Witam.
Nie będę owijał w bawełnę. Otóż mam 20 lat i jestem na takim etapie, że mam dość życia, bo zdałem sobie sprawę, że nic nie wiem. Do tego mam nerwicę natręctw i to sprawia, że wszystko widzę trochę inaczej niż normalny zdrowy człowiek. Więc... chodzi o to, że chciałem się zapytać, czy Wy macie pewność, że te spotkania z duchami, które macie nie są jakieś zmyślone, że to psikusy Waszych mózgów? A co sądzicie o poglądzie chrześcijan, że takie praktyki są diabelskie i w zasadzie narażacie się na działanie szatana? Wiecie, chodzi mi o to, że zawsze ludzie, których poglądy poznaję są bardzo pewni tego w co wierzą. Na forum katolickim jest pewność, że Bóg chrześcijański to prawda, a na poparcie są różne świadectwa i uzdrowienia. Skąd wiecie, że to nieprawda? Z kolei wczoraj na forum ateistycznym miałem do czynienia z wypowiedzią ateisty, który jest na milion % pewien, że ten cały inny świat to bajki, że ludzie zawsze takie rzeczy wymyślali, że to śmieszne, że to są urojenia, że wszystko na pewno da się logicznie wyjaśnić, a jeśli się teraz nie da, to pewnie będzie się dało w przyszłości, jak ludzie będą mieli jeszcze większe pojęcie o świecie. Miałem do czynienia też z forum, na którym piszą, że ludzie są wytworem kosmitów albo, że takie spirytyzm został stworzony przez masonów i innych takich, którzy robią to, bo wiedzą, że młodzi ludzie się takimi rzeczami łatwo fascynują i potem oddają się temu, przez co mają nad nimi kontrolę. No i teraz sobie wyobraźcie, że ja zaczynam wariować od tego wszystkiego, bo nie umiem się w tym odnaleźć, nie umiem znaleźć tej prawdy. A moja nerwica sprawia, że jak zaczynam się przychylać do jednego z tych poglądów, to te inne nagle mi nie dają spokoju, nawet jeśli się nawzajem też wykluczają. Jeśli chodzi jeszcze o mnie, to od urodzenia byłem katolikiem, potem w dniu katastrofy smoleńskiej zacząłem się zastanawiać, co z tymi ofiarami się teraz dzieje, czy w ogóle gdzieś teraz są, czy po prostu ich pochowają i koniec z nimi. Ze strachu przed śmiercią zacząłęm być takim przykłądnym katolikiem, ale po ok. 3 latach puściło, ta religia przestała mnie tak przekonywać. Wymyśliłem więc swój twór, który dla mnei był idealny, ale w końcu zdałem sobie sprawę, że to jest tylko moje marzenie. Potem nastał czas agnostycyzmu pomieszanego z ateizmem, ale od tygodnia znowu strach przed śmiercią ze mną wygrywa i po prostu nie umiem dopuścić do myśli, że śmierć jest naszym ostatecznym końcem. I niestety pisząc tutaj, mam wrażenie, że próbuję się pocieszyć, chociaż nasz koniec jest nieunikniony i nic po śmierci nie ma. Ale do tego mam też obawy, że pisząc tutaj narażam się na działanie szatana, bo chrześcijanie postrzegają spirytyzm jako zło... Coś strasznego, od kilku dni mam obniżony nastrój, nic mnie nie cieszy. Pocieszam się jedynie tym co mama mi kiedyś powiedziała, a mianowicie to, że słyszała kroki swojej mamy późnym wieczorem, czy nocą (nie pamiętam), a potem w dzień się dowiedziała, że jej mama nie żyje. I podobno dziadek też jakoś to słyszał... Moja mama jest pielęgniarką i w zeszłym roku umarła taka kobieta, którą mama zna z kościoła (jest katoliczką) i ta kobieta się mamie śniła, a potem na następny dzień mama się dowiedziała, że ta kobieta umarłą właśnie jakoś tej nocy, w której mama miała ten sen... To mnie chyba w sumie trzyma, bo nie uwierzę, że to taki przypadek.

