Strona 1 z 3

Nie ustannie...

Post: 28 paź 2014, 16:36
autor: ulka
witam jestm nowa na forum.trafilam tu przypadkniem poniewaz szukalam na internecie osoby ktora jest medium i moze mi pomoc.jestem osoba wierzaca w boga i w swiat duchow.mialam kiedys spotkanie z jednym,stalo sie to tak nagle ale nie porozumiewalam sie z nim tylko patrzylam na postac,pozniej strach chisteria ale jakos doszlam do siebie.ciekawi mnie bardzo jak to wszystko wyglada ale strasznie sie boje takich rzeczy.nie chodze na pogrzeby sama nawet po cmentarzu w dzien sie nie przejde.potrzebuje porady od osoby ktora sie tym interesuje zebym poczula sie spokojniej i normalnie zaczela zyc. w tym roku w kwietniu z mego wiezowca skoczyl 27 latek co najgorsze widzialam go juz nie zyjacego.strasznie utkwilo to mi w pamieci.co najgorsze ja go wogole wczesniej nie widzialam ani nie znalam ale mam w sobie takie uczucie zwiazania z nim.po kilku dniach i nie przespanych nocach pomyslalam ze mi przejdzie jak sie odwaze i bd uczestniczyla w jego pogrzebie.odnalazlam jego siostre i przez internet porozmawialam z nia.niestety sie spoznilam.pochowali go 2 dni przed rozmowa.powiedziala mi ze byl cale zycie wysmiewany przez spoleczenstwo poniewaz nie slyszal na jedno ucho,byl spokojnym chlopakiem ktory uwielbial dzieci,byl wolontariuszem przy chorych dzieciach.wyjechal do angli ale po krotkim czasie wrocil poniewaz zostal oszukany przez agencje pracy i to juz zalamalo do tego stopnia ze skoczyl.nie wiem jak to opisac.tlumacze se to w taki sposob ze poprostu mi go szkoda ze taki mlody,ale to mi nie daje spokojnie zyc.panicznie sie boje zostac sama w domu chodz juz mieszkam za granica.jak bylam w polsce jeszcze to postanowilam go odwiedzic na cmentarzu myslalam ze to pomoze i mialam dziwna sytuacje.odwazylam sie sam pojechac w dzien.znalam jego imie i nazwisko.przeszlam prawie caly cmentarz zagladajac na nowe pochowki i nic nie moglam go znalesc.byl wietrzny dzien i na cmentarzu bylam tylko ja i jakis starszy facet ktory tez kogos szukal.mowiac do siebie "gdzie jestes" "Rafal nie znajde cie trudno"i jak juz mialam sie poddac i szlam w strone wyjscia zrobilo sie cicho przestal wiac wiatr i obejrzalam sie za siebie bo jakby cos mnie tknelo ze przeoczylam jedno miejsce.zobaczylam tabliczke z jego imieniem i nazwiskiem.podeszlam i zanim zapalilam znicz napisalam na kartce swoje odczucia to byla jak by rozmowa ze zmarlym i wsadzialam do znicza.poplakalam sie i wyszlam z cmentarza.no i nic nie pomoglo dalej sie panicznie balam,nie moglam spac w nocy bo myslalam ze on przyjdzie do mnie poniewaz mialam takie uczucie nie do opisania jak by on byl ze mna w jakis sposob zwiazany.balam sie patrzec nawet na te okno klatkowe.poprosilam siostre zeby poszla ze mna na klatke do tego okna i do okna miedzy 0 a 1 pietrem poniewaz tam widac daszek klatki na ktorym on lezal.zostala tylko plama krwi.tez nic nie pomoglo.a co najgorsze 3 tygodnie po jego samobojstwie byla powtorka...18 latek, te same okno ta sama klatka moj blok.znalam go z widzenia bo mieszkal na osiedlu.przed skokiem sie nacpal i grozil policjantom nozem byl zdemoralizowany.tego tez widzialam na tym nieszczesnym daszku i chodz wygladal straszniej spadl na kant blachy nie balam sie wogole tylko bylo mi go zal.to jest dziwne bo tego pierwszego przezylam strasznie chodz byl dobrym czlowiekiem.teraz jestem za granica ale na swieta wracam do polski na szczescie bd mieszkala na innym osiedlu.ale te miejsce bd widywac czesto poniewaz tam mieszkaja moi rodzice.sny mam okropne ciagle widze schody klatke ten blok.snilo mi sie raz ze palily sie znicze na tym daszku a na skrawku ze spuszczonymi nogami siedzieli jacys meszczyzni a ja wiedzialam ze oni nie zyja.ostatnio jednego dnia snilo mi sie ze stoje przed tym blokiem patrze na okno klatkowe na 9 pietrze i widze jak na schodach siedzi ten pierwszy samobojca smutny zalamany spojrzal na mnie i kiwna glowa ze smutkiem.drugiego dnia snil mi sie ten drugi ze w czyms mi pomagal ze byl spokojny zadowolony.nie moge uwolnic sie od tych mysli i te uczucie,strach ze ktoregos zobacze nie daje mi spokoju.nie raz rozmawiam do jednego i drugiego ze juz tak nie moge ze sie boje i chcem normalnosci dlatego postanowilam poszukac osoby ktora sie zajmuje rozmowa z duszami.moze jak sie odwaze na taka sesje to moze to mi pomoze dowiem sie co jest nie tak ze nie potrafie zyc bez mysli zwiazanej z tym pierwszym samobojca,co on ode mnie chce i dlaczego w jakis sposob jestem z nim zwiazana?prosze o porade bardzo mi zalezy.mama dwoje malutkich dzieci i musze funkcjonowac normalnie dla nich. jeszcze raz bardzo prosze

Re: Nie ustannie...

