Uratowal mnie Galczynski...
Dzis mialo miejsce ciekawe wydarzenie...pojechalam sobie do kosciola w Neviges aby pomedytowac w krypcie. Ten kosciol jest ogromny a na dole jest krypta...miejsce dla modlitwy w ciszy...Usiadlam sobie i zamknelam oczy i siedze w stanie medytacyjnym i slysze, ze ktos wchodzi....Normalnie tam nie wolno przeszkadzac bo to miejsce ciszy i spokoju ale ten facet zwrocil sie do mnie....otwieram oczy...facet caly rozgoraczkowany....drze sie gdzie jest swiety obraz Mariii...a ja nawet nie zauwazylam , ze go nie bylo...i mowie mu, ze tutaj jest tyle dobrej energii i bez obrazka...ale on drze sie dalej i coraz bardziej byl rozloszczony i krzyczy, ze juz rozmawial z zakonnikiem i ten mu bezczelnie odpowiedzial....wiec odczekalam chwile i tylko kiwalam glowa...az sie uspokoil i stwierdzilam , ze rzeczywiscie nie ma i co teraz? Dzis sluchalam opowiesci Kiry Galczynskiej o ojcu....ze jak ona wpadla raz w zlosc to on odczekal az ta zlosc z niej wybuzuje.....I ja tak wlasnie zrobilam...odczekalam az jego furia , zlosc wybuzuja....pozwolilam mu sie wykrzyczec az sie sam uspokoil....facet potem siadl do modlitwy i co jakis czas jeszcze pokrzykiwal....ja znowu zapadla w medytacje i pomodlilam sie o niego...i on po tej modlitwie przeprosil mnie....
Gdybym mu wczesniej przerwalal i zaczela na niego krzyczec to on by mnie chyba zaczal dusic taki byl zly.....a dzieki pozwoleniu az sie wybuzuje...wszytsko bylo dobrze....nerwy puscily, zlosc minela...i bylo ok....