Wkrótce umrę. Boję się...

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Wkrótce umrę. Boję się...

Postautor: Emmeline » 21 paź 2013, 22:12

Jestem tu nowa, chociaż od jakiegoś czasu obserwuję to forum, więc witam ;)

Stwierdziłam, że to forum będzie najbardziej odpowiednie do mojego problemu.
Mam nadzieję, że potraktujecie mój problem poważnie, choć jest on nietypowy.

W tym wcieleniu mam bardzo ważną dla siebie misję, a dokładniej przygotować sobie w zaświatach miejsce, w którym odzyskam umiejętności, które utraciłam w poprzednich wcieleniach (częściowo przez własną głupotę)...
Misja już prawie zakończona, więc czas umierać. Zostało mi - ze względu na pewne okoliczności - dwa tygodnie lub 3 miesiące życia, zależy to od tego jak bardzo się zmobilizuję do zakończenia wszystkiego.

Jednak trapi mnie najbardziej to, z czym będę musiała się zmierzyć w zaświatach. Boję się, że nie wszystkie utracone przeze mnie rzeczy odzyskam ot-tak. Większość moich umiejętności wzięła istota znacznie potężniejsza od zwykłych ludzi (to nie jest człowiek), która mnie poniżała i traktowała jak zabawkę, tym bardziej, że byłam jej sługą przez bardzo długi czas, wiele wcieleń temu. Od razu mówię, że nie da się z nią normalnie rozmawiać - jest agresywna, zadufana w sobie, twierdzi, że wie wszystko lepiej i może wyrządzić naprawdę duże krzywdy.

Mimo wszystko czuję, że wszystko jest na dobrej drodze i odzyskam to, co straciłam, ale jeszcze nie wiem jak z tym wyżej wymienionym bytem to załatwić. Tak sobie myślę, że może lepiej poczekać, aż jej potęga znacznie zmaleje i wtedy działać.
Prawie cały plan już jest, tylko z tym fantem nie wiem co zrobić...

Mam nadzieję, że uzyskam jakąś poradę w związku z powyższą sytuacją. Nie powinnam się tak pesymistycznie nastawiać, bo w głębi serca wiem, że to wszystko się jakoś rozwiąże, ale boję się, że przez jeden głupi błąd cały mój plan, nad którym tak pracowałam, legnie w gruzach...
Awatar użytkownika
Emmeline
 
Posty: 43
Rejestracja: 21 paź 2013, 21:39

Re: Wkrótce umrę. Boję się...

Postautor: konrad » 22 paź 2013, 00:07

Najważniejsza w życiu jest miłość. Ona przezwycięża wszystko. Wczoraj na kongresie w czasie wykładu dr Iandoli opowiadał przypadek jednego ze swoich pacjentów, który zachorował na nowotwór i otrzymał od lekarzy wiadomość, że rak będzie się nasilał i zostały mu tylko 3 miesiące życia. Wówczas człowiek ten postanowił wykorzystać te ostatnie chwile i rozwiązać niektóre ze spraw, które go męczyły. Przede wszystkim udał się do swojej córki, z którą nie żył w dobrych stosunkach od dłuższego czasu. Postanowił, że zrobi wszystko, aby się z nią pogodzić i spędzić wspólnie ostatnie chwile życia. Żartobliwie mówił, że umówił się ze swoim nowotworem, że ani on nie będzie mu przeszkadzał, ani nowotwór jemu. Udało mu się pogodzić z córką i okazało się, że miłość do niej pozwoliła mu odzyskać siły. Nowotwór się nie rozwinął, a on żyje dalej. To wspaniała historia, która pokazuje jedną ważną rzecz. Każdy z nas kiedyś odejdzie, ale nawet jeśli lekarze przekazują nam jakieś informacje, to tylko przewidywania oparte na statystykach... Wiele zależy od nas samych, a przede wszystkim od Boga. Ale opowieść, którą przytoczyłem, uczy nas jednej ważnej rzeczy: warto wykorzystać nasze życie na rzeczy ważne, na spędzanie czasu z bliskimi, rozwiązywanie problemów, które nasilają się przez lata. Warto opuszczać ziemię w spokoju, bo wówczas będzie łatwiej nam po tamtej stronie.

