Czy to była śmierć?

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Czy to była śmierć?

Postautor: Xsenia » 09 lis 2013, 00:04

Witam.
Jestem na tym forum nowa, więc trochę napiszę o sobie. O tym, że istnieje coś więcej niż nam oficjalnie wiadomo, wiedziałam od najmłodszych lat, ponieważ moją mamę, a potem siostry i mnie spotykały różne dziwne sytuacje i zdarzenia. Zdarzały się też duchy, widziane kątem oka przez kobiety w moim domu rodzinnym. Mama nauczyła mnie żeby się ich nie bać ("duchów się nie bój, to żywych należy się bać"). Co najwyżej, jak któryś za długo się panoszył w domu, to odmawiałyśmy za niego modlitwę i duch odchodził. Często się zdarzało, że któraś z nas (mama, moje dwie siostry i ja) dostawała nagle dreszczy. Zazwyczaj padało hasło "co duch cię powąchał?" :D . Moja mama nauczyła mnie akceptować zjawiska paranormalne. A telepatia między nami to wręcz normalność.
Pomimo akceptacji zjawisk paranormalnych, moja mama zawsze kierowała nas w kierunku katolicyzmu. Zaliczyłam 4 lata Oazy (brrrr nigdy więcej). Gdy dorosłam, wyszłam za mąż, miałam dość ciężkie przejścia z teściową (nie warto się nad tym rozwodzić). Krótko powiem, że byłam poddawana przemocy psychicznej przez 8 lat. Odeszłam od katolicyzmu. Denerwuje mnie obłuda kościoła i to nie tylko teraz, ale i bardzo wczesne lata kościoła. Obecnie jestem na etapie szukania religii. Wiem w co wierzę i szukam ludzi o podobnych zainteresowaniach. I tak trafiłam tu.
I mam do was jedno pytanie, ale o tym za chwilę. Zacznę od początku co mnie spotkało.
Sytuacja, którą chcę opisać zdarzyła się ponad 8 lat temu. Mieszkam w starym budownictwie. W pewną sobotę zamieniono mi w mieszkaniu wszystkie okna na plastikowe. We wtorek, późno w nocy kąpałam się (mieliśmy wtedy jeszcze junkersa). I gdy skończyłam się myć, zrobiło mi się słabo. Ponieważ już wcześniej junkers nawalał (nie włączał się czujnik tlenku węgla), pomyślałam że chwilkę kucnę i mi przejdzie. Po chwili rzeczywiście przeszło. Wstałam i od razu zrobiło mi się słabo. Znowu kucnęłam i tu zaczyna się moja opowieść. W realu zemdlałam i upadłam do wanny. Mąż to usłyszał i przybiegł do łazienki. Według jego słów dusiłam się własnym językiem. Wsadził mi głęboko w gardło dwa palce i zaczął mnie wołać. Gdy zobaczył, że zaczynam reagować, otworzył okno w łazience na oścież (był grudzień), narzucił na mnie szlafrok i poleciał dzwonić na pogotowie (byłam wtedy w 9 tygodniu ciąży). To było w realnym świecie. Gdy kucnęłam znalazłam się w parku. Widziałam soczyście zieloną równo ściętą trawę. Daleko przede mną był ciemnozielony żywopłot, dość wysoki (na oko 1,8m). Przed żywopłotem stała czerwona huśtawka, jedna z tych starszych, metalowych z metalowymi siedziskami z półokrągłym oparciem. Na huśtawce huśtała się dziewczynka. Na oko 10-11 letnia. Ciemnobrązowe rozpuszczone włosy, brązowe oczy (tu muszę dodać, że to moja kolorystyka naturalna). Ubrana była w białą sukienkę do kolan i z rękawami do łokci, z okrągłym dekoltem. Białe skarpetki do kolan i białe lakierki. Gdy byłam daleko huśtała się dość mocno. A gdy do niej przypływałam (nie miałam świadomości chodu) huśtała się coraz słabiej. Przyglądała mi się, a ja jej. I gdy byłam już dość blisko przekrzywiła lekko głowę jakby z namysłem. Nie odzywała się i ja też nie. No i wtedy zrobiło się całkiem czarno, a ja poczułam, że coś mam w gardle i to coś mnie dusi. Oczywiście były to palce mojego męża. Gdy odzyskałam świadomość, słyszałam jak mąż otwiera okno, rzuca na mnie szlafrok i pędzi do telefonu dzwonić na pogotowie. A ja prawie nie mogłam się ruszyć. Przez chwilę miałam jakby wrażenie, że na nowo uruchamiam mój organizm. Na początku było mi ciepło i nic mnie nie bolało. Wtedy próbowałam przywrócić obraz tej dziewczynki. Gdy byłam nieprzytomna była taka realna, ale gdy powróciłam do świadomości nie widziałam jej już tak realnie, a tylko jako wyobrażenie. I dopiero po jakimś czasie zaczęłam czuć zimno (ja mokra, okno nade mną otwarte na oścież, a na dworze około 0 stopni), potem zaczęłam czuć ręce i nogi (odzyskiwałam po kolei zmysły temperatury, dotyku). Ciężko się po tym pozbierałam, wytarłam, ubrałam w piżamę, i zdążyłam jeszcze zrobić wymówkę mężowi, że dzwonił na pogotowie. Pogotowie bardzo szybko się zjawiło. Zmierzyli mi tylko ciśnienie i zabrali do szpitala. A tam okazało się, że mam 26% krwi zajętej przez tlenek węgla. Ponad 1/4. Komora hiperbaryczna, tlen pod ciśnieniem. Wyszłam z tego bez uszczerbku na zdrowiu. Uratował mnie mąż, nie mam co do tego wątpliwości, gdyby wtedy spał, albo miał założone słuchawki na uszach już by mnie nie było. A tak zrozumiałam, że śmierci nie należy się bać, bo ona nie boli. I tylko ciągle zadaję sobie pytanie: "czy to co ja przeżyłam, to była śmierć?". Nie widziałam tunelu, światła, jak często jest to opisywane, więc co ja tak na prawdę przeżyłam? Ta dziewczynka była bardzo realna. Mogę dokładnie opisać jak wyglądała, w co była ubrana. Niby podobna do mnie, ale to nie byłam ja, ani moje dziecko, bo urodził mi się zdrowiutki syn. Więc co to było?
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 2812
Rejestracja: 08 lis 2013, 23:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Czy to była śmierć?

