Duch w ciele zamknięty
Pamiętamy wszyscy te liczne fragmenty z prac spirytystycznych, które o osobach chorych i upośledzonych mówią, jak o duchach, które są w zamknięciu, nie mogąc kontaktować się ze światem, gdyż uniemożliwia im to materia.
Chciałbym, żebyśmy spojrzeli z tego punktu widzenia na treść artykułu, który znalazłem dziś na onet.pl.
Skopiuję go tutaj:
23 lata w "śpiączce; cały czas był świadomy
46-latek, który według lekarzy przez 23 lata był w śpiączce, przez cały ten czas był w pełni świadomy. Po wypadku samochodowym Rom Houben był całkowicie sparaliżowany i nie potrafił porozumieć się z lekarzami, żeby dać im znać, że słyszy każde ich słowo - donosi "Daily Mail".
Zanim lekarze ostatecznie uznali, że pacjent jest zupełnie nieświadomy, przeprowadzili serię badań przy użyciu wielu różnych technik diagnozowania śpiączki. Byli pewni, że pacjent jest w stanie wegetatywnym. "Krzyczałem, ale nikt nie mógł mnie usłyszeć" – mówi Houben.
Trzy lata temu, dzięki użyciu do badań nowej technologii, udało się ustalić, że mózg mężczyzny pracuje prawie normalnie. Tę chwilę pacjent określa jako swoje drugie narodziny. Od tej pory porozumiewa się z otoczeniem za pomocą komputera.
REKLAMA
"Przez cały ten czas dosłownie śniłem o lepszym życiu. Frustracja to zbyt słabe słowo na opisanie tego, co czułem". Teraz 46-latek za pomocą ekranu zawieszonego nad jego szpitalnym łóżkiem może czytać książki. "Chcę rozmawiać z przyjaciółmi, używając komputera i cieszyć się życiem, skoro już wiadomo, że nie jestem martwy" - mówi Houben.
Zdaniem dr Stevena Laureysa, który zajął się przypadkiem Houbena, wielu pacjentów na całym świecie może być w podobnym stanie jak Rom. Dzięki rozwojowi medycy światło dzienne mogą ujrzeć kolejne przypadki osób błędnie zdiagnozowanych.
Według lekarza tylko Niemczech co roku około 100 tys. osób doznaje poważnych urazów mózgu. W śpiączkę, na dłużej niż trzy tygodnie, zapada około 20 tys. z nich. Część umiera, cześć wraca do zdrowia, ale ok. 3-5 tys. osób pozostaje w stanie wegetatywnym do końca życia.
Zwolennicy eutanazji i tzw. "asystowanych samobójstw" uważają, że osoby w stanie wegetatywnym powinny mieć prawo do przerwania uporczywej terapii ze względu na ich poniżajacy stan. Jednak przypadek Houbena, dowodzi, że ocena stanu pacjenta przez lekarzy nie zawsze zgadza się z rzeczywistością."
Chciałbym, żebyśmy spojrzeli z tego punktu widzenia na treść artykułu, który znalazłem dziś na onet.pl.
Skopiuję go tutaj:
23 lata w "śpiączce; cały czas był świadomy
46-latek, który według lekarzy przez 23 lata był w śpiączce, przez cały ten czas był w pełni świadomy. Po wypadku samochodowym Rom Houben był całkowicie sparaliżowany i nie potrafił porozumieć się z lekarzami, żeby dać im znać, że słyszy każde ich słowo - donosi "Daily Mail".
Zanim lekarze ostatecznie uznali, że pacjent jest zupełnie nieświadomy, przeprowadzili serię badań przy użyciu wielu różnych technik diagnozowania śpiączki. Byli pewni, że pacjent jest w stanie wegetatywnym. "Krzyczałem, ale nikt nie mógł mnie usłyszeć" – mówi Houben.
Trzy lata temu, dzięki użyciu do badań nowej technologii, udało się ustalić, że mózg mężczyzny pracuje prawie normalnie. Tę chwilę pacjent określa jako swoje drugie narodziny. Od tej pory porozumiewa się z otoczeniem za pomocą komputera.
REKLAMA
"Przez cały ten czas dosłownie śniłem o lepszym życiu. Frustracja to zbyt słabe słowo na opisanie tego, co czułem". Teraz 46-latek za pomocą ekranu zawieszonego nad jego szpitalnym łóżkiem może czytać książki. "Chcę rozmawiać z przyjaciółmi, używając komputera i cieszyć się życiem, skoro już wiadomo, że nie jestem martwy" - mówi Houben.
Zdaniem dr Stevena Laureysa, który zajął się przypadkiem Houbena, wielu pacjentów na całym świecie może być w podobnym stanie jak Rom. Dzięki rozwojowi medycy światło dzienne mogą ujrzeć kolejne przypadki osób błędnie zdiagnozowanych.
Według lekarza tylko Niemczech co roku około 100 tys. osób doznaje poważnych urazów mózgu. W śpiączkę, na dłużej niż trzy tygodnie, zapada około 20 tys. z nich. Część umiera, cześć wraca do zdrowia, ale ok. 3-5 tys. osób pozostaje w stanie wegetatywnym do końca życia.
Zwolennicy eutanazji i tzw. "asystowanych samobójstw" uważają, że osoby w stanie wegetatywnym powinny mieć prawo do przerwania uporczywej terapii ze względu na ich poniżajacy stan. Jednak przypadek Houbena, dowodzi, że ocena stanu pacjenta przez lekarzy nie zawsze zgadza się z rzeczywistością."