autor: Hilary » 15 wrz 2012, 03:25
Siostra mojej babci była późnym dzieckiem. Kto nie wie jakie jest prawdopodobieństwo na "nierozklejenie" się chromosomów przy spłodzeniu dziecka mając około czterdziestki, niech mi wierzy, że wystarczająco duże, by się zastanowić... Miała zespół Downa, jak to się objawia chyba wszyscy wiemy. Podczas rozmowy ma się wrażenie, że rozmówca ma kilka lat, a nie kilkadziesiąt jak we wspomnianym przypadku. Jak na osobę z tą chorobą dożyła wręcz sędziwego wieku, jednak do rzeczy.
Zaczęła się kończyć, wiedzieli to lekarze, rodzina, jak i każdy kto widział jej mlecznobiałą aurę. Wygląda mi to trochę na to, że zaczęła się oddzielać od ciała na jakieś trzy dni przed śmiercią, bo wtedy ostatni raz u niej byłem i usłyszałem i zobaczyłem to właśnie jakoś na 2-3 dni przed końcem.
Dlaczego przytaczam ten przykład i skąd w ogóle kwestia oddzielenia? Stąd, że wedle przekazów Duch w ciele osoby z chorobą psychiczną, upośledzeniem, czy czymkolwiek innym jest zdrów... a to ciało jest chore.
Aura świadczyła o tym, że śmierć może nastąpić w zasadzie w każdej chwili, stan zdrowotny również, a ona - choć o mentalności dziecka kilkuletniego - co jakiś czas zaczynała mówić normalnie, nawet głos jej się trochę zmieniał na skutek poważniejszego i dojrzalszego intonowania... mówiła, że widzi rodziców. Widziała tych, co nie żyją, również tych, o których śmierci nie wiedziała (bo po co informować i martwić). Nie wspomniała o nikim, kto by żył. Widziała "w powietrzu" tych, którzy nie żyli i opisywała ich na moją prośbę tak dokładnie, że babcia potwierdzając wzrokiem każde jej słowo, choć wierząca katoliczka- była w szoku.
Dla mnie jest to bardzo wiarygodny dowód, ponieważ:
-choroba czyniła z Kryśki osobę o mentalności dziecka, co uniemożliwiało tak doskonałe kłamanie
-przedstawiała informacje w sposób dojrzały, jakby przestawało jej myślenie być ograniczone przez ciało
-wspominała o nieżyjących, o których śmierci nie została poinformowana z oczywistych względów
To są tylko moje doświadczenia z sytuacji, która przyszła mi do głowy... było ich więcej.
Co do metody sprawdzenia, czy istnieje życie po śmierci... możemy to rozważać na wiele stron. Jeśli istnieje Bóg (którego atrybutami są przecież miłość, dobro, miłosierdzie...), to nie ulega wątpliwości, że tak- istnieje życie wieczne. Bo przecież jakim cudem logika i dobro ludzkie byłoby wyższe od najwyższego, tego od Boga?
A co do empiryki- zachęcam do przeczytania dzieł Kardeca, osobiście proponuję "Niebo i piekło", jednak bez wątpienia każda pozycja jest dobra, a każdy uważa inną za bardziej przekonującą. Faktem jest, że spirytyzm jest nauką, a nie religią, toteż opiera się na dowodach... życie po śmierci zostało już dowiedzione.
Kiedy umiera ciało fizyczne- Duch nie ulatuje (z zasady?) natychmiast. By ujrzeć w umierającym kogoś, kto się na nowo rodzi, musielibyśmy widzieć Duszę... a skoro tego nie widzimy, to skupiamy się na tym, co dostrzegamy- materii i wspomnieniach, które przechodzą w przeszłość.
Współczuję straty, jednak... proszę pamiętać- jest ona złudna. W istocie tracimy możliwość materialnej interakcji z człowiekiem i tylko to- on dalej jest i smuci się widząc, jak jego wyzwolenie z okowów cielesności odbiera wiarę, zamiast jej dodawać. "Narodzić się, umrzeć, odrodzić ponownie i wciąż się rozwijać- takie jest prawo." Allan Kardec