Moja historia

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Moja historia

Postautor: Sonorny » 14 kwie 2014, 02:45

Nie wiem dokladnie, kiedy zaczely mi towarzyszyc paranormalne zjawiska, chyba od kiedy pamietam.

Chcialbym sie skupic na doswiadczeniu, ktore naznaczylo mnie na zawsze.
Postaram sie pisac jak najmniej chaotycznie i unikac dygresji (choc czasem beda potrzebne).
Miejcie prosze na uwadze, ze jeszcze nigdy nie opowiadalem tego obcym osobom i duzo mnie to kosztuje. Robie to dlatego, ze w ostatnim czasie moje zdolnosci daja mi sie we znaki. Zaczalem czytac Kardeca, fora, ale zanim zrobie krok do przodu musze uporzadkowac moje przeszle doswiadczenia. Licze na to, ze ktos z was jest na tyle doswiadczony, ze bedzie mogl mi doradzic.

Dzieciństwo spędziłem w starej kamienicy, która podczas wojny znajdowala sie na pograniczu Getta. Mieszkanie obok zajmowali moi dziadkowie. Przez kilka lat z rzedu, co roku do babci przyjezdzala moja kuzynka z drugiego konca Polski i zostawala niemal cale lato.
Byla najblizsza mi osoba w tym czasie i jedyna moja rowiesniczka, z ktora czulem sie dobrze.

Nie mam rodzenstwa, a w okolicy, gdzie mieszkalem, nie bylo dzieci i zawsze przebywalem z doroslymi. Pewnie dlatego bylem powaznym dzieckiem i czulem sie starszy, niż byłem w rzeczywistości - to poczucie pozostało mi do dzisiaj.

Naszym ulubionym miejscem zabaw byly schody prowadzace na strych. Jak u wielu dzieci ciemny, zagracony strych budzil w nas przerazenie. Nie potrafie sobie przypomniec kiedy, ale zawsze kiedy bylismy tam razem, dzialy sie tam rozne dziwne rzeczy. Pekaly szyby w oknie, kwiatki wiedly z dnia na dzien, itd. Ale zawsze cos nas tam ciagnelo. Od kiedy siegne pamiecia bawilismy sie w “znikanie”. Nie umiem sobie przypomniec, jak to wymyslilismy, bylo to dla nas tak oczywista zabawa, jak gra w chowanego albo zabawa w dom.
Czym byla ta zabawa w “znikanie”?
Otóż siadalismy na schodach i chowalismy za naszymi plecami drobne przedmioty - olowek, gumke do mazania czy wsuwke do wlosow. Po odliczeniu bodaj do 10 przedmiot po prostu znikal. Ona byla pewna, ze ja to chowam, a ja, ze to jej sprawka. Czasem liczylismy do 10 z rekami wyciagnietymi przed siebie, zeby wyelimonowac proby oszustwa - ale olowki i tak znikaly. Bylismy tym przerazeni, ale i tak ciekawosc wygrywala i probowalismy dalej. Zawsze sie udawalo. Ona probowala robic to czasem beze mnie, a ja po jej wyjezdzie samemu, ale nigdy to nie dzialalo - musielismy byc razem. Wydaje mi sie, ze kiedys probowalismy tej zabawy w mieszkaniu babci i tez nam sie to udalo. Ale nie moge sobie przypomniec.
Kiedy wrocila do swojego miasta, pamietam jak dzis, kiedy zobaczylem pierwszy raz tego ducha. Szedlem do dziadkow (wejscie do ich mieszkania bylo zaraz obok schodow na strych) i wtedy mi sie ukazal - wielka czarna postac, zarys mezczyzny w kapeluszu i plaszczu. Dosc nieforemny. Do dzis mam ciarki na plecach. Pamietam, ze balem sie wracac do domu od dziadkow, przez dlugi czas przechodzilem kolo tego miejsca z zamknietymi oczami. Zobaczylem go tam jeszcze pare razy. Kiedy kuzynka przyjechala, za nic nie dalem sie namowic na zabawy kolo strychu i znikanie.
Po lekturze Ksiegi Mediow wiem, ze duchy moga przenosic rozne przedmioty. Wtedy oczywiscie nie mialem o tym pojecia.
Lata mijaly. W mojej rodzinie i rodzinie kuzynki nie dzialo sie zbyt dobrze. Mimo, ze dzielilo nas 8 godzin jazdy pociagiem nasi rodzice mieli identyczne problemy - ojcowie alkoholicy. Niedawno sobie uswiadomilismy, ze zaczeli pic, mnie wiecej, w tym samym czasie.

