Tego Ci duchy nie powiedzą...
Na początku lat sześćdziesiątych naukowcy przeprowadzili w oceanie badania, które wykazały, że w koloniach organizmów żyjących w wodzie, pojedynczy organizm zatrzymuje sobie tylko 20% substancji koniecznych do życia, a pozostałe 80% wyrzuca do wody. Naukowcy długo nie potrafili zrozumieć o co chodzi. Okazało się, że niby na próżno wyrzucane substancje chemiczne tworzą połączenia pomiędzy tymi organizmami i dzięki nim kolonia może przeżyć. Te zasady działają na wszystkich poziomach organizacji życia. Człowiek nie jest wyjątkiem. Tylko 20% energii swojej duszy powinien wziąć sobie i przeznaczyć na swoje ziemskie problemy, a pozostałe 80% - oddać Bogu. Im bardziej przyziemna jest dusza człowieka, tym mocniej powinna dążyć do Boga i odwrotnie, człowiek uduchowiony może poświęcać uwagę temu co ziemskie. Zdrowa komórka pracuje najpierw na organizm, a dopiero potem na siebie. Jeśli komórka zapomina o organizmie i zaczyna pracować tylko na siebie, podlega zniszczeniu. Pokusa zapomnienia o pierwszeństwie organizmu jest dość wielka, gdyż komórka nie widzi go, a wszystko co konieczne dla życia otrzymuje od innych otaczających ją komórek. Dlatego wzajemne oddziaływanie komórek na siebie powinno ulegać okresowemu zakłóceniu po to, by główny impuls komórka wysyłała całości, a nie części. Istnieje jeszcze jeden efektywny środek - śmierć komórki. Wtedy nagle urywa się jej kontakt z innymi komórkami, a główna struktura informacyjna komórki gwałtownie zmienia kierunek dążeń. Przestaje myśleć wyłącznie o swojej powłoce fizycznej, która jest odseparowana od innych komórek, a zaczyna dostrzegać swoją powłokę energetyczną, która jest połączona ze wszystkim. Na poziomie pola wszystko jest jednością. Doznawszy wyższego stopnia jedności z organizmem, komórka powraca na poziom fizyczny i zapomina o tym kontakcie. Teraz, mimo że jej świadomość skierowana jest na własne interesy, to podświadomość, w której przechowuje się pamięć o przeszłości, każe jej w pierwszej kolejności pracować na cały organizm. Właśnie dlatego komórki w zdrowym organizmie co jakiś czas obumierają, natomiast komórki rakowe są praktycznie nieśmiertelne.
Oznacza to, że śmierć, czyli rozpad powłoki fizycznej, aktywizacja pola jest w przyrodzie najsilniejszym, przymusowym czynnikiem rozwoju. Prawa natury są jednakowe dla każdego organizmu, bez względu na to czy jest to kilka żywych molekuł, kolonia bakterii, ludzkość czy wszystko, co żyje we wszechświecie.
Człowiek również jest komórką we wszechświecie. I jako zdrowa komórka, powinien pracować najpierw na wszechświat, a potem na siebie. Ma obowiązek kochać Boga bardziej niż wszystko, co łączy go z ziemią. Miłość do Boga powinna stanowić najważniejszy punkt oparcia, najwyższe szczęście człowieka na Ziemi. Nie powinien on bazować na ziemskich wartościach. Zrozumienie tego ma ogromne znaczenie. Do podświadomości, czyli w naszą duszę, przenika wszystko to, na czym najczęściej skupiamy uwagę. Jeśli człowiek myśli tylko o ziemskich wartościach i jest do nich bardzo przywiązany, zapominając o Boskości, przylega do ziemi nie tylko małą cząstką jego duszy, lecz całą duszą. Taki człowiek upodabnia się wówczas do komórki nowotworowej, która zapominając o organizmie, pracuje tylko na siebie. Proces ten należy powstrzymać, ponieważ degradacja struktur duchowych jest niebezpieczna dla całego wszechświata. Dlatego okresowo człowiek powinien być odrywany od ziemskich wartości poprzez choroby, urazy, nieszczęścia lub śmierć - w zależności od tego, na ile jego dusza jest uziemiona. Umiejętność przyjęcia tych zdarzeń jako ratunku zesłanego przez Boga jest umiejętnością oczyszczenia duszy. Odrzucenie pomocy przejawiającej się jako rozpad ziemskich wartości, powoduje jeszcze większe przylgnięcie do nich i rodzi agresję.
