Mnisi, czy jogini wchodząc w transy powodują spowolnienie procesów życiowych, nie raz aż takie do granicy śmierci. Ich duch nie znajduje się wtedy w zawieszeniu, w zawieszeniu jest "siła" napędzająca ich ciało. W tym stanie nie potrzebują oni np. paliwa, nie są głodni, spragnieni, nie obserwują otoczenia i nie zajmują się doczesnymi sprawami, nie odbierają ich, nie czują np. bólu i nie skupiają się nad nimi. Często to pozwala też przeżyć ludziom ekstremalne warunki, w których by się oni znaleźli, jest odłączenie się i przerwanie interakcji otoczenie - ciało, ale duch ma nadal nad nim nadzór i łączność i odezwie się w razie potrzeby. Osoby. które doświadczyły amputacji kończyn odbierają nadal sygnały, czucia i bólu tej utraconej kończyny, ich mózgi je rejestrują pomimo iż ona sama uległa zniszczeniu, wyeliminowaniu, spaleniu. Świadczy to o działaniu
ich ducha znajdującego się poza ciałem i dostarczaniu przez niego informacji do danego obszaru. W przypadkach transu o jakim piszesz usypiany jest jednak organ analityczny do tych sygnałów - mózg. A duch przechodzi
do obserwacji z góry i innych obszarów złożonej rzeczywistości. W tym stanie naszej duszy może ona podróżować po innych liniach czasu, znaleźć się w przeszłości i przyszłości, znaleźć się i poobserwować inne rzeczywistości i może tam nawet oddziaływać na nie. Może być wzięta za ducha

Nie ma czegoś takiego jak
ponowne wcielenia się, bo to co było, jest i będzie
nawet już jest. On w tym swoim stanie zobaczy nawet swoje inne ciało oddalone od naszej linii czasowej o sporą odległość. To wszystko już jest i nie można tego przerwać. Żadne ziarno nie zostaje
zasiewane do ponownego wzrostu i życia z naszego tu położenia "Z prochu powstaje i w proch się obraca", rozsiewa się je poza czasem z innego miejsca, z innej rzeczywistości tak by wyemitowało się ono w rożnych czasoprzestrzeniach i stamtąd widziane było na raz.