Emmeline pisze: Większość moich umiejętności wzięła istota znacznie potężniejsza od zwykłych ludzi (to nie jest człowiek), która mnie poniżała i traktowała jak zabawkę, tym bardziej, że byłam jej sługą przez bardzo długi czas, wiele wcieleń temu. Od razu mówię, że nie da się z nią normalnie rozmawiać - jest agresywna, zadufana w sobie, twierdzi, że wie wszystko lepiej i może wyrządzić naprawdę duże krzywdy.


Nie ma istot potężniejszych od ludzi innych niż Bóg. Każdy duch jest wbrew pozorom taki sam, ma w sobie ten sam potencjał dążenia ku doskonałości, możliwości uczenia się i rozwoju. Owszem, niektórzy z nas wiedzą więcej, kochają mocniej, ale różnice te z czasem się zacierają, w miarę jak się rozwijamy. Istota, która mogła Cię krzywdzić, to zatem ktoś taki, jak my, kto najwyraźniej potrzebuje pomocy. Najlepszą pomocą w tym wypadku będzie wybaczenie... Wybacz mu te trudne chwile. On tak naprawdę krzywdził sam siebie, a nie Ciebie. Jeżeli jest w nas miłość, nic nie jest w stanie nas pokonać - pamiętaj o tym. Warto w takiej sytuacji zwrócić się też do swojego duchowego opiekuna i poprosić go o wsparcie. Ale przede wszystkim wybaczyć tym, którzy nas krzywdzą, nie kryć wobec nich żalu.

Trzymaj się ciepło!
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: Wkrótce umrę. Boję się...

Postautor: Emmeline » 22 paź 2013, 13:54

Bardzo dziękuję za odpowiedź.

konrad pisze:warto wykorzystać nasze życie na rzeczy ważne, na spędzanie czasu z bliskimi, rozwiązywanie problemów, które nasilają się przez lata. Warto opuszczać ziemię w spokoju, bo wówczas będzie łatwiej nam po tamtej stronie.


Wiem, właściwie to już załatwiłam prawie wszystko, jeśli chodzi o moją ziemską egzystencję i - jak pisałam - zostało mi jeszcze trochę czasu na załatwienie wszystkiego do końca, więc raczej odejdę w spokoju. Zaświatów się nie boję, pamiętam poprzednie wcielenia. Tylko boję się konfrontacji z tą istotą...

Jeśli o nią chodzi, to zgadzam się, w pewnym sensie jesteśmy tacy sami. Wybaczyłam mu krzywdy, ale po prostu chcę odzyskać to, co przez niego straciłam i szukam sposobu jak to zrobić. Właśnie teraz przypomniałam sobie, że znam sfery astralne, gdzie jest to możliwe, no ale nie wiem, dla pewności wolę odzyskiwać wszystko własnoręcznie... Uspokajam się swoim przeczuciem, że wszystko będzie dobrze...

Również pozdrawiam ;)
Awatar użytkownika
Emmeline
 
Posty: 43
Rejestracja: 21 paź 2013, 21:39

Re: Wkrótce umrę. Boję się...

Postautor: Krzysztoff » 23 paź 2013, 13:32

Emmeline pisze:Zostało mi - ze względu na pewne okoliczności - dwa tygodnie lub 3 miesiące życia, zależy to od tego jak bardzo się zmobilizuję do zakończenia wszystkiego.

Czy to diagnoza lekarska ?
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2787
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wkrótce umrę. Boję się...

Postautor: Emmeline » 23 paź 2013, 17:06

Nie. Ja po prostu wiem kiedy umrę - potrafię to przeczuwać i w pewnym sensie potrafię to kontrolować, dlatego napisałam, że mam jeszcze 2 tygodnie lub 3 miesiące.

