Tak się zastanawiam, czy my aby naprawdę dążymy do duchowej doskonałości? Dążymy (przynajmniej niektórzy z nas) do bycia lepszymi... Do współistnienia z innymi ludźmi w harmonii... Do poznawania samych siebie przez pryzmat własnych myśli oraz tego, jak odbierają nas inni. Duchowa przemiana kojarzy mi się z naprawą. Naprawiamy to, co w nas szwankuje, by się rozwijać. Ale doskonałość to za dużo powiedziane. Pisałaś, aby nie używać słowa "Bóg", ale to chyba właśnie o Niego chodzi w naszej wędrówce. Bo Bóg jest doskonały, a my dążąc do doskonałości nie chcemy zająć Jego miejsca tylko do Niego się zbliżyć. I jakkolwiek dana kultura, religia, czy jednostka pojmuje Boga tak cel jest wciąż ten sam - stać się na tyle wartościową istotą, by w pewnym momencie życia (lub życia po życiu) połączyć się z domem, którego Bóg jest uosobieniem. By zasłużyć na szczerą i wszechogarniającą miłość. All we need is love

Reasumując. Powiedziałabym, że "duchowa doskonałość" to po prostu całkowita harmonia między tym co w nas, wokół nas i poza nami