Koszmar zaczal sie, kiedy mialem 12 lat. (Kuzynka 13). Pojechalem do niej w odwiedziny - zawiozl mnie moj kuzyn, jej brat, wiec bylem tam bez rodzicow - byla to moja pierwsza tak daleka wycieczka bez rodzicow. Spedzilem u niej okolo 10 dni - najgorszych dni w moim zyciu (Oby gorsze nie nadeszly).
Nie wiem dokladnie jak, ale postanowilismy bawic sie w hipnoze. Nie pamietalismy wtedy o znikaniu i strychu. Bylismy sami w domu. Ona sie polozyla na lozku, ja zaczalem ja “hipnotyzowac” za pomoca wahadelka. Nie pamietam dokladnie, czy cos mowilem. I ona zapadla w trans.
Zaczalem zadawac jej jakies glupie pytania. W pewnym momencie zaczela mi mowic, ze jest malym dzieckiem. Opowiada mi, ze lezy w lozeczku. Zasypia. Przychodzi wielki czarny pan. Duch. W kapeluszu i plaszczu. Chce ja udusic. Ona zaczyna przerazliwie plakac, mowi, ze przyszla przytulic ja mama. I wtedy..
Ona zniknela. Jej cialo bylo ciagle obok, ale ja czuje, ze jej nie ma w środku. i wtedy przemowil przez nia “ten” duch. Zawladnal jej cialem. Wiedzialem, ze ona nie udaje. Nie moglem jej z nic wybudzic z transu. Zanim przejde do tego, co mowil, chcialbym zatrzymac sie na chwile:
Jestem dwunastolatkiem. O zyciu nie wiem nic. Przede mna kuzynka w transie. Wprowadzona w niego przeze mnie. Ona moze umrzec (tak, wykrzykiwal, ze ja zabije) a ja nie wiem, co robic. Byla w spazmach, to chciala skakac z okna, to podciac sobie gardlo.
Nigdy w zyciu nie czulem sie tak bezradny, przerazony i samotny.

Przedstawil sie jako Fred. Mowil, ze jest Freddy’im z Koszmaru z ulicy Wiazow. Mowil, ze wlasnie wiezi moja kuzynke w swoim domu. Ze ja zabije. Ze zabije mnie, nasza rodzine. Przemawial rowniez przez nia inny duch - kilkuletniej dziewczynki, ktora miala mieszkac w jego domu. Ona chciala mi w jakis sposob pomoc, ale nie czulem, ze moglbym jej zaufac.
Udalo mi sie wygnac go z jej ciala za obietnice, ze codziennie bedziemy spelniac jego zachcianki.
Nie pamietam wielu szczegolow, cale lata wypieralem to z pamieci.
Kuzynka wrocila. Kiedy sie uspokoila, opowiadala mi, ze byla w tym czasie w przerazajacym opuszczonym domu pelnym malych dzieci. Dzieci, ktore zachowywaly sie jak dorosli. Bawila sie na hustawce z TA dziewczynka. Tego samego dnia miedzy starymi zdjeciami swojej mamy znalazla zdjecie tej dziewczynki - to starsza siostra naszej babci, ktora zmarla w wieku ok. 5 lat, w latach 20-tych albo 30-tych.
Z perspektywy czasu nie wydaje mi sie, zeby byla zlym duchem, w jakis sposob starala sie nam pomoc, ale byla podporzadkowana temu zlemu duchowi.
Po tych latach rowniez nie rozumiem, czemu po pierwszej hipnozie zdecydowalismy sie na nastepne. Ten duch byl ciagle z nami i wymuszal na nas w jakis sposob te hipnoze. A w koncu musialem mu obiecac, ze bedziemy go sluchac. Bylismy dziecmi i uwierzylismy w bzdurna historie o Freddim Krugerze. Teraz wiem, ze duchy potrafia byc bardzo wyrafinowane w swoich klamstwach. Widzial, ze kiedys w dwojke, w tajemnicy przed rodzicami, ogladalismy ten film i krzyczelismy z przerazenia. Nazywalismy go Freddy.
A jego klamstwa byly naprawde wyrafinowane. Podczas hipnozy powiedzial mi, ze przysnil sie tworcy serii filmow o Freddim i tak powstal film. Pytalem sie, dlaczego przyszedl do nas, skoro przysnil sie amerykanskim filmowcom. Odpowiedzial mi, ze przesladuje moja rodzine od dawna, przybyl do Polski wraz z siostra mojej babci (to ta dziewczynka zmarla w dziecinstwie). Moja babcia urodzila sie w Stanach Zjednoczonych jako corka polskich imigrantow - jej matka czesto odwiedzala Polske i przywozila ze soba swoje dzieci - tutaj zmarla jej kilkuletnia coreczka, kiedys przyjechala z nia moja babcia (tak naprawde byla moja prababcia, ale to nie jest istotne dla tej historii) i wyszla tu za maz w wieku szesnastu lat (!) w 1936 roku. (Pra)dziadek na poczatku ociagal sie z decyzja wyjazdu do Stanow, potem wybuchla wojna i (pra)babcia zostala w Polsce. Nigdy nie nauczyla sie mowic bardzo dobrze po polsku.
Nie pamietam dokladnie wszystkich zadan, ktore nam dawal. Zawsze nam grozil, ze jesli ich nie wykonamy, umra nasi rodzice, ktos z naszej rodziny zachoruje, zabije nasze zwierzeta itd.