Pewnie zaraz zapytasz jak to robię - już odpowiadam:

Swoją śmierć przeczuwam tak, że wzruszam się z byle powodu, np. przeczytam jakiś ładny wiersz i już płaczę czując jednocześnie duchowe "uniesienie". Częściej jednak pojawia się takie dziwne uczucie w głowie, które towarzyszy mi przez większość dnia: tak jakby skoczyła mi w niej adrenalina i mam strasznie wrażliwe oczy - całym okiem czuję każde mrugnięcie, spojrzenie np. w prawo itp., czasem jest to jak nieprzyjemne łaskotki, nie wiem jak to lepiej określić... Czuję też jednocześnie osłabienie - dokładnie jakbym przed chwilą zemdlała, chociaż fizycznie nic mi nie jest.
Takie uczucia pojawiają się tylko wtedy, gdy już zrobiłam (lub kończę) to, co do mnie należało i wiem, że to już koniec i mogę odejść w spokoju. Czasem zdarza mi się, że wybiorę sobie kolejny cel w tej samej inkarnacji i chcę go zrealizować, wtedy wszystkie wyżej wymienione objawy mi przechodzą.

A kontroluję to bardzo prosto: po prostu chcę lub nie chcę żyć. Wolna wola to wbrew pozorom największa siła 8-)
Awatar użytkownika
Emmeline
 
Posty: 43
Rejestracja: 21 paź 2013, 21:39

Re: Wkrótce umrę. Boję się...

Postautor: Signus » 23 paź 2013, 18:27

Ciekawe to że o tym wszystkim wiesz że zasłona którą przyslonieni sa wszyscy Ciebie nie dotyczy i ciekaw jestem czy ta wiedza nie przeszkadza Ci normalnie żyć i rozwijać się? I czywiesz to od zawsze czy jakies zdarzenie w twoim zyciu odslonilo to wszystko?
"Pomagać innym to rozwijać się samemu." Marie-Louise Morton
Awatar użytkownika
Signus
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 99
Rejestracja: 18 wrz 2013, 13:06
Lokalizacja: Gorzów Wlkp.

Re: Wkrótce umrę. Boję się...

Postautor: Emmeline » 23 paź 2013, 18:50

W pewnym sensie wiem to od zawsze, bo dzieciństwie moja wiedza duchowa była nieco przytłumiona, a dopiero w wieku 12-13 lat zaczęłam sobie wszystko przypominać, chociaż te wspomnienia na początku były mocno zniekształcone. Było to dla mnie o tyle łatwe, że reinkarnowałam się na tej Ziemi po raz pierwszy, więc nie jestem obciążona karmicznie. Normalnie podróżuję po alternatywnych światach podobnych właśnie do Ziemi. Wybrałam Waszą Ziemię dlatego, że jest ona takim jakby łącznikiem między wieloma światami, jest ona najbardziej z nimi połączona, jest w niej wiele nawiązań do nich, np. dana rzecz wygląda niemal identycznie jak przedmiot, który widziałam parę wcieleń temu, w tym sensie. W innych światach jest mało takich "przypominajek", tutaj jest ich sporo.

Co do tego, czy mi to przeszkadza czy nie - lepiej czuję się ze swoją wiedzą niż z jej brakiem.

Poza tym, nie generalizuj, nie wszyscy mają pourodzeniową amnezję. Niektórzy również pamiętają poprzednie życia.
Awatar użytkownika
Emmeline
 
Posty: 43
Rejestracja: 21 paź 2013, 21:39

Re: Wkrótce umrę. Boję się...

Postautor: jario » 23 paź 2013, 19:19

Przepraszam jezeli jestem zbyt ciekawy ale mialbym kilka pytan
Jezeli to twoje pierwsze wcielenie na ziemi to moze podzielisz sie z nami czego ono cie nauczylo a majac porownanie do innych swiatow powiedz nam jak ma sie rozwoj moralny,duchowy ludzi tu zyjacych w porownaniu do tych innych w ktorych bylas?
czy masz kontakt ze swoim przewodnikiem duchowym?
Jak ustosunkowuje sie do twojej wiedzy twoja rodzina?
Jezeli przeczuwasz kiedy nadchodzi przejscie na ta druga strone ,to czy masz taka wiedze jak ono wyglada ,moze nam opiszesz?
Pamietasz swoje inkarnacje czy zycie w swiecie duchowym rowniez?
Mistrz pojawia się tylko wtedy, kiedy uczeń jest gotowy ...
Awatar użytkownika
jario
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 467
Rejestracja: 15 gru 2009, 17:09
Lokalizacja: Wedel

Re: Wkrótce umrę. Boję się...

