Belial71 pisze:Możesz mi wyjaśnić jak wg Ciebie mam wpływ na to czy zachoruję na raka ? Dla mnie to niepojęte . Oczywiście pomijając palenie tytoniu czy inne czynniki ryzyka. Jest wielu ludzi , którzy nie pili i nie palili a umarli ta tego typu choroby.
Patrząc z perspektywy jedynie jednego fizycznego życia, nie masz wpływu. Patrząc z perspektywy życia nieśmiertelnego ducha, który wciela się wielokrotnie, masz wpływ. Wszystkie choroby wrodzone i te, których genetyczne uwarunkowania przejmujemy, powstają pod wpływem zmian na ciele duchowym, które wytworzyły się na skutek naszego postępowania we wcześniejszych życiach. Zmiany te uaktywniają się w postaci nowotworu właśnie, jeżeli wystąpią pewne czynniki. Prosty przykład: astma może być uwarunkowana tym, że ktoś był zawziętym palaczem w poprzednim życiu i teraz ma z jednej strony działać na niego jako w pewnym sensie nauczka, a z drugiej strony rodzaj ochrony, bo astmatykowi dużo ciężej będzie sięgnąć po papierosa. Podobnie choroba nowotworowa może być wywołana negatywną postawą człowieka z poprzedniego życia związana z konkretną częścią ciała. Objawi się ona w kolejnym życiu, o ile osoba ta nie zmieni postępowania (stąd też wiele osób, które genetycznie są uwarunkowane do zachorowania na pewne choroby, pozostaną zdrowe, o ile podejmą za życia odpowiednie, zaplanowane wcześniej przed narodzinami działania zapobiegawcze). Wszystko to wydaje się skomplikowane, ale ma sens. Główne punkty tej teorii są więc następujące:
- my sami przyczyniamy się do wszystkich chorób, na które zapadamy
- część chorób uwarunkowana jest działaniami z tego życia
- pozostałe choroby są skutkami naszego postępowania w życiach poprzednich
- nasze postępowanie odbija się na ciele duchowym, które przenosi pewne niedoskonałości na ciało fizyczne
- niedoskonałości istnieją, dopóki trwają nasze negatywne cechy - celem chorób jest więc edukowanie nas, jak trzeba postępować (cierpienie jest w pewnym sensie motorem postępu)
A co do samej eutanazji, temat jest trudny, ale można powiedzieć, że należy tu odróżnić diwe sytuacje:
1) poddajemy eutanazji osobę w śpiączce - tutaj jest to zwykłe morderstwo moim zdaniem, ponieważ ciężko stwierdzić, że osoba taka cierpi. Decyzja jest raczej warunkowana tym, że rodzina nie chce się już męczyć istnieniem takiej osoby, czyli w większości przypadków mamy ewidentny albo gdzieś zawoalowany egoizm
2) osoba decyduje o swojej śmierci - tu wiele zależy od intencji, bo może chcieć poddać się eutanazji ktoś cierpiący i będący na skraju wyczerpania, na którego nie działają już środki znieczulające, albo ktoś, komu znudziło się życie. W obu przypadkach mamy do czynienia z samobójstwem, ale mam wrażenie, że w przypadku pierwszej osoby konsekwencje będą dużo mniejsze niż w przypadku drugim. Tak czy inaczej postawa spirytysty powinna zawsze polegać nie na tym, by komuś odbierać życie, ale na tym, by nieść ulgę w cierpieniu w każdy możliwy sposób.