Wpływ spirytyzmu na osoby postronne spirytysty
Dziś wieczorem wpadła mi do głowy pewna myśl:
Otóż w niedalekiej przeszłości dowiedziałem się od pewnej osoby na tym forum, że moje zainteresowanie spirytyzmem, sprawami duchowymi i wszystkim co z tym związane może powodować, że dla świata duchów świecę jak "żarówka" (lub dioda led, jak kto woli) - przez co widzą one że mogą spróbować nawiązać kontakt z tą osobą w celu na przykład pomocy.
Jak wiemy krąży również wokół nas sporo złośliwych duchów. Ignorantem by trzeba było być aby powiedzieć że gdy zainteresują się Tobą duchy to złe tego nie zrobią. My wiemy jak się przed nimi możemy uchronić - modlitwą lub prośbą do opiekuna, duchów dobrych. Jednak co z osobami postronnymi? Czy oni są przez to że my jesteśmy zgłębieni w tym temacie, może wystawić ich na zagrożenie ze strony duchów niskich? Przykładowo gdy osoba z rodziny ma depresję, a w dodatku jest sceptykiem, nie wierzy w duchy. Co w takiej sytuacji? Czy jest to w ogóle możliwe?
Ps. Żeby nie zakładać kolejnego tematu, zadam jeszcze jedno pytanie, które mnie nurtuje od dłuższego czasu... Bycie dobrym i miłosiernym oznacza również bezinteresowność. Gdy pomagamy czyjeś osobie bezinteresownie to niczego nie oczekujemy w zamian. Jednak mam pewien problem: od czasu gdy jestem świadomy tego, że każda moja pomoc zapisuje się w pewnym sensie do "rachunku" po śmierci, nie wiem czy potrafię pomagać bezinteresownie. Ostatnio gdy zrobię jakąś dobrą rzecz, to od razu myśli mi wskakują typu "o, po śmierci będzie jeszcze jeden dobry uczynek". Czasem już nawet robię dobrą rzecz z motywacji nagrody po śmierci.
Wstyd mi to przed Wami mówić, bo nie chcę taki być. Nie mam pojęcia jednak co z tym mam zrobić, jak zmienić ten tok myślenia. Przez to że będę rozliczany po śmierci każdy mój dobry "bezinteresowny" uczynek - nie jest "bezinteresowny".
Otóż w niedalekiej przeszłości dowiedziałem się od pewnej osoby na tym forum, że moje zainteresowanie spirytyzmem, sprawami duchowymi i wszystkim co z tym związane może powodować, że dla świata duchów świecę jak "żarówka" (lub dioda led, jak kto woli) - przez co widzą one że mogą spróbować nawiązać kontakt z tą osobą w celu na przykład pomocy.
Jak wiemy krąży również wokół nas sporo złośliwych duchów. Ignorantem by trzeba było być aby powiedzieć że gdy zainteresują się Tobą duchy to złe tego nie zrobią. My wiemy jak się przed nimi możemy uchronić - modlitwą lub prośbą do opiekuna, duchów dobrych. Jednak co z osobami postronnymi? Czy oni są przez to że my jesteśmy zgłębieni w tym temacie, może wystawić ich na zagrożenie ze strony duchów niskich? Przykładowo gdy osoba z rodziny ma depresję, a w dodatku jest sceptykiem, nie wierzy w duchy. Co w takiej sytuacji? Czy jest to w ogóle możliwe?
Ps. Żeby nie zakładać kolejnego tematu, zadam jeszcze jedno pytanie, które mnie nurtuje od dłuższego czasu... Bycie dobrym i miłosiernym oznacza również bezinteresowność. Gdy pomagamy czyjeś osobie bezinteresownie to niczego nie oczekujemy w zamian. Jednak mam pewien problem: od czasu gdy jestem świadomy tego, że każda moja pomoc zapisuje się w pewnym sensie do "rachunku" po śmierci, nie wiem czy potrafię pomagać bezinteresownie. Ostatnio gdy zrobię jakąś dobrą rzecz, to od razu myśli mi wskakują typu "o, po śmierci będzie jeszcze jeden dobry uczynek". Czasem już nawet robię dobrą rzecz z motywacji nagrody po śmierci.
Wstyd mi to przed Wami mówić, bo nie chcę taki być. Nie mam pojęcia jednak co z tym mam zrobić, jak zmienić ten tok myślenia. Przez to że będę rozliczany po śmierci każdy mój dobry "bezinteresowny" uczynek - nie jest "bezinteresowny".