Dawno mnie tu nie bylo. Rzadko miewam sny, ale przedstawie Wam dzisiejszy..
Mialem bardzo dziwny i niepokojący sen, az sie rozbudzilem.. Szedlem gdzies na spacerze z moja kobieta i z torebki wylecialo jej lozysko z płodem. Wszystko mega realistycznie, z kazdym szczegolem. Podszedlem blizej, ona szybko zgarnela martwy płód, przytulila go, a ja zlapalem to lozysko i podnioslem, bo nie moglem uwierzyc w to, co widze. Czulem w tym snie kazdy szczegol, wilgoc i sliskosc tego lozyska. Ona lozysko zabrala mi z rak i wyrzucila jakims dziwnym i instynktownym ruchem do kosza, po czym odeszla z martwym plodem, poszedlem pare krokow za nia, padlem na kolana i sie zrzygalem. Tez bardzo realistycznie czujac wszystko tak, jakbym nie śnił. Wymiotujac obudzilem sie, a przynajmniej tak myslalem, bo mimo obudzenia sie dalej spalem. Ona obok. Probowalem ja obudzic i pogadac, jaki dziwny sen mialem, a gdy zorientowalem sie, ze dalej spie, nagle znalazlem sie na srodku skrzyzowania. Troche radiowozow, policja.. Chyba przez ulamek sekundy bylem policjantem, bo traktowali mnie jak swojego. Chcialem wsiasc do nieoznakowanego radiowozu, gdzie jak myslalem byla trojka policjantow. Okazalo sie, ze to jakieś bandziory, a ja na szczescie nie mam na sobie munduru. Na miejscu kierowcy jakis kark, dobrze zbudowany, obok mnie z tylu jakis gowniarz chwalacy sie gdzie i ile czasu siedzial a przede mna pasazerem byl chyba jakis stary boss czy szef i wypytywal mlodego o to gdzie siedzial, mówiąc, ze jedziemy na jakas miejscowosc pod miastem, bo mu sie "strasznie chce ruchac" i zebysmy my mlodzi sie nie smiali. W pewnym momencie cala trojka popatrzyla na mnie i spostrzegla, ze jestem jakis z innej parafii, pies. Obudzilem sie i czuje, ze juz nie zasne. Ale pierwszy raz mialem tak realistyczny sen a malo tego sen w ktorym obudzilem sie niby a dalej bylem we snie. Chcialem sie tym z Wami podzielic, bo czuje taka potrzebe.