Oto kilka przykladow “zadan”

Wymknac sie z domu po polnocy i stac na podworku na jednej nodze przez 10 minut
Zaczepic pieciu przechodniow na ulicy i zapytac “Debilu, ktora jest godzina?”
Zjesc cale opakowanie tabletek rozpuszczalnych z witamina C
Wetrzec sobie paste do zebow w szyje i “wypolerowac” recznikiem

Teraz sobie przypominam, ze kuzynka bardzo czesto czula sie przymuszana do tego, zeby poddac sie hipnozie. Mimo, ze tego nie chcialem, mowila mi, ze musimy.
Strasznie sie balem. To byly chwile, kiedy ona gdzies znikala i pojawial sie ten duch. Nigdy nie mialem pewnosci, czy ja dobudze. Czy on nie bedzie chcial jej zabic. Czy nie bedzie chcial zabic mnie. Czy znow bedzie mnie ponizal. Nie wiem, dlaczego tak sie dzialo, ale wstepowaly w nia rowniez inne duchy. Zle jak on i dobre. Zadawalem rozne pytania. Czasem chetnie odpowiadaly. O tym, jak porozuja miedzy planetami, ze umieja podrozowac w czasie. Jeden z nich powiedzial mi, zebysmy poszli do wrozki, ze powinna nam pomoc. Nie skorzystalismy z tej rady - bo niby jak? Nie wiedzielismy jak szukac, nie moglismy nikomu powiedziec (Tego tez nam surowo zabronil)
Pamietam, ze po jakims czasie jego bajka o Freddim zmienila sie w bajke o wampirach. Juz nie pamietam szczegolow.Ale bylo to na tyl zmysne klamstwo, zeby smiertelnie przerazic dwojke dzieci i rownoczesnie sprawic, by poczuli sie “wybrani”.
Moj dar w tamtym czasie byl slabo rozwiniety, nie potrafilem nic widziec, moja kuzynka owszem. Bardzo czesto kazala mi uciekac, bo widziala Go wraz z dziesiatkami innych duchow.
Nie potrafie opisac, jak bardzo sie balem.
Czasem On nauczyl sie wstepowac w nia bez hipnozy. Wyslismy wieczorem na zewnatrz. (Chyba mielismy takie “zadanie”, nie pamietam juz) Na osiedlu, gdze mieszkala kuzynka, bylo male targowisko. O tej porze bylo juz zamkniete, nie bylo zadnych ludzi. Kiedy tam dotarlismy, On wszedl w nia. Mowil, ze mnie zabije i zaczal mnie gonic.Uciekalem. Targowisko bylo jak labirynt, On za mna biegl i krzyczal. Po chwili krzyczala kuzynka, ze musze ja ratowac, ze jest w tym domu z doroslymi dziecmi, ze jesli jej nie uratuje, ona tam zostanie. Pamietam jak dzis, ze bylem schowany za jednym stoiskiem, ona byla schowana za drugim. Podbieglem do niej, ale wtedy byl w niej ON. Znow uciekalem. Znow jej blaganie o pomoc. Nagle zza rogu wyszedl jakis czlowiek. Do dzis czuje jego wzrok. Najpierw popatrzyl sie na nia, potem na mnie. Kiedy sobie go dzisiaj przypominam, wygladal jak czlowiek z innej epoki. Nic nie powiedzial, poszedl dalej. Kuzynka wrocila. Bieglismy przerazeni do domu. Wlasnie wtedy widziala dziesiatki duchow, ktore nas gonily.

