Strona 1 z 3

Spirytysta na wojnie - spirytysta a wojna

Post: 03 mar 2016, 09:25
autor: czarnyMag
Mam takie pytanie: jak byś postąpił/postąpiła w takiej sytuacji: jest wojna (kraj w którym akurat się znajdujesz, mieszkasz, żyjesz jest owładnięty wojną), nagle na przeciwko ciebie staje człowiek z bronią - to są sekundy a ty masz szansę go zabić? Zrobiłbyś to /zrobiłabyś to? (zakładając że "on" to zrobi - ale to są sekundy (nie masz czasu na zastanowienie, ale masz czas na zareagowanie tak z głębi duszy) - oboje wiemy że w czasie pokoju można sobie zakładać różne "wyjścia" i to czym się teraz kierujesz nie ma pokrycia w takiej sytuacji, ale ja się pytam o teraz (sięgnij w głąb swojej duszy) i odpowiedz jako spirytysta.
I drugie pytanie w temacie wojna: jest mobilizacja i biorą wszystkich (jednych na pierwszą linię, drugich na drugą (mężczyzn, kobiety, starszych i młodszych): poszedłbyś?/poszłabyś? A idąc czym byście się kierowali (co by was usprawiedliwiało) - nie pytam w sensie założeń teoretycznych filozofii spirytystycznej - pytam każdego z osobna! (przy założeniu że odmowa oznacza rozstrzelanie i potępienie społeczne).
Wiem że teraz najpierw jest "świst/błysk" a potem już cię nie ma. Ale ja teoretycznie pytam o sytuację "twarzą w twarz" i pytam czym byś się wtedy zasłonił/zasłoniła w razie odmowy, ewentualnie co by was pchnęło do zabicia człowieka wrogiej armii?
Potraktuj to jako "sprawdzian" swej duszy i odpowiedz w oparciu o swoje "ja" :)

Re: Spirytysta na wojnie - spirytysta a wojna

Post: 03 mar 2016, 11:24
autor: stefan12
AD.1 Strzeliłbym, choć jeśli byłby na tyle blisko bym mógł dokładnie celować, to w takie miejsce, które potencjalnie nie jest śmiertelne, czyli chciałbym ranić i odebrać broń.
AD.2 Jeśli to powszechna mobilizacja i chodzi o walkę w przypadku napadnięcia na nasz kraj, to oczywiście że idę.

Re: Spirytysta na wojnie - spirytysta a wojna

Post: 03 mar 2016, 12:06
autor: czarnyMag
stefan12 pisze:AD.1 Strzeliłbym, choć jeśli byłby na tyle blisko bym mógł dokładnie celować, to w takie miejsce, które potencjalnie nie jest śmiertelne, czyli chciałbym ranić i odebrać broń.
AD.2 Jeśli to powszechna mobilizacja i chodzi o walkę w przypadku napadnięcia na nasz kraj, to oczywiście że idę.


Czyli jako "duch" wcielony w ciało materialne jesteś we właściwym świecie (w sensie swego rozwoju duchowego). Są tu rzeczy które kochasz np. ojczyzna, kraj, ziemia, idee (patriotyzm) i bez których trudno by ci było egzystować (rozstać się z nimi).

Re: Spirytysta na wojnie - spirytysta a wojna

Post: 03 mar 2016, 13:28
autor: cthulhu87
Weźmy pod uwagę, że na wojnach zwykle można zaobserwować pewne zjawisko: nieliczni politycy siedzący w ciepłych gabinetach wysyłają na pewną śmierć miliony zwykłych obywateli, których w dodatku zmusza się do zabijania innych ludzi wbrew najbardziej fundamentalnym i podstawowym wartościom moralnym. Czasami ludzie uświadamiają sobie tę haniebną i żałosną politykę, stąd przypadki bratania się wrogich stron na froncie, zwykle z zaciętością likwidowane przez dowództwo.

Idealnym rozwiązaniem byłoby odmówić służby wojskowej - zarówno po stronie zaczepnej jak i obronnej. Oczywiście nie jest to proste, skoro na każdym kroku wbija się ludziom do głowy tępy nacjonalizm i stawia wspólnoty wyobrażone, takie jak narody czy grupy etniczne, ponad człowieczeństwo, które zawsze musi być wartością nadrzędną. Może nawet w 90% przypadków jest to niemożliwe i pozostaje tylko iść na wojnę...

Z drugiej strony zdarzały się przypadki, np. w Rosji w czasie I wojny światowej, że rewolucja zmęczonej wojną ludności doprowadziła w konsekwencji do wycofania się Rosji z wojny i do zawarcia rozejmu z Niemcami. Niedługo później same Niemcy po klęskach na froncie doświadczyły rewolucji, która przypieczętowała koniec wojny (rewolucja listopadowa w 1918 r).

Najgorsze są chyba wojny domowe. Wojny między państwami mimo wszystko toczą się według jakichś reguł regulowanych prawem miedzynarodowym, tutaj natomiast dochodzi do wyjątkowego ujawnienia się okrucieństwa i prymitywnych instynktów.

Re: Spirytysta na wojnie - spirytysta a wojna

Post: 03 mar 2016, 14:08
autor: czarnyMag
cthulhu87 pisze:Weźmy pod uwagę, że na wojnach zwykle można zaobserwować pewne zjawisko: nieliczni politycy siedzący w ciepłych gabinetach wysyłają na pewną śmierć miliony zwykłych obywateli, których w dodatku zmusza się do zabijania innych ludzi wbrew najbardziej fundamentalnym i podstawowym wartościom moralnym. Czasami ludzie uświadamiają sobie tę haniebną i żałosną politykę, stąd przypadki bratania się wrogich stron na froncie, zwykle z zaciętością likwidowane przez dowództwo.