Jak ustalić czy dusza przylgnęła do ziemskich wartości? Bardzo prosto - świadczy o tym agresja. Właśnie ona jest sygnałem, że dusza zaczęła przywiązywać się do wartości ziemskich. Wyobraźmy sobie, że moja dusza przylgnęła do pieniędzy.
Wtedy automatycznie, chcę tego czy nie, powstaną we mnie emocje z tym związane: pogarda do nieposiadających pieniędzy, zawiść do mających ich więcej, nienawiść do okradających mnie, osądzanie tego, kto pożyczył i nie oddał na czas, żal z powodu tego, że nie potrafiłem zarobić więcej oraz niechęć do życia jeśli stracę pieniądze. Będę ciągle się o nie bał lub marzył o nich. Wszystko to będzie jeszcze mocniej przywiązywało mnie do ziemskich wartości, a moja dusza będzie stawała się coraz bardziej agresywna. Póki proces ten zachodzi w świadomości, nie jest niebezpieczny dla wszechświata, ponieważ świadomy intelekt związany jest z ciałem oraz jego potrzebami i jest jedynie maleńką częścią tego, co nazywamy duchem. Jest jak trucizna zbierająca się jesienią w liściach - dla drzewa jest nieszkodliwa, a liście i tak opadną. Natomiast jeśli przenika do korzeni, które odżywiają drzewo, wtedy staje się niebezpieczna. Agresja wypełniająca duszę staje się groźną trucizną dla wszechświata.
Im bardziej nienawidzę, osądzam i pogardzam, tym silniej moja dusza lgnie do ziemi i tym szybciej ta agresja przenika do mojej podświadomości, czyli do mojej duszy. Na im bardziej subtelne poziomy przenika, tym szybciej należy ją powstrzymać. Istnieją cztery warianty. Pierwszy z nich jest dobrowolny. Gdy czuję, że w moim życiu dzieje się coś niepożądanego, zaczynam pomagać ludziom, daję pieniądze na cele charytatywne albo w ogóle z nich rezygnuję. Jeśli tego nie robię lub nie potrafię oczyścić się w ten sposób, włącza się mechanizm przymusowy. Wariant drugi - albo muszę stracić pieniądze, albo mnie okradną. Jeśli nie czuję nienawiści do złodzieja i nie osądzam go, następuje oczyszczenie. Natomiast gdy osądzam, obrażam się lub pogardzam nim - nie przyjmuję najbardziej „oszczędzającego”, łagodnego wariantu oczyszczenia. Wtedy włącza się trzeci, bardziej surowy wariant: choroby, urazy, nieszczęścia. Gdy nie potrafię oczyścić się wewnętrznie, następuje ostatni wariant oczyszczenia - śmierć. Powstaje paradoks: moje życie jest ratowane przez okradającego mnie człowieka. Umiejętność przeciwstawiania się temu na zewnątrz i całkowita akceptacja wewnątrz jest umiejętnością uzdrowienia duszy, a w ostatecznym rozrachunku, także ciała. Sergiej Łazariew
Oznacza to, że śmierć, czyli rozpad powłoki fizycznej, aktywizacja pola jest w przyrodzie najsilniejszym, przymusowym czynnikiem rozwoju. Prawa natury są jednakowe dla każdego organizmu, bez względu na to czy jest to kilka żywych molekuł, kolonia bakterii, ludzkość czy wszystko, co żyje we wszechświecie.