Ostatnia noc przed moim powrotem do domu byla najgorsza. Mialo sie dokonac jakis rytual wejscia do kregu tych (niby) wampirow. Mialem wstac bardzo wczesnie rano, zeby zdazyc na pociag. Nie spalem ani minuty.

Czescia rytualu mialo byc spalenie moich kilku naszych naszych wlosow nad swieczka i wymieszanie ich z kilkoma kroplami naszej krwi. On byl w jej ciele, wiec bez problemu przecial jej palec zyletka i utoczyl kilka kropel krwi. Podalem mu moja reke, zeby zrobil to samo. Pamietam te chwile. W myslach bardzo prosilem o pomoc, (nie odklepywalem zadnych “zdrowasiek”, ale bardzo intensywnie przywolywalem pomoc). Patrzylem mu w oczy. (A raczej w oczy mojej kuzynki) trzymal moja dlon i zyletke, ale powiedzial, ze nie umie tego zrobic i musi poprosic o pomoc. Po kolei wchodzilo w nia kilka duchow (kobiet i mezczyzn), ale wszyscy powiedzieli ze moje spojrzenie nie pozwala im tego zrobic. Wtedy pojawil sie ktos, kto mial byc ich “szefem” i przecial moj palec i dokonczyl to absurdalne przedstawienie.
Kiedy dzis mysle o tej chwili, mialem wrazenie, ze ktos stal za mna i mnie mocno obejmowal. Dzis wiem, ze byl to moj opiekun. W ogole zawsze kiedy sobie przypominam te wydarzenia, widze zamiast mojej kuzynki w transie poszczegolne duchy, ktore przez nia przemiawialy.
Kilka chwil przed planowana pobudka (jak juz wspominalem nie usnalem ani na chwile) On powiedzial, ze teraz moja kuzynka o wszystkim zapomni, a on zostanie ze mna do konca zycia.
Kuzynka usnela. Wstala, zeby sie ze mna pozegnac i nie rozumiala, czemu ma rozciety palec. Powiedzialem jej, zeby uwazala na Freddiego, ale spojrzala na mnie jak na wariata. Naprawde nie wiedziala, o co mi chodzi. Zostałem z tym zupełnie sam.
Do czasu. Po kilku miesiacach dostalem rozpaczliwy list od niej, ze Freddy wrocil i ja przesladuje. Ze kaze jej wykonywac rozne zadania.
Jednym z zadan bylo, ze ma zjesc naraz piec tabliczek czekolady. Moja czescia tego zadania bylo wyslanie jej pieniedzy na nie, albo wyslanie samych czekolad. Nie udalo mi sie to. Mialem przez to straszne wyrzuty sumienia. Napisala mi w liscie, ze przyszedl do niej i zapytal o te nieszczesna czekolade. Sklamala, ze zjadla. Uderzyl ja w twarz.
Na nastepne lato kuzynka znow do mnie przyjechala. I rowniez wtedynie wiedziala o co mi chodzi, kiedy mowie o Nim. Kiedy ja pytalem, czy pamieta, co robilismy, kiedy bylem u niej, miala czarna dziure w pamieci. Dopiero po krotkim czasie sobie wszystko przypomniala. Znow musielismy wykonywac te ponizajace zadania. Podczas jeden z hipnoz wydarzylo sie cos naprawde ciekawego. Mysle, ze spotkalem wyzszego ducha. Przemawiala przez nia pelna ciepla i dobroci osoba, ktora mowila, ze przyszla nam pomoc, mowila, ze musimy byc silni. Powiedziala, ze zawsze jest przy nas. Nie mysle, ze byla moja opiekunka, bo mylila sie co do mnie (Nie chce pisac co powiedziala, ale dosc rozmijalo sie to z prawda - bylo to cos, dzieki czemu chciala zdobyc moje zaufanie). Dlugo mialem jej za zle, ze poza poglaskaniem po twarzy nie pomogla mi w zaden konkretniejszy sposob.
Kuzynka wrocila do domu, na jakis czas stracilismy kontakt. Przestalismy byc dziecmi. Ona miala juz 15 lat, byla atrakcyjna dziewczyna z powaznymi problemami w domu rodzinnym, ja 14 lat, kilkanascie kilogramow nadwagi i do tego odkrywalem swoja homoseksualnosc. W domu rodzinnym male pieklo, moj ojciec zaczal pic, w swiecie duchowym jeszcze gorzej.
Wtedy zaczalem go widywac u siebie w domu, czasem slyszec, ale nic szczegolnego sie nie dzialo. Mysle, ze przez te kilka lat pastwil sie nad kims innym a do mnie “zagladal” sporadycznie.
Jakis czas po wyjezdzie kuzynki zauazylem na korytarzu na scianie napis napisany reka mojej kuzynki - WRÓCĘ. Napis wygladal, jakby byl napisany czyms przypominajacym sluz. Po latach dowiedzialem sie, ze byla to ektoplazma. Lata mijaly, ja przechodzilem kolo tego napisu kilka razy dziennie. Aż WRÓCIŁ.
Miałem 16 lat. Pomiędzy moimi rodzicami działo się bardzo źle. Uciekałem z domu - wychodziłem rano do szkoły, wracałem najpóźniej, jak sie dało. Nienawidziłem swojego domu.
Nigdy nikomu nie powiedziałem o tych wydarzeniach. Z kuzynką nie miałem kontaktu.
W tym czasie moje zdolnosci byly już coraz silniejsze. Był to dla Niego dobry moment, żeby wrócić, bo umiałem już go zobaczyć albo usłyszeć bez pośrednictwa kuzynki.