Postautor: cthulhu87 » 09 lis 2013, 01:04

Cześc Xsenia :)

Nikt nie może zaprzeczyć, że organizm fizyczny w dużej mierze wpływa na funkcjonowanie psychiki. Alkohol, środki psychoaktywne, zdarzenia podobne do tego, które opisałaś w swojej historii - wpływają niewątpliwie na funkcjonowanie naszego aparatu psychicznego. Wydaje mi się, że to co różni mediumizm od wizji tego rodzaju, to działanie w granicach sytuacji normalnych, niepowodujących zagrożenia dla życia, możliwych do kontrolowania w pewnym stopniu. Tutaj natomiast mamy do czynienia z poważnym naruszeniem równowagi organizmu... Żeby dobrze zrozumieć wpływ tego doświadczenia na wizje przeżywane w Twoim umyśle trzeba by chyba poszukać profesjonalnych informacji odnoszących się do doświadczeń prowadzonych przez psychologów i lekarzy nad podobnymi zjawiskami. Jestem przekonany, że takie badania są, bo już 100 lat temu amerykański psycholog William James podobne doświadczenia prowadził (dotyczyły stosowania określ. substancji i ich wpływu na wywoływanie stanów mistycznych). Niestety jako laik w tym temacie nie potrafię Ci za bardzo pomóc, ale jak w przyszłości coś znajdę, na pewno dorzucę coś do tego tematu...
"Widziałem słynne grody starożytności, spoczywające pod całunem piasku lub kamienia, jak Kartagina, miasta greckie na Sycylii, równinę Rzymu z rozwartymi grobami i śpiące pod popiołem Wezuwiusza snem wieków dwudziestu cmentarze." L. Denis
http://www.ksiazki-spirytystyczne.pl
Awatar użytkownika
cthulhu87
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 4265
Rejestracja: 19 lip 2008, 13:44

Re: Czy to była śmierć?

Postautor: Nikita » 09 lis 2013, 12:26

Moim zdaniem to bylo doswiadczenie bliskie smierci....bo zatrucie spowodowalo stan zagrazajacy zyciu..i byc moze dusza wyszla z ciala i zanlazla sie w innym swiecie..
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 4947
Rejestracja: 03 maja 2010, 16:31

Re: Czy to była śmierć?

Postautor: Nikita » 09 lis 2013, 12:27

Czytalam z zainteresowaniem twojego posta...to naprawde fajna rodzina( mysle o twojej mamie i siostrach) gdzei wszyscy sa tacy sensytywni i maja doswiadczenia z duchami...a moze opowiedz cos wiecej na ten temat?
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 4947
Rejestracja: 03 maja 2010, 16:31

Re: Czy to była śmierć?

Postautor: kalatala » 09 lis 2013, 15:02

Xsenia pisze:Często się zdarzało, że któraś z nas (mama, moje dwie siostry i ja) dostawała nagle dreszczy. Zazwyczaj padało hasło "co duch cię powąchał?" :D


Heh, to teraz już wiem skąd u mnie dreszcze gdy się zwracam do Boga lub mojego Opiekuna (do innych raczej sie nie modlę).
Awatar użytkownika
kalatala
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 909
Rejestracja: 28 cze 2012, 20:05
Lokalizacja: Białystok

Re: Czy to była śmierć?

Postautor: Krzysztoff » 09 lis 2013, 19:41

na pewno nie klasyczne NDE, bo klasycznie przeżycie z pogranicza śmierci ma charakterystyczne elementy
- znalezienie się poza ciałem - obserwacja swojego ciała i otoczenia
- playback - całego życia
- tunel
- świetlista postać
- spotkanie ze zmarłymi przyjaciółmi i rodziną - tutaj właśnie pojawiają się wizję pięknego świata (świetlistego) ogrodów, pięknych barw

Pytanie jest czy to doświadczenie Ci coś dało ? Jakąś wskazówkę , naukę , skierowało Cię gdzieś ? Zmieniło Cię w jakiś sposób?
Jeżeli nie - to prawdopodobnie halucynacja, gdyż takie wydarzenia mają swój cel...
pozdrawiam

ps. Bardzo ciekawie opisujesz , czuję tutaj jakieś humanistyczne wykształcenie :)
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2779
Rejestracja: 05 sty 2012, 22:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: Czy to była śmierć?

Postautor: Nikita » 09 lis 2013, 21:42

poznalam dzis osobe, ktora opowiedziala mi o swojej smierci klinicznej i ze ja to bardzo zmienilo...ona powiedziala mi, ze jest na 100 % pewna zycia po smierci...
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 4947
Rejestracja: 03 maja 2010, 16:31

Re: Czy to była śmierć?

Postautor: Xsenia » 10 lis 2013, 23:14

Dziękuję za serdeczne przywitanie :) i za odpowiedzi.
Krzysztoff pisze:Bardzo ciekawie opisujesz , czuję tutaj jakieś humanistyczne wykształcenie

:D ależ mnie tym rozbawiłeś :D jestem inżynierem mechanikiem (albo inżynierką?:P) a z matury z j. polskiego miałam 2 :)
A pro po tego, co napisałeś, to masz rację. Nie miałam uczucia "wychodzenia z ciała", ani playbacku. Teraz mi mąż mówi, że serce cały czas mi biło, więc raczej o śmierci nie ma mowy. Ale o tym, że te przeżycie było nie z tego świata przekonuje mnie, że ten "park" (trawa i żywopłot) były bardzo piękne i jednolite, bez suchych liści, brudu i fruwających śmieci. A dziewczynka była bardzo realna, pamiętam każdy szczegół. A najdziwniejsze było to, że nie widziałam i nie czułam własnego ciała. Nie widziałam własnych rąk, nóg i poruszałam się jakbym płynęła w powietrzu.
Krzysztoff pisze:Pytanie jest czy to doświadczenie Ci coś dało ? Jakąś wskazówkę , naukę , skierowało Cię gdzieś ? Zmieniło Cię w jakiś sposób?
Jeżeli nie - to prawdopodobnie halucynacja, gdyż takie wydarzenia mają swój cel...

No właśnie, zaraz po tym zdarzeniu, wydawało mi się, że nie zmieniłam się w ogóle, ale teraz po 8 latach widzę, że inaczej patrzę na życie i śmierć. Przestałam się bać śmierci, wiem że ona nie boli i wiem, że śmierć to nie koniec wszystkiego. Wiem, że po śmierci naszej (sorki za słówko) mięsnej powłoki, dusza się uwalnia. I w sumie jedyne co mnie teraz interesuje, to właśnie ten drugi świat.
Nikita pisze:Czytałam z zainteresowaniem twojego posta...to naprawdę fajna rodzina( myślę o twojej mamie i siostrach) gdzie wszyscy są tacy sensytywni i maja doświadczenia z duchami...a może opowiedz cos więcej na ten temat?

:lol: a ile masz czasu?? :)
Krótko opiszę poniżej kilka historii dotyczących mojej rodziny.
Moja babcia (mama mamy) była dość chorowitą osobą, miała słabe serce. Gdy urodziła moją mamę, lekarze orzekli śmierć. Babcia obudziła się 2 godziny później w prosektorium. Zmarła gdy moja mama miała 13 lat, nigdy jej nie poznałam, nad czym bardzo ubolewam. W nocy po pogrzebie babci, ktoś próbował ściągnąć moją mamę z łóżka. Pokój był zamknięty i spała w nim moja mama i jej siostra. Moja mama wpiła się twarzą w poduszkę i zaczęła krzyczeć, a potem zamknięte na zamek drzwi się otworzyły i trzasnęły tak mocno, że wieszak przywieszony na drzwiach spadł na podłogę. Moja ciocia nie chciała wierzyć mamie, że ktokolwiek był w pokoju, dopóki mama nie odsłoniła ramienia, a tam siniaki w kształcie 3 palców.
W ogóle uważam, że moja mama ma z nas czworo (mama, moje dwie siostry i ja) największą "moc" (dlatego w cudzysłowie, bo żadna z nas nie uważa się za medium). Pisałam już o telepatii w naszym domu. Ja rozumiem, że można znać własne dziecko na wylot i przewidywać jego myśli, ale moja mama pod tym względem przechodzi ludzkie pojęcie. Jedno zdarzenie najbardziej opisuje tą telepatię. Miałam wtedy jakieś 12 czy 13 lat. I wyjeżdżałam o 19 wieczorem na kolonie nad morze. Mieszkaliśmy wtedy w Bytomiu, więc to była dość długa droga. Gdzieś tak po około 2 godzinach w moim autobusie zapaliła się opona. Szybko to ugaszono i nikomu nic się nie stało. Nie było paniki. Ponieważ jechały 2 autobusy postanowiono, że młodsze dzieci przesiądą się do dobrego autobusu i pojadą dalej. Ja jako starsze dziecko miałam siedzieć w zepsutym i czekać na przysłanie sprawnego. Przyjechał tak gdzieś około 24. Przesiedliśmy się i kontynuowaliśmy podróż. Nic w sumie ciekawego, ale 3 dni później dostałam 2 listy od mamy i starszej siostry. Obie pisały te listy osobno, mama w domu, a siostra w pracy (nie wiedząc że pisze też ta druga) i opisały te same zdarzenie. W dniu mojego wyjazdu około godziny 21 moja mama zaczęła się bardzo denerwować. Nie mogła się uspokoić. I denerwowała się tak do 24, a zazwyczaj o 22 już spała. No i na drugi dzień, jak moja siostra i tata wrócili z pracy (pracowali w tej samej firmie, która właśnie organizowała moje kolonie) i opowiedzieli jej jakie miałam przygody, to mama zaczęła się śmiać sama z siebie :).
Albo jak chodziłam do liceum moja mama nie pracowała. Codziennie robiła mi śniadanie i jak było gotowe, to dopiero wtedy mnie budziła. No i często się zdarzało, że rano przebudzałam się lekko, słyszałam w głowie pytanie "co ja bym dziś zjadła?", w myślach odpowiadałam np. "jajka sadzone na szynce" i zasypiałam na nowo. A po obudzeniu przez mamę okazywało się, że mama zrobiła mi na śniadanie właśnie jajka sadzone.
Jak wyszłam za mąż i wyprowadziłam się do Sosnowca, to niestety często zdarzało się, że kłóciłam się z mężem. Po każdej takiej kłótni, jakąś godzinę później, miałam telefon od mamy z pytaniem czy wszystko w porządku. I nawet jak moi rodzice przeprowadzili się na wieś niedaleko Częstochowy, to także miałam takie telefony, tyle że nie godzinę później, a jakieś 4,5 godzin później.
To, że odpowiada na niezadane pytanie (bez powiązania z wcześniejszą rozmową), to po prostu normalność. Zresztą tą umiejętność mają też moje siostry i ja. A już najlepszym numerem jest, jak próbuję się dodzwonić do mamy lub sióstr. Zazwyczaj jest zajęte, bo właśnie rozmawia z inną z nas. :) I zazwyczaj jest tak, że dzwoni mama, chwilę później jedna siostra, a chwilę później druga. Śmiejemy się wtedy, że mamy "czerwone linie". :) Albo muszę zadzwonić do którejś z sióstr by coś jej przekazać i po chwili właśnie ta siostra dzwoni. Wtedy też się śmieję, że oszczędzam na impulsach :D
Drugą co do wielkości "moc" ma moja najstarsza siostra. Gdy dorastała miała dar telekinezy (na szczęście jej przeszło). Miała też alergię na ciepło. Śmiesznie wyglądała, jak oparła się przypadkiem o żeberkowany kaloryfer :D albo jak wchodziła do wanny pełnej wody, wtedy puchła jej skóra do linii wody :) I miała też kilkumiesięczny czas kiedy nie mogła żuć gum do żucia. Każda rozpuszczała się w jej ustach po kilku minutach :) Śmiałyśmy się z niej że pluje kwasem :P Gdy dorastała zaczęła też bawić się tarotem. Każda jej przepowiednia się spełniała. Przepowiedziała np. kierowniczce kolonii, że będzie miała wypadek samochodowy, ale nikomu nic poważnego się nie stanie. 3 dni później kierowniczka z kierowcą jechali żukiem po zaopatrzenie na kolonie. Przed nimi jechała ciężarówka, której w pewnej chwili opadła klapa tylna i żwir, który przewoziła wysypał się na przednią szybę żuka. Szyba się stłukła i lekko poraniła kierowniczkę i kierowcę. Od tego momentu moja siostra otrzymała przydomek "czarownica". Tak było aż do chwili, gdy zobaczyła w kartach śmierć swojego kolegi z klasy (oczywiście nic mu nie powiedziała). Mieli wtedy po 15 lat. 3 tygodnie po postawieniu kart kolega zatruł się czadem. Wypisz wymaluj jak ja, tyle że jego nikt nie uratował. Moja siostra bardzo to przeżyła i przeklęła karty by już nigdy ich nie widzieć. Karty się zgubiły, same, bo żadna z nas nigdy ich nie wyrzucała. Od tego czasu moja siostra przestrzegała mnie przed tymi kartami. Powiedziała, że otwierają one drzwi do innego świata, i dopóki nie przejdzie się przeszkolenia, i nie potrafi się zapanować nad tym, co może przez te drzwi przejść, to nie powinno się nawet bawić tymi kartami. My nie uważamy się za przeszkolone, dlatego nie miałam nawet takich kart w rękach. I w sumie szkoda, że ani w życiu mojej mamy, ani naszym nie pojawiła się osoba, która mogłaby nas nauczać. Moja najstarsza siostra zna tez najwięcej czarów, ale używa (i ja też) tylko czarów ochronnych. Mama zawsze nas przestrzegała, że jeśli komuś zrobimy coś złego, czy zażyczymy komuś coś złego, to los odda nam to trzykrotnie mocniej. Dlatego staram się pomagać innym i nie oczekuję niczego w zamian, bo wiem, że los mi za dobroć odpłaci. :)
O mojej średniej siostrze niewiele mogę powiedzieć. Jest bardzo skryta. Nie jedno jej się na pewno przydarzyło, ale nie chce o tym mówić. Zresztą to katoliczka. Praktykująca. I pomimo iż akceptuje paranormalność, to jednak nie chce jej dostrzegać i o niej mówić. A naszą telepatię rodzinną traktuje jako coś normalnego.
No i ja :) najmłodsza. Ale moje przeżycia, to już na inny post, bo ten się stał lekko przydługi :)
Mam nadzieję, że was nie zanudziłam. :)
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 2812
Rejestracja: 08 lis 2013, 23:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Czy to była śmierć?

Postautor: megan6 » 11 lis 2013, 00:33

Oczywiście że nie bardzo mnie zaciekawiła twoja osoba i bardzo fajnie czyta się twoją opowieść.
In the arms of the angel fly away from here ...
you're in the arms of the angel, may you find some comfort here
Awatar użytkownika
megan6
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 214
Rejestracja: 23 lut 2013, 20:57
Lokalizacja: Kendal

Re: Czy to była śmierć?

Postautor: Nikita » 11 lis 2013, 12:09

super...dzieki i czekam na ciag dlaszy....umiesz pisac w bardzo interesujacy sposob....

Ciekawe z tymi kartami tarota, ze sie "same zgubily" ...naprawde niesamowite..
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 4947
Rejestracja: 03 maja 2010, 16:31

Następna

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości