Hansel pisze:Obserwator pisze:Ja dodałbym jeszcze to, że zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że sakramenty religijne mogą stać się tylko nic nie znaczącymi gestami, zupełnie pobawionymi znaczenia, jeśli traktuje się je jako "mechaniczną" formę załatwiania spraw duchowych. Mniej więcej na zasadzie :
Zrobiłem komuś krzywdę - wyspowiadam się i już załatwione.
Ze spowiedzią to już wiem jak jest, ale co z komunią czy ona ma jakiś wpływ na duszę człowieka który ją przyjmuje ?
Z przekazów na których opiera się wiedza o naszym losie po śmierci wynika to, że nie jest istotne jaką religię wyznajemy bądź nie wyznajemy, więc to czy poddawaliśmy się sakramentom, czy też nie najprawdopodobniej też nie ma wielkiego znaczenia. Jeśli ktoś jest ateistą to po śmierci jego sytuacja będzie trudniejsza, ale nie dlatego, że Bóg w jakiś szczególny sposób potępia ateistów. Raczej oni sami przedłużą swoje cierpienia związane z oddzieleniem od materii w sumie przez własną niewiedzę lub zupełną nieświadomość tego co się z nimi właśnie dzieje.
Sakramenty mają znaczenie dla osób, które się z nimi identyfikują, więc choćby z tej racji nie ma w nich niczego nagannego, ale też niewiele poprawiają (lub pogarszają) naszą sytuację po śmierci. Na przykład ktoś poddał się sakramentowi małżeństwa. Czy sądzisz, że ma to jakiekolwiek znaczenie i stawia go wyżej niż kogoś, kto żyje w konkubinacie ? Istotne jest jedno - czy nie krzywdzi własnej żony/konkubiny lub dzieci i czy sprawia, że najbliżsi mogą znaleźć w nim oparcie niezależnie od życiowych sytuacji. Sakrament małżeństwa to ... hm... kosmetyka i pewnego rodzaju prawne uporządkowanie swojego życia.
Mówisz o komunii - to symbol. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby osoby religijne w symboliczny sposób dla wzmocnienia własnej wiary przyjmowały komunię. Ale znów powstaje pytanie czy faktycznie przyjmowanie komunii, przy równoczesnym nieprzestrzeganiu nauk Jezusa może "poprawić notowania" w oczach Boga. Moim zdaniem nie.