Całość tego okresu w moim życiu pamiętam bez wielu szczegółów, był to okres wielkich zmian, wyprowadziłem się z tego przerażającego domu, wszedłem w udany związek i zakonczylem historię z Nim.

Poznałem pewnego człowieka zajmującego się ezoteryką, który bardzo mi pomógł. Będę mu za to wdzięczny do końca życia - choć wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo będzie to dla mnie ważne. (R., jeśli to czytasz - bardzo Ci dziękuję!) Był pierwszą osobą, której mogłem o Nim opowiedzieć. Wyposażył mnie w rozne akcesoria, amulety i, przede wszystkim, wiedze. Skontaktowal sie ze swoim przyjacielem, ktory mial doswiadczenie w “pozbywaniu sie” zlych duchow. Nie wtajemniczyl mnie w to, co dokladnie robil. Trwalo to kilka tygodni. Wtedy jego manifestacje byly najsilniejsze. Robil wszystko, co mogl, zeby dostac sie do mnie do domu, ale zabezpieczylem mieszkanie zgodnie z instrukcjami. Czasem widzialem go w oknie, czasem stal przed domem. Kiedy spacerowalem z tym znajomym i opowiadalem mu o Nim, on szedl kolo nas i sluchal z przerazeniem. Pamietam, jak bardzo dodalo mi sily widziec go takiego, po tym wszystkim, co mi robil i jak mnie ponizal. W ciagu tych kilku tygodni tracil sily. ostatni raz widzialem go na korytarzu kolo napisu ‘WRÓCĘ”. Leżał na podłodze. Wyglądał, jakby umierał. Patrzył mi w oczy i pytał “Dlaczego mi to robisz?”. Wtedy po raz pierwszy i ostatni zaczalem mu szczerze wspolczuc. Nie spotkalem go juz nigdy wiecej.

Podobno byl ze mna od tysiecy lat. Przesladowal mnie przez wszystkie moje wcielenia.

Moj znajomy powiedzial mi wtedy, ze mam duze zdolnosci i powienienem je rozwijac. Zdecydowanie odmowilem. Nie chcialem o tym slyszec, bo za duzo przezylem i jedyne, czego chcialem, to zapomniec o tym wszystkim.W jakis sposob mnie przyblokowal i mialem chwile spokoju. Od jakiegos czasu moje zdolnosci przypominaja mi o sobie. Ale to juz temat na osobny post.

Musze sie podzielic jeszcze jedna rzecza. Podczas pisania tego postu (Z przerwami zajelo mi to ok. 3 godziny) po raz pierwszy udalo mi sie przywolac mojego opiekuna. Kiedy przypominalem sobie wszystkie te rzeczy sprzed kilkunastu lat zrobilo mi sie bardzo zle. W momencie, w ktorym pisalem, ze przyszedl do mnie opiekun, zaczalem go wzywac i prosic, zeby odegnal ode mnie caly ten smutek, ktory niesie ta historia. Poczulem, jakby zalewala mnie energia, jakbym byl pustym naczyniem, a przez tyl glowy ktos wlewal mi pieniaca sie energie - mowie pieniaca sie, bo czulem mrowienie na calym ciele, czulem, ze moge latac, robic wszystko i mowil mi, ze jest ze mna i zawsze byl, tylko musze byc dobrym czlowiekiem.
Jakie to wspaniale uczucie!
Sonorny
 
Posty: 25
Rejestracja: 07 kwie 2014, 18:41

Re: Moja historia

Postautor: danvue » 14 kwie 2014, 13:12

Chyba pierwszy raz tak nie wiem co napisać. Padliscie ofiara naprawdę niskiego Ducha. Pomogła Ci Księga Mediów? Dobrze że tu trafiłes. Powiedz jak objawia się to u Ciebie teraz, oprócz widzenia kątem oka. I co z twoja kuzynką teraz?

Czujesz te miłość od Opiekuna - właśnie po to potrzebna jest modlitwa, bo właśnie tym jest modlitwa. On pomoże w każdym problemie, a dziękując Bogu za wszystko, za nawet najdrobniejsze rzeczy też będziesz czuł te miłość. Najlepszym moim duchowym odkryciem było chyba to, żeby zaufać bezgraniczne Bogu. On wie wszystko co się z Tobą dzieje, a każda, nawet najgorsza rzecz jest dla naszego i ogólnego postępu. I żadna rzecz, nie wiadomo nawet jak straszna, nie jest w stanie zrobić Ci jakiejkolwiek krzywdy, bo Dusza jest niezniszczalna, jak wiesz. Zaufaj Bogu, powierz się mu, On wie co dla Ciebie najlepsze. Taka postawa sprawia że tak naprawdę już nie boisz się niczego.

Dlatego że jesteś medium, musisz się bardzo pilnować i wziąć sprawy w swoje ręce, musisz dużo się uczyć aby nie dawać się oszukiwać i nie być po prostu zabawką. Powinieneś też, jak każdy z nas, dążyć do postępu również moralnego - to bardzo, bardzo wiele daje, ta świadomość, że wiesz co masz robić i wiesz dokąd idziesz. Masz możliwość zjawienia się z środę o 20 30 na naszych spotkaniach? Jeśli tak. zobacz:
forum.spirytyzm.pl/viewtopic.php?f=15&t=1825&start=60

I dzięki że się podzieliłeś swoją historia z nami, domyślam się że musiało to być trudne.
Uderzył z nieba grom
i wypalił w ziemi znak
znak ten wielki był jak dom
to był krzyż, a obok stał
z postury szczupły, wysoki gość
ale słowa miał jak stal
ludzie wnet oblegli go
krzycząc: Tak! To Ten! To On!
Awatar użytkownika
danvue
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 459
Rejestracja: 12 paź 2013, 17:31

Re: Moja historia

Postautor: Sonorny » 14 kwie 2014, 13:41

Moja kuzynka wciaz tego nie pamieta.
Pare razy probowalem ja "wybadac". Nic raczej nie widzi, ale ma bardzo dobre przeczucia wobec ludzi.
Tak samo jak ja potrafi wyczuc, czyjes intencje, czuje zlo na kilometr. Intuicja czesto podpowiada jej co robic.
Jestesmy do siebie bardzo podobni, choc zycie kazdego z nas potoczylo sie w innym kierunku.

Zastanawiam sie, czy powinienem z nia porozmawiac o tym. To, ze zapomniala o tym, moze byc dla jej dobra (przynajmniej tak mowi Ksiega Mediow), ale boje sie, ze moze ja spotkac cos zlego, moze znow byc narazona na dzialanie zlych duchow. Chcialbym, zeby wiedziala, ze moze sie wtedy zwrocic do mnie.
Ma trzyletniego synka i wcale bym sie nie zdziwil, gdyby on odziedziczyl jej dar.

Ja mieszkam w Londynie (wiec nie moge niestety uczestniczyc w waszych spotkaniach, musze znalezc cos na miejscu) a ona w Polsce. Nasz kontakt jest ograniczony do komunikatorow. A to raczej rozmowa, ktora powinna sie odbyc w cztery oczy.

Czy myslicie, ze powinienem z nia porozmawiac czy pozwolic jej poczekac, az odpowiednie duchy same jej przekaza, ze czas rozwinac sie w tym kierunku?

Czytam to forum i tak sobie mysle nieskromnie, ze moze moja historia powinna sluzyc jako ostrzezenie dla tych, ktorzy zazdroszcza mediom daru porozumiewania sie z duchami. To nie jest nic przyjemnego. Gdybym mogl ot tak wybrac, pozbylbym sie tego daru.

A jesli chodzi o mojego Opiekuna i modlitwe.. W moim pierwszym poscie w dziale powitan, wspominalem, ze jestem osoba niewierzaca. I nic sie w tej kwestii nie zmienia, ale pozwole sobie rozwinac te mysl.
Moja niewiara w Boga oznacza przede wszystkim to, ze nie wierze w Boga osobowego, chrzescijanskie dogmaty, nie przemawiaja do mnie jezyk, ktory mowi o Bogu uzywajac ludzkich okreslen, takich jak "ojciec", "milosc" (To slowo rozumiem w bardzo ludzkim znaczeniu) itd. W Ksiedze Duchow wielokrotnie pojawia sie stwierdzenie, ze nasz jezyk nie umie opisac tego, co przedstawia swiat duchowy. Wiec pewnie dlatego te slowa tak bardzo do mnie nie trafiaja.

Duzo bardziej przemawia do mnie buddyzm, ktory, wg mnie, duzo latwiej pogodzic ze spirytyzmem. I osobiscie duzo bardziej umiem sie identyfiowac z idea medytacji, a nie modlitwy. Wiem, ze to tylko jezyk, ale jednak ma znaczenie.
Nie jestem buddysta, ale kiedys sie tym bardzo interesowalem, moj partner ma duza wiedze na ten temat (choc buddysta rowniez nie jest)

To, ze uwazam sie za osobe niewierzaca, nie oznacza, ze brak mi moralnosci. Mam swoje sumienie i nie potrzebuje religii, aby mowila mi co jest dobre, a co zle. Od zawsze czulem, ze jestem przeciwny karze smierci, zabijaniu, tak samo ludzi i zwierzat. Uwazam (czuje, wiem - brak mi odpowiedniego slowa), ze nie mamy do tego prawa, nawet w przypadku najgorszych przestepcow.
To, czym sie kieruje, to nie krzywdzenie innych - zwierzat i ludzi.
Musze przyznac, ze duzo trudniej mi jest miec szacunek do ludzi - za duzo zla w nich widze. Od kiedy skonczylem 19 lat jestem wegetarianinem, od niedawna weganem. (Nie chce rozpoczynac dyskusji na ten temat, staram sie szanowac zdanie tych, ktorzy uwazaja to za blad, tylko prosze, nie zaczynajmy dyskusji o proteinach itd. - uwazam na to, co jem :) )
Nie chce przez to powiedziec, ze jestem chodzacym idealem - mam na sumieniu troche grzechow, przyjdzie mi za to odpokutowac :) Czasem staram sie nim byc, czasem mi sie nie chce, czasem po prostu nie wychodzi. Jeszcze dluga droga przede mna.
Sonorny
 
Posty: 25
Rejestracja: 07 kwie 2014, 18:41

Re: Moja historia

Postautor: Nikita » 14 kwie 2014, 13:44

chm brzmi to troche nieprawdopodobnie....nie oceniam ale trudno mi w to uwierzyc...
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Moja historia

Postautor: Sonorny » 14 kwie 2014, 13:58

Nikita,
ja sam sobie przez lata wmawialem, ze to sie nie moglo zdarzyc.
Sonorny
 
Posty: 25
Rejestracja: 07 kwie 2014, 18:41

Re: Moja historia

Postautor: Signus » 14 kwie 2014, 14:30

Ja wcale nie uważam tego za mało prawdopodobne
"Pomagać innym to rozwijać się samemu." Marie-Louise Morton
Awatar użytkownika
Signus
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 99
Rejestracja: 18 wrz 2013, 13:06
Lokalizacja: Gorzów Wlkp.

Re: Moja historia

Postautor: Sonorny » 14 kwie 2014, 14:36

Signus pisze:Ja wcale nie uważam tego za mało prawdopodobne

dziekuje :)
A dlaczego, jesli moge spytac?
Sonorny
 
Posty: 25
Rejestracja: 07 kwie 2014, 18:41

Re: Moja historia

Postautor: danvue » 14 kwie 2014, 14:46

Trochę brzmi, jednak to mogło się zdarzyć, a ja ufam ludziom.

Jaki jest Bóg, jaką ma formę - tego żaden z nas narazie nie może zgłębić. Wiemy jednak, że jest istotą doskonałą pod każdym względem. Co do mówienia że jest naszym Ojcem - tak, bo my jesteśmy jego dziećmi, on nas stworzył i traktuje z miłością. Jezus używał nawet słowa Abba - co znaczy tyle co Tatusiu. Nie jest to traktowanie Boga jako osoby, ale podchodzenie do niego jak do swojego Ojca, kogoś, kto nas bezgranicznie kocha, i do niego podazamy. ;)

Miłość być może rzeczywiście może kojarzyć się z ludzka miłością, lepsze słowo - miłosierdzie.