Idealnym rozwiązaniem byłoby odmówić służby wojskowej - zarówno po stronie zaczepnej jak i obronnej. Oczywiście nie jest to proste, skoro na każdym kroku wbija się ludziom do głowy tępy nacjonalizm i stawia wspólnoty wyobrażone, takie jak narody czy grupy etniczne, ponad człowieczeństwo, które zawsze musi być wartością nadrzędną. Może nawet w 90% przypadków jest to niemożliwe i pozostaje tylko iść na wojnę...

Z drugiej strony zdarzały się przypadki, np. w Rosji w czasie I wojny światowej, że rewolucja zmęczonej wojną ludności doprowadziła w konsekwencji do wycofania się Rosji z wojny i do zawarcia rozejmu z Niemcami. Niedługo później same Niemcy po klęskach na froncie doświadczyły rewolucji, która przypieczętowała koniec wojny (rewolucja listopadowa w 1918 r).

Najgorsze są chyba wojny domowe. Wojny między państwami mimo wszystko toczą się według jakichś reguł regulowanych prawem miedzynarodowym, tutaj natomiast dochodzi do wyjątkowego ujawnienia się okrucieństwa i prymitywnych instynktów.


Czyli choć potępiasz ten rodzaj "sportu" i wiesz że generalicja zapewne będzie grzać tyłki w schronach kiedy ty będziesz zabijał inne wcielone byty (bo nie będziesz tam łowił ryb), choć zdajesz sobie sprawę że wysłano cię tam w oparciu o "tępy nacjonalizm" którego nie podzielasz a wręcz cię mierzi raczej bezwolnie "zaszczycisz" ich swoją obecnością. "Pozwolisz się nieść fali"
W sumie "nie ma w czym wybierać" - jest tylko tu i teraz, i tylko to się liczy :)

Re: Spirytysta na wojnie - spirytysta a wojna

Post: 03 mar 2016, 14:10
autor: cthulhu87
pójdę na wojnę i będę siał defetyzm :P

Re: Spirytysta na wojnie - spirytysta a wojna

Post: 03 mar 2016, 15:36
autor: stefan12
czarnyMag pisze:Czyli jako "duch" wcielony w ciało materialne jesteś we właściwym świecie (w sensie swego rozwoju duchowego). Są tu rzeczy które kochasz np. ojczyzna, kraj, ziemia, idee (patriotyzm) i bez których trudno by ci było egzystować (rozstać się z nimi).


Mam prawo do życia i obrony życia mojego i innych. Jeśli ktoś napada na mnie i bliskich, to mam prawo się bronić włącznie z zabiciem napastnika. Ze złem się nie negocjuje.

Re: Spirytysta na wojnie - spirytysta a wojna

Post: 03 mar 2016, 16:28
autor: Pawełek
Jeśli chodzi o mnie w takiej sytuacji "twarzą w twarz" gdzie miałbym tylko wybór ja, albo on, to prawdopodobnie nacisnąłbym spust. Nie dlatego że tego bym chciał, ale pewnie tak by zadziałał mój instynkt samozachowawczy, adrenalina, strach, szczególnie że byłyby to tylko sekundy. Na pewno bym tego żałował.

Re: Spirytysta na wojnie - spirytysta a wojna

Post: 03 mar 2016, 18:08
autor: Nikita
Trudne pytanie. Jestem pacyfistka ale uwazam, ze nalezy sie bronic. Czyli jezeli moje panstwo napada na obce to ja nie ide na taka wojne...niech mnie roztzrelaja lub wysla do obozu. Ale jezeli ktos napada na moj kraj to mysle, ze trzeba sie bronic. Oczywiscie uwazam , ze Polacy przesadzali czasami np Powstanie Warszawskie to byl bledny pomysl. No ale generalnie gdyby Europa nie zaczela sie bronic przed Niemcami to swiat wygladalby calkiem inaczej dzis.

Re: Spirytysta na wojnie - spirytysta a wojna

Post: 03 mar 2016, 21:42
autor: Krzysztoff
cthulhu87 pisze:Weźmy pod uwagę, że na wojnach zwykle można zaobserwować pewne zjawisko: nieliczni politycy siedzący w ciepłych gabinetach wysyłają na pewną śmierć miliony zwykłych obywateli, których w dodatku zmusza się do zabijania innych ludzi wbrew najbardziej fundamentalnym i podstawowym wartościom moralnym. Czasami ludzie uświadamiają sobie tę haniebną i żałosną politykę, stąd przypadki bratania się wrogich stron na froncie, zwykle z zaciętością likwidowane przez dowództwo.


Marcin W pełni się zgadzam z Twoją wypowiedzią, niestety politycy są wybierani przez nas więc wcale nie są gorsi (moralnie) od tych co walczą, są tacy sami.
Warto zaznaczyć że często działa prymitywny schemat myślenia my-oni, podsycany przez polityków a tak na prawdę po obu stronach są tacy sami ludzie.

Co do pytania Maga - odpowiem tak , nie ważne co bym zrobił . Nie jest to ważne, bo była by to decyzja odruchowa, czy wręcz instynktowna.

Ważne jest to że wcale nie jesteśmy skazani na takie sytuacje, ważne jest to żeby nie dopuszczać do takich sytuacji i to są świadome wybory za które jesteśmy w pełni odpowiedzialni.

Np. Jezus nie dał się wmanewrować w konflikt z rzymianami , mówił cały czas "królestwo jest nie z tego świata", "oddajcie cesarzowi co cesarskie".

Bruno Groening wcielony do armii - odmówił strzelania do ludzi.
Ludzie odmawiający służby wojskowej, pacyfiści - to są wszystko osoby które bardzo szanuję, nie wiem czy bym tak potrafił