum po raz pierwszy, nic nie wiem na temat duchów, a niestety, wbrew mojej woli mam chyba z nimi styczność...
Zacznę od początku. W listopadzie zeszłego roku wprowadziłam się do mieszkania na ostatnim piętrze, starej, warszawskiej kamienicy. Nad mieszkaniem znajduje się jedynie strych, który zamknięty jest na dwa spusty i jedyną osobą która ma do niego klucze jest dozorczyni.
Zdecydowałam się na to mieszkanie, gdyż jestem amatorem antyków, starej architektury i bardzo cieszył mnie fakt obcowania z domem, który ma historię.
Już pierwszej nocy, czułam się nieswojo. Miałam wrażenie, że jestem obserwowana, że w pokoju jest ktoś jeszcze. Choć nigdy nie widziałam postaci, moja wyobraźnia podpowiadała mi wiele... W pierwszym okresie nic się więcej właściwie nie działo.
Aż do pewnej nocy, kiedy to miałam straszny sen. Śniło mi się, że znajduję się w bardzo ciemnym pomieszczeniu, w którym podłoga jest śliska i pochyła. Nic nie widzę, ale wiem, że jest ze mną mały chłopiec, którego strasznie się boję i próbuję przed nim uciec. Ślizgam się pod górę na czworaka aż w końcu chłopiec łapie mnie za nadgarstek.
W tym momencie z łóżka zerwał mnie przeraźliwy huk. Zlękniona pobiegłam do kuchni, okazało się, że z kuchenki spadły wszystkie garnki zostawione wieczorem. Pozbierałam i wróciłam do łóżka próbując zasnąć.
Następnego wieczoru, bardzo przestraszona, oddawałam się przyjemności głośnego (na wypadek, gdybym miała usłyszeć ducha - lepiej go zagłuszyć) oglądania telewizji. Z kuchni dochodziły mnie ciche szelesty, ale byłam pewna, że to wiatr z kratki wentylacyjnej czy coś podobnego. Idąc po dolewkę herbaty odkryłam jednak, że wszystkie reklamówki jakie układam obok kuchenki (nie wyrzucam-oszczędzam środowisko) zostały wywleczone na środek podłogi i ułożone w równą "kupkę".
Następnego dnia nic... Przez kilka miesięcy miałam spokój.
Kilka dni temu, zaniepokoiło mnie, że w godzinach wieczornych (ale jeszcze nie nocnych), w mojej łazience dzieją się dziwne rzeczy. Mianowicie - słychać odgłos lejącej się wody. Kiedy idę wodę zakręcić, odgłos milknie. Wracam do pokoju, słychać wodę. Wracam do łazienki, cisza. I tak kilkakrotnie. Podczas kąpieli pod prysznicem, towarzyszy mi również znane uczucie czyjejś obecności.
Zaznaczę również, że co jakiś czas słyszalne są odgłosy dochodzące ze strychu.
W ubiegły piątek spotkałam dozorczynię. Korzystając z okazji, prosiłam ją, aby podczas swoich pobytów na strychu otwierała tam okna, tak aby gorące powietrze które się tam kumuluje znalazło jakieś ujście. Przecież skoro słyszę ją tam średnio kilka razy w tygodniu, nie powinna mieć z tym problemu. Okazało się jednak, że według wiedzy dozorczyni nikt na strychu nie bywa od kilku miesięcy, łącznie z nią samą, bo jak cytuję "nie ma poco tam chodzić". Oznajmiła mi również, że sąsiadka mieszkająca obok, skarży się na moje nocne szycie. Zaczęłam dociekać o co chodzi (nigdy w życiu nic nie uszyłam ! maszynę do szycia widziałam może z raz i to z bardzo daleka...) i tutaj okazuje się, że sąsiadka spać po nocach nie może ze względu na bardzo głośne odgłosy pracującej maszyny do szycia, dochodzące z mojego mieszkania. Nadmienię tylko, że ja tych dźwięków na szczęście nie słyszę.
Przestraszona powyższymi zdarzeniami, zwierzyłam się koleżance. W odruchu współczucia postanowiła zabrać mnie do restauracji na Pradze, która prowadzona jest przez osobę, która rzekomo zna się na temacie "duchów".
Poszłyśmy tam wczoraj. "Znawczyni" przyglądała mi się chwilę, po czym stwierdziła coś takiego: "masz starą duszę i wielki dar widzenia. chłopiec przychodzi do Ciebie bo wie że go widzisz.". Przez cały wieczór powtarzała tylko "masz wielki dar" po czym wręczyła mi mieszankę jakiś ziół, które miały uspokoić ducha. Powiem tylko, że bardzo mnie wystraszyła (jak trafiła z tym chłopcem ze snu?)!
Zioła zaniosłam do domu, położyłam w kuchni. Miałam je podobno spalić, ale bojąc się takiej białej/czarnej magii (nie znam się, wiec nie wiem!) zostawiłam je jedynie szczelnie zawiązane na kuchennym blacie. W środku nocy obudził mnie duszący smród tych ziół, tak że musiałam otwierać okno na oścież. Poszłam do kuchni, zioła leżały nietknięte w związanej torebeczce i nie wydawały przez nią żadnego zapachu.
Wystraszyłam się i kolejną noc miałam bezsenną....
Na zakończenie nadmienię, że odczucia czyjejś obecności zdarzały mi się już w przeszłości, ale miały miejsce tylko w nocy (takie uczucie potrafiło mnie obudzić) i tylko kiedy sprowadziłam do domu "nowy" (tak naprawdę to bardzo stary) przedmiot czy mebel. Myślałam więc, że jest to moja bujna wyobraźnia.
Zaznaczam, że ja nie widzę postaci, nie słyszę brzęczenia łańcuchów ani dziwnych głosów. Nie latają u mnie również szklanki i nie bujają się obrazy...
Mimo tego bardzo się boję. Wiem, że w tym mieszkaniu coś się dzieje i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić.
Błagam o pomoc, bo ta wczorajsza gadka "specjalistki" o moim "wielkim darze" i te zioła które od niej dostałam, bardzo mnie wystraszyły i zaczynam popadać w paranoję. Boję się wracać do własnego mieszkania, boję się kąpać w łazience, boję się przebywać w kuchni, nie jestem w stanie zgasić światła. Pomóżcie mi, proszę! Lub choć wytłumaczcie co się właściwie dzieje!
Zacznę od początku. W listopadzie zeszłego roku wprowadziłam się do mieszkania na ostatnim piętrze, starej, warszawskiej kamienicy. Nad mieszkaniem znajduje się jedynie strych, który zamknięty jest na dwa spusty i jedyną osobą która ma do niego klucze jest dozorczyni.
Zdecydowałam się na to mieszkanie, gdyż jestem amatorem antyków, starej architektury i bardzo cieszył mnie fakt obcowania z domem, który ma historię.
Już pierwszej nocy, czułam się nieswojo. Miałam wrażenie, że jestem obserwowana, że w pokoju jest ktoś jeszcze. Choć nigdy nie widziałam postaci, moja wyobraźnia podpowiadała mi wiele... W pierwszym okresie nic się więcej właściwie nie działo.
Aż do pewnej nocy, kiedy to miałam straszny sen. Śniło mi się, że znajduję się w bardzo ciemnym pomieszczeniu, w którym podłoga jest śliska i pochyła. Nic nie widzę, ale wiem, że jest ze mną mały chłopiec, którego strasznie się boję i próbuję przed nim uciec. Ślizgam się pod górę na czworaka aż w końcu chłopiec łapie mnie za nadgarstek.
W tym momencie z łóżka zerwał mnie przeraźliwy huk. Zlękniona pobiegłam do kuchni, okazało się, że z kuchenki spadły wszystkie garnki zostawione wieczorem. Pozbierałam i wróciłam do łóżka próbując zasnąć.
Następnego wieczoru, bardzo przestraszona, oddawałam się przyjemności głośnego (na wypadek, gdybym miała usłyszeć ducha - lepiej go zagłuszyć) oglądania telewizji. Z kuchni dochodziły mnie ciche szelesty, ale byłam pewna, że to wiatr z kratki wentylacyjnej czy coś podobnego. Idąc po dolewkę herbaty odkryłam jednak, że wszystkie reklamówki jakie układam obok kuchenki (nie wyrzucam-oszczędzam środowisko) zostały wywleczone na środek podłogi i ułożone w równą "kupkę".