Człowiek również jest komórką we wszechświecie. I jako zdrowa komórka, powinien pracować najpierw na wszechświat, a potem na siebie. Ma obowiązek kochać Boga bardziej niż wszystko, co łączy go z ziemią. Miłość do Boga powinna stanowić najważniejszy punkt oparcia, najwyższe szczęście człowieka na Ziemi. Nie powinien on bazować na ziemskich wartościach. Zrozumienie tego ma ogromne znaczenie. Do podświadomości, czyli w naszą duszę, przenika wszystko to, na czym najczęściej skupiamy uwagę. Jeśli człowiek myśli tylko o ziemskich wartościach i jest do nich bardzo przywiązany, zapominając o Boskości, przylega do ziemi nie tylko małą cząstką jego duszy, lecz całą duszą. Taki człowiek upodabnia się wówczas do komórki nowotworowej, która zapominając o organizmie, pracuje tylko na siebie. Proces ten należy powstrzymać, ponieważ degradacja struktur duchowych jest niebezpieczna dla całego wszechświata. Dlatego okresowo człowiek powinien być odrywany od ziemskich wartości poprzez choroby, urazy, nieszczęścia lub śmierć - w zależności od tego, na ile jego dusza jest uziemiona. Umiejętność przyjęcia tych zdarzeń jako ratunku zesłanego przez Boga jest umiejętnością oczyszczenia duszy. Odrzucenie pomocy przejawiającej się jako rozpad ziemskich wartości, powoduje jeszcze większe przylgnięcie do nich i rodzi agresję.
Jak ustalić czy dusza przylgnęła do ziemskich wartości? Bardzo prosto - świadczy o tym agresja. Właśnie ona jest sygnałem, że dusza zaczęła przywiązywać się do wartości ziemskich. Wyobraźmy sobie, że moja dusza przylgnęła do pieniędzy.
Wtedy automatycznie, chcę tego czy nie, powstaną we mnie emocje z tym związane: pogarda do nieposiadających pieniędzy, zawiść do mających ich więcej, nienawiść do okradających mnie, osądzanie tego, kto pożyczył i nie oddał na czas, żal z powodu tego, że nie potrafiłem zarobić więcej oraz niechęć do życia jeśli stracę pieniądze. Będę ciągle się o nie bał lub marzył o nich. Wszystko to będzie jeszcze mocniej przywiązywało mnie do ziemskich wartości, a moja dusza będzie stawała się coraz bardziej agresywna. Póki proces ten zachodzi w świadomości, nie jest niebezpieczny dla wszechświata, ponieważ świadomy intelekt związany jest z ciałem oraz jego potrzebami i jest jedynie maleńką częścią tego, co nazywamy duchem. Jest jak trucizna zbierająca się jesienią w liściach - dla drzewa jest nieszkodliwa, a liście i tak opadną. Natomiast jeśli przenika do korzeni, które odżywiają drzewo, wtedy staje się niebezpieczna. Agresja wypełniająca duszę staje się groźną trucizną dla wszechświata.
Im bardziej nienawidzę, osądzam i pogardzam, tym silniej moja dusza lgnie do ziemi i tym szybciej ta agresja przenika do mojej podświadomości, czyli do mojej duszy. Na im bardziej subtelne poziomy przenika, tym szybciej należy ją powstrzymać. Istnieją cztery warianty. Pierwszy z nich jest dobrowolny. Gdy czuję, że w moim życiu dzieje się coś niepożądanego, zaczynam pomagać ludziom, daję pieniądze na cele charytatywne albo w ogóle z nich rezygnuję. Jeśli tego nie robię lub nie potrafię oczyścić się w ten sposób, włącza się mechanizm przymusowy. Wariant drugi - albo muszę stracić pieniądze, albo mnie okradną. Jeśli nie czuję nienawiści do złodzieja i nie osądzam go, następuje oczyszczenie. Natomiast gdy osądzam, obrażam się lub pogardzam nim - nie przyjmuję najbardziej „oszczędzającego”, łagodnego wariantu oczyszczenia. Wtedy włącza się trzeci, bardziej surowy wariant: choroby, urazy, nieszczęścia. Gdy nie potrafię oczyścić się wewnętrznie, następuje ostatni wariant oczyszczenia - śmierć. Powstaje paradoks: moje życie jest ratowane przez okradającego mnie człowieka. Umiejętność przeciwstawiania się temu na zewnątrz i całkowita akceptacja wewnątrz jest umiejętnością uzdrowienia duszy, a w ostatecznym rozrachunku, także ciała. Sergiej Łazariew