Post: 28 paź 2014, 16:46
autor: 000Lukas000
Strach przed duchami mija wraz ze wzrostem wiedzy o świecie duchowym, więc poznanie tematu przez literaturę spirytystyczną pomoże.
Co do tego czy czegoś od ciebie chce, bardziej powiedział bym że jest to wynikiem emocji niż ingerencji ducha. I tutaj powinnaś popracować.

Re: Nie ustannie...

Post: 28 paź 2014, 17:29
autor: ulka
dziekuje za zainteresowanie.czytam duzo ksiazek na ten temat wertuje internet i strach mnie nie opuszcza nie stety to mnie wlasnie ciekawi i lubie sie tym interesowac ale strach mnie paralizuje.nie wiem jak to mam przezwyciezyc.

Re: Nie ustannie...

Post: 28 paź 2014, 17:43
autor: Mirek
Poddaj się temu i zacznij od książek, które nie będą wzbudzać w Tobie strachu:
http://www.dobreksiazki.pl/a1143-michae ... tAod2E4Ang

Re: Nie ustannie...

Post: 28 paź 2014, 17:59
autor: Nikita
Ulka nie przejmuj sie tym tak mocno. Takie rzeczy dzieja sie...to smutne co sie wydarzylo. Za mocno sie tym przejelas a teraz boisz sie, ze duch tego samobojcy jest przy Tobie. To milo, ze poszlas na cmentarz...i byc moze jego duch wskazal Ci droge i w jakis sposob wplynal na Ciebie. Pomodl sie za niego....A takze pomodl sie do Twojego opiekuna o spokoj i ochrone. Moze ten duch jest teraz niespokojny i nieszczesliwy ale takze dla samobojcow jest pomoc ze strony swiata duchowego...Modl sie o pomoc dla niego...

Re: Nie ustannie...

Post: 28 paź 2014, 18:29
autor: Krzysztoff
Ula, proponuję Ci przeczytać książkę "księga duchów" tam jest "kawa na ławę" napisane , bez zbędnej sensacji i straszenia, czym są Duchy, co się dzieje po śmierci itd. - jak już coś znamy to się tego nie boimy

Duchy samobójców są w ciężkiej sytuacji po śmierci, co jest konsekwencją ich czynu, dlatego potrzebują modlitwy za nich, wsparcia, czasem mogą przychodzić i prosić o to (np. do medium).

Pomódl się za nich, my też to zrobimy, pozdrawiam

Re: Nie ustannie...

Post: 28 paź 2014, 19:49
autor: ulka
wielkie dzieku jest mi o wiele lzej i teraz wiem ze nie jestem z tym sama.nie mialam zrozumienia nawet u meza.wszyscy mysla ze jestem troche nie normalna jedynie siostra mnie calkowicie rozumie.dziekuje za polecone ksiazki napewno je przeczytam.

Re: Nie ustannie...

Post: 29 paź 2014, 12:25
autor: Xsenia
Ulka twój strach nie jest normalny. Można się ducha przestraszyć, ale taki długotrwały strach i stres jest bardzo niedobry, niszczący. Przed wszystkim musisz przestać się bać. Próbuj to wszystko sobie racjonalnie wytłumaczyć. Nie znałaś tego pierwszego samobójcy, więc twoje odczucia są bardzo, ale to bardzo wyolbrzymione. Nie piszę tu, że tego nie czujesz, tylko to że twoje odczucia nie są adekwatne do sytuacji. Jeśli to trwa aż tak długo, nie mija, czytanie lektur nie pomaga i nie potrafisz sobie sama pomóc, to radziłabym ci poszukać pomocy u jakiegoś psychologa. Jeśli nie zatrzymasz tego strachu, to on będzie się pogłębiał aż spowoduje, że nie będziesz mogła normalnie funkcjonować.

Re: Nie ustannie...

Post: 31 paź 2014, 16:19
autor: ulka
a co mi pomoze psycholog? mi sama rozmowa nic nie da,,,wiem bo juz mam dlugie rozmowy za soba myslalam ze jak komus sie wygadam i opowiem to co sie stalo i opisze swoje odczucia to pomoze ale jednak nie.mego meza babcia kiedys tez panicznie sie bala i radzila mi zebym sprobowala dotknac nieboszczyka zeby ktos mi w tym pomogli przejdzie.duzo ludzi mi tak mowilo i zapewniali ze bd dobrze.ale jk sie przemoc zeby podejsc blizej trumny ? strasznie mnie to przeraza i szukam jakiegos sposobu zeby mi ulzylo.ja nawet nie ogladam horrorow bo sie boje.duzo mi daje moja wyobraznia ktorej nie moge powstrzymac.takze mysle ze tu psycholog nic nie da niestety.

Re: Nie ustannie...

Post: 31 paź 2014, 22:00
autor: Xsenia
A może podejdziesz do tematu trochę inaczej? Nie patrz na nieboszczyka jak na człowieka, który kiedyś żył i umarł. Spójrz na niego, jak na powłokę, która pozostała po opuszczeniu jej przez duszę. To co zostało tu na ziemi to tylko kości, mięśnie i skóra. To tak jakby się bać wyłączonej maszyny. Nie ma się czego bać, ona cię nie skrzywdzi. Tak samo nieboszczyk też cię nie skrzywdzi.