Mirek napisał, że nie powinniśmy niczego pożądać ani do niczego się przywiązywać, i zapewne chodziło mu o dobra doczesne etc.
Miłość natomiast nie jest czymś, czego pożądamy, tak samo, jak nie można powiedzieć, że jemy powietrze, albo że ryba pożąda wody.
Nie widzę powodu, żeby bawić się w łapanie za słówka, bo to do niczego nie prowadzi. Takie przepychanki intelektualne, czy nadinterpretacje są nam naprawdę zbędne, bo prawda jest prosta. Mamy ją zapisaną w sobie, jednak w stanie takiego pobudzenia trudno jest ją odnaleźć. Najlepiej jest się wyciszyć, pomodlić, przemyśleć.

Spytasz pewnie o tę prawdę, którą mamy zapisaną w sobie. Chodzi mi tu przede wszystkim o:
rozróżnianie dobra od zła (najlepiej, przynajmniej w moim przypadku, sprawdzają się słowa Jezusa: "Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców.")
logika - Bóg nie ustanowiłby praw, które są nielogiczne, niesprawiedliwe lub po prostu złe. To proste!
W tym wszystkim mam na myśli to, że brak, pustka jest normalnym odczuciem, jeśli nam czegoś brakuje, jest takim cierniem, który zachęca do działania, do poszukiwania, do doskonalenia się. Nie zapełnimy pustki dyskutowaniem, nie zapełnimy jej żadnymi dobrami, które możemy pożądać, to o czym mówił Mirek. Zapełnimy ją Miłością, i nie mam tutaj na myśli jakiejś kosmicznej energii, nie zrozum mnie źle. Chodzi tu o praktykowanie miłości, poprzez, przede wszystkim, pomoc bliźniemu. Mówię tu ze swojego punktu widzenia, ale inni z pewnością się ze mną zgodzą: pomaganie innym jest tym, co sprawia że stajemy się szczęśliwi, spokojni, wypełnieni.