Postautor: Emmeline » 23 paź 2013, 19:43

Ehh, czemu wszędzie gdzie się zjawiam jestem zalewana pytaniami... No dobrze:

1. Właściwie to nie nauczyło mnie ono niczego, co do rozwoju, to różnie, ale wolę wybierać światy, w których ludzie/kosmici są bardziej otwarci na zjawiska paranormalne.
2. Nie, bo nie lubię być prowadzona za rączkę jak małe dziecko. Sama decyduję o swoim życiu.
3. Moja rodzina nic o niej nie wie, nie zrozumiałaby tego.
4. Zazwyczaj po śmierci pojawiam się obok swojego ciała, czasem na początku nie jestem pewna czy jeszcze żyję czy nie. Wtedy próbuję np. przejść przez ścianę. Jak się uda - nie żyję. Czasem od razu idę do astralu, ale rzadko mnie wita tak często opisywane światełko w tunelu.
5. Jedno i drugie, ale aktualnie lepiej pamiętam inkarnacje.
Awatar użytkownika
Emmeline
 
Posty: 43
Rejestracja: 21 paź 2013, 21:39

Re: Wkrótce umrę. Boję się...

Postautor: juniperus » 24 paź 2013, 09:31

Emmeline pisze: Częściej jednak pojawia się takie dziwne uczucie w głowie, które towarzyszy mi przez większość dnia: tak jakby skoczyła mi w niej adrenalina i mam strasznie wrażliwe oczy - całym okiem czuję każde mrugnięcie, spojrzenie np. w prawo itp., czasem jest to jak nieprzyjemne łaskotki, nie wiem jak to lepiej określić... Czuję też jednocześnie osłabienie - dokładnie jakbym przed chwilą zemdlała, chociaż fizycznie nic mi nie jest.

Przeczytałam Twoje wpisy kilkukrotnie i nie do końca rozumiem, dlaczego dolegliwości, o których piszesz tak ściśle wiążesz z zwiastunem śmierci. Wiesz, ja również czasami miewam dokładnie takie uczucia, jednak pojawiają się one wówczas, gdy jest przy mnie słaby duch. To jego niedoskonałe fluidy wywołują tego typu uczucia. Spróbuj się zastanowić, być może to Twój prześladowca, o którym piszesz, tak na Ciebie oddziałuje. Radzę wziąć sobie mocno do serca i pod rozwagę to, co napisał powyżej Konrad. Przede wszystkim miłość do tego ducha (pomimo jego zachowania) pozwoli Ci chronić się przed nim lepiej. Żaden duch nie może zabrać nam niczego, jeśli mu na to nie pozwolimy sami. To my wyznaczamy granice zła w nas samych. Cierpliwością, przebaczeniem i miłością osłabiamy zło, które jest w nas i które nas otacza np. w osobach duchów niskich (słabo rozwiniętych). Szczerą modlitwą i nieustanną pracą nad własnymi wadami i niedoskonałościami tworzymy coś w rodzaju bariery, która co prawda nie chroni nas w 100% przed słabymi duchami, ale ułatwia nieuleganie ich wpływom.
Piszesz, że nie lubisz być prowadzona za rączkę jak małe dziecko. Czy na pewno poznałaś swojego Opiekuna, że masz taki pogląd na jego pomoc? Z moich obserwacji Opiekunowie nie prowadzą swoich podopiecznych jak bezbronne owieczki, ale mobilizują ich do samodzielnego myślenia i działania. Oczywiście w chwilach, gdy prosimy ich o pomoc udzielają jej, nie narzucając jednak absolutnie niczego. Jeśli już, to sugerują dobre wyjście lub lepszą analizę własnego zachowania, a ostateczny wybór i tak należy do nas samych. Nie rozumiem zatem skąd u Ciebie taka niechęć wobec własnego Opiekuna.
Mój Opiekun nauczył mnie na prawdę bardzo wielu pożytecznych i mądrych rzeczy. Zwykle powtarza, że powinnam wybaczyć swoim oprawcom przewinienia, ponieważ dobro jest najważniejsze i to je powinnam w sobie wzmacniać, a mój oprawca sam odpowie za swoje winy.
Izabela
GG: 42074662


Ulecieć do góry na skrzydłach...
Awatar użytkownika
juniperus
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 852
Rejestracja: 03 sty 2013, 11:50
Lokalizacja: łódzkie

Następna

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości