Francois Brune w ,,Umarli mówią do nas,, opisuje przypadki przebywania w kilku miejscach na raz.
http://www.powrotdonatury.net.pl/czytel ... nload.htmlZnamienną cechą relacji Roberta Monroe'a jest dążenie do ścisłego i obiektywnego zapisu obserwacji. Po każdym
wyjściu z ciała notował on natychmiast wszystkie ważne szczegóły.
Otóż wiele razy miał wrażenie, że widzą go i słyszą osoby, które spotykał, a nawet, że reagują na jego obecność i na to,
co do nich mówi. Sam mógł słyszeć ich odpowiedzi, które potem notował. Po powrocie do swojego ciała sprawdzał owe
spotkania, telefonując do danych osób, które potwierdzały wszystkie szczegóły jego wizyty - gdzie się znajdowały i co robiły
w czasie, kiedy je widział. Niekiedy rozmawiały one z osobami trzecimi, które jednak w żaden sposób nie odczuwały jego
obecności. Monroe zauważył, że niektórzy ludzie, tocząc z kimś rozmowę, odpowiadali mu jakby nie świadomie, nie zakłócając tej drugiej konwersacji. Oto przykład: pewnego dnia złożył wizytę - za pomocą swojego ciała astralnego - przyjaciółce,
która wyjechała na kilka dni do domku na wybrzeżu New Jersey. Kiedy się u niej pojawił, kobieta rozmawiała w kuchni z
dwiema młodymi dziewczynami (Monroe dowiedział się później, że była to jej siostrzenica z przyjaciółką).
"Wszystkie trzy coś mówiły, ale nie słyszałem treści ich rozmowy. Podszedłem najpierw do dwóch dziewcząt, stanąłem
naprzeciwko nich, ale nie zdołałem przyciągnąć ich uwagi. Zwróciłem się następnie do RW. [przyjaciółki] i zapytałem ją,
czy ma świadomość mojej obecności.
- Och tak! Wiem, że tu jesteś - odpowiedziała (w myśli lub też za pomocą tej podświadomej komunikacji, którą już dobrze znałem, gdyż na zewnątrz dalej zajęta była rozmową z dziewczętami). .
Zapytałem, czy jest pewna, że przypomni sobie potem o mojej wizycie.
- Ależ tak, oczywiście - odparła.
Powiedziałem jej, że chcę się upewnić, czy o tym nie zapomni.
- Jestem przekonana, że będę pamiętać - powiedziała RW., kontynuując rozmowę z dziewczętami.
Stwierdziłem, że chciałbym być tego całkowicie pewien i dlatego ją uszczypnę.
- Och, nie musisz tego robić, będę pamiętać - powtórzyła. Nie chciałem jednak niczego pozostawiać przypadkowi i dlatego spróbowałem ją lekko uszczypnąć w bok, między biodrem a klatką piersiową. Wydała krótki, głuchy okrzyk bólu, a ja
cofnąłem się zaskoczony. Sam nie mogłem uwierzyć, że udało mi się ją uszczypnąć".
Kiedy kilka dni później Monroe chciał potwierdzić to zdarzenie, RW., która wróciła z wakacji, podała wiele znanych mu
szczegółów: opisała kuchnię, napoje, obecność dziewcząt, ale nie przypominała sobie zupełnie jego wizyty ani rozmowy z
nim.
"Zadawałem jej kolejne pytania, ale na próżno. W końcu zniecierpliwiony zapytałem, czy nie odniosła wrażenia, że ktoś
ją uszczypnął. Odpowiedziało mi jej osłupiałe spojrzenie. 'To byłeś ty?'. Przez chwilę na mnie patrzyła, po czym weszła do
biura i starannie zamknęła za sobą drzwi. Uniosła lekko brzeg swetra z lewej strony i spojrzała na dwa sine ślady, dokładnie
w tym miejscu. w którym ją uszczypnąłem"
.
Tak więc trzeba zadawać sobie pytania, kiedy przydarzy nam się coś szczególnego, czego nie umiemy wyjaśnić.
Jeśli chodzi o rozmowy między dwoma ciałami astralnymi, z których jedno znajduje się w ciele fizycznym, a drugie z
niego wyszło, ciekawy jest przypadek osoby, która reaguje zarówno ciałem astralnym, jak i fizycznym. U tego, kto wyszedł
z ciała, ciało astralne jest w pełnej aktywności, podczas gdy ciało fizyczne pozostaje w spoczynku. Jednak nie zawsze tak jest.
Jeanne Guesne opowiada, że zdarzyło jej się prowadzić przez kilka chwil podwójne życie, zarówno w ciele fizycznym spoczywającym na łóżku, jak i w jego replice stojącej koło okna. Mogła też w tym momencie doświadczyć jednocześnie dwóch
sprzecznych uczuć, spokoju i łagodności - w świadomości, która pozostała w ciele, i przeszywającego bólu - w świadomości
ciała duchowego.
Zdarzyło jej się nawet przebywać na trzech płaszczyznach równocześnie, w trzech różnych miejscach i w trzech różnych
epokach.
"Miałam podobne doświadczenie, będąc u córki w Paryżu, w listopadzie 1948 roku. Moja matka, córka i mąż rozmawiali
ze sobą kilka metrów ode mnie, aja w ich mniemaniu drzemałam. Wtedy jednak doświadczyłam równoczesnego przebywania w trzech różnych momentach i w trzech różnych miejscach, zachowując pełnię sił i świadomości w każdym z nich.
Miejsca te nie mieszały się ze sobą, a doświadczenie trwało kilka minut.
Podkreślam fakt, że nie chodzi o wspomnienia, o obrazy myślowe ani o sen, ale o trzy odrębne, równoczesne i świadome
obecności. Istniałam w tych trzech różnych sytuacjach fizycznych, psychicznych i psychologicznych, w trzech różnych epokach, z niezaprzeczalnym poczuciem wszechobecności. Mój umysł z niezwykłą jasnością i bez wysiłku syntetyzował wra-żenia z trzech moich obecności"
.
Z naukowego punktu widzenia książka Jeanne Guesne nie dorównuje pracy Roberta Monroe'a, ale jest napisana z olbrzymim wyczuciem, prostotą, ostrożnością i pewnym dystansem nawet wobec zjawisk, które dane jest jej przeżywać. Świadczy także o prawdziwym talencie literackim autorki. Warto przeczytać o tym, jak pewna wiejska kobieta z całą prostotą
wtajemniczyła ją w owe "okropne sekrety".
Jeśli ciało duchowe może działać i reagować, pozostając w ciele fizycznym, bez opuszczania go i bez udziału świadomości,
może się zdarzyć, że nasza wewnętrzna replika posuwa się nawet trochę za daleko i wychodzi z ciała bez naszej wiedzy, by
uporządkować pewne problematyczne sprawy.
Harold Sherman, wybitny amerykański znawca parapsychologii, opowiada, że był świadkiem podobnego przypadku
.
W 1941 roku przebywał w Hollywood, pisząc scenariusz filmowy. Przyjażnił się ze znanym chicagowskim detektywem, spe-66
cjalistą w dziedzinie kryminologii. Po przejściu na emeryturę detektyw ten zamieszkał w pobliżu Los Angeles. Podobnie
jak Sherman, interesował się okultyzmem i obaj panowie zarezerwowali niedzielne popołudnia, aby się spotykać, raz ujednego, raz u drugiego.
Święto Dziękczynienia, obchodzone zawsze w trzeci czwartek listopada, wypadło tym razem 20 listopada. Sherman i
jego żona wysłali swoim przyjaciołom Loose'om koszyk z owocami, na znak przyjaźni. Następnej niedzieli mieli się do
nich wybrać. Tego czwartku Sherman wrócił do domu około piętnastej. W skrzynce na listy znalazł karteczkę od portiera,
że Loose wpadł się z nim spotkać i czeka na niego w niedzielę. Harold Sherman był trochę zdziwiony, że przyjaciel przyjechał do Los Angeles w dzień wielkiego ruchu na drodze, nie zadzwoniwszy nawet uprzednio, by się upewnić, czy zastanie
go w domu. W dodatku spotkanie było przecież wyznaczone na następną niedzielę. A może chciał podziękować za owoce?
Portier zanotował na bilecie godzinę: była to czternasta trzydzieści. Sherman zadzwonił więc do przyjaciela godzinę później,
myśląc że do tej pory zdążył on już wrócić do siebie. Chciał mu powiedzieć, że żałuje, iż nie było go w domu. Loose, bardzo
zdziwiony, zapewniał go, że nie wychodził przez cały dzień. Musiała zajść jakaś pomyłka. Tego dnia przyjechała do nich na
obiad córka z wnuczkiem i nie wyprowadził nawet samochodu z garażu. Cały dzień spędził w domowym stroju, w spodniach
na szelkach, brązowym swetrze i kapciach.