"Miłość to uczucie nad uczuciami. Jest to chęć
poznania drugiego człowieka w całości ,
takim, jakim jest naprawdę . Nie jest to
akceptacja jego wad, ale chęć pomocy mu w
pozbyciu się
ich. Miłość jest to pomoc we wszystkim , co
pomocy wymaga. Jest to dostrzeganie braci i
sióstr w
każdym napotkanym człowieku. Jezus wymagał
od nas jedynie tego , abyśmy się wzajemnie
kochali
– to jest esencja jego nauk ."

Jak rozumiesz medytację?
" Niech wasza modlitwa będzie krótka, a
treściwa. Nie proście o nic więcej niż jest wam
niezbędne. Dziękujcie za wszystko, a przede
wszystkim słuchajcie.
Prawdziwą modlitwę cechują proste słowa, w
których miłość widoczna jest gołym okiem.
Prawdziwa modlitwa jest skromna , uznająca
nas słusznie jako małe ziarenka na plaży
stworzenia
Ojca. Prawdziwa modlitwa nie stawia nas w
środku rozmowy. Modlitwa jest jak ofiara dla
Boga.
Ofiara z naszych dobrych uczynków. Bóg widzi
cały wasz dzień, jednak wieczorny moment,
kiedy
zwracacie wasze czyste serca ku niemu jest dla
niego najpiękniejszy . Modliwa to nie tylko
słowa.
Najpiękniejszą modlitwą jest pomoc bliźniemu.
Jest to podziękowanie Bogu i spłacenie tego , co
bezinteresownie wam ofiarował . Nie zwracajcie
się w modlitwie z błahostkami , czy rzeczami,
które
nie są warte poświęcania im uwagi . Kiedy
prosicie, proście głównie o dary dla innych , te
bowiem
są najchętniej wysłuchiwane . Bóg wie , czego
wam potrzeba, jeszcze przed tym , jak sami o
tym
pomyślicie"


Myślę że z kuzynką powinienes poczekać, skoro tego nie pamięta - nie jej pora. A być może nie będzie jej to wogóle potrzebne. Wszystko potoczy się swoim rytmem i nic na siłę.

My Spirytysci wiemy, że medialnosc jest ciężką praca i zobowiązaniem, a nie zabawą. Każdy kto zna jakieś medium wie, że to nie jest cukierkowa sprawa.

Spotkania są przez internet, jako że jesteśmy rozsiani po całej Polsce ;)
Uderzył z nieba grom
i wypalił w ziemi znak
znak ten wielki był jak dom
to był krzyż, a obok stał
z postury szczupły, wysoki gość
ale słowa miał jak stal
ludzie wnet oblegli go
krzycząc: Tak! To Ten! To On!
Awatar użytkownika
danvue
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 459
Rejestracja: 12 paź 2013, 17:31

Re: Moja historia

Postautor: Sonorny » 14 kwie 2014, 14:59

Możesz mi dac więcej informacji o spotkaniu? Bo nie mogę znaleźć odpowiedniego wątku.
Sonorny
 
Posty: 25
Rejestracja: 07 kwie 2014, 18:41

Re: Moja historia

Postautor: Signus » 14 kwie 2014, 15:11

dziekuje :)
A dlaczego, jesli moge spytac?

Dlaczego miałbym uważać ze kłamiesz albo? Jestem otwarty na ludzi i na nowe myśli, gdyby nie to nigdy bym nie został Spirytystą. Jedna rzecz mnie tylko martwi, że Spirytysci którzy starają się wpływać na zatwardzialych fundamentalistow sami się nimi stają a przecież Spirytyzm nie jest ostatnim krokiem i ostatecznym wiedzy, ponadczasowe są jedynie wartości moralne a nasza wiedza o świecie będzie się jeszcze zmieniać i przekształcać wraz z postępem który umożliwi nam zrozumienie jej.
Pozdrawiam :)
"Pomagać innym to rozwijać się samemu." Marie-Louise Morton
Awatar użytkownika
Signus
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 99
Rejestracja: 18 wrz 2013, 13:06
Lokalizacja: Gorzów Wlkp.

Następna

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości