Strona 1 z 2

Wielcy ludzie

Post: 09 sty 2014, 13:35
autor: Nikita
Nie trzeba byc spirytysta aby byc wielkim czlowiekiem...moze niech kazdy zamiesci tutaj kogos , kto w jakis sposob pozytywnie zapisal sie w historii ludzkosci...

Dla mnie taka wielka postacia jest Janusz Korczak...ktory mial mozliwosc uratowania sie ale pozostzal do konca ze "swoimi" dziecmi z sierocinca i podtrzymywal je na duchu...i razem z nimi zginal w Treblince.

Re: Wielcy ludzie

Post: 09 sty 2014, 17:01
autor: juniperus
W pełni z Tobą się zgadzam. :)

Re: Wielcy ludzie

Post: 12 sty 2014, 12:34
autor: Nikita
Inna wielka postacia, ktora mnie fascynowala to Vincent van Gogh...

Re: Wielcy ludzie

Post: 12 sty 2014, 14:25
autor: danvue
Jezus, oczywiście :)

A pan Korczak - tak, też się zgadzam, na filmie o nim można się lekko wzruszyć.
Dodałbym jeszcze oczywiście naszego rodaka - Karola Wojtyłę, który zmienił kościół katolicki, był przykładem, wielkim przykładem. Teraz moje nadzieje pokładam w nowym papieżu, Franciszku, nie można zapominać, że jest z zakonu jezuitów - zakonu tak naprawdę powołanego po to, aby reformować kościół. Jestem dobrej myśli ;)

Re: Wielcy ludzie

Post: 12 sty 2014, 17:51
autor: Nikita
Musze tez wspomniec o pani Stefie, pomocnicy Janusza Korczaka....wspaniala kobieta i ona takze zostzala z dziecmi do konca...

Re: Wielcy ludzie

Post: 13 sty 2014, 01:25
autor: Brutal Kołolsky
Czuję potrzebę, żeby wspomnieć w tym temacie o moim kumplu Włodku który odszedł. Pamiętam go z czasów, kiedy paliliśmy papierosy za szkołą w podstawówce. Zawsze puszczał śmieszne teksty do każdego. Opowiadał nie stworzone historie w taki sposób, że każdy sikał ze śmiechu. Do samego końca robił sobie jaja jakby nic go nie obchodziło. Jakby nie miał guza o którym wiedział...

Re: Wielcy ludzie

Post: 13 sty 2014, 14:35
autor: Nikita
Fajny musial byc z niego gosc....teraz pewnie robi kawaly :D w niebie...

Re: Wielcy ludzie

Post: 17 sty 2014, 21:13
autor: cthulhu87
http://pracownia4.wordpress.com/2011/08 ... -kepinski/

fragment artykułu: "Profesor Kępiński od pierwszego momentu w klinice przystąpił do niezwykle intensywnej pracy. Ta praca nasiliła się szczególnie w momencie, kiedy na 13 miesięcy przed śmiercią, byliśmy zmuszeni zastosować leczenie hemodializą, tj. sztuczną nerką. Czas “stracony” na dializy nadrabiał tym, że wstawał o trzeciej nad ranem i zaczynał pisać. Można powiedzieć, że cały testament jego życia został zamknięty w tym, co stworzył w klinice jako pacjent w ciągu tych kilkunastu miesięcy. To był niezwykły pęd, aby coś po sobie zostawić. To było coś zupełnie przeciwnego prawidłom biologicznym. Mimo, że szalenie cierpiał, nadal chciał nieść pomoc swoim pacjentom.

Ta choroba, która bez litości niszczyła mu szpik, kości i nerwy, która głęboko zaburzyła jego metabolizm, nie zaburzyła metabolizmu jego mózgu. Przeciwnie, wyostrzyła jego zdolność percepcji, kojarzenia, syntezy; otwarła najszerzej jego pamięć, odkryła najgłębsze pokłady jego doświadczeń…

On się nie martwił swoim stanem, martwił się moim stanem. On oszczędzał nas, ponieważ wiedział że jego choroba sprawia nam głęboki ból. Wiedzieliśmy z góry, że walczymy o przegrana sprawę. To co mu najbardziej dolegało, to był ból, fizyczny ból [...] Jego organizm to był worek połamanych kości; to był człowiek, który przez dwa lata był przywiązany do łóżka; dla którego każdy ruch na tym łóżku to było kolosalne cierpienie. Jeżeli zdecydowaliśmy się, aby to jego cierpienie przedłużać, to właśnie dlatego, żeby z niego pozostało coś dla nas. I on tego chciał przede wszystkim.

Oto inne obrazy jakie utrwaliły się w pamięci profesora Hanickiego:

Antoś dializowany, Antoś codziennie witający i żegnający uśmiechem lekarza i kapłana, Antoś obolałymi palcami stukający na maszynie, Antoś nigdy nie skarżący się, żeby nie sprawić cierpienia tym, którzy się nim opiekowali [...] Antoś dający sobie z pobłażaniem przypiąć do gipsowego gorsetu Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, chyba tylko dlatego, żeby panu ministrowi nie sprawić przykrości.

Powiedział wtedy: panie ministrze, może pan kłuć, ja mam gorset, mnie to nie boli…

W takim stanie Kępiński pisał swoje książki. W największych bólach pisał “Schizofrenię”. Budzony bólami wstawał o północy, zawijał się w koc, pił kawę i do piątej, szóstej rano pisał… Miał biedaczek bardzo obolałe ręce; w czcionki mógł uderzać po rozmasowaniu palców, natomiast pióra nie mógł utrzymać. “Schizofrenia” właściwie w szalonych bólach powstawała…"


We wspomnieniach profesora Józefa Bogusza Kępiński był dla chorego najwierniejszym z wiernych. Hojną dłonią rozdawał im, nie zdając sobie zresztą z tego sprawy, najpiękniejsze i najcenniejsze dary, bo dary umysłu i serca. Obawiali się psycholodzy, że w związku z jego śmiertelną chorobą nastąpią przypadki samobójstw u niektórych jego pacjentów. Nie ma życia dla chorego, skoro umarł jego lekarz. Czyż może być mocniejszy wyraz tego najpiękniejszego wśród stosunków międzyludzkich, stosunku lekarz – pacjent?

+ hasło na wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Antoni_K%C4%99pi%C5%84ski

Re: Wielcy ludzie

Post: 18 sty 2014, 15:55
autor: Nikita
O tak Antoni Kepinski to wspanialy czlowiek...wielki duchem i niezwykle madry....czytalam tez jego ksiazki...ostatnio Psychopatie...

Re: Wielcy ludzie

Post: 18 sty 2014, 19:15
autor: |Coca|Cola|