To było naprawdę dziwne. Sherman udał się do portiera i poprosił o kilka szczegółów. Czy mógłby opisać mu mężczyznę,
który zostawił wiadomość? Portier odpowiedział, że człowiek ten wyglądał na robotnika, był w spodniach na szelkach, miał
zrobiony na drutach brązowy sweter, ciemnoniebieską koszulę i czapkę z daszkiem. Zdziwienie Shermana wzrosło i wyjaśnił
portierowi dlaczego: opis doskonale pasował do Loose'a. Wówczas portier przypomniał sobie, że nie widział, by mężczyzna
wszedł przez drzwi. Po prostu, kiedy podniósł wzrok, spostrzegł go przed sobą. Gość mówił powoli, jakby z trudem wymawiając słowa. Pewna kobieta, która była przy tym obecna, powiedziała mu potem, że człowiek ten wydał jej się dziwny.
Portier nie widział też ani nie słyszał, żeby ów mężczyzna wyszedł. Nie przypominał sobie żadnego odgłosu, ani kroków,
ani zamykanych drzwi.
Następnej niedzieli Loose przyznał się przyjacielowi, że często stosował świadome wychodzenie z ciała. Najpierw nawiązywał telepatyczny kontakt z przyjaciółmi. I jeśli wyrażali zgodę, składał im wizytę poprzez wyjście z ciała.
Miał także innego kolegę, katolickiego księdza w Ameryce Południowej, który zajmował się tym samym. Czasem odwiedzał go, siadając przeważnie na ławce w zacisznym miejscu w ogrodzie. Dodał także, że zwykły przechodzień nie mógłby
zauważyć, iż chodzi tu o kogoś, kto wyszedł ze swojego fizycznego ciała. Jest to dla nas interesujący szczegół, gdyż byłoby
to coś więcej niż zwykła podróż astralna. To drugie ciało było widzialne i materialne, a więc można tu mówić o prawdziwej
bilokacji. W przypadku Roberta Monroe'a był to jakby jej zaczątek, gdyż wyjątkowo udało mu się uszczypnąć przyjaciółkę.
Granice między tymi zjawiskami nie zawsze są wyraźne.
Tym, co ze zrozumiałych względów niepokoiło Loose'a, był fakt, iż jego ciało astralne po raz pierwszy samo przejęło
inicjatywę, wcale go nie uprzedzając.
Kolejne wydarzenie potwierdziło tę hipotezę. W następny wtorek Loose znów pokazał się portierowi, w takim samym
ubraniu jak poprzednio. Portier natychmiast go rozpoznał. Zauważył też, że Loose był w innej, jaśniejszej koszuli. I nie pomylił się, poprzednia bowiem została oddana do pralni
Czy należałoby więc sformułować prawo regulujące niekontrolowane przemieszczanie się ciał astralnych? Na razie pilnuj
dobrze swojego ciała astralnego i nie pozwalaj mu na zbyt wiele samodzielnych inicjatyw, jeśli chcesz pozostać panem
samego siebie.
Chyba że jest już za późno i stało się to częścią naturalnego porządku. Robert Monroe wyjaśnia nam, że kiedy znąjdujemy
się na zewnątrz ciała, nasza świadomość całkowicie podlega podświadomości. Jedynie długotrwałe ćwiczenia mogą sprawić,
że zacznie ona znów nad sobą panować.
"Jest ona raczej asystentem mistrza lub wiodącej siły.
Kim jest mistrz? Możecie mówić o wyższym duchu, duszy lub wyższej świadomości - nazwa jest nieważna. Trzeba
jednak wiedzieć, że nasza zwykła świadomość automatycznie i bezdyskusyjnie słucha rozkazów mistrza. W normalnym fizycznym stanie nie jesteśmy tego świadomi. Ale w stanie wtórnym (na zewnątrz ciała) jest to zjawisko naturalne. Ten
wyższy duch wie instynktownie, co jest 'dobre', i problemy pojawiają się tylko wówczas, gdy nasza zwykła świadomość
uparcie wzbrania się przed tą wyższą mądrością. Źródło, z którego płynie owa mądrość, działa na wiele sposobów, a większość
z nich przekracza możliwości poznania naszej zwykłej świadomości.
Oto co otwiera nowe perspektywy w poznaniu tajemnicy człowieka!
Myślę, że tych kilka przykładów doświadczeń poza ciałem pozwala nam dość dobrze wyobrazić sobie, co może oznaczać
przemieszczanie się w pierwszych sferach pozagrobowego świata, a nawet, w pewnym stopniu, przemieszczanie się między
jednym poziomem a drugim. Chociaż przemieszczające się osoby należą jeszcze do tego świata, doświadczenia te są już
wkroczeniem do innego wymiaru i podlegają, przynajmniej częściowo, jego prawom. To wszystko dotyczy jednak, jak mi
się wydaje, pierwszych poziomów życia w zaświatach. Potem sprawy mają się nieco inaczej.