Czy dobrze rozumiem życie?
Witam wszystkich!
Długo mnie tu nie było i widzę ze znowu mam sporo wiedzy do nadrobienia. Wstyd się przyznać ale dopiero niedawno przeczytałem "Księgę Duchów". Zakładałem parę wątków nieświadomy doświadczeń Allana Kardeca. Wszystko super zgadzam się i wierzę w to co napisał.
Zakładałem kiedyś wątek/temat o wyborze życia przed narodzinami. Temat miał kilka odpowiedzi ale w sumie żadnej merytorycznej. Natomiast reasumując dotychczas zdobytą wiedzę dochodzę do wniosku że to bardziej omam/sen/wymysł niż "prawdziwe" moje doświadczenie. Według Kardeca czy Monroa żyjemy w jednym z najbardziej materialnych światów, jesteśmy duszami które muszą się jeszcze bardzo dużo nauczyć aby doświadczyć więcej szczęścia, możemy tylko usiłować czynić "dobrze" a i tak wszystko będzie podsumowane na koniec i albo progress albo powrót i tak do całkowitego oczyszczenia które da nam nieopisaną wieczną błogość.. Podobno dusze bardziej doświadczone wracają tu aby pomagać lub/i doszlifować się/kształcić siebie i uświadamiać innych, ale i one są zbyt mało doświadczone aby poznać/zobaczyć Boga/Stwórcę wszechświata, taka możliwość istnieje tylko po całkowitym oczyszczeniu ducha który narodził się/został stworzony nie do końca idealnie i dlatego musimy się reinkarnować aby osiągnąć pełną czystość DUCHA i materii, która nas otacza. Wszyscy na ziemi żyjemy w bardzo zbliżonym stanie ducha, niektórzy idą złą drogą i reinkarnują z powrotem a niektórzy dobrą drogą i doświadczają wyższych poziomów stanu świadomości i po śmierci reinkarnują do bardziej doświadczonego świata lub mają jakiś wybór. Największym osiągnięciem ludzkości jest "małżeństwo", które uczy nas czystości, wierności, miłości, równości, braterstwa, itd. Natomiast bycie kawalerem z własnego lenistwa, braku "zapału" do okazywania miłości jest grzechem co innego jeśli taki stan duchowy/cywilny prowadzi do cnót.
Lepiej nadstawić drugi policzek niż wdawać się w bójkę/awanturę. Omijać ludzi "nieprzyjemnych", upartych i zadziornych niż ich uświadamiać kosztem naszych nerwów/stresu. Odstawić alkohol, narkotyki, psycholeki i dążyć do czystości umysłu, który ułatwi nam życie na ziemi, zrozumienie innych, itp. Ważna jest również wstrzemięźliwość i tak seks powinien prowadzić tylko i wyłącznie do stworzenia życia a nie do przyjemności poprzez korzystanie z usług kobiet lekkich obyczajów czy poprzez samogwałt lub nawet seks małżeński w prezerwatywie.
Ogólnie mamy tak żyć aby po śmierci bez żadnych wyrzutów "sumienia" można spojrzeć w oczy każdemu kogo spotkaliśmy w życiu na ziemi. Z drugiej strony nie ma kłamstwa, oszustwa, itp. tam wszyscy porozumiewają się "myślą", co ty masz w "głowie", co myślisz w duchu to każdy z kim powiązana jest ta myśl wie o tym.
Troszkę wątki pomieszałem ale czy forumowicze (zwłaszcza ci z plakietką "spirytysta") uważają że dobrze rozumiem to wszystko?
Długo mnie tu nie było i widzę ze znowu mam sporo wiedzy do nadrobienia. Wstyd się przyznać ale dopiero niedawno przeczytałem "Księgę Duchów". Zakładałem parę wątków nieświadomy doświadczeń Allana Kardeca. Wszystko super zgadzam się i wierzę w to co napisał.
Zakładałem kiedyś wątek/temat o wyborze życia przed narodzinami. Temat miał kilka odpowiedzi ale w sumie żadnej merytorycznej. Natomiast reasumując dotychczas zdobytą wiedzę dochodzę do wniosku że to bardziej omam/sen/wymysł niż "prawdziwe" moje doświadczenie. Według Kardeca czy Monroa żyjemy w jednym z najbardziej materialnych światów, jesteśmy duszami które muszą się jeszcze bardzo dużo nauczyć aby doświadczyć więcej szczęścia, możemy tylko usiłować czynić "dobrze" a i tak wszystko będzie podsumowane na koniec i albo progress albo powrót i tak do całkowitego oczyszczenia które da nam nieopisaną wieczną błogość.. Podobno dusze bardziej doświadczone wracają tu aby pomagać lub/i doszlifować się/kształcić siebie i uświadamiać innych, ale i one są zbyt mało doświadczone aby poznać/zobaczyć Boga/Stwórcę wszechświata, taka możliwość istnieje tylko po całkowitym oczyszczeniu ducha który narodził się/został stworzony nie do końca idealnie i dlatego musimy się reinkarnować aby osiągnąć pełną czystość DUCHA i materii, która nas otacza. Wszyscy na ziemi żyjemy w bardzo zbliżonym stanie ducha, niektórzy idą złą drogą i reinkarnują z powrotem a niektórzy dobrą drogą i doświadczają wyższych poziomów stanu świadomości i po śmierci reinkarnują do bardziej doświadczonego świata lub mają jakiś wybór. Największym osiągnięciem ludzkości jest "małżeństwo", które uczy nas czystości, wierności, miłości, równości, braterstwa, itd. Natomiast bycie kawalerem z własnego lenistwa, braku "zapału" do okazywania miłości jest grzechem co innego jeśli taki stan duchowy/cywilny prowadzi do cnót.
Lepiej nadstawić drugi policzek niż wdawać się w bójkę/awanturę. Omijać ludzi "nieprzyjemnych", upartych i zadziornych niż ich uświadamiać kosztem naszych nerwów/stresu. Odstawić alkohol, narkotyki, psycholeki i dążyć do czystości umysłu, który ułatwi nam życie na ziemi, zrozumienie innych, itp. Ważna jest również wstrzemięźliwość i tak seks powinien prowadzić tylko i wyłącznie do stworzenia życia a nie do przyjemności poprzez korzystanie z usług kobiet lekkich obyczajów czy poprzez samogwałt lub nawet seks małżeński w prezerwatywie.
Ogólnie mamy tak żyć aby po śmierci bez żadnych wyrzutów "sumienia" można spojrzeć w oczy każdemu kogo spotkaliśmy w życiu na ziemi. Z drugiej strony nie ma kłamstwa, oszustwa, itp. tam wszyscy porozumiewają się "myślą", co ty masz w "głowie", co myślisz w duchu to każdy z kim powiązana jest ta myśl wie o tym.
Troszkę wątki pomieszałem ale czy forumowicze (zwłaszcza ci z plakietką "spirytysta") uważają że dobrze rozumiem to wszystko?