Następnego dnia nic... Przez kilka miesięcy miałam spokój.
Kilka dni temu, zaniepokoiło mnie, że w godzinach wieczornych (ale jeszcze nie nocnych), w mojej łazience dzieją się dziwne rzeczy. Mianowicie - słychać odgłos lejącej się wody. Kiedy idę wodę zakręcić, odgłos milknie. Wracam do pokoju, słychać wodę. Wracam do łazienki, cisza. I tak kilkakrotnie. Podczas kąpieli pod prysznicem, towarzyszy mi również znane uczucie czyjejś obecności.
Zaznaczę również, że co jakiś czas słyszalne są odgłosy dochodzące ze strychu.
W ubiegły piątek spotkałam dozorczynię. Korzystając z okazji, prosiłam ją, aby podczas swoich pobytów na strychu otwierała tam okna, tak aby gorące powietrze które się tam kumuluje znalazło jakieś ujście. Przecież skoro słyszę ją tam średnio kilka razy w tygodniu, nie powinna mieć z tym problemu. Okazało się jednak, że według wiedzy dozorczyni nikt na strychu nie bywa od kilku miesięcy, łącznie z nią samą, bo jak cytuję "nie ma poco tam chodzić". Oznajmiła mi również, że sąsiadka mieszkająca obok, skarży się na moje nocne szycie. Zaczęłam dociekać o co chodzi (nigdy w życiu nic nie uszyłam ! maszynę do szycia widziałam może z raz i to z bardzo daleka...) i tutaj okazuje się, że sąsiadka spać po nocach nie może ze względu na bardzo głośne odgłosy pracującej maszyny do szycia, dochodzące z mojego mieszkania. Nadmienię tylko, że ja tych dźwięków na szczęście nie słyszę.
Przestraszona powyższymi zdarzeniami, zwierzyłam się koleżance. W odruchu współczucia postanowiła zabrać mnie do restauracji na Pradze, która prowadzona jest przez osobę, która rzekomo zna się na temacie "duchów".
Poszłyśmy tam wczoraj. "Znawczyni" przyglądała mi się chwilę, po czym stwierdziła coś takiego: "masz starą duszę i wielki dar widzenia. chłopiec przychodzi do Ciebie bo wie że go widzisz.". Przez cały wieczór powtarzała tylko "masz wielki dar" po czym wręczyła mi mieszankę jakiś ziół, które miały uspokoić ducha. Powiem tylko, że bardzo mnie wystraszyła (jak trafiła z tym chłopcem ze snu?)!
Zioła zaniosłam do domu, położyłam w kuchni. Miałam je podobno spalić, ale bojąc się takiej białej/czarnej magii (nie znam się, wiec nie wiem!) zostawiłam je jedynie szczelnie zawiązane na kuchennym blacie. W środku nocy obudził mnie duszący smród tych ziół, tak że musiałam otwierać okno na oścież. Poszłam do kuchni, zioła leżały nietknięte w związanej torebeczce i nie wydawały przez nią żadnego zapachu.
Wystraszyłam się i kolejną noc miałam bezsenną....
Na zakończenie nadmienię, że odczucia czyjejś obecności zdarzały mi się już w przeszłości, ale miały miejsce tylko w nocy (takie uczucie potrafiło mnie obudzić) i tylko kiedy sprowadziłam do domu "nowy" (tak naprawdę to bardzo stary) przedmiot czy mebel. Myślałam więc, że jest to moja bujna wyobraźnia.
Zaznaczam, że ja nie widzę postaci, nie słyszę brzęczenia łańcuchów ani dziwnych głosów. Nie latają u mnie również szklanki i nie bujają się obrazy...
Mimo tego bardzo się boję. Wiem, że w tym mieszkaniu coś się dzieje i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić.
Błagam o pomoc, bo ta wczorajsza gadka "specjalistki" o moim "wielkim darze" i te zioła które od niej dostałam, bardzo mnie wystraszyły i zaczynam popadać w paranoję. Boję się wracać do własnego mieszkania, boję się kąpać w łazience, boję się przebywać w kuchni, nie jestem w stanie zgasić światła. Pomóżcie mi, proszę! Lub choć wytłumaczcie co się właściwie